Wszystko popieczone? Wysprzątane? U nas tak :) W tym roku poszalałam. Upiekłam mazurek cytrynowy, jogurtowy z białą czekoladą, sernik, czekoladową babkę i wędlinę z indyka. Roboty było co nie miara, ale Karolcia dzielnie mi pomagała. Chyba rośnie mi mała kuchareczka.

Skoro już wszystko zrobione to nie pozostaje nic innego, jak już dziś zacząć świętować.

Z okazji Świąt chciałam Wam życzyć dużo uśmiechu, bezchmurnego nieba, brak problemów, dużo zdrowia, a z bardziej przyziemnych rzeczy smacznego jajka, różnych pyszności i oby poszło w cycki! ;) Wesołego Alleluja!


Ogarnęło mnie jakieś przedświąteczne lenistwo, więc może ominie mnie te poświąteczne. Chociaż pewnie nie, bo jak się rozleniwię to koniec ;) Wiosny nie widać, zimno, deszczowo i wieje. Gdyby chociaż słońce się pokazało, to z pewnością energii do życia miałabym więcej. A wiem, jeszcze gdyby moja córka łaskawie zaczęła wstawać troszkę później (6:00 od pewnego czasu to zdecydowanie za wcześnie), to było by lepiej. No ale nic. Wiosna w końcu przyjdzie, zamiana czasu również, więc może nie będzie tak źle.

Dziś będzie właśnie takie pitu pitu, bo dawno czegoś takiego nie było. A to książki, a to zabawki, a to inne rzeczy. A propros książek, to przygotowuję dla Was kolejne zestawienie, bo zakupiłam ostatnio kilka nowości, z których jesteśmy z Karolcią bardzo zadowolone, więc koniecznie muszę je opisać.

A co u Karolci? Już jakiś czas nie było podsumowań, ale uznałam, że na tym etapie comiesięczne nie mają większego sensu. Będzie za to duże dwuletnie i to już za 2 miesiące! Szok. No ale miałam przecież pisać co u Karolci. Przez pewien czas w ogóle nie chciała powtarzać za nami różnych wyrazów. Teraz musimy tak ważyć słowa, żeby nie powtórzyła tego niewłaściwego ;) Chłonie wszystko jak gąbka i w przeciągu kilku dni nauczyła się mówić nowe słowa, a są nimi:
- "dzińcioł" - czyli dzięcioł
- "pupa" - wiadomo :) (zaliczyłam już nawet epizod z dzieckiem krzyczącym na środku sklepu "pupa, pupa, pupa")
- "tęcia" - tęcza
- "ciocia"
- "uja" - wujek
- "cień"
- "dzień"
- "opsa" - skakanie
- "kuka" - kurka
- "Julia"

Poza tym naśladuje odgłosy zwierzątek i w ogóle różne odgłosy, np. karetki. Dużo rzeczy nazywa po swojemu. Królik to "tiku", chociaż te słowo ma wiele znaczeń, bo również przyklejanie, obcinanie, wciskanie. Mleko to "me", a rurka do kubka "łaa" (nie wiedzieć czemu).

Jak tak się teraz zastanawiam, to chyba najciekawsze z całego rozwoju dziecka dla mnie jest właśnie obserwowanie mowy i te pierwsze słowa. Z każdego jestem taka dumna. Przecież ten mały człowieczek musi wykonać ogromną pracę, aby się tego nauczyć. To naprawdę niesamowite.

Jakoś na dniach Karolinka nauczyła się wchodzić i schodzić po schodach. Owszem, robiła to, ale trzymając się z jednej strony barierki, a z drugiej mojej ręki. Teraz wystarczy jej jedna strona i super sobie radzi. W ogóle zrobiła się z niej jeszcze większa zosia samosia i wszystko chce robić sama. Oczywiście jak coś jej nie wychodzi to potrafi się na to solidnie zezłościć, ale te dwulatki już tak mają ;)

Kończę pochwały, kończę narzekania i idę robić obiad. Odezwę się jeszcze przed Świętami :)
Za 1,5 miesiąca nasza córka skończy dwa lata! Normalnie nie wierzę. Nie tak dawno wymyślałam prezent na roczek, a tu już zaraz będę wymyślać kolejny. Mogę więc już mniej więcej wypowiedzieć się jakie zabawki sprawdzają się u prawie 2-letniego dziecka. Ostatnio mamy kilka hitów.
1. Tablica do rysowania.
Nasz model ma stronę z tablicą kredową, a drugą tablicę do rysowania pisakiem suchościeralnym. Na górze natomiast zamontowana jest rolka papieru, który można rozwinąć i dziecko może po nim mazać czymkolwiek. My wykorzystujemy właśnie ten papier do malowania farbami. Tablica jest regulowana, więc będzie dobra zarówno dla 2-letniego smyka, jak i dla starszego dziecka. W zestawie była kreda, pisak, gąbka do wycierania i magnesy. No właśnie, nie wspomniałam bowiem, że strona do rysowania flamastrem to również tablica magnetyczna.



Tablicę miałam już kupić jakiś czas temu i żałuję, że nie kupiłam jej wcześniej. To po prostu hit! Jest w użyciu codziennie. Potrafi zająć Karolcię naprawdę długo, a dodatkowo trochę jej posłuży. Po zakupie nie odstępowała jej na krok :)

2. Ciastolina.
Ciastoliną bawimy się już od kilku miesięcy. Karolcia lubi i miała pewien okres, że obowiązkowo zabawa nią odbywała się codziennie. Teraz ekscytacja jest mniejsza, ale nadal się nią bawimy. Dziś rano po kilku dniach nieużywania jak ją zobaczyła, to bardzo się ucieszyła :) Siedziała sobie przy stoliczku i dziubała przy niej chyba dobre pół godziny.


Kolejna zabawka, która będzie towarzyszyć dziecku przez dłuższy czas i nie znudzi się tak szybko. Ważne są jednak akcesoria. Sama ciastolina to nuda. Dobrze jest mieć coś do wyciskania, jakieś foremki, nożyki. W sklepach do wyboru do koloru, chociaż te niektóre akcesoria są typowe dla starszych. My mamy jakieś podróbki, nie jest to na pewno PlayDoh. Ale ciastolinę warto mieć oryginalną, bo nie wysycha, nie klei się i jest idealna. 

3. Puzzle
Karolcia jest fanką puzzli, bardzo lubi się nimi bawić, a co więcej radzi sobie z nimi wyśmienicie. Potrafi ułożyć naprawdę skomplikowane obrazki. 


Na początek najlepsze będą takie dwuelementowe. Chociaż Karolcia zaczynała od 48 elementów ;) myślałam, że jest jeszcze za mała na jakiekolwiek puzzle, ale jak zobaczyłam jak świetnie sobie radzi, to zdałam sobie sprawę, że oznaczenia 2+ na opakowaniach nie zawsze są dobre ;)


Żeby jednak małe dziecko sobie z nimi poradziło muszą być oczywiście duże. Aczkolwiek u nas sprawdziły się też puzzle, które zamieszczam na zdjęciu poniżej.


4. Książeczki z naklejkami.
O książeczkach i kolorowankach z naklejkami pisałam już jakiś czas temu (TU). Nadal są one na topie. Najlepsze są takie, gdzie jest miejsce, żeby je przykleić, najlepiej takie z zadaniami. Naklejki przyklejane bez sensu nie sprawdzają się, Karolcia szuka wtedy miejsc, żeby je przykleić.


Ostatnio kupiłam jej taką książeczkę i była zachwycona. Tym bardziej, że były w niej prawdziwe wizerunki zwierząt, a nie rysunkowe.

Oprócz wyżej wymienionych nadal w obiegu są zabawki, które opisywałam w poście o Zabawkach dla 1,5 rocznego dziecka: wózek, lalki, pluszaki. Jednak większość dnia Karolcia spędza na zabawie, właśnie tymi, które dziś opisałam. Jak tak teraz patrzę, to chyba rośnie nam jakaś artystka ;)
Ostatnio biblioteczka Karolci poszerzyła się o nowe pozycje. Do ich zakupu przymierzałam się już dawno, ale uznałam, że teraz jest na nie właściwy moment i zainteresują one moje dziecko. Wybierając właśnie te tytuły nie zdawałam sobie sprawy, że wszystkie, mimo różnych historii, mówią o tym samym - o miłości i więzi, jakie mogą łączyć tatę i syna.

"Szur szur ćwir plum" Kitty Crowther, wyd. Dwie Siostry
Historia o małej żabce - Tymku, który nie może zasnąć i boi się nocy. Nie będę Wam streszczać całej i zdradzać zakończenia, bo warto ją mieć. Powiem tylko, że mimo iż mama żaba występuje w książce, główny prym wiedzie tato. Karolcia bardzo ją polubiła






"Proszę mnie przytulić" Przemysław Wechterowicz, Emilia Dziubak, wyd. Ezop
Tata wraz z synem wędrują po lesie w poszukiwaniu zwierząt, które mogliby przytulić. Książka jest bardzo zabawna, ma piękne ilustracje i ja jestem nią zachwycona. Póki co Karolcia tak średnio, ale i na nią w końcu przyjdzie pora.





"Nawet nie wiesz jak bardzo cię kocham" Sam McBratney, Anita Jeram, wyd. Egmont
Tą książeczkę kupiliśmy Karolci na Zajączka. Nie ma u nas tradycji w dawaniu sobie prezentów na Wielkanoc, ale zawsze jednak jakąś drobnostkę mama nam dawała, więc podtrzymam to i Karolcia też dostanie drobnostkę. Czemu akurat tę książkę? Nie, nie dlatego, że jest o zającu ;) Może niektórzy z Was kojarzą bajkę, która leci na MiniMini właśnie o tym tytule. Karolcia bardzo ją polubiła, a że bajka jest bardzo fajna, taka ciepła i przepełniona samymi dobrymi emocjami, to postanowiłam zakupić tą książeczkę. Myślę, że Karolcia ją polubi.




Znacie te książeczki? Czytają je może Wasze dzieci? Jak macie ochotę to podzielcie się opinią :)
Małe dzieci chcą wszystkiego spróbować. Nie wiedzą czy coś jest złe czy dobre dopóki się tego nie nauczą. Obserwują otaczający ich świat, obserwują nas. Niektóre zachowania kopiują kropka w kropkę, inne modyfikują, a niektóre wymyślają same. Przy takim poznawaniu rzeczywistości trzeba mieć w sobie wiele pokładów cierpliwości.

Jeszcze do niedawna miałam grzeczne i ułożone dziecko. Teraz w domu mam łobuza. Mogłabym tak napisać, ale co tak naprawdę znaczy, że dziecko jest grzeczne? To że zjadło obiad i nie wysmarowało sobie nim buzi? Czy to, że godzinę siedziało i układało samo puzzle? Pojęcie grzeczności jest dla mnie dziwne i niezrozumiałe. Przecież tak naprawdę takie małe dziecko nie może być niegrzeczne, dopiero się uczy, co nie znaczy, że my rodzice, rozdzielamy dziecięce zachowania na te grzeczne i te niegrzeczne. Tak już mamy.

Karolcia weszła właśnie w etap testowania rzeczywistości i testowania mnie. Na ile jej pozwolę, co może zrobić, a czego jej nie wolno. Bywa wesoło, ale bywa też tak, że ręce mi opadają.

1. Rozwijanie papieru toaletowego po całym mieszkaniu. Powiedzcie mi, jak to jest, że każde dziecko uwielbia właśnie taką zabawę i ma z tego nieziemską frajdę, a rodzic wcale już taki zadowolony nie jest? Nazbierałam się tego papieru już tyle, że mogłabym w fabryce nawijać go na rolki zamiast maszyny.
2. Picie wody z wanny podczas kąpieli. A to z gąbki, a to z kubeczka, a to z własnej dłoni. No fenomen. Woda z pianą stanowi najbardziej pożądany płyn, chyba nawet wygrywa z mlekiem ;)
3. Darcie papieru na maleńkie kawałeczki. Takie maleńkie, że ich prawie nie widać.
4. Rysowanie po wszystkim tylko nie po tym co trzeba. Kolejny fenomen. A to po ścianie, a to po łóżku, po stole, itd. itd.
5. Sytuacje z psem (lub też innym zwierzęciem. My akurat mamy psa i u nas wygląda to tak. Karolcia chce bardzo Milkę przytulić, Milka nie chce więc ucieka. Ganiają się po całym domu, aż w końcu Karolcia ją dorwie i poszarpie za kudły. Pies z tego powodu nie jest szczęśliwy, ale w tej kwestii powoli się docierają. Druga sprawa dotyczy jedzenia. To czego Karolcia nie chce rzuca psu lub pluje jedzeniem, a co gorsza jak nie chce pić bierze kubek i wylewa wodę na podłogę, bo przecież "łała mniam mniam". Tłumaczeń nie ma końca. Może w końcu do niej dotrze, że pies to nie odkurzacz ;)

Pewnie mamy starszych dzieci przyznają mi rację, powiedzą, że też przez to wszystko przechodziły, a nawet może dodadzą "to dopiero się zaczyna". Mamy maluchów z kolei niech przygotują się na "łobuzowanie" i uzbroją w cierpliwość :)