Będzie dziś bardzo krótko.
Odpoczywamy sobie z Karolcią u dziadków. Korzystamy ze słoneczka i spędzamy jak najwięcej czasu na spacerach i w ogrodzie. Dziś trochę brzydsza pogoda, ale od jutra znów ma być ładnie. Karolcia ładnie zniosła zmianę otoczenia i ładnie śpi w łóżeczku turystycznym, a tego bałam się najbardziej, że nie przypasuje jej te łóżko i ciężko będzie jej zasnąć.

Karola skończyła dziś 9 tygodni :)
Postanowiłam opisać temat skoków rozwojowych, ponieważ po pierwsze w ogóle nie wiedziałam o ich istnieniu, dopiero niedawno odkryłam czym są, a po drugie Karolcia właśnie ma kolejny skok.

W skrócie można powiedzieć, że skok rozwojowy jest czasem, w którym następuje intensywny rozwój psychiczny maluszka. W tym czasie dziecko wydaje się być rozdrażnione, marudne, płaczliwe, a nam wydaje się nawet, że zapomniało rzeczy, których wcześniej się nauczyło. Po skoku natomiast wydaje się, że przez jedną noc maluszek nauczył się zupełnie nowych rzeczy. Taka reakcja dziecka wiąże się z silnymi bodźcami ze strony układu nerwowego.

W ciągu roku niemowlę przechodzi 7 skoków rozwojowych:
- 5 tydzień życia (wrażenia) - dziecko staje się wrażliwe na bodźce słuchowe, wzrokowe, smakowe i zapachowe
- 7-9 tydzień (wzory) - maluszek zaczyna rozróżniać dźwięki, zapachy i smaki, uważniej przygląda się twarzom i bawi się dłońmi
- 11-12 tydzień (niuanse) - to etap, w którym poznawanie świata odbywa się poprzez branie wszystkiego do buzi
- 14-19 tydzień (wydarzenia) - niemowlę potrafi rozpoznać swoją twarz w lustrze, umie wyciągać rączki po przedmioty i rozumie nawet pojedyncze słowa
- 22-26 tydzień (relacje - lęk separacyjny) - zaczyna rozumieć pojęcie odległości i nieobecność mamy wzbudza w nim lęk
- 33-37 tydzień (kategorie) - myślenie dziecka zaczyna być podobne do myślenia dorosłych, wykształca się poczucie humoru
- 41-46 tydzień (sekwencje) - maluszek uczy się konsekwencji zdarzeń
Czasem bywa tak, że im późniejszy skok, tym dłużej trwa czas rozdrażnienia poprzedzający nowe umiejętności

W czwartek Karolcia skończy 9 tygodni i od jakiś 2 dni jest bardziej marudna, płaczliwa i ciągle chciałaby być na rękach. Bardzo teraz przydaje mi się chusta, bo wtedy jest spokojna, że jest blisko mnie i od razu zasypia. Pisząc tego posta właśnie mam ją przy sobie i tak sobie razem siedzimy :)
Komoda pęka w szwach od nadmiaru ciuszków, ale ja jak wpadnę w szał wyprzedaży, to oczywiście nie mogę się obejść, aby czegoś nie kupić :) Większość rzeczy udaje mi się kupić za grosze, więc czasem mogę sobie pozwolić :)


Czapeczki ze Smyka kupiłam oczywiście przez Internet. Dostawa jest darmowa, a zakupy można odebrać w Empiku. Za dwie czapeczki zapłaciłam jedynie 9 zł :) Co prawda Karolinka nienawidzi czapek i każde założenie kończy się okropnym rykiem, to jednak przydadzą się na wietrzną pogodę.


Jednym z moich ulubionych sklepów, w których można kupić dziecięce ubranka jest Tesco. Ubranka z F&F są cudne, a na przecenach mega tanie! 5 sztuk body kupiliśmy za 27,50. Ubranka są dobre jakościowo i mają bardzo miłą, delikatną bawełnę.


Spodenki dresowe również z Tesco za 19 zł dwie pary.


Jak zobaczyłam tego pingwina to nie mogłam nie kupić tej koszulki, tym bardziej, że kosztowała jedynie 7 zł :) (również Tesco).


A ta sukienka w truskawki! Sam słodycz :) Co z tego, że jeszcze duża, będzie na zaś :) A jej cena zabójcza 6,60 zł! Nie do wiary, nie? Ale przeceny w Tesco na ubranka dla dzieci są naprawdę duże, warto więc kupować je właśnie na wyprzedażach. Jak widać, wcale nie trzeba wydawać fortuny, aby dziecko było dobrze ubrane. Niedługo zamierzamy znów pojechać do Tesco i być może kupić coś jesiennego, jakąś kurteczkę, bo mimo, że mamy dużo ciuszków (wiele od mojej kuzynki) to chciałoby się kupić coś nowego. 
Nie sądziłam, że tak będę się cieszyć z tej chusty :) Od wczoraj próbujemy się wiązać i myślę, że jak na pierwszy raz to wychodzi nam to całkiem nieźle. Karola współpracuje bardzo ładnie, chętnie daje się "omotać" i momentalnie mi w chuście zasypia, a to znaczy, że jest jej dobrze. Na razie nauczyłam się jednego wiązania "kieszonki". Do chusty była dołączona instrukcja wiązania, ale dla mnie prostsza i bardziej czytelna była instrukcja podana na stronie Chustomanii. Jak już opanuję perfekcyjnie te wiązanie, to z pewnością spróbuję też innych. Chusta jest tak genialna, że nosząc w niej naszą kruszynę mogę w tym czasie robić rożne inne rzeczy, bo przecież mam w końcu dwie wolne ręce :) Tak więc udało mi się wczoraj ogarnąć dom, zrobić pranie i je wywiesić, a nawet posiedziałam sobie przy komputerze. Dziś z kolei byłyśmy w mieście również w chuście, oczywiście Malutka całą wyprawę przespała. Jest przy tym taka słodziutka, że mogłabym ją tak nosić cały dzień :) Plecy mnie przy tym nie bolą, nic nie uwiera, a najważniejsze, że ona jest szczęśliwa, bo jest blisko mnie.

Nie miałam możliwości testować innych chust, ale właśnie ta, którą kupiłam sprawdza mi się wyśmienicie. Dobrze się dociąga, jest miękka i ta kolorystyka :) no moje kolory jak nic :) Początkowo wydawała mi się za długa (4,6 m), ale taka długość wydaje się być idealna, nawet mąż będzie mógł się nią motać. Tak więc, jeśli wahacie się czy kupić chustę czy też nie, to ja jak najbardziej polecam, bo sprawdza się wyśmienicie :)

A co u nas poza tym? Karolinka wczoraj skończyła 8 tygodni. Coraz częściej gaworzy, z dnia na dzień słyszymy nowe dźwięki :) Uśmiech jest już na porządku dziennym, a piąstki lądują w buzi już całkiem świadomie. Codziennie zaskakuje nas czymś nowym, a ja cały czas nie mogę uwierzyć, że tak szybko się zmienia i rozwija.
W końcu zdecydowałam się na zakup chusty. O chuście pisałam już pół roku temu w poście "Chusta - kupić czy nie kupić...". Buszowałam w Internecie w poszukiwaniu tej jedynej chyba z dwa tygodnie, aż w końcu wybór padł na chustę tkaną splotem skośno-krzyżowym polskiej firmy Little Frog. Wybrałam kolor Biskibit i długość chusty 4,6 m. Kolor śliczny, bardzo żywy. A naszywka z żabką przesłodka :)


Na początku chciałam kupić chustę używaną, ale ceny tych lepszych chust są bardzo zbliżone do nowych, dlatego postanowiłam kupić nową. Na forum wyczytałam, że chusty firmy Little Frog są bardzo dobre dla początkujących. Są miękkie i łatwo się wiążą, dlatego mam nadzieję, że sobie poradzę i zacznę przygodę z chustowaniem :) Oby Karolajn współpracowała i chciała być w niej noszona. Chustę już wyprałam, teraz się suszy i już się nie mogę doczekać nauki wiązania.


Chusteczek nawilżanych do pielęgnacji Malutkiej używamy sporadycznie, zazwyczaj jak jesteśmy poza domem. Na co dzień myjemy pupcię wodą i wacikami. Jednak mimo wszystko od narodzin udało nam się już przetestować różne rodzaje chusteczek nawilżanych.

Chusteczki w zielonym opakowaniu z Netto - pisałam już o nich w poście o kąpieli. Pisałam, że są idealnie wilgotne i dobrze się wyciągają. Niestety pod koniec paczki trochę się zawiodłam. Końcówka była bardzo mokra, wręcz można je było wyciskać, a do tego zaczęły się wyciągać po kilka (chociaż tak akurat ma wiele chusteczek). Duży plus przede wszystkim za skład, prosty, bez alkoholu i konserwantów. Niska cena, bo ok. 4 zł za opakowanie (80 szt.).


Różowe chusteczki Babydream z Rossmanna - również bardzo dobry skład, fajny zapach i nawilżenie w zasadzie w sam raz. Ani za suche, ani za mokre. Jedyny minus to wyciągają się fatalnie, w szczególności, gdy z opakowania zejdzie ich już trochę. Podobna cena do tych z Netto, a gdy trafimy na promocję to już w ogóle taniocha :)


Chusteczki Fitti z Biedronki - mega duże opakowanie, 3x72 szt. za 9,99 zł, więc cena ok. Mniejszej ilości nie kupimy. Bardzo przyjemny, delikatny zapach, najlepszy ze wszystkich próbowanych przeze mnie chusteczek. Są nawilżone w sam raz i mają dobry skład. Wyciągają się niekiedy po dwie, ale przymknę na to oko ;)


Chusteczki Nivea Soft&Cream - skład mógłby być lepszy (jeden konserwant) za tę cenę, bo w porównaniu do innych są drogie. Zapach ładny, ale wydają mi się zdecydowanie za suche, chociaż pozostawiają wrażenie, że posmarowaliśmy pupcię kremem. Chusteczki bardzo ładne, bo są z narysowanymi misiami :) Jako jedyne z testowanych wyciągają się bez problemu.


Chusteczki pampers Sensitive - ich zapach jakoś nie przypadł mi do gustu. Skład za tę cenę bardzo słaby... Mimo że fajnie się wyciągają, są odpowiednio nawilżone to ze względu na zapach i wysoką cenę nie kupiłabym ich (jedno opakowanie dostaliśmy w paczce ze szpitala).


Jak będę miała okazję testować jakieś jeszcze to o nich napiszę, ale raczej zamierzam pozostać przy chusteczkach Fitti.



Wczoraj byliśmy z Karolajn na pierwszym szczepieniu (tak naprawdę pierwsze było w szpitalu, ale nie uczestniczyliśmy w nim). Wybraliśmy szczepionki refundowane, dlatego Malutka musiała przeżyć aż 3 ukłucia. Płaczu było dużo, ale i tak Karocia była bardzo dzielna. Trochę było mi smutno jak zaczęła bardzo płakać, wiedziałam bowiem, że ją to boli, ale nie dajmy się zwariować, trzeba zachować zimną krew i nie okazywać żalu czy niepokoju, bo przejdzie to dodatkowo na dziecko. Oczywiście spróbowałam przystawić ją do cycka i w tym czasie wykonywane było szczepienie, ale niestety niewiele to dało. Malutka uspokoiła się dopiero przy cycusiu, ale jak już było po wszystkim. Całe szczęście nie gorączkowała po szczepieniu, była jednak zmęczona i obolała. Cały wczorajszy dzień przespała w bujaczku i na spacerze. Niewiele chciała jeść, a w przerwach snu popłakiwała i marudziła. Widocznie przypominało jej się te szczepienie. Na drugi raz postaram się też przystawić ją do cycusia, może przeżyje to jakoś lepiej. Najważniejsze jednak jest to, że jest zdrowa i pięknie nam rośnie :) W czwartek skończyła 7 tygodni i śmieje się coraz częściej, a do tego zaczyna "mówić" kolejne swoje "wyrazy". Jest przy tym przesłodka :) Ma już 64 cm i waży 4400 g. Także powoli nie mieścimy się w niektóre rozmiary 62 :)
Wiele z nas przekonało się już na własnej skórze, że niemowlęta wcale nie śpią po 20 godzin na dobę, a te, które niedługo będą rodzić niech już uzbroją się w cierpliwość, bo niekiedy usypianie dziecka to istna katorga :) Początkowo w szpitalu i zaraz po wyjściu nie ma raczej problemu, dzieciaczek jest taki malutki, że naprawdę sporo śpi, przynajmniej tak było w naszym przypadku. Malutka raczej tylko spała, jadła i robiła kupki. Ostra jazda zaczęła się dopiero po jakimś tygodniu z hakiem, kiedy to odkładanie do łóżeczka nie było już takie proste, a dziecko wcale nie wykazywało chęci do spania samemu. I tu kolejne ostrzeżenie: maluszki uwielbiają spanie na rękach, a my musimy zapewnić im bliskość, której tak bardzo im brakuje. Pocieszenie: to z czasem mija :) Jak więc sprawić, żeby dziecko chciało spać?

Kilka cennych rad:
1. Ustalmy na początek jakiś rytm dnia i rytuały z nim związane. Bardzo ważne jest, aby dziecko nie przestawiło sobie dnia z nocą, a że jest za małe, aby samemu to rozróżnić musimy mu pomóc. U nas jest tak, że koło 19:20 szykujemy Karolę do kąpieli. Najpierw myjemy buziaczka, rozbieramy i czekamy na wanienkę z ciepłą wodą, którą przynosi tatuś :) Po kąpieli ubieramy w pajaca i Malutka dostaje cycka. Od tego czasu wyciszamy się, mówimy szeptem, wyłączamy telewizor i zasłaniamy rolety. Pewnie na początku wydaje się to straszne i śmieszne zarazem - przecież na dworze jeszcze jasno, a za oknami słychać bawiące się na podwórku dzieci - to jest to jednak klucz do sukcesu. Udało nam się tak wypracować ten system, że teraz córcia zasypia sama w łóżeczku między 20:00 a 21:00 (bo niestety przez pierwsze 4 tygodnie walczyliśmy z nią po kilka godzin, nosiliśmy, kołysaliśmy itd, a ona nie chciała spać. Owszem, ma gorsze i lepsze dni. Ostatnio w ogóle nie chciała zasnąć sama, musieliśmy ją nosić, ale oczywiście zamiast spać rozglądała się i śmiała do nas.
2. Rytm dnia zaznaczamy też rano. Gdy widzę, że Karola już się wyspała, przewijam ją, myję jej oczka, czasem czyszczę nosek (kropelka soli fizjologicznej do noska i odciągam gruszką, płacz i darcie, ale nos czysty) i ubieram w ubranko domowe.
3. Tak jak już pisałam, na początku dzieci uwielbiają być na rączkach, piszę na początku, bo nasza córcia powoli zamienia rączki również na łóżeczko i bujaczek. Co zrobić, aby dziecko na rękach czuło się dobrze i nie płakało? Koniecznie musi mieć dobre oparcie na główkę i podparte plecki i pupę, a gdy zaśnie przy cycku można dziecko przesunąć sobie na środek klatki piersiowej i niech tak sobie pośpi. Można śpiewać kołysanki, dzieci to uwielbiają :) a przy tym szybciej się rozwijają.
4. Lulanie i kołysanie, a do tego robienie szszszszzzzz. Kolejna rzecz, którą niemowlęta uwielbiają, są przecież przez 9 miesięcy kołysane w brzuchu mamy i ciągle słyszały różne szumy. Kołysać można na różne sposoby. Przez pierwszy miesiąc Karolcia uspokajała się jedynie przy kołysaniu góra-dół, teraz woli kołysanie na boki. Pomaga również kołysanie w foteliku samochodowym czy też w gondoli wózka na spacerze.
5. Wszystkie dzieci lubią spacery i spanie na powietrzu. Prawda, ale nie zawsze usypianie w wózku wychodzi. Niekiedy jest marudzenie, a sama jazda wózkiem nie daje rezultatów. W usypianiu pomaga nam wtedy bujanie wózka metodą "moja-twoja" :) jeżdżenie po dziurach niekoniecznie się sprawdza.
6. Metoda na usypianie w dzień? Jak dla mnie leżaczek-bujaczek. Pisałam o nim w poście czy warto kupić leżaczek-bujaczek. Ostatnio spanie na rękach trwa jedynie 15 minut, w łóżeczku wcale, a w leżaczku nawet dochodzi do godziny, więc warto :)
7. Otulanie i spowijanie. Czasem dziecko nie chce spać, bo nie jest szczelnie owinięte, jednak nie wszystkie dzieci to lubią. Moja kruszyna lubi być spowijana rożkiem jedynie wieczorem, w nocy i nad ranem. W dzień ta metoda całkiem na nią nie działa, ale za to, aby spać, musi być czymś przykryta, nawet w upał lekką pieluszką, bo inaczej nie zaśnie.
8. Szumienie różnego pochodzenia: odkurzacz, suszarka, czajnik z gotującą się wodą, szumiące radio. U nas na początku sprawdzały się wszystkie rzeczy. Teraz działają one jedynie uspokajająco, a na sen jedynie szumiące radio.

To chyba najważniejsze kwestie, które chciałam poruszyć. Pamiętajmy jednak, że każde dziecko jest inne i może je zupełnie coś innego uspokajać i usypiać.
Podczas ciąży, w szczególności wtedy, gdy przybywały kolejne kilogramy, zdarzało mi się myśleć jak będę wyglądać po porodzie i ile czasu zajmie mi zrzucanie ciążowych kilogramów. Gdy pod koniec ciąży zobaczyłam na wadze aż 18 kg na plusie trochę mnie to przeraziło, ale jak się później okazało głównie waga ta spowodowana była opuchlizną i zatrzymaną wodą. Nie wiem ile kilogramów zrzuciłam bezpośrednio po porodzie, bo zważyłam się dopiero po powrocie do domu. Bardzo szybko udało się zrzucić ciążowe kilogramy, bo teraz zostało mi do wagi wyjściowej jedynie 2 kg. Jak to się robi? Ja nie zrobiłam zupełnie nic. Jem normalnie, muszę się przecież dobrze odżywiać. Nie ćwiczę, bo nie mam na to czasu i siły, z aktywności pozostaje noszenie dziecka, lulanie dziecka, karmienie piersią i spacery. To pewnie dużo, bo jak widać działa :) Biodra też powoli się schodzą i zaczynam mieścić się w niektóre spodnie sprzed ciąży, a skóra na brzuchu wcale nie jest straszna. W ogóle myślałam, że skóra po porodzie na brzuchu będzie wisząca i (delikatnie mówiąc) nieciekawa, a pozostał jedynie brzuszek, a nie sama skóra (jak wcześniej sobie myślałam). Także wszystkie ciężarówki - nie martwcie się ciążowymi kilogramami :) bo można je równie szybko zgubić, jak się ich nabawić :)
Nie wiem jak Wy, ale ja z niecierpliwością czekałam na pierwszy uśmiech naszej córeczki i kilka dni temu w końcu się doczekałam :) Od urodzenia Malutka miała różne minki, w tym uśmiechy, ale zdarzały się one najczęściej przez sen i były jeszcze niekontrolowane. Natomiast od kilku dni nasza Karolcia obdarza nas uśmiechem jak zaczniemy do niej mówić i się uśmiechać. Najczęściej lubi uśmiechać się z rana, jak jest wypoczęta po nocy. Niesamowite jest uczucie kiedy pierwszy raz zobaczy się uśmiech swojego dziecka :) Ja oczywiście uroniłam przy tym kilka łez ze wzruszenia. Malutka jest teraz taka pocieszna, bo widać, że powoli zaczyna rozumieć pewne sytuacje i kojarzyć je z konkretną chwilą. Cieszy się na kąpiel i niekiedy zdarza jej się uśmiechać do cycusia. Oczywiście uśmiechem obdarza również zwierzątka na naklejce nad przewijakiem, karuzelkę nad łóżeczkiem (którą też dopiero od kilku dni zaczęła zauważać) i książeczkę kontrastową.

Niemowlę rozwija się bardzo szybko. Jeszcze niedawno Karolcia jedynie spała i jadła, a teraz już się uśmiecha, zaczyna powoli gaworzyć, ma coraz więcej chwil aktywności i pcha swoje piąstki do buzi. Niedługo będzie chwytać za zabawki, składać pierwsze sylaby, próbować siadać. To niewiarygodne ile w przeciągu roku się zmienia i jak wiele zdolności zdobywa takie małe dziecko. Jak o tym pomyślę, to aż mi smutno, że ona już nigdy nie będzie taka malutka, ale że w planie jest w przyszłości drugie dziecko, to jeszcze będę miała okazję wycałować takie małe stópki i rączki :)
Kompletując wyprawkę dla dzidziusia zastanawiałam się oczywiście co jest potrzebne bardziej, co mniej, a co może się w ogóle nie przydać. Jednak dopiero po urodzeniu dziecka można tak naprawdę stwierdzić "bez tego nie mogę się obejść" lub "to ma być rzecz dla niemowlaka?". Mój przegląd rzeczy zbędnych i niezbędnych wygląda tak:

Must have, czyli bez tego ciężko byłoby mi się obejść:
1. Przewijak. Jak dla mnie super sprawa. Oczywiście zastanawiałam się czy coś takiego w ogóle mi się przyda, ale jestem zachwycona i nie wyobrażam sobie przewijania i przebierania dziecka bez tego, tym bardziej, że Karolcia uwielbia leżeć na przewijaku :) W poście "Jaki przewijak wybrać?" pisałam na co się zdecydowaliśmy.
2. Wanienka (koniecznie ta z Ikei). O wyborze wanienki również powstał osobny post. Jestem z niej bardzo zadowolona, jest poręczna, nie za duża i nie za mała, a przede wszystkim dzięki antypoślizgowym nóżkom bardzo stabilna.
3. Odpinane ciuszki w kroku. Dobrze, że ktoś wymyślił takie ubranka, bo bez tego udogodnienia było by bardzo ciężko, w szczególności, że na początku były dni, kiedy 15 razy na dobę trzeba było Malutką przewinąć.
4. Przybornik na łóżeczko uszyty przez moją mamę. Nie sądziłam, że aż tak się sprawdzi, ale jest świetny, bo mam w nim wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy, po które szybko mogę sięgnąć.
5. Smoczek. Wiem, że nie wszystkie dzieci załapują ssanie smoczka. Moja córa na szczęście należy do grona tych łapiących i całe szczęście, bo moje sutki byłyby wyciągnięte bez tego do granic możliwości, a Karolajn wisiałaby na cycku co najmniej 20 godzin na dobę. To się nazywa silna potrzeba ssania. Smoczek, który zakupiłam z Tommee Tippee z serii Close To Nature niestety się nie przyjął i korzystamy aktualnie ze smoczka Lovi z serii Marine z napisem I love Mummy :)
Smoczek Tommee Tippee
Smoczek z Lovi


6. Rożek. Bardzo przydaje nam się od samego początku, ale kompletnie nie spełnił roli "trzymacza dziecka", a idealnego miejsca do spanka :) Nawet teraz w te upały malutka lubi w nocy w nim spać, jednak jest wtedy mniej zakryta.
7. Leżaczek-bujaczek. Nie było go na mojej wyprawkowej liście, ale z perspektywy czasu muszę przyznać, że jest to bardzo fajna rzec, bo które dziecko nie lubi się bujać :) Przyda się przy dziecku, które niekoniecznie lubi spać w dzień w łóżeczku.

Rzeczy zbędne:
1. Śpioszki, które nie rozpinają się u dołu. Nie wiem kto to wymyślił i po co coś takiego kupować. Akurat zdarzyło mi się, że dostaliśmy w paczce od kuzynki kilka sztuk takich śpioszków i nie założyłam ich Karolince ani razu, bo za każdym przewijaniem musiałabym rozbierać je całe od góry do dołu. Totalnie bez sensu.
2. Buty dla niemowlaków. Są słodkie, malusie i piękniusie, aż chce się je mieć. Ale radzę się wstrzymać, bo są totalnie bez użyteczne. Założyłam Karolci takie buty i od razu je zdjęłam, bo czułam, że dziecko się w nich męczy. Noga staje się wtedy ciężka, Malutka nie mogła swobodnie fikać nóżkami. Dla szpanu owszem, dla wygody NIE.
3. Sudokrem. Zachwalany wszem i wobec, nie wiadomo dlaczego, bo zawiera cynk i jest zbyt silny na delikatną skórę niemowlaka. W gazecie "kup sudokrem", rady niektórych położnych "kup sudokrem", na forach "kupuję sudokrem". Ja nie kupiłam i nie żałuję. Jak na razie wcale nam się nie przydał, a poza tym dostaliśmy aż dwie małe tubki w szpitalu, do tego jeszcze dwie tubki kremu na odparzenia z Nivea (również z cynkiem), który użyliśmy dosłownie 3 razy, kiedy Malutkiej pojawiło się delikatne odparzenie przez te upały. Więc nie ma co kupować, dostaniemy próbki i one powinny wystarczyć.
4. Śpiworek. Jak na razie ani razu z niego nie skorzystałam. Co prawda kupiłam większy, więc na jesień może będzie jak znalazł, jednak teraz, kiedy przy każdej nocnej pobudce czeka mnie przewijanie Karolci, to nie wyobrażam sobie odpinać ją za każdym razem z tego całego śpiworka, a później wkładać i znów zapinać. Pewnie śpiworek na zamek byłby lepszy. Nie mówię całkowitego NIE, ale śmiało można się bez tego obejść. Chociaż mam nadzieję, że zmienię wkrótce zdanie i zakupiony śpiworek się przyda.
Świętujemy dziś wielki sukces. Karolinka zasnęła wczoraj sama w łóżeczku o 20:00 i spała aż do 00:40! Po karmieniu zasnęła o 1:00 i spała do 4:30, by znów zasnąć i obudzić się po 6:00, a to oznacza, że mama jest dziś bardzo wyspana :) Teraz nasza kruszyna zajmuje się swoimi piąstkami na bujaczku, a ja mam chwilę dla siebie, więc korzystam z tych cennych minut jak mogę :)
Piszę ostatnio rzadziej, bo niestety nie mam na to zwyczajnie czasu. Mimo, że jestem na urlopie macierzyńskim to firma działa i poświęcam jej nieco czasu, do tego dochodzą obowiązki domowe, a jak znajdę chwilę to po prostu odpoczywam. Takich odpoczynków jest niewiele, bo moje dziecko w dzień nie chce spać. Podobno niemowlaki śpią po 20 godzin na dobę. Niezła ściema, bo jak moje dziecko prześpi w ciągu całej doby 14 godzin to jest duży sukces. Całe szczęście nocki mamy przespane i Malutka zasypia zazwyczaj koło 21. Budzi się później koło północy lub koło 1, następnie po 3 i koło 6. Bywa różnie, ale udaje nam się nawet czasem pospać do 9 :) Złote dziecko :) W dzień też jest złote, ale wymaga ciągłej uwagi. Drzemki trwają zazwyczaj 5-10 minut :) Bo zamiast spać to lubi być noszona na rączkach, lubi jak jej śpiewam, jak ją lulam i kołyszę. Dobrze, że ma swoje chwile aktywności, kiedy leży sama w łóżeczku i patrzy się na różne zabaweczki. Furorę robi ostatnio książeczka kontrastowa, którą dostała od naszych znajomych. 


W książeczkę wpatruje się czasem nawet z pół godziny, zaczyna się do niej uśmiechać i coś tam gaworzyć. Polecam taką książeczkę wszystkim mamom, ponieważ naprawdę przyciąga ona uwagę maluszka (sama w to nie wierzyłam, dopóki nie przekonałam się na własne oczy).

Oczywiście nie narzekam na swoje dziecko, bo uważam, że i tak mamy sielankę :) 
Kocham moje dziecko nawet wtedy, gdy:
- zrobi kupę po pachy, a jest 1 w nocy i ładnie już mogła zasypiać, a tu czeka nas rozbieranie, ubieranie, mycie i przewijanie. Później najczęściej następuje czkawka i wtedy znowu jest karmienie, ogólnie niekończąca się opowieść :)
- gdy spieszymy się na jakieś spotkanie, a moje dziecko znów robi kupę po pachy i znowu mamy niekończącą się opowieść. 
- robi kupę z wyrzutem wprost na moją świeżo wypraną bluzkę. 
- przy zmianie pieluszki sikanie następuje w chwili zabrania starej i podłożenia nowej, w wtedy zazwyczaj całe ciuszki są zasikane. 
- podniosę je do odbicia, podłożę pieluszkę na ramię, a moje dziecko obróci głowę tak, aby ulać wprost na mnie i na siebie. 
- ja piszę notkę, a moje dziecko właśnie zachciało być wzięte na rączki

Tym samym kończę, bo ostatnie zdanie stało się prawdą :) Bardzo Cię kocham moje dziecko :)
Bardzo często jeździmy z Karolinką do moich rodziców i zawsze braliśmy do nich do domu wózek, w którym Malutka sobie spała, a nawet służył mi do przewijania. Jednak stwierdziłam pewnego dnia, że to głupiego robota taszczyć ten wózek za każdym razem, a gdy chcemy wyjść na ogród to go znosić, więc postanowiłam kupić łóżeczko turystyczne. Oczywiście przekopałam cały Internet w poszukiwaniu łóżeczka, które by mi odpowiadało, a które nie byłoby też drogie. Zależało mi, żeby łóżeczko miało dwa poziomy i przewijak. Wybór padł na łóżeczko turystyczne firmy Moolino model 624.

W wyposażeniu tego łóżeczka są: materacyk, podwieszana podłoga tworząca drugi poziom dla niemowlaka, przewijak, daszek z wiszącymi zabawkami, przybornik i boczna kieszeń. Łóżeczko ma po bokach siateczkę przepuszczającą powietrze, z boku ma wejście dla starszego dziecka i jest z materiału, który można łatwo wyczyścić. 

Pierwsze próby już przeszło i jestem bardzo zadowolona z zakupu :) Rozkłada i składa się w bardzo prosty sposób, przewijak pełni swoją funkcję, a przybornik z boku sprawdza się przy przewijaniu. Myślę, że będzie nam ono długo służyło i będzie idealne na wakacyjne wypady :)

Wczoraj byliśmy na drugiej wizycie u lekarza z nasza Karolinką. Pierwsza wizyta była po skończonych 2 tygodniach, teraz ta po skończonych 4 tygodniach, a następna kontrolna wizyta czeka nas za kolejne 2 tygodnie, wtedy też będziemy szczepić naszą Malutką. U lekarza Karolinka jest bardzo grzeczna, w ogóle nie płacze i daje się zbadać na wszystkie sposoby. Od ostatniej wizyty przybrała 310 g i waży już 4180 :) (czuję już tę wagę w trakcie noszenia). Urosła też i ma już 60,5 cm. Wszystko w jak najlepszym porządku, a to najważniejsze. Dostaliśmy skierowanie do poradni ortopedycznej i 9 lipca mamy wizytę. Rutynowe badanie wykonuje się po skończonym 1 miesiącu życia. Co do szczepień to zastanawialiśmy się jakie wybrać, szczerze mówiąc nie bardzo zagłębiam się w temat tych szczepień, wokół których ostatnio jest tyle kontrowersji. Na tę chwilę wybraliśmy szczepienia refundowane i chyba przy takich pozostaniemy. Gdyby nie wysoki koszt szczepionek skojarzonych pewnie wybralibyśmy właśnie takie, ze względu na mniejszą ilość wkłuć. Mam zamiar podczas szczepienia przystawić Karolinkę do piersi, żeby nie płakała, ponieważ położna mówiła, że mleko ma właściwości przeciwbólowe. Zobaczymy czy mój plan się powiedzie.