Znowu mnie nie było, bo z jednej strony lenistwo mnie ogarnęło, a z drugiej jakoś nie mogłam znaleźć czasu i chęci na napisanie. Jeszcze siedzę w dwupaku, ale mam nadzieję, że szybko się to zmieni, bo od nocy mam skurcze. W nocy były dość bolesne, nieregularne i rano przeszły, ale od kilku godzin pojawiają się co jakiś czas i oby w końcu przerodziły się w coś porządnego. Jak nic przez noc się nie wydarzy, to jutro wizyta i wtedy zobaczę co się pokaże na KTG. Nie wiem czy z tego podekscytowania będę mogła zasnąć :)

Jeśli nic się nie wydarzy, to na pewno zdam jutro relację z wizyty i dodam posta o naszykowanych ciuszkach dla Malutkiej na wyjście ze szpitala.
Nie wiem czy tak jest w całej Polsce, ale u nas to jest dziś chyba z 30 stopni, a takie upały w końcówce ciąży to nieciekawe połącznie. Wczoraj palce u stóp taki mi spuchły, że nie byłam w stanie włożyć żadnych letnich butów. Na szczęście opuchlizna zeszła po nocy, a to najważniejsze.

Po wczorajszej wizycie u lekarza wieści mogłyby być lepsze, ale nie narzekam, muszę myśleć pozytywnie. Ciśnienie znów trochę wysokie, kontroluję je nawet po 6 razy dziennie, bo jakieś takie skoki ciągle mam. Górnej granicy jeszcze nie przekroczyłam, ale takie skoki też nie są dobre, więc lekarz zalecił mi odpoczynek, a już myślałam, że czekają mnie długie spacery w celu rozruszania akcji. Trudno, jak trzeba odpoczywać to trzeba, bo inaczej czeka mnie szpital, a tego przecież nie chcę. Muszę obserwować te obrzęki, myślę, że to w głównej mierze przez ten gorąc, bo wcześniej takich problemów nie miałam. Najważniejsze, że z Karolcią wszystko w porządku i że jest już gotowa na przejście na drugą stronę brzuszka :) Rozwarcie niestety jedynie na 1,5 cm, a szyjka jeszcze nieprzygotowana. Lekarz z jednej strony powiedział, że za tydzień pewnie się zobaczymy, a z drugiej strony uważa, że poród może zacząć się w każdej chwili, więc nie pozostaje mi nic innego jak czekać :)
Chwilę mnie nie było, ale nie myślcie czasem, że urodziłam, bo po ostatnich skurczach przepowiadających nastała cisza, ale to może cisza przed burzą? Kto wie ;) Jakoś niewiele czasu mam ostatnio na pisanie, bo energia mnie rozpiera, sprzątam, porządkuje i niewiele siedzę przy komputerze, bo pogoda zachęca do długich spacerów. Wczoraj wybraliśmy się na godzinny spacer. Zeszłam się niesamowicie, ale było warto :) Dzidziuś dotleniony, ja szczęśliwa, jedynie skurczy brak. Widocznie malutka jeszcze nie jest gotowa, żeby wyjść na świat, chociaż uparcie tłumaczymy jej, że już może ;) Cieszy mnie bardzo to, że w końcu nie muszę się tak oszczędzać i mogę spokojnie porobić różne rzeczy w domu, pójść na porządny spacer i pochodzić po schodach. Aktywność w samej końcówce nie zaszkodzi, a wręcz może pomóc łatwiej znieść poród, więc staram się korzystać z ostatnich chwil "wolności" jak tylko mogę, bo całe szczęście czuję się znakomicie :) Jutro wizyta u lekarza i ciekawa jestem jakie przyniosę z niej wieści.
Takiego rzeczowego i profesjonalnego posta udało mi się wczoraj napisać, a wieczorem nie potrafiłam określić czy bóle, które mam to skurcze, czy może coś innego. Pierwszy raz złapały mnie takie porządne bóle. Początkowo zaczęło lekko pobolewać jak na miesiączkę, a później przeszło to w bóle trwające raczej krótko, ale pojawiające się dość często. Stąd też nie wiedziałam co to jest, bo przecież "książkowo" powinny pojawiać się po dłuższym odstępie czasu. Najważniejsze jest to, że nie spanikowałam, a wręcz ucieszyłam się, że coś zaczyna się dziać :) Niestety wszystko po niecałej godzinie się wyciszyło. A myślałam, że skoro była pełnia to i ja trafię na porodówkę ;)

Ogólnie od kilku dni rozpiera mnie energia :) Chodzę, spaceruję i sama nie wiem już za co się wziąć ;) Nie zapominam też jednak o relaksie, bo bądź co bądź nadal szybko się męczę. 
Dziś byłam u lekarza po odbiór wyników, całe szczęście wszystko w normie. Słuchaliśmy też serduszka, a kolejna wizyta już za tydzień i będzie też ostatnie USG. Ciekawe czy do tej wizyty dotrzymam, skoro już macica zaczęła się przygotowywać. Lekarz powiedział, że te bóle to skurcze przepowiadające, więc może Karolcia zdecyduje się na dniach wyjść na świat :)
Dziś czysto teoretycznie z różnymi radami od położnej. Dopiero za jakiś czas będę mogła zdać swoją własną relację z tego wydarzenia. Im bliżej terminu porodu, tym częściej o tym myślę i moje zainteresowanie tematem wzrosło. Ciekawe czy choć trochę teoria sprawdzi się w praktyce.

Etapy porodu (co obejmują, jak wyglądają, czego możemy się spodziewać, jak sobie pomóc):

I okres porodu obejmuje czas od pierwszej czynności skurczowej do rozwarcia 10 cm. Dzieli się na fazę utajoną i fazę zasadniczą (szybszą). Faza utajona prowadzi do rozwarcia 4 cm. Jest mniej bolesna i pierwszej czynności skurczowej można w ogóle nie czuć. Za radą położnej najlepiej zostać w domu i poczekać, aż skurcze na dobre się rozhulają. Jedynym wyjątkiem jest odejście wód płodowych. W fazie zasadniczej szyjka osiąga maksymalne rozwarcie 10 cm. Skurcze są na początku krótsze 20-30 sekund i pojawiają się co 15-20 minut. Przypominają bóle miesiączkowe. Przy zwiększającym się rozwarciu trwają 30-40 sekund i pojawiają się co 3-4 minuty. Bardzo trudny jest moment rozwaracia na 7 cm i położne określają je jako kryzys 7 cm. Położne jednak cieszą się z tego kryzysu, bo wiedzą, że dalej powinno pójść już znacznie szybciej. Jak możemy sobie pomóc? Dużo chodzić i się poruszać, ponieważ pozycja pionowa sprzyja przesuwaniu się dziecka w dół. Ból mogą złagodzić masaże, kąpiel, prysznic i różne ćwiczenia relaksacyjne i oddechowe. Do szpitala jechać najlepiej wtedy, gdy skurcze pojawiają się co ok. 5 minut i trwają po 40-60 sekund (muszę to zapamiętać, bo ciągle zapominam), z tego względu, że domowa atmosfera sprzyja szybszemu rozwieraniu się szyjki.

II okres porodu to etap od pełnego rozwarcia do urodzenia się dziecka. Skurcze zmieniają charakter i stają się skurczami partymi, które trwają 60-90 sekund i występują co 1-2 minuty. Potrzeba parcia jest tak duża, że ciężko ją opanować. Najlepsze pozycje do parcia to pozycje wertykalne, ale też kolanowo-łokciowe, na boku. Dobrze jest słuchać położnej, bo ona najlepiej wie, co jest dla nas i dla dziecka dobre w danym momencie. Samo parcie trwa zazwyczaj krótko 15-30 minut, ale zdarza się też, że może trwać nawet do 2 godzin.

III okres porodu to urodzenie łożyska. Trwa od kilku do kilkunastu minut. Można poczuć przy tym lekki skurcz. Rodzenie łożyska nie przeszkadza w trzymaniu dziecka na piersi, więc dobrze jest, aby po urodzeniu trafiło ono prosto na brzuch mamy. Bardzo ważny jest pierwszy kontakt dziecka, tzw. kontakt skóra do skóry. Dobrze by było, aby dziecko zostało u mamy do pierwszego karmienia. Dziecko powoduje, że zapominamy o bólu i cieszymy się, że poród mamy już za sobą.

IV okres porodu to 2-godzinna obserwacja mamy i dziecka. Położna powinna obserować obkurczanie się macicy, dlatego warto przystawić maluszka do piersi, ponieważ sprzyja to szybszemu obkurczaniu i ogranicza krwawienie.


Tak mniej więcej wygląda poród. Oczywiście każdy poród jest inny i każda kobieta ma różny próg bólu, dlatego może różnie odczuwać poszczególne etapy. Jak o tym pisałam, to cała ta sytuacja wydaje mi się na tyle abstrakcyjna, że nie potrafię sobie siebie w niej wyobrazić. Jakoś mnie to nie przeraża, staram się być dobrej myśli i wiem, że dam sobie radę :) Oczywiście marzę o porodzie szybkim i jak najmniej bolesnym, więc za to możecie trzymać kciuki, a jak będzie w rzeczywistości to się już niedługo okaże.
Obiecałam, że jak kącik dla naszej córeczki (jak to dumnie brzmi) zostanie już udekorowany, to się pochwalę i dodam zdjęcia. W sobotę M. i P. zrobili nam prezent i przywieźli wymarzoną lampkę z Ikei, abyśmy mogli ukończyć dekorowanie. Bardzo dziękujemy :)


Kącik podzieliliśmy na strefy. Spanie dzidziusia, pielęgnacja i karmienie. Komoda cała oczywiście wypchana ciuszkami, kocykami i pampersami. Przybornik na łóżeczko sprawdza się super, można w nim schować rzeczy, które chcemy mieć pod ręką. Ściany ozdobiliśmy wesołymi naklejkami ze zwierzątkami, które kupiliśmy w Biedronce za 3 zł komplet! Szok cenowy ;)


Nad łóżeczkiem wisi pluszowa karuzela z Ikei, a nad komodą powiesiliśmy sprezentowaną nam lampkę księżyc :) Daje ona bardzo fajne miękkie światło, będzie idealna jako nocna lampka. 


Naklejki na ścianie pasują do pluszowych słoników, które są kolejnym dziełem mojej zdolnej mamy :) W planach jest, aby obok nich zawisły również uszyte przez mamę żyrafy. 

Urządzanie i dekorowanie tego niewielkiego kącika sprawiło nam taką frajdę, że nie wyobrażam sobie nawet, ile będę miała radochy z urządzania pokoju dziecięcego, ale tym zajmiemy się pewnie dopiero za rok :)
Jak reżyser filmu chce pokazać, że kobieta jest w ciąży, to jedną z pierwszych oznak są ciążowe zachcianki i to nie byle jakie, bo np. ogórek z dżemem lub lody ze śledziem. Początkowo nie chciało mi się wierzyć w ciążowe zachcianki i w takie dziwne połączenia nadal nie do końca wierzę, bo ich nie doświadczyłam. Tak jak w pierwszym trymestrze nie miałam ochoty na nic, w drugim apetyt wrócił do normy, tak od niedawna mam ochotę na smaki i potrawy, za którymi wcześniej nie przepadałam. Postanowiłam, że stworzę kolejny ranking, tym razem ściśle związany z jedzeniem, czyli tym co ciężarówki lubią najbardziej :)

1. LODY :) Pojawiły się już na blogu w ostatnim rankingu Top 5 rzeczy, bez których nie wyobrażam sobie ciąży. Kiedyś przepadałam za lodami o smakach takich jak czekoladowy, ciasteczkowy, kokosowy. Owocowe raczej rzadko kiedy wchodziły w grę. Ostatnio natomiast mam wielką chęć na owocowe smaki. Szczytem wszystkiego było kupienie loda na patyku o smaku truskawkowym w polewie z białej czekolady! No nigdy w życiu bym się tego po sobie nie spodziewała, przecież to totalnie nie mój smak! ;)
2. Rosół. Od dziecka nie lubiłam rosołu, aż tu nagle zaszłam w ciążę i rosół stał się jedną z moich ulubionych zup ;) Ciekawe czy po ciąży też nią zostanie... (Ślinka mi normalnie cieknie jak pomyślę o dobrym rosole, więc chyba będę musiała wprosić się do rodziców na weekend na dobry rosół.)
3. Napoje gazowane i woda gazowana. Nigdy nie lubiłam napojów gazowanych, piłam je naprawdę od święta i nawet nie zwracałam na nie uwagi na sklepowych półkach. Od jakiś 2 tygodni nie mogę przestać o nich myśleć i to jest straszne! Już kilka razy spełniłam swoją zachciankę, wybierając oczywiście napoje bez sztucznych słodzików i konserwantów (całe szczęście, że można jeszcze takie znaleźć). Stwierdziłam jednak, że za dużo pić tego i tak nie można, bo to w końcu sam cukier, postanowiłam, że zrobię własny, zdrowy napój gazowany, a mianowicie lemoniadę :) Kupiłam gazowaną wodę i cytrynę. Cytrynę zblendowałam z cukrem, dolałam wody i wyszło coś pysznego :) Opiłam się dziś tego tyle, że myślę, że na jakiś czas będę zaspokojona :)
4. Słodycze. Szał na nie już minął, ale było ciężko, tym bardziej, że kiedyś jedna kostka czekolady to był max, bo zaraz byłam zasłodzona. Natomiast jakiś czas temu potrafiłam wciągnąć pół chałwy (gdzie też specjalnie wcześniej za nią nie szalałam) i nie mieć dość. Natomiast cały I trymestr i część II na słodkie w ogóle nie miałam ochoty.



Po wczorajszej wizycie wieści dobre. Ciśnienie w normie, GBS ujemny, serduszko bije jak dzwon, a ja przytyłam kolejny kilogram. Ta ostatnia wiadomość taka sobie, bo uzbierałam już w sumie 15 kg, ale czego nie robi się dla dziecka ;) Malutka ułożona jest główką w dół i tak jak jeszcze kilka tygodni temu pchała się i naciskała na szyjkę tak teraz główka balotuje i nie zapowiada się na wcześniejszy poród. Dostałam skierowanie na ostatnie badania przed porodem, a lekarz wyznaczył kolejną wizytę na 21 maja i śmiałam się czy w ogóle się jeszcze zobaczymy. Przeczucie mówi mi, że jednak tak. Zobaczymy czy się sprawdzi. Jak narazie chciałabym, aby malutka posiedziała jeszcze z tydzień w brzuszku, a później niech się dzieje co chce :)
Postanowiliśmy, że na razie malutka będzie z nami w pokoju, a dopiero za jakiś rok zrobimy jej osobny pokoik dziecięcy. Łóżeczko i materac wypakowaliśmy już dawno, żeby wszystko dobrze się wywietrzyło i to była dobra decyzja, ponieważ dopiero teraz rzeczy te przestały śmierdzieć nowością. W naszym pokoju musieliśmy zrobić małe przemeblowanie, dlatego postanowiliśmy ustawić wszystko już teraz. Łóżeczko ustawiliśmy obok naszego łóżka, następnie stoi komoda z przewijakiem i fotel do karmienia. Wszystko jest w zasięgu ręki i powstał faktycznie mały kącik dziecięcy. Zdjęciami pochwalę się dopiero wtedy, gdy udekorujemy całość. Brakuje nam jeszcze lampki nocnej i dekoracji nad łóżeczkiem. Mam nadzieję, że zdążymy z urządzeniem jeszcze przed porodem :)

Pochwalę się jedynie przybornikiem na łóżeczko, które uszyła nam moja mama :) Jest śliczny i super się komponuje z łóżeczkiem :)


Jutro wizyta u lekarza i już się nie mogę jak zwykle doczekać. Ciekawa jestem co mi powie, bo czuję jakby malutka przesunęła się w dół i naciskała na szyjkę. Na pewno będzie zadowolony, że wytrzymałam kolejne 2 tygodnie ;)
Gdy nadchodzi już ten bezpieczny czas i dzieciaczek jest już donoszony, często kobiety wypatrują oznak zbliżającego się porodu. Może być tak, że takich objawów wcale nie będzie i od razu z grubej rury odejdą wody lub zaczną się pojawiać regularne skurcze, ale może być sytuacja, w której już na 2-3 tygodnie przed porodem coś zacznie się dziać.

Za oznaki zbliżającego się porodu można uznać:
- skurcze przepowiadające - są nieregularne, mogą przypominać lekkie bóle miesiączkowe, zazwyczaj przechodzą po ciepłej kąpieli
- odpadnięcie czopu śluzowego - może wcale nie mieć miejsca i czop równie dobrze może odejść dopiero wraz z wodami płodowymi
- złe samopoczucie (nudności, biegunka, brak aptetytu)
- opadnięcie brzucha - może nastąpić, ale wcale nie musi; wtedy lepiej nam się oddycha, za to częściej chodzimy do wc.

Jak na razie z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że chyba zaczęły mi się skurcze przepowiadające, ale też nie jestem tego pewna. W środę mam wizytę u lekarza, więc porozmawiam z nim o tym, bo od kilku dni odczuwam bardzo lekkie pobolewanie w podbrzuszu jak na miesiączkę.

Objawy niepokojące, po których musimy zgłosić się do lekarza lub do szpitala:
- brak czucia ruchów dziecka
- krwawienie
- odejście zielonych wód płodowych
- jakakolwiek czynność skurczowa przed terminem porodu
- obrzęki i opuchlizna po odpoczynku nocnym
- zaburzenia widzenia, mroczki przed oczami, silne bóle głowy

Nie ma też co doszukiwać się co rusz jakiś objawów, bo można od tego zwariować :) Nasze maleństwo samo da znać kiedy będzie już gotowe na przyjście na świat :)


Mój kolejny ranking. Tym razem postanowiłam zastanowić się nad tym, bez czego nie wyobrażam sobie ciąży. Oczywiście dałoby się bez tych rzeczy przeżyć, ale dzięki nim ciążę przechodzę o wiele bardziej radośnie :)



Top 5 rzeczy, bez których nie wyobrażam sobie ciąży:

1. LODY! Mogłabym je jeść na okrągło. Na śniadanie, obiad i kolacje. Polubiłam nawet takie smaki, za którymi nigdy nie przepadałam, czyli np. truskawkowe. Pisząc to aż leci mi ślinka :) Dobrze, że w zamrażarce mam zapas 3 różnych smaków, to będę mogła zaspokoić zaraz tę zachciankę. 

2. Sok pomarańczowy, pomarańcze. Kwaśny sok to jest coś niesamowitego. Mogę pić litrami i jeszcze nigdy nie miałam dość. Taki świeżo wyciskany to już w ogóle marzenie. Dobrze, że część ciąży przechodziłam zimą, wtedy pomarańcze były najlepsze :)

3. Jeansy ciążowe. Świetny wynalazek, który polecam wszystkim przyszłym ciężarówkom. Nic nie uwiera, nic nie gniecie, pas dobrze przytrzymuje brzuszek, jednym słowem, będę chyba za nimi tęsknić.

4. Duże, wygodne łóżko. Zajmuję teraz więcej miejsca niż kiedyś, dlatego nie wyobrażam sobie spania na wersalce lub czymś innym. Mimo dużego brzuszka, rozpychającego się w nocy psa i męża dobrze się wysypiam :)

5. Czasopisma ciążowe, książki o ciąży i macierzyństwie, Internet. Lubię czytać o tym, co mnie dotyczy, dlatego od początku ciąży korzystam z różnych czasopism, w szczególności mogę polecić "M jak mama". Przeczytałam też kilka książek o ciąży i macierzyństwie, aktualnie jestem w trakcie czytania książki "Najszczęśliwsze niemowle w okolicy" H. Karpa i jestem nią zachwycona. Autor podaje proste metody na uspokojenie maluszka. Postaram się je zastosować i później będę mogła opisać czy były one skuteczne. W Internecie korzystam głównie z forum dyskusyjnego, bez którego też nie wyobrażam sobie ciąży. Nie sądziłam, że kiedykolwiek będę udzielać się na jakimkolwiek forum, ale te daje dużo wsparcia i możliwość wymiany doświadczeń, wiedzy.

Na koniec dodam, że przede wszystkim nie wyobrażam sobie ciąży bez mojego MĘŻA, bo nikt nie daje mi tyle wsparcia w tym czasie tak jak on :) Dużo mi pomaga i pozwala przeżyć ten czas wyjątkowo i za to właśnie mu dziękuję :)