Podobno rozwój dziecka jest najbardziej fascynujący do roku. Coś w tym jest, pierwsze sylaby, pierwsze kroczki. Z małego, bezbronnego noworodka w ciągu roku maluch staje się rozumnym dzieckiem. To tylko rok, a skok niesamowity. Jednak po roczku też jest ciekawie i też każda drobnostka cieszy rodziców.

Od razu ostrzegam, że post będzie ociekał lukrem :) Bo ja ostatnio nie mogę się nachwalić i nacieszyć z tej mojej pociechy. Zrobiła się taka mądra, tak już dużo rozumie, że z łatwością można się z nią "dogadać" ;)

A oto co potrafi moja 13 miesięczna Karolinka:
- schodzić tyłem z łóżka, co bardzo ułatwia nam sprawę, bo zostawiona ostatnio na drzemkę na naszym łóżku, ładnie sobie zeszła i przyszła ku mojemu zdziwieniu do mnie
- super chodzi i zaczyna próbować biegać, a nasze spacery ostatnio są raczej niewózkowe
- kręci głową "nie-nie" gdy nie chce np. już jeść
- wchodzi po schodach, stawiając na przemian nóżki gdy trzyma się ją za rączki, próbuje też z nich schodzić - to ostatnio ulubiona zabawa
- bardzo dużo rozumie, czasem nie spodziewam się, że aż tak dużo. Ostatnio powiedziałam jej, że musimy wyrzucić ten papier do kosza, a ona chwyciła go i poszła do łazienki go wyrzucić. Rozumie "przynieś książeczki", "podaj piłkę" itd.
- bardzo lubi zabawę z lalą, gdy powiem "połóż lalę aaa" to bierze poduszkę, kładzie lalę, przykrywa kocykiem i sama też się obok niej kładzie :) jest taka słodka :) wkłada też lalę do wózka i wozi, karmi lalę mówiąc przy tym "mniam", moja mała dziewczynka :)

Mogłabym się tak rozczulać i rozczulać taka jest ostatnio pocieszna.

W pogoni za bańką mydlaną :)
Na koniec dane techniczne:
Waga: 9100 g
Zęby: nadal 8
Mowa: świadome "mama", "mniam" i "aaa" - oznaczające spanie. Po swojemu dużo nawija.
Pieluchy: przeszłyśmy na wielorazówki (o tym na blogu już wkrótce).
Na początku chciałam Wam podziękować za wszystkie zgłoszenia. Każda z historii była ciekawa i wyjątkowa, przez co bardzo trudno było mi podjąć decyzję... Z wielką przyjemnością czytało mi się Wasze przygody z karmieniem piersią i z sentymentem wspominałam swoje początki.

Niestety zwyciężczyni może być tylko jedna i jest nią Mari i! Gratulacje! Twoja historia bardzo mnie wzruszyła. Pięknie to napisałaś. Jeszcze raz gratuluję! Skontaktuję się z Tobą mailowo w celu ustalenia wysyłki nagrody.

A oto historia zwyciężczyni:

Będę karmić piersią. Będą karmić... Na pewno będę. Jak może być inaczej?
*
Już jest. Tak długo wyczekiwany, wykochany, upragniony. Leży w moich ramionach i tak spokojnie śpi. Pielęgniarka przed chwilą była i pytała, czy jadł. Ale kiedy mam wiedzieć, że on jest głodny? Na razie sobie śpi. Tak słodko... Aż nagle krzywi buźkę, wierci się w beciku i kiedy udaje mu się wyciągnąć rączkę wkłada ją do buzi. Płacze. Co ja mówię. Krzyczy! W panice wyciągam pierś i próbuję mu ją dać. Szuka, ale nie może odpowiednio złapać. Zaciska mocno swoje usteczka, aż chce mi się płakać, ale zagryzam wargę i próbuję mu pomóc. Dam radę. Dla niego dam radę. Będę silna! Przychodzi położna, pomaga mi. Pozycja na siedząco, na leżąco, wychodzi i wraca z nakładką silikonową, z którą jest jeszcze gorzej. Malec ciągnie kilka łyków i przestaje. Budzi się co godzinę i domaga jedzenia. Jestem wykończona. Całą noc czuwam, noszę, dostawiam do piersi. Rano padam na twarz. Mąż bierze go na ręce, a ja próbuję spać. Cały kolejny dzień walczymy o to by jadł z mojej piersi. Butelka raz, butelka dwa. Chodzę jak zombie, martwię się tym, że nie je, lekarki uspokajają, że w pierwszej dobie jeść nie musi. Męczę się kolejną noc,  aż w końcu nad ranem przychodzą miłe pielęgniarki i mi go zabierają. Nakarmiony butelką śpi spokojnie. Budzę się po trzech godzinach zbawiennego snu. Pada decyzja - odciągam pokarm co trzy godziny i podaję go w butelce. Chce mi się płakać, bo nie potrafię wykarmić małego głodomora. Siedzę na fotelu, maszyna robi swoje, sutki bolą, jak cholera, spojrzenie zamazuje się mgłą, ale powtarzam sobie, że dam radę. Dla niego.  
Wieczorem, kiedy czuję, że laktacja się rozkręciła przystawiam go do piersi. Ssie! I znów chce mi się płakać. Rano wracamy do domu. Wiem, że już będzie dobrze. Bo mamy siebie, mamy swoją bliskość. Jestem ja, jest on, tak słodko wtulony w moją pierś i nie wyobrażam sobie, że mogłoby być inaczej. Jest też jego tata, który bardzo nas wspiera. Musi być dobrze.

dziewięć miesięcy pózniej...

- Karmisz jeszcze piersią? 
- Karmię. I jakoś nie zanosi się bym przestała. Chciałam odstawić przed wakacjami, ale... mały nie toleruje żadnych butelek, smoczków i chyba jesteśmy na siebie skazani. Ale w sumie? Ja uwielbiam karmić piersią, on uwielbia być karmiony. Jeszcze zdążę nacieszyć się wolnością biustu i nutą alkoholu we krwi :)

Mari i

Może Twój synek akurat polubi wygraną butelkę? Jeśli tak, to koniecznie daj znać :)

Jeszcze raz dziękuję za Wasze zgłoszenia i mam nadzieję, że kolejny konkurs pojawi się już niedługo.
Przyznacie, że w gąszczu produktów z każdego działu życia można zginąć. Mamy taki wybór na rynku, że ciężko jest się na cokolwiek zdecydować, a jak już przychodzi decyzja, która w pewnym stopniu dotyczy naszego dziecka to już kaplica. Od zawsze mam problem z wyborem, staram się dokładnie zbadać produkt zanim go kupię i wybrać taki, który będzie odpowiadał mi i Karolci. Ale jak wiadomo życie weryfikuje i nie zawsze jest tak jak sobie założyliśmy.

Przestawiam Wam więc przegląd SPRAWDZONYCH przez nas różnych naczyń do picia (że tak je ogólnie nazwę). Może z tych produktów wybierzecie coś dla siebie

Żródlo: tommeetippee.pl
1. Kubek niekapek z Tommee Tippee określany jako pierwszy kubeczek. Odpowiedni dla dzieci 4m+, ale Karolcia załapała picie z niego chyba dopiero w 10 mc-u. Sama wtedy sobie go trzymała i piła. Wcześniej albo wylewała albo wypluwała wodę. Jednak odkąd załapała picie ze słomki 7-8 miesiąc to po zdjęciu pokrywki służy nam za zwykły kubeczek. Niekapek ma składany ustnik i plusem jest szczelność, ani razu nie wylał nam się w podróży. Lubię na nim miarkę, bo pomaga mi ona gdy chce Karolci podać sok i np. rozcieńczyć go trochę wodą. Ogólnie jest fajny i sprawdza nam się teraz jako kubek, bo ma poręczne rączki, dzięki czemu dziecko może nauczyć się z niego pić. Cenowo super, więc polecam.

2. Kubeczek treningowy Canpol Babies. Opisywałam go już TU na blogu. Po dość długim użytkowaniu nadal go polecam. Jak Karolcia nie chciała załapać picia z niekapka Tommee Tippee tak z tego załapała od razu. Myślę, że to dlatego, że ma miękki ustnik. Posłużył nam trochę, ale teraz ze względu na to, że odchodzimy od wszelkich ustników poszedł w odstawkę, ale z pewnością może służyć też starszym dzieciom. Producent określa go jako 6m+ i w pełni się z tym zgadzam. Jedyne czego mi brakuje to miarka.



Źródło: tumtumtots.com
3. Bidon z rurką Tum Tum. To nasz hit. Sprawdza się zarówno w podróży, jak i w domu. Dokupiłam go, aby mieć komplet z te+rmosem, o którym pisałam TU. Bidon w ogóle nie przecieka, a Karolcia bardzo lubi z niego pić. Ma pojemność 350 ml. Niestety przez częste użytkowanie wzór zaczął się powoli ścierać.





Źródło: doidycup.pl
4. Kubek Doidy Cup. Przyznaje, zwabił mnie ten kubek i jego cudowne opinie o tym jak to pięknie dziecko uczy się z niego pić, nie wylewa itd. Nawet jego dość wysoka cena (ok. 30 zł) mnie nie odstraszyła, bo przecież on taki super. Niestety totalnie się u nas nie sprawdził. Karolcia z niego wylewała, a gdy piła to się krztusiła, bo zamiast sobie dozować przechylała go na maxa. A niby dziecko właśnie ma nauczyć się pić bez przechylania głowy... Może powinnam dłużej go testować i może coś w końcu by z tego było, ale zaczął mnie drażnić jego plastikowy zapach. Pomimo mycia, wyparzania, woda śmierdziała plastikiem, a Karolcia ciągle odmawiała picia z niego. Także totalnie się on u nas nie sprawdził, a szkoda.


A jak jest u Was, z czego najbardziej lubią pić Wasze dzieci? Miałyście do czynienia z Doidy Cup? Sprawdził się on u Was?
Mam ostatnio takie blogowe zaległości, że aż wstyd. Związane to jest z tym, że mam strasznie dużo na głowie, a czasu bardzo mało. Same wiecie jak to jest. Jedynie w ciągu dnia, gdy Karolcia śpi mam chwilę, ale zawsze wyjdzie po drodze "coś", co nie do końca pozwoli cieszyć się wolnym czasem.

Ząbkowanie trwa w najlepsze. Znów mamy przepłakane i nieprzespane noce, a do tego jutro czeka nas szczepienie przeciwko różyczce, odrze i śwince. Mam nadzieję, że wszystko będzie po szczepieniu dobrze. Dowiem się przynajmniej ile waży nasza Karolcia, bo dawno nie byliśmy na żadnym bilansie.

No ale do rzeczy. Postanowiłam zrobić małe podsumowanie, a w zasadzie TOP 5 najfajniejszych (moim zdaniem) postów. A oto ranking :)

TOP 5 postów z pierwszego roku życia Karolci:

1. Poród. Tego posta nie mogło tu zabraknąć. Mimo że było ciężko i chwilami myślałam, że braknie mi sił, to w porodzie jest coś tak niesamowitego, że aż trudno to opisać jeśli samej się tego nie przeżyje. Jakaś nadprzyrodzona siła pomaga Ci urodzić dziecko, a przez kolejne dni trzyma Cię na nogach, bo przecież najważniejsze jest teraz Maleństwo. Mój poród wspominam dobrze, pomimo, że do łatwych nie należał, a bólu już dziś nie pamiętam.

2. O tym jak zdecydowałam się na chustę. Do dziś żałuję, że tak późno, że nie miałam jej od narodzin Karolci, no ale jak to mówią "lepiej później niż wcale". Chustę chwalę do dziś, chociaż używaliśmy jej ostatnio nad morzem. Dla drugiego dziecka będzie jak znalazł i z pewnością kolejne maleństwo swoje pierwsze miesiące spędzi w dużej mierze właśnie w chuście.

3. Kocham moje dziecko. Mam sentyment do tego posta, bo przypomina mi, że moja roczna łobuziara nawet jak była maluteńka była niezłym ziółkiem ;)

4. Bo nie zawsze jest kolorowo. Która z nas tego nie miała. Przychodzi moment wyczerpania i bezsilności, ale gdy tylko mała istotka spojrzy się na nas to świat znów staje się kolorowy.

5. Roczek. Tak samo jak post o porodzie ten też jest obowiązkowy. Że tak szybko minął ten rok...

A na koniec pokażę Wam jaki tort upiekłam Karolci na urodziny :)

Źródło: pixabay.com
Aż wstyd, że tyle zwlekałam z dodaniem tego posta. Zaginął gdzieś w roboczych i ciągle spadał na dalszy plan, ale przyszła ta chwila, że się chwalimy. W lutym byłyśmy w TELEWIZJI :) Zaproszono mnie do programu "Na kłopoty ABC" emitowanego w TVP ABC. Program prowadzi Karolina Malinowska. I tu muszę coś wtrącić. Ale z niej równa babka! Jest bardzo fajna i nieprzesiąknięta celebryckim, pustym światkiem. "Normalna" z niej kobieta :) Bardzo miło mi było ją poznać i pogadać. Prawdziwą siebie pokazuje na blogu www.karolinamalinowska.com

Ale wracając do nas. Propozycję dostałam, przyjęłam i pojechaliśmy do Warszawy na nagranie. Stresu było co nie miara, no bo jak to, ja w telewizji? NO WAY. Jakoś poszło i wyszło moim zdaniem całkiem przyzwoicie :) Zresztą, sami zobaczcie. Łatwo nie było, bo wszystko szło na żywo i nie było żadnych dubli.

Karolcia zrobiła taką furorę i tak spodobała się reżyserce, że wzięli ją do czołówki programu i tak o to, co tydzień mogłam oglądać moją Kruszynę w TV :)

Link do odcinka ze mną, w którym opowiadałam o odstawieniu dziecka od piersi oraz Karolcia na czołówce programu http://vod.tvp.pl/audycje/styl-zycia/na-klopoty-abc/wideo/odc-24/18945754

A tu link do programu w którym wzięli Karolcię na początek, jednak średnio jej się to spodobało co skończyło się niezadowoleniem i płaczem http://vod.tvp.pl/audycje/styl-zycia/na-klopoty-abc/wideo/odc-23/19243158


Przypominam Wam o konkursie! Na zgłoszenia macie czas do 26 czerwca!


Przychodzi ten smutny moment kiedy kończy nam się macierzyński, a w zasadzie rodzicielski, który trwa 26 tygodni. Całość urlopu (52 tygodnie) dzieli się na urlop macierzyński i rodzicielski. Różnią się od siebie tym, że rodzicielski może wykorzystać zarówno matka, jak i ojciec dziecka.

Tak więc dziecko kończy rok, a nam wpływa ostatnia wypłata na konto. Jednak nie oznacza to wcale zostawienia dziecka z dziadkami, posłania do żłobka lub zatrudnienia niani. Mamom, które pracowały wcześniej na umowę o pracę przysługuje urlop wychowawczy, który trwa 36 miesięcy. Można go wykorzystać w ratach, ale nie dłużej niż do 5 roku życia dziecka. Podczas urlopu wychowawczego można zatrudniać się w innej firmie oraz wykonywać inne prace, np. na umowę o dzieło czy zlecenie. Jednak czas takiej prwcy nie powinien przekraczac pól etatu mimo że prawnie nie jest to specjalnie uregulowane to nasz pracodawca może cofnąć nam urlop twierdząc że skoro gdzie indziej możemy pracować to u niego również. Dlatego jest to kwestia dość delikatna.

Przy umowie o pracę:
Urlop wychowawczy udzielany jest na wniosek pracownika. W czasie trwania urlopu pracodawca nie może zwolnić pracownika, a po powrocie ma zapewnić mu nie niższą niż ostatnio pensje i takie same stanowisko. Wiele mam boi się brać urlop wychowawczy ze względu na to, że po powrocie do pracy od razu zostaną zwolnione. Niektóre muszą ratować domowy budżet i wracać do pracy a inne nie chcą po prostu siedzieć z dzieckiem w domu. Jednak należy pamiętać, że urlop wychowawczy się należy i może warto skorzystać chociaż z jego części.

Przy działalności gospodarczej:
Sprawa wygląda podobnie, ale nie nazywa się to urlopem wychowawczym, a sprawowaniem opieki nad dzieckiem. Tu również przysługuje 3 lata i przerwa w wykorzystaniu tego czasu. Podczas sprawowania opieki nad dzieckiem ZUS opłaca wcześniej zadeklarowane składki, ale działalność musi być zawieszona.

Ja skorzystałam z tego przywileju i jako, że prowadzę działalność od 29 maja sprawuję opiekę nad dzieckiem. Ile to potrwa tego nie wiem, jak na razie jest nam razem dobrze :) A Wy jakie macie planu po zakończeniu macierzyńskiego?
Każda mama dba o rozwój swojego dziecka i często sięga po podsumowania miesiąca, aby zobaczyć co powinno już potrafić jej dziecko. Oczywiście radość ogromna jeśli posiada umiejętności z kolejnego miesiąca, mama dumna, bo wyprzedza rówieśników. Gorzej, jeśli tak nie jest i pewnych umiejętności dziecko jeszcze nie posiadło. Zachodzimy wtedy w głowę czy aby wszystko jest ok.

Jednak nie ma co panikować. Każde dziecko rozwija się indywidualnie w swoim czasie, ale dobrze jest zwracać uwagę na kamienie milowe, które są jednak ważne w jego rozwoju. Przykładem jest tu siadanie, które dziecko powinno opanować między 7 a 10 miesiącem życia. Jeśli do 10 miesiąca dziecko nadal nie siedzi dobrze jest wybrać się do neurologa, aby sprawdził czy wszystko z malcem jest w porządku.

To tak słowem wstępu. Bo dzisiejszy post ma być o tym, co powinno umieć roczne dziecko.

1. Pełza, raczkuje, chodzi na kolanach, przesuwa się przy meblach. Ogólnie chodzi o to, że dziecko w jakiś swój sposób się przesuwa i wcale nie musi raczkować. Pamiętajmy, że nie wszystkie dzieci raczkują, niektóre pozostają na czołganiu się. Roczny maluch wcale nie musi umieć chodzić, na naukę ma czas do 18 miesiąca.

2. Klaszcze, macha, pokazuje palcem. Umiejętności te może posiąść już znacznie wcześniej do tego czasu będzie je doskonalić. Gdy powiemy dziecku "zrób papa" powinno to zrobić. U nas jest całkiem inaczej. Tak jak jeszcze 3-4 miesiące temu na "papa" Karolcia od razu machała rączką tak teraz macha tylko wtedy, kiedy ma na to ochotę i wie, że faktycznie "papa" ma sens. Nie ma nic na pokaz ;)

3. Bagrze po papierze. Dla dziecka jest to bardzo fascynujące, gdy widzi, że ruszając kredką zostawia ślady na papierze. My już mamy pierwszy "rysunek" Karolci i na pewno zachowam go na pamiątkę.

4. Wrzuca coś (np. klocki) do pudełka. Chodzi o to, że roczny maluch powinien mieć już dobrze wykształcony chwyt pęsetowy. Możemy doskonalić go podając dziecku jedzenie pokrojone w małą kosteczkę lub budując z nim wieżę z klocków.

5. Odróżnia miau-miau od hau-hau. Oprócz tego zdarza się, że potrafi naśladować odgłosy zwierzątek. Karolcia akurat nie jest chętna do mówienia i powtarzania i oprócz swojego gadania, sylabizowania "tata", "baba" itd. jedynie świadomie wypowiada słowo "mama", ale tylko w chwilach smutku.

6. Naśladuje dorosłych. Mam tu na myśli naśladowanie zachowania, a także melodyki tego co mówimy. Może zdarzyć się nawet dziecko "powtórzy" po swojemu niemal część zdania po nas zachowując odpowiedni ton głosu. Dziecko powtarza też nasze czynności, wrzucanie klocków do pudełka, budowanie wieży czy jakieś zupełnie codzienne działania.
Blogosfera Canpol jest super! Można w niej zdobyć bardzo fajne rzeczy do testowania albo zorganizować konkurs, w którym nagrodą są właśnie produkty Canpol Babies.

Tym razem zamiast testowania produktu mam okazję przeprowadzić konkurs, w którym do wygrania jest: Podgrzewacz elektryczny i butelka Haberman.


Żródło: http://canpolbabies.com/pl/butelka-haberman
Czym jest butelka Haberman?
Butelka Haberman jest opatentowanym produktem zaprojektowanym z myśla o dzieciach cierpiących na kolkę. Została wyposażona w specjalny system, który sprawia, że dziecko nie łyka powietrza, dzięki czemu jest mniej narażone na kolki. Butelka nie rozleniwia dziecka i umożliwia karmienie naprzemienne. (Tekst ze strony producenta).

Co należy zrobić, żeby wygrać ten zestaw?
Wystarczy napisać jakie były Twoje początki z karmieniem. Czy zdecydowałaś się na karmienie piersią czy od razu podałaś butelkę?

Nagrodzę najciekawszą historię. 

Zasady konkursu:
1. Napisz jakie były Twoje początki z karmieniem. Czy zdecydowałaś się na karmienie piersią czy od razu podałaś butelkę?
2. Zwyciężczynią będzie mama, której opowieść uznam za najciekawszą.
3. Swoje historie możecie dodawać w komentarzach bądź wysyłać na adres mailowy bedemamusia@gmail.com W komentarzu koniecznie zostawcie swój adres email, abym mogła skontaktować się z wygraną mamą.
4. Konkurs trwa od 12 do 26 czerwca br. 
5. Ogłoszenie wyników na blogu i na fanpage'u na FB 29.06.2014 r.
6. Uczestnik konkursu wyraża zgodę na przetwarzanie przez Organizatora oraz firmę Canpol I Sp. z o.o. SKA ich danych osobowych na potrzeby organizacji konkursu i wysyłki nagród. Dane uzyskane w związku z organizacją konkursu będą wykorzystywane zgodnie z Ustawą z dnia 29 sierpnia 1997 roku o ochronie danych osobowych (Dz.U.2002.101.926 ze zm.).

Mile widziane polubienie mojego Fanpage'u oraz strony Canpol na FB. 

Zapraszam Was do wzięcia udziału w konkursie i do brania udziału w Blogosferze, bo jak widać naprawdę warto :)
Zazdroszczę rodzicom, których dzieci łagodnie przechodzą ząbkowanie. Pytam znajomych "i jak tam, ząbkuje? masakra, nie?", co słyszę w odpowiedzi? "Właśnie wczoraj znaleźliśmy pierwszy ząbek, ale nic się nie działo, może była trochę bardziej marudna". A to super. Cieszę się ich szczęściem i tym, że dziecko się nie namęczyło, ale zazdrość aż we mnie kipi. Zazdroszczę tego, że oni przespali noce, a ich dziecko nie musiało cierpieć. Też bym chciała, żeby chociaż jeden ząb wyszedł Karolci lajtowo. Już nie chodzi o nas, że nie śpimy po nocach, a wieczorami słuchamy marudzenia. Naprawdę, ja to wszystko jestem w stanie znieść i zrozumieć, ale najbardziej szkoda mi tego maleństwa, które się cholernie męczy. I co? Za 6 lat zęby wypadną. Taka ironia losu.

Ząbkowanie może zacząć się już w 3 miesiącu, bo to jest bardzo długi proces. Są jednak taki przypadki, że pierwsze ząbki wychodzą dziecku dopiero po roczku i nie ma powodu do niepokoju. Trzeba pamiętać jedno. Każde dziecko jest inne i inaczej się rozwija.

Książkowo wygląda to tak:
6-8 miesięcy – pierwsze pojawiają się zwykle dwa dolne siekacze przyśrodkowe;
7-9 miesięcy – zaczynają wyrzynać się górne siekacze przyśrodkowe;
9-13 miesięcy – pojawiają się siekacze boczne, dolne wyprzedzają górne;
12-15 miesięcy – wyrzynają się pierwsze trzonowce mleczne (na tym etapie dziecko ma 12 ząbków);
16-18 miesięcy – wyrzynają się kły – również dolne wcześniej niż górne;
20-30 miesięcy – wyrzynają się drugie trzonowce, uzupełniając pełen zestaw zębów mlecznych.
Żródło: parenting.pl

Ale wiadomo, że zazwyczaj wychodzi całkiem inaczej. Karolci w 4 miesiącu wyszły 2 dolne jedynki, później 2 dolne dwójki, a następnie na raz cztery górne zęby. Teraz mam wrażenie, że idą na raz dolne czwórki i trójki, ale ciężko mi jeszcze powiedzieć w jakieś kolejności wyjdą. Obstawiam dolną prawą trójkę, no ale zobaczymy. 

Jakie są objawy ząbkowania?

- Ślinienie się, swędzenie dziąseł, gryzienie wszystkiego co popadnie, zaczerwienienie i opuchnięcie dziąseł. Takie objawy zaobserwujemy u wszystkich ząbkujących niemowląt. Są na tyle powszechne, że nawet najbardziej niedoświadczony rodzic jest w stanie powiązać je z nowo wychodzącymi ząbkami. 
- Podwyższona temperatura, gorączka. Może wystąpić krótkotrwała gorączka lub stan podgorączkowy. I o ile przy gorączce od razu należy podać dziecku lek zbijający ją (paracetamol, ibuprofen), to przy stanie podgorączkowym nie powinno się tego robić, aby pozwolić organizmowi walczyć. 
- Częstsze i rzadkie kupki. Nie muszą wcale od razu oznaczać biegunki i bardzo często są objawem wychodzących ząbków. Radzę wtedy podawać dziecku dużo picia i ewentualny probiotyk.
- Marudzenie, płacz, jęczenie. Nic dziwnego. Jak inaczej dziecko ma wyrazić swój ból?
- Katar i lekki kaszel. W szczególności zdarza się przy wychodzeniu górnych zębów. Jeśli poza lejącym katarem nic innego się nie dzieje to radzę nie lecieć od razu do lekarza i przede wszystkim dużo wychodzić z dzieckiem na dwór, wtedy o wiele lepiej się mu oddycha. Karolcia miała katar ząbkowy, który trwał prawie 2 tygodnie.
- Problemy ze snem. Wybudzanie się w nocy, wiercenie, problemy z zaśnięciem. U nas standard. Jak tylko zaczynają się problemy ze spaniem wiem, że zaczyna się ząbkowanie na całego.
- Brak apetytu, brak chęci ssania. Wiadomo, że jak boli to i jeść się nie chce.
- Wypieki na policzkach. Dziwne, nie? A jednak. Przy wychodzących dwójkach na dole Karolcia po południu miała zawsze bardzo duże wypieki na twarzy. 
- Łapanie za ucho. Takie coś może zdarzyć się przy wychodzących czwórkach. Oczywiście musimy wykluczyć wtedy zapalenie ucha, ale ono często wiąże się z wysoką gorączką.
- Pocieranie noska i oczu. Szczególnie przy górnych jedynkach i dwójkach, które mają połączenie nerwowe z nosem i oczami. 

Sporo tego, nie? Mam nadzieję, że o niczym nie zapomniałam i że rozwiałam choć trochę Wasze wątpliwości związane z ząbkowaniem u niemowląt.

A jak sprawa wygląda u Was? Ząbki dawały popalić czy wyszły niepostrzeżenie? Jakie objawy miało Wasze dziecko?
Już jesteśmy w domu. Wyjazd się udał, odpoczęliśmy (jeśli w ogóle urlop z dzieckiem można nazwać odpoczynkiem ;)), ale mimo wszystko zmiana klimatu dużo robi. Teraz czeka nas powrót do codziennych obowiązków.

Nad morzem było cudnie! Karolcia była grzeczna, rozchodziła się tam na dobre i często chodziliśmy sobie "za rączkę" :) na koniec zaczęła być bardziej odważna i sama chodziła na dworze. W domu już prawie biega, na dworze jest jeszcze bardziej ostrożna.

Teraz wszystko wokół jest takie interesujące
To było drugie spotkanie Karolci z morzem. Ale dopiero teraz tak naprawdę mogła się nacieszyć piaskiem i wodą, bo mając 3 miesiące  niewiele mogła skorzystać ;) Początkowo piasek niezbyt jej podpasował i podnosiła nóżki do góry, żeby czasem go nie dotknąć. Na koniec już tak się oswoiła, że latała po plaży, a z wody, mimo 14 stopni, nie chciała wychodzić i bardzo podobało jej się moczenie nóżek i uciekanie przed falami.

Piasek jednak jest fajny
Zwiedzanie plaży
Jeśli zastanawiacie się czy warto jechać nad morze z niemowlakiem czy roczniakiem to ja mówię Wam, że naprawdę warto :) Zmiana klimatu jest cudowna, trzeba sobie wszystko dobrze zorganizować i wyjazd na pewno będzie udany. Myślałam, że jak Karolcia miała 3 miesiące to było nam łatwiej, bo była tylko na piersi, więc nie musiałam się martwić o to co zje, ale teraz jest już na tyle duża, że nie było wcale problemu z jedzeniem. Trochę zjadła od nas, czasem braliśmy jej słoiczek i wystarczyło poprosić o podgrzanie. Nigdzie nie robili problemu. W większości restauracji są krzesełka do karmienia, gorzej niestety z przewijakami, ale to też mały pikuś, bo można dziecko przewinąć w wózku, w aucie i w naszym przypadku gdziekolwiek na stojąco ;)

Cały czas chustujemy
Na koniec mała wzmianka o chuście. Oczywiście nadal chustujemy, ale już coraz rzadziej. Chusta służy mi teraz do tego, aby wyjść na szybki spacer z psem lub korzystam z niej w miejscach, gdzie wózek nie da rady. Dlatego na plaży to mój must have. Karolcia smacznie sobie w chuście zasnęła, a my mogliśmy pospacerować wzdłuż morza :)
Kto nas śledzi na Facebook'u ten juz wie ze aktualnie wypoczywamy nad morzem :) stad tez malo nas tu i u Was na blogach. Nadrobimy zaleglosci jak wrócimy.

A póki co pozdrawiamy cieplo!


PS. Myslalam ze chociaż wieczorami uda mi sie wyrwac choc chwile dla siebie ale aktualnie ida Karolci kolejne zeby (podejrzewam trojki) co objawia sie u nas problemem z zasypianiem i co wieczor jest ostra walka...