Wczorajsze szczepienie odbyło się bez większych przeszkód. Było o wiele mniej płaczu niż zwykle. Marudzenia i płakania w dzień nie było i gorączki na szczęście też nie, więc już jestem spokojna. Jestem też bardzo zadowolona, bo nasza Kruszyna w końcu ładnie przybrała - w 1,5 miesiąca 750 g i waży teraz 5750 g. Jest też długa, bo aż 70 cm, stąd też przy takiej wadze wygląda na drobną. Lekarka w końcu się ucieszyła, że waga poszła ładnie w górę, ale powiedziała, żebyśmy zaczęli podawać Karolci kaszki, więc kupię chyba jakiś bezsmakowy kleik ryżowy i spróbuję jutro pomału zacząć jej go dawać w ramach śniadania.


Dziś nasza Karolinka kończy 5 miesięcy :)

Osiągnięcia zdobyte w 5 miesiącu:
- pełzanie i przemieszczanie się w okół własnej osi
- przygotowania do raczkowania - podnoszenie pupy do góry, uginanie kolanek, ale jeszcze wszystko wygląda nieporadnie, bo przy tym głowa ląduje na podłodze :)
- łapanie się za kolanka i stópki, wkładanie stópek do buzi
- chlapanie z wielką frajdą w kąpieli
- wyciąganie rączek po zabawki i wyciąganie rączek, gdy chce być wzięta na ręce
- rzucanie zabawkami
- piszczenie, skrzeczenie i próby łączenia sylab, np. ga-ga
- oglądanie zabawek z zaciekawieniem, przekładanie z rączki do rączki
- i oczywiście żegnamy 5 miesiąc dwoma ząbkami :)


Jak ja tego nie lubię. Zadzwonią "jutro szczepienie", a ty siedzisz i myślisz. Czy będzie dobrze? Czy nie będzie bardzo płakała (a wręcz się darła)? Jak będzie się później czuła? Czy będzie stan podgorączkowy? Ech, jakoś to muszę przeżyć. Pocieszam się faktem, że wszystko rozgrywa się bardzo szybko, a kolejne szczepienie dopiero za 2-3 miesiące i co najlepsze jedynie jedno wkłucie. Z pewnością będę wtedy spokojniejsza. Tylko z jednego powodu cieszę się z jutrzejszej wizyty. Mam nadzieję, że usłyszę od lekarki "Karolinka ładnie przybrała od ostatniej wizyty". Kruszyna z niej, ale co się dziwić, jak taki wariat, którego wszędzie pełno? Spokojnie nie usiedzi, ciągle leży na brzuszku, bawi się, macha rączkami i nóżkami nawet jak się ją nosi czy siedzi w bujaczku. Sporo musi spalać kalorii w ciągu takiego aktywnego dnia. Widzę jednak, że chyba jej się ostatnio "przytyło". Dostała pełniejsze policzki, grubsze nóżki. Oby moja matczyna intuicja mnie nie zawiodła :)
Długo nie mogłam się zdecydować jaki zestaw jedzeniowy zamówić dla naszej Karolci. Początkowo chciałam kupić zestaw z firmy Skip Hop, ale jednak cena trochę mnie powaliła i zaczęłam szukać czegoś równie fajnego, ale tańszego. W końcu mój wybór padł na firmę Tommee Tippee, przypadły mi do gustu ich butelki, były jedynymi, które Karola załapała, więc pomyślałam, że to będzie dobry wybór. Zamawiałam oczywiście przez Internet, aby było taniej i za jedną przesyłką wzięłam rzeczy, które przydadzą nam się trochę później. Skompletowałam sobie taki oto zestaw. Na zdjęciu nie ma jednej zielonej miseczki i łyżeczki, bo były już w użyciu :)


1. Talerzyki trójdzielne - z nich będziemy korzystać dopiero pewnie koło roczku.
2. Magiczna mata - ma za zadanie przytwierdzić talerzyk do stołu tak, aby dziecko nie miało możliwości zrzucić zawartości na podłogę. Trzyma bardzo mocno i jest super gadżetem.
3. Butelka gripper - kupiłam, żeby mieć, bo mi się spodobała, ale nie zamierzam z niej długo korzystać. Dawałam ostatnio Karolci do spróbowania soczek jabłkowy z Hippa rozcieńczony z wodą i chociaż początkowo się krzywiła to później ładnie załapała i sobie z niej piła. Czasem będę też w niej podawać wodę.
4. Kubek niekapek - jak na razie u nas się nie sprawdza, mimo że na opakowaniu było 4m+. Karolcia trzyma kubek i zamiast z niego pić rozlewa wszystko dookoła, ale będziemy to ćwiczyć.
5. Miseczki z przykrywką. Są bardzo fajne, bo mają trójkątną podstawę i łatwo z nich wybrać jedzonko do końca.
6. Łyżeczki - dwie długie z miękką silikonową końcówką i dwie krótsze (7m+) do samodzielnego jedzenia. 

Jestem bardzo zadowolona z zakupów i jak na razie taki zestaw nam starczy.


Post nie jest sponsorowany :)

Wprowadzanie glutenu do diety dziecka pod osłoną karmienia piersią ma zapobiec celiakii, czyli nietolerancji glutenowej. Gluten w małych ilościach 2-3 g warto wprowadzić do diety dziecka po ukończeniu przez nie 4 lub 5 miesiąca życia. 

My zaczęliśmy od czwartku. Kaszka bardzo smakuje :) Początkowo myślałam, żeby robić zwykłą kaszę manną i dodawać do mleka lub posiłku, ale w końcu poszłam na łatwiznę i kupiłam kaszkę manną Bobovity z dodatkiem mleka. Wystarczy, że doleję wody i mam już gotowy posiłek, który mogę podać Karolci. Ekspozycję na gluten należy kontynuować przez 2 miesiące. Po tym czasie (o ile nie wystąpiły żadne problemy brzuszkowe i alergie) można podawać już dziecku kaszki glutenowe.
Na stronie Bobovity https://www.bobovita.pl/home/5-6-miesiecy/zywienie/narzedzia/gluten/ jest bardzo fajny przelicznik glutenowy kaszek, który ułatwi nam zadanie ile takiej kaszki należy podać dziecku, aby dostarczyć 2-3 g glutenu. Super sprawa, bardzo mi się to przydało.


A co nowego u nas?
- Tak jak pisałam na Facebook'u Karolci wyszła już druga jedynka. Obawiam się, że idą teraz dolne dwójki, bo znów zaczęło się mega ślinienie i pchanie paluszków do buzi. Pewnie potrwa to znowu miesiąc-dwa zanim zobaczymy kolejne ząbki.
- Karolcia miała ostatnio problemy ze snem, ale na razie (odpukać) wróciło wszystko do normy i znowu potrafi sama bez problemu zasnąć w łóżeczku. Jednak nad ranem ląduje z nami w łóżku i w sumie to dobrze, bo możemy się do woli poprzytulać i dłużej pospać, dziś prawie do 9! :)
- Kontynuujemy rozszerzanie diety. Wczoraj daliśmy do picia trochę soczku jabłkowego z Hippa rozcieńczonego z wodą. Początkowo było krzywienie się, ale jak już zasmakowało to płacz, bo soczek się skończył :)

Mam wrażenie, że wokół rozszerzania diety dużo sporów i kontrowersji. Co lekarz to inna opinia, każda mama ma też inne zdanie w tej kwestii, za to WHO co jakiś zmienia i aktualizuje wytyczne. Jeszcze do niedawna istniał podział na dzieci karmione piersią i mlekiem modyfikowanym, teraz podział ma być zniesiony i niektórzy radzą, aby wprowadzać pierwsze pokarmy wtedy, gdy dziecko jest na to gotowe. Nasz pediatra poradził, żeby wprowadzić Karolince pierwsze pokarmy już w połowie 3 miesiąca (ze względu na niską wagę), jednak jak dla mnie było to zdecydowanie za wcześnie. Zdecydowaliśmy, że poczekamy z tym jeszcze jakiś czas. Ostatnio jednak, zauważyłam, że Karolcia bardzo patrzy na to co jemy i pijemy, a przy podawaniu łyżeczką probiotyku (ze względu na to, że ciągle dajemy jej żelazo) ładnie otwiera buźkę i próbuje przełykać. Wczoraj spróbowaliśmy dać jej pierwszy posiłek. Poszło jej super, bardzo jej smakowało i ładnie zjadła dwie czubate łyżeczki. Zaczęliśmy od dyni Gerbera. Dziś kontynuowaliśmy zaczęty słoiczek i aż wyrywała się do jedzenia :) Zjadła prawie 3 łyżeczki. Powoli będziemy podawać kolejne warzywa, na razie po jedynym składniku, aby obserwować jej reakcję. Myślę, że była już gotowa na pierwsze jedzonko, ale nie zdziwi mnie też to, jak pewnego dnia coś jej nie zasmakuje i odmówi jedzenia.
Jeśli kiedykolwiek narzekałam na spanie mojego dziecka to przepraszam. Owszem, bywało super, pobudki tylko o północy, a później nad ranem. Później zrobiło się trochę mniej kolorowo - cycuś co 2 godziny, wiercenie się, ale jednak spanie. A dziś to ja nie wiem co to było. Pierwszy raz zdarzyło się tak, że Karolcia przebudziła się na karmienie o 3:20, została nakarmiona, ale że je tak często, to pielucha nie wytrzymuje i trzeba ją zmieniać. (Aktualnie na noc stosujemy pampers Sleep&Play, fajne, ładnie pachną, ale lepiej wytrzymują Pampers Active Dry. To tak przy okazji.) Zawsze udawało mi się to zrobić bezszelestnie, Karolcia trochę się powierciła i szła spać dalej, ale dzisiaj coś poszło nie tak. Nagle przy zmianie pampersa otworzyła szeroko oczy i zaczęła się zabawa. Ponowne przystawienie do piersi nie pomogło, zaczęła się bawić, szarpać za moją bluzkę, próbować łapać mnie za włosy i uśmiechać się wesoło. Jedynym słowem sprawdzała cierpliwość zaspanej matki. Prawie udało jej się wyprowadzić mnie z równowagi, ale nic, wzięłam ją do nas do łóżka, a ta zabawiała się w najlepsze. Gdy po godzinie już się zmęczyła, zaczęła oczywiście płakać i marudzić, cycuś nie pomagał, głaskanie też nie, więc niestety pozostało bujanie i noszenie. Dobrze, że chociaż to pomogło i po 5 minutach Mała spała w najlepsze. Bałam się jednak odłożyć ją do łóżeczka (już się zaczyna terror, boję się własnego dziecka ;)) więc została z nami i spałyśmy z jeszcze jedną pobudką na karmienie do 7:40. Skok rozwojowy? Zęby? No idą, ale bez przesady... Sama już nie wiem. Oby takie coś już się nie pojawiło i obiecuję, że już więcej narzekać nie będę.
Wraz z rozwojem naszej córeczki zmieniają się jej ulubione zabawki. Początkowo uwielbiała swoją karuzelkę nad łóżeczkiem z Ikei. Potrafiła patrzeć się w nią kilka dobrych chwil, uśmiechając się do niej. W tym samym czasie hitem były czarno-białe książeczki kontrastowe. Rozkładałam jej taką książeczkę w łóżeczku, a ona leżąc na boczku oglądała, oglądała i oglądała. Później stała się bardziej ciekawa świata i zacisze łóżeczka przestało być już na tyle atrakcyjne, aby spędzać w nim cały dzień. Ratunkiem okazał się bujaczek, o którym pisałam tu. Najpierw Karolcia jedynie obserwowała zabawki, a na początku 3 miesiąca zaczęła próbować je chwytać i uderzać w nie rączkami. Teraz denerwuje się, że nie może ich chwycić. Polubiła też książeczkę pluszową, która ma w sobie lusterko, piszczałkę i szeleszczące elementy. Tak naprawdę era zabawek na dobre rozpoczęła się pod koniec 3 miesiąca.

Aktualnie jej ulubionymi zabawkami są różne gryzaki i grzechotki, ale najbardziej cieszy się jak pokażę jej piłkę z dzwoneczkiem w środku lub słonika. Cała się wtedy rusza z radości i śmieje. Piłka jest fajna, bo nie jest wykonana z twardego plastiku, tylko jest to trochę miękka, a przez otwory w różnych kształtach Karolinka może ją łatwo chwycić.


Większość zabawek Karolcia dostała w prezencie, my jakoś nie chcemy obrzucać jej zabawkami i kupiliśmy jej jedynie piłkę, gryzaka, pluszowego misia i książeczkę. W sumie to dobrze, bo jak widać i tak sporo zabawek dostała. Najgorsze jest jednak przed nami, ponieważ najfajniejszymi "zabawkami" stają się telefon, pilot, jakieś pudełeczko, szeleszcząca torebka, czyli wszystko to, czego mieć nie można. Czekać tylko, aż zacznie raczkować i zabierać zabawki naszej suni :)
Długo się nosiłam z tym zamiarem, ale w końcu założyłam fanpage bloga na Facebook'u. Pomysł wydaje mi się fajny, bo nie zawsze mam czas, żeby napisać coś dłuższego na blogu, a tak będę mogła wrzucać Wam krótkie informacje na Facebook'u :) Zapraszam do polubienia https://www.facebook.com/bedemamusia Chciałabym, żeby mój pomysł wypalił i żeby fanpage też żył swoim życiem jak blog :) Mam nadzieję, że niedługo uda mi się dłużej siąść do komputera i nadrobić blogowe zaległości, bo sporo tematów, aby się nimi z Wami podzielić.

A co nowego u nas?
- Ząbek powoli wychodzi, już jest coraz bardziej widoczny. Drugi też lada dzień powinien się wybić.
- Karolcia coraz częściej podnosi pupę do góry, gdy leży na brzuszku.
- Zdobyła ostatnio nową umiejętność, łapie za swoje stópki i próbuje brać je do buzi.
Jest, jest, jest! Pierwszy ząbek! :) Okupiony łzami i marudzeniem. Dolna lewa jedynka wybiła się po dzisiejszej nocy na światło dzienne w 19 tygodniu. Sprawdziłam rano łyżeczką - stukało, więc ząbek jak się patrzy :) Czuć też nawet pod palcem i widać małą białą koronkę. Wczoraj Karolcia znów płakała z bólu, więc wybrałam się dziś do apteki po maść łagodzącą na ząbkowanie. Kupiłam Dentinox N, mam nadzieję, że przyniesie ulgę, bo to przecież jeszcze nie koniec tej męczarni.
Zaczęłam przeglądać zgromadzone do tej pory zdjęcia Karolci. Miałam zrobić z nimi porządek i wyrzucić te rozmazane, zdublowane i nieciekawe, ale oczywiście nic z tego nie wyszło, bo tylko się rozczuliłam i zaczęłam wspominać jaka to ona była malutka.
Niewyobrażalne jest to, jak bardzo zmieniła się ta nasza Kruszyna w przeciągu tych 4 miesięcy. Przez pierwszy tydzień byłam tak zaaferowana i działałam na takich emocjach, że mało pamiętam z tego okresu i dopiero oglądając zdjęcia przypominam sobie jaka była bezbronna, drobna i opuchnięta po porodzie. Taka była spokojna, słodko sobie spała i uśmiechała się czasem przez sen. Patrzę na te zdjęcia i aż nie wierzę, że właśnie taka była w moim brzuchu.

W szpitalu. Karolcia ma dopiero 2 dni.
Karolcia 7 tygodni.

A co u nas? Pogoda nadal rozpieszcza, codziennie piękne słoneczko, więc spacery obowiązkowe. W sobotę nawet zaliczyłyśmy pierwsze ognisko :) Niestety ząbkowanie trwa w najlepsze i wieczorami Karolcia płacze, drze się i ciężko ją uspokoić, bo nawet schłodzone gryzaki nie pomagają. Ale na szczęście widać już mały biały ząbek, więc mam nadzieję, że lada dzień się przebije. 
Każda świeżo upieczona mama wie, że na początku kiepsko z czasem. Dom stoi odłogiem, szafki się kurzą, gary nie umyte piętrzą się w zlewie, obiad robiony na szybko i zapomniany piekarnik, w którym jeszcze niedawno co tydzień piekło się pachnące ciasto. A może tylko ja tak mam? Może tylko ja, gdy moje dziecko śpi siadam przy komputerze i tracę cenne minuty? Przecież to się zdarza tak rzadko, bo drzemkę w bujaczku Karolcia ma zazwyczaj rano, a rano ja wcale nie mam ochoty na sprzątanie. Na spanie też nie mam ochoty, chociaż przyznaję, że zaczęłam pracować nad sobą i swoim odpoczynkiem i już dwa razy udało mi się kimnąć w dzień razem z Karolcią. Poza tym, hej, chyba jakaś rozrywka też mi się należy :)

Macierzyństwo jest dla mnie czymś wyjątkowym. Serce mi się raduje, gdy patrzę jak nasza córcia się rozwija, jak zdobywa nowe umiejętności, jak z dnia na dzień coraz lepiej potrafi się bawić. Uwielbiam z nią spędzać czas, chodzić na spacery, śpiewać piosenki, rozmawiać, tulić i zabawiać. Ale na tych spacerach najczęściej rozmyślam i mam wtedy tyle planów, tyle chęci. Gorzej z ich realizacją, bo jak już przychodzi czas wolny, to albo nie mam siły, albo zajmę się kompletnie czymś innym. Postanowiłam jednak zrobić coś dla siebie. Uwielbiam gotować, piec, ale jak wiadomo nie mam na te moje hobby zbyt wiele czasu. Tak więc ustaliłam z moim mężem, że weekendy w kuchni są moje. Mąż przejmuje dowodzenie nad Karolinką, a ja oddaję się mojej pasji i tworzę różne pyszności. Poczyniłam też pierwszy krok i do mojej już sporej kolekcji kulinarnej literatury zakupiłam kolejną, moim zdaniem pozycję obowiązkową książkę Doroty Świątkowskiej "Moje wypieki i desery". W ten weekend na pewno coś nowego upiekę i być może pochwalę się Wam moimi wypiekami.


Wszystko wskazuje na to, że Karolinka zaczęła ząbkować. Ślini się jeszcze bardziej niż się śliniła, pcha ręce do buzi, ale już nie tak jak wcześniej z ciekawością, a ze straszną złością. Do tego słabo je, a wieczorami bywa marudna, bo najbardziej wtedy dokuczają jej powoli wychodzące ząbki. Ulgę przynosi jej masowanie dziąseł wodnymi gryzakami schłodzonymi w lodówce lub specjalną nakładką silikonową nakładaną na palec.

Na razie radzimy sobie bez żadnych żeli i leków, mam nadzieję, że bez tego się obejdzie i że w końcu zobaczymy pierwszego ząbka. 


A tak z innej beczki to mam nadzieję, że uda mi się testować różne produkty firmy Canpol Babies i oceniać je na blogu. Zapraszam też blogujących rodziców do zgłaszania się na stronie  http://canpolbabies.com/pl/blogosfera do wzięcia udziału w testowaniu.