Karolcia kończy dziś 2 lata. Nie mogę się nadziwić jaką jest już dużą i samodzielną dziewczynką. Przez ostatni miesiąc zaliczyła chyba jeden z największych skoków, przede wszystkim w mowie. Bardzo dawno nie było podsumowania (ostatnie na 1,5 roku), więc muszę dużo napisać i sporo zaktualizować :)
Małe stópki nigdy nie przestaną mnie rozczulać :)
Zęby: tu akurat aktualizacja niepotrzebna. Nadal 16, czyli wszystkie oprócz piątek. Miałam wrażenie, że już te piątki idą, objawy były bardzo ząbkowe, ale jakiś czas temu wszystko się zatrzymało i nic nie wskazuje, aby zęby szły. Tak więc mam nadzieję, że piątki zaskoczą nas nagle i bezboleśnie.

Waga i jedzenie: ok. 12 kg, więc drobna ta moja córa, ale mieści się na 10 centylu, więc jest dobrze. Z apetytem bywa różnie, ale w ciągu ostatnich miesięcy bardzo się poprawił. Jedyny minus tej całej poprawy to jedzenie w biegu. Śniadanie jeszcze zje ładnie przy stole, drugie danie też, ale zupa i kolacja to zabawa, chodzenie i takie skubnie przy okazji. Wiem, że może to niewychowawcze, może powinnam wprowadzić dyscyplinę, ale co mi ona da? Dziecko nie zje wtedy nic, więc wolę, żeby jadła w ruchu niż miałaby być później głodna i rozdrażniona.

Spanie: w dzień koło 13:00 Karolcia idzie spać na drzemkę i śpi od 1h do max. 2h. Chyba, że wstanie rano tak jak ostatnio o 9:30 to wtedy nie kładę jej w dzień. Przez drzemkę dość długą idzie spać późno jak na nią, bo ok. 21:00 a czasem nawet 21:30. W sumie teraz mi to nie przeszkadza, bo w lato będzie można pobyć długo na dworze, a i jasno jest, więc ciężko zmusić dziecko do położenia spać, nawet jak jest wymęczone. O ile na drzemkę Karolcia idzie spać ładnie i zasypia szybko, tak na noc nadal nie jest najlepiej. Na szczęście jak już zaśnie to śpi do rana (7:30-8:00). Mamy w końcu przespane noce z powodu połączenia naszych łóżek. Zdjęliśmy cały bok łóżeczka, dostawiliśmy do naszego i jest super spanie.

Mowa: tak się rozwinęła, że przestałam zapisywać już nowe słowa. Codziennie mamy ich kilkanaście. Karolcia prawie wszystko powtarza, a co więcej nagle zaskakuje mnie zupełnie nowym słowem, o którym nie miałam pojęcia, że umie je mówić, tak jak np. "pingwin", "koala". Nie ma już "baba" jest "babcia". Jednak pies to nadal "łała" mimo, że kilka razy powiedziała pies. Najgorsze to, że wiele słów powstaje nagle, są one zniekształcone i dla mnie czasem brzmią bardzo podobnie, co skutkuje niezrozumieniem. Przykładowo ostatnia sytuacje. Zawołała "mama ciciu". Dopytuję co to "ciciu", początkowo myśląc, że chodzi o kotka. W końcu wkurzyła się, że jej nie rozumiem, przyniosła sobie krzesło z pokoju, wdrapła się na nie w kuchni i wskazała na bidon z piciem. Że ja tego nie zajarzyłam... Ale teraz już wiem ;) Ogólnie dogadujemy się super i uwielbiam te nasze rozmowy, a już najbardziej to, że zaczyna łączyć wyrazy w coraz dłuższe zdania. Ostatnio udało jej się powiedzieć "mama citaj baje" i "tutej nie ma dziuki" (czyli dziurki). Jest w tym gadaniu taka słodka, a gada cały dzień. I śpiewa! Śpiewanie to umiejętność ostatniego miesiąca. Wcześniej śpiewał dużo po swojemu, a teraz stara się śpiewać z rytmem i melodią. Ostatnim hitem jest "Panie Janie", które śpiewa tak: "Panie Janie, Panie Janie, poa stac, bim bam bom" :) A jak pytam czy zaśpiewa "Wlazł kotek na płotek" to opowiada, że nie bo jest za mała.

Umiejętności: załapała o co chodzi w przeciwieństwach. Na początek było duża-mała i ciepło-zimno. Teraz doszło ciemno-jasno. Cały dzień mówi, że coś jest małe, a coś duże, coś zimne a coś ciepłe. A najważniejsze dla mnie to to, że umie powiedzieć kiedy jest jej ciepło, a kiedy zimno. Już nie muszę się domyślać ;) Rozróżnianie kształtów i kolorów to też umiejętność nabyta przez ostatnie miesiące. Ulubiony kolor to różowy, a jakże. I powiedzcie mi, skąd to się bierze? Nigdy różu jej nie narzucałam, nie proponowałam, mało rzeczy miała różowych, jednak gdzieś to w tej głowie siedzi i jak ma wybrać coś w jakimś kolorze zawsze wybierze różowy. Chyba, że nie ma to pomarańczowy, a jak nie ma też pomarańczowego to czerwony. Natomiast mi zawsze daje coś w kolorze żółtym, a tacie w niebieskim. Szkoda tylko, że nie lubię żółtego ;)

Bardzo lubi rówieśników. Mimo że jest nieśmiała to lubi bawić się z dziećmi o ile nie są nachalne. Jeśli zaburzają jej przestrzeń wycofuje się i zamyka. Dopiero po bliższym poznaniu robi się bardziej otwarta. Teraz jak tak ciepło spędzamy prawie całe dnie na dworze, na placach zabaw. Bo wiadomo, że tam jest najlepiej. Są huśtawki, zjeżdżalnie, piaskownica i dzieci. Chyba powinnyśmy rozbić tam namiot i w nim zamieszkać ;)

Mogłabym się nią tak chwalić godzinami, bo jestem z niej bardzo dumna, co nie znaczy, że swojego za uszami nie ma, ale w dzień urodzin jej daruję ;)

Zostawiam Was z kilkoma zdjęciami, idziemy świętować i cieszyć się tym dniem.




W końcu daje sobie czesać włosy! Może nie mamy jeszcze szans na bujne fryzury, ale dwa kucyki wychodzą :)

Mała pomocnica :)
Zazwyczaj pokazuję Wam na blogu książki dla dzieci. Dziś postanowiłam zrobić wyjątek i pokazać Wam też coś dla rodziców (być może zrobię całkiem osobny dział z poradnikami rodzicielskimi). Odkąd urodziła się Karolcia zdążyłam przeczytać już kilka poradników dla rodziców, ale tylko dwa z nich póki co mogłabym polecić z czystym sumieniem: "Najszczęśliwsze niemowlę w okolicy" H. Karpa i "Nie z miłości" J. Juul (jeśli macie ochotę na ich recenzję dajcie znać, to postaram się takową napisać). Do grona powyższych dodam dziś kolejny "Cyfrowi rodzice" Yaldy T. Uhls z Wydawnictwa IUVI. Premiera książki odbyła się 18 maja, więc jej treści są jak najbardziej aktualne. Dlaczego poleciłabym tą a nie inną? Już wyjaśniam. Będzie w punktach, krótko i przejrzyście, bo rozległe recenzje nigdy nie były moją dobrą stroną.

http://iuvi.pl/ksiazka/cyfrowi-rodzice/
1. Temat. Na pierwszym miejscu. Cyfrowy świat otacza nas i nasze dzieci z każdej strony. Dobrze jest więc znaleźć złoty środek, ale w gąszczu informacji możemy się pogubić. Pomocny będzie właśnie ten poradnik, z którego dowiemy się jak być czujnym rodzicem, a nie przeczulonym. Tematyka obejmuje zarówno małe dzieci, dzieci w wieku szkolnym i nastolatków. Każdy znajdzie w niej treści dopasowane do wieku swojego dziecka.
2. Książka nie jest typowym poradnikiem. Nie trzeba jej czytać rozdziałami po kolei. Można wybrać ten, który interesuje nas w danym czasie najbardziej. Autorka we wstępie podaje pewne sugestie dotyczące poszczególnych rozdziałów i ich odbiorców. To naprawdę przydatne.
3. Autorytet autorki. Nie jest to żadna super ekstra celebrytka, co to się wypowiada na tematy niekoniecznie jej bliskie, ale że zapłacili za twarz na okładce to dlaczego by nie. Yalda T. Uhls jest doktorem psychologii dziecięcej i bada wpływ mediów na rozwój dzieci. Jest mamą dwójki nastolatków, więc nie tylko jest teoretykiem, ale również praktykiem.
4. Jako że ukończyłam specjalizację edytorską, patrzę zawsze na książkę z nieco innej strony, również tej graficznej. Okładka jest czytelna, ciekawie zaprojektowana. Sam środek również. Niektóre informacje podane są w ramce, podsumowania są fajnie wyeksponowane. Książkę czyta się szybko i przyjemnie.

http://iuvi.pl/ksiazka/cyfrowi-rodzice/
Z całej książki najbardziej zaciekawił mnie rozdział "Czas przed ekranem - niemowlęta i małe dzieci". Jest on na tyle ważny, że poświęcę mu całkiem osobny post.

KONKURS

Na koniec mam dla Was niespodziankę. Jeśli śledzicie mój fanpage na FB to już wiecie. Z okazji 300 tysięcy wejść na bloga przygotowałam dla Was konkurs. Do wygrania jest oczywiście książka "Cyfrowi rodzice". Zadanie konkursowe brzmi "Jakie medium, twoim zdaniem, najbardziej pomaga w rozwoju dziecka?" Najciekawszą wypowiedź nagrodzę książką. Miło będzie jeśli polubicie mój Facebookowy fanpage (zawsze to świeże info o konkursach ;) oraz fanpage Wydawnictwa IUVI. Udostępnienia posta konkursowego również mile widziane :) Zgłoszenia możecie wysyłać jak Wam wygodnie. Tu na blogu (wtedy zostawcie do siebie maila), na Facebooku oraz na mojego maila bedemamusia@gmail.com. Start dziś 27.05.2016, meta 5.06.2016. W ciągu 2-3 dni od zakończenia konkursu opublikuję wyniki na blogu i na Facebooku. Zapraszam do wzięcia udziału i czekam na Waszą twórczość :)
Przy kompletowaniu wyprawki zastanawiałam się nad wyborem termometru dla dziecka. Rozważałam bezdotykowy lub elektroniczny. W końcu padł wybór na elektroniczny i niestety nie był on dobry. Całe szczęście Karolcia nam nie chorowała i termometr nie musiał być często używany. Jeszcze przy niemowlaku było to jakoś do ogarnięcia, tak przy coraz starzej Karolci nie dało się tej temperatury zmierzyć. Stąd też zaczęłam się zastanawiać nad termometrem bezdotykowym. Ale jaki wybrać? Tyle ich na rynku...

Zanim zdecydowałam się na ten jedyny, przeczytałam bardzo dobry artykuły, do przeczytania którego Was również zapraszam (klikając na tytuł zostaniecie do niego odniesieni).
Jak wybrać dobry termometr bezdotykowy dla dziecka?

W skrócie napiszę Wam na czym najbardziej mi zależało. Przede wszystkim chciałam mieć termometr dobrej firmy, która produkuje sprzęt w swoim rodzimym kraju, a nie po taniości w Chinach. Chciałam, żeby był prosty w użyciu i mierzył zarówno temperaturę ciała, jak i np. wody, mleka, otoczenia. A najważniejsze, było dla mnie to, aby automatycznie się kalibrował. Już Wam tłumaczę, dlaczego to takie ważne. Kalibracja termometru względem otoczenia jest bardzo ważna, ponieważ bez niej, termometr może zakłamywać wyniki. Stąd też wielu ludzi jest niezadowolonych z termometrów bezdotykowych sądząc, że źle mierzą temperaturę. Jeśli nie mają kalibracji to mogą pokazywać złe wyniki, dlatego bardzo ważne, aby termometr, który wybierzecie miał taką opcję.



Przedstawię Wam termometry, które rozważałam i pokażę, jaki w końcu wybrałam. Skupiłam się na jednej włoskiej firmie Tecnimed, która przekonała mnie tym, że sprzęt jest produkcji rodzimej, ma niezwykłą jakość i wysoką precyzję pomiaru.
http://medyczny-rzeszow.pl/p/78/623/termometr-thermofocus-01500a3-bezdotykowy--termometry.html
1. Termometr bezdotykowy Thermofocus 01500A3 - zdecydowaliśmy się na ten model. Ma podświetlany wyświetlacz, co jest bardzo wygodne. Posiada automatyczną kalibrację względem otoczenia, na czym jak już wiecie bardzo mi zależało. Zapamiętuje ostatnie 9 pomiarów. Ja jestem z niego bardzo zadowolona, bo jest prosty i szybki w obsłudze. Nie wiem jak mogłam męczyć się ze zwykłym elektronicznym termometrem, ale to dlatego, że nie wiedziałam o tej kalibracji i sądziłam, że termometr bezdotykowy będzie źle mierzyć temperaturę. Dobrze, że w porę się wyedukowałam ;)
http://medyczny-rzeszow.pl/p/78/622/termometr-thermofocus-0700a2-bezdotykowy-termometry.html
2. Termometr  bezdotykowy Thermofocus 0700A2 - jest to model niższy od naszego - opisanego wyżej. Różni się tym, że nie ma podświetlanego wyświetlacza, co może nie jest wielkim minusem, ale ułatwia odczyt temperatury np. w nocy. Sam się kalibruje, ale potrzebuje na to 3 minut, zanim zacznie pomiar w innym pomieszczeniu, w którym nastąpiła różnica temperatury. Jeśli komuś nie przeszkadzają te dwie rzeczy, to z pewnością będzie zadowolony.
http://medyczny-rzeszow.pl/p/78/624/termometr-visiofocus-06400-bezdotykowy-termometry.html
3. Termometr bezdotykowy Visiofocus 06400 - prawdopodobnie jest on najlepszym termometrem na świecie. Ja wiem jedno, z pewnością dobrze wykonanym i bajeranckim. Wyświetla bowiem temperaturę bezpośrednio na ciele lub badanym przedmiocie. Ekstra! Nie trzeba zerkać na wyświetlacz tylko od razu wiadomo co i jak. Moim zdaniem rewelacyjna opcja. Niestety dla niektórych może mieć zaporową cenę, ale wiadomo, że przy takim zaawansowaniu technicznym sprzęt swoje musi kosztować. Producent określa jednak jego żywotność na co najmniej 10 lat, więc jego zakup z pewnością się opłaci. Poza tym ma możliwość pomiaru w trybie ciągłym, więc po skierowaniu na dziecko, wyświetli nam się temperatura ciała, a np. obok na wanienkę od razu temperatura wody. Też bardzo fajna opcja.

A Wy jakich termometrów używacie? Jesteście z nich zadowoleni? Jeśli właśnie stoicie przed wyborem termometru bezdotykowego, to mam nadzieję, że znacznie Wam go ułatwiłam :)


Artykuł powstał przy współpracy z Polskim Sklepem Medycznym
Temat nocnikowania dla wielu rodziców bywa bardzo trudny. Nie widzą jak się do tego zabrać i jedyna odpowiedź jaka przychodzi im do głowy to "od du*y strony" ;) Spieszę jednak uspokoić wszystkich "panikarzy", bo to wcale nie jest takie trudne na jakie wygląda. Należy tylko wyczuć odpowiedni moment. Niestety nie dam Wam złotych rad. Każde dziecko jest inne i każde odpieluchowanie będzie wyglądać inaczej. Ja jednak przedstawię Wam naszą historię i być może wyciągniecie sobie z niej jakieś wnioski, które Wam pomogą.

Podam Wam jednak kilka książkowych rad, które są naprawdę ważne i należy o nich pamiętać:
1. Nic na siłę.
2. Cierpliwości.
3. Bez kar, krzyków i złości.
4. Wszystko w swoim czasie.

Wszystko zaczęło się rok temu. Ja wiem, że wcześnie, przecież roczne dziecko nie rozumie jeszcze tej fizjologii. Nie będzie więc umiało zakomunikować swojej potrzeby. Nic bardziej mylnego. Jeśli widzicie, że Wasze dziecko jest gotowe nawet w tym wieku, to próbujcie, a nóż coś z tego wyjdzie. O naszych początkach z nocnikowaniem możecie przeczytać TU.

Jeśli czytacie mój blog na bieżąco, to wiecie, że w tamtym roku w wakacje przeszłam na pieluszki wielorazowe. Postanowiłam, że tak będzie łatwiej odpieluchować Karolinkę. Myślę, że wielorazówki bardzo nam w tym pomogły i z pieluchami jednorazowymi, aż tak łatwo by nie było. (Jeśli macie ochotę poczytać o wielorazówkach na górze strony jest pasek, kliknijcie w "Pieluszki wielorazowe" i odniesie Was do wszystkich postów w tym temacie.)

Przez całe wakacje wałkowaliśmy temat i całość zakończyła się nie małym sukcesem jak na wiek 15 miesięcy. Karolcia początkowo sygnalizowała mi kiedy chciało jej się kupkę. Było to dla mnie super wygodne, bo jednak przewijanie kupy już nie-niemowlaka do przyjemnych nie należy ;) Z siku bywało różnie o czym możecie przeczytać TU.

Od tamtej pory niewiele się zmieniło. Bywały dni lepsze i te gorsze, gdzie pieluchy były moczone bez sygnalizowania. Kupa jednak zawsze lądowała w nocniku ;) Dałam jej wtedy czas, aby jeszcze dojrzała a i ja nie miałam za bardzo czasu, żeby zająć się tym na 100%, bo szukanie mieszkania całkiem nas pochłonęło. W końcu, gdy już mieliśmy się wyprowadzać postanowiłam. Na starym mieszkaniu koniec z pieluchami. Na nowe idziemy już w majtkach :) Dałam jej dwa tygodnie, bo tyle czasu było do przeprowadzki ;) W dzień ściągałam jej pieluchę i ubierałam majtki i rajtuzki (była zima, więc niestety latanie z gołym tyłkiem nie wchodziło w grę). Kilka zlanych gaci i Karolcia zaczęła wołać, gdy chciało jej się siku. Początkowo jeszcze zdarzało się sporo wpadek, w końcu miała tylko 20 miesięcy. Ale cała historia zakończyła się sukcesem i od marca Karolcia jest już całkiem odpieluchowana w dzień. Na początku zakładałam jej jeszcze pieluszkę na wyjście, bo nie wiedziałam czy wytrzyma i czy będzie gdzie miała zrobić siku, ale teraz w dzień pieluszka zakładana jest tylko na drzemkę.

Podkreśliłam, że Karolcia odpieluchowana jest w dzień. A to dlatego, że na noc nadal zakładam jej pieluszkę. Powoli zrezygnujemy z niej jeszcze w nocy, ale póki co to chyba jeszcze nie ten moment. Chociaż zdarzyły jej się 3 noce pod rząd całkiem suche, tak kolejne znów wróciły do normalności. Tak więc kolejnym krokiem będzie pozbycie się pieluszki w nocy i podczas drzemki. Jeszcze nie zastanawiałam się jak się do tego zabiorę, póki co cieszę się naszym wspólnym sukcesem :) Karolcia wejdzie w lato bez gorących pieluch :)

Jakiś czas temu pisałam Wam o badaniach, które powinno się wykonać w ciąży. Wymieniałam je z podziałem na trymestry. Post cieszy się ogromną popularnością (jeśli jakimś cudem, go ominęliście to zapraszam TU), ale dostałam od Was wiadomości, że chciałybyście się dowiedzieć czegoś więcej o konkretnym badaniu. A więc zapraszam Was na przegląd i opis badań, które powinno się wykonać w ciąży.

Żeby za bardzo Wam nie namieszać podzielę sobie badania na trymestry. Dziś zajmę się badaniami w I trymestrze. Swój przegląd oprę na pakietach badań dla kobiet w ciąży, które oferuje Swisslab. W ofercie tego laboratorium macie do wyboru trzy pakiety badań na I trymestr: podstawowy, poszerzony i pełny. 

Badania w I trymestrze.
https://swisslab.pl/pakiety/podstawowy-pakiet-badań-dla-kobiet-w-ciąży-1-trymestr
W pakiecie, który widzicie powyżej znajdziecie 10 najważniejszych badań, które należy wykonać w I trymestrze. Jest to pakiet podstawowy, który ma za zadanie ocenić ogólny stan zdrowia kobiety ciężarnej. W I trymestrze bardzo ważne jest wykluczenie nabytych przed lub podczas ciąży zakażeń toksoplazmozą, różyczką, cytomegalią, HIV czy HCV. 

https://swisslab.pl/pakiety/poszerzony-pakiet-badań-w-ciąży-1-trymestr
W pakiecie poszerzonym badań jest 15 i różni się on od poprzedniego tym, że dodatkowo do wykonania są: tak zwane próby wątrobowe ALP i ALT, progesteron, poziom żelaza oraz HBs. Możecie porównać go z pakietem pełnym, który przedstawiam Wam poniżej. 

https://swisslab.pl/pakiety/pełny-pakiet-badań-w-ciąży-1-trymestr
Skoro wiecie już jak wyglądają poszczególne pakiety postaram się opisać poszczególne badania w jak najbardziej przystępny sposób. 

1. Aminotransferaza Alaninowa ALT i Fosfataza alkaliczna ALP - to tak zwane próby wątrobowe, które wykonuje się po to, aby wykluczyć uszkodzenia wątroby. U kobiet w ciąży mają duże znaczenie, ponieważ pozwalają z czasem wykryć cholestazę.
2. Cytomegalia IgG i IgM - test na obecność wirusa cytomegalii. Nie jest to badanie zlecane przez lekarza, więc warto za nie zapłacić, aby być pewnym czy nie przechodziłyśmy lub nie przechodzimy tej choroby, która nie daje większych objawów niż zwykłe przeziębienie. Wyniki czytamy w następujący sposób:
- ujemne IgM i IgG - brak zakażenia;
- dodatnie IgM i ujemny IgG - niedawne zakażenie;
- dodatnie IgM i IgG - cytomegalia jest właśnie przechodzona;
- ujemny IgM i dodatni IgG - stan po przebyciu choroby, a wirus pozostaje w uśpieniu.
3. Glukoza - ma na celu wykrycie ewentualnej cukrzycy ciążowej.
4. Grupa krwi - niezwykle istotne badanie, które powinien mieć wykonany każdy z nas i nosić przy sobie oryginał badania w razie konieczności transfuzji krwi. U kobiet w ciąży oznaczanie grupy krwi wraz z czynnikiem Rh ma jest o tyle ważne, bo pokazuje czy między mamą a dzieckiem występuje konflikt serologiczny.
5. HBs antygen - test na nosicielstwo zapalenia wątroby typu B. Jeśli wyjdzie dodatni, tuż po urodzeniu lekarze podają noworodkowi immunoglobulinę, aby zapobiec zakażeniu.
6. HCV przeciwciała - pozwala stwierdzić kontakt z wirusem zapalenia wątroby typu C.
7. HIV - jest to obowiązkowe badanie przed porodem. Pozwala wykryć zarażenie wirusem HIV. Lekarze bardzo często zlecają te badanie również ojcu dziecka.
8. Kreatynina - badanie te jest wskaźnikiem pracy nerek.
9. Progesteron - kontrolowanie jego poziomu jest szczególnie ważne w ciążach zagrożonych.
10. Różyczka IgG i IgM - przeciwciała IgM powstają w przebiegu pierwotnego zakażenia jako pierwsze i po kilku tygodniach zanikają. Natomiast przeciwciała IgG pojawiają się w pierwotnej infekcji dopiero po pewnym czasie, ale pozostają one do końca życia, świadcząc o przebytym zakażeniu lub szczepieniu przeciwko różyczce. Jeśli dojdzie do powtórnej infekcji przeciwciała IgM już się nie pojawiają, wzrasta za to poziom przeciwciał IgG.
11. Toxoplazmoza IgG i IgM - te badanie warto powtórzyć w ciąży kilka razy, ponieważ choroba ta może być groźna dla płodu. Wyniki czytamy tak samo jak w przypadku cytomegalii czy różyczki.
12. TSH - oznaczenie stężenia hormonu TSH, którego zmiany mogą wskazywać choroby tarczycy.
13. USR (WR serodiagnostyka kiły) - badanie krwi służące wykryciu kiły. Wykonuje się je w I i III trymestrze. Ostatni wynik trzeba wziąć ze sobą do szpitala na czas porodu.
14. Żelazo - warto wykonać te badanie już w I trymestrze, aby zobaczyć czy nie mamy anemii. W jej przypadku ważna jest suplementacja. Poziom żelaza we krwi warto jest badać kilkakrotnie, ponieważ w ciąży anemia zdarza się bardzo często.
15. beta HCG - badanie te wykonuje się w celu potwierdzenia ciąży i monitorowania jej przebiegu. Jeśli nie mamy pewności co do testu ciążowego warto zrobić właśnie te badanie.

Mam nadzieję, że w miarę jasno Wam to wszystko opisałam. O poszczególnych badaniach w II i III trymestrze będziecie mogli przeczytać niebawem w następnym poście.

Artykuł powstał przy współpracy z firmą Swisslab
29 maja Karolinka skończy dwa latka. Tak jak przy roczku śmiało mogłam powiedzieć, że czas zleciał bardzo szybko i okres niemowlęcy minął mi w mgnieniu oka, tak teraz było nieco inaczej. Nacieszyłam się tym czasem tak bardzo, że bez problemu wkroczę w kolejny etap :)

W związku ze zbliżającymi się urodzinami, mam dla Was kilka tematów, które chciałabym poruszyć. Pierwszy to odpieluchowanie, drugi rozwój mowy a trzeci to urządzenie urodzin. O czym chcielibyście najpierw przeczytać?

Źródlo: pixabay.com
Jeśli chodzi o prezenty na drugie urodziny, to miesiąc temu pisałam Wam o naszych zabawkowych hitach (http://bedemamusia.blogspot.com/2016/03/zabawki-dla-dwulatka.html), więc dziś krótko napiszę co Karolcia dostanie na drugie urodziny.

1. Rowerek biegowy - nie mam pojęcia jaki, więc cokolwiek więcej napiszę jak już go dostanie i przetestuje. Prezent kupuje dziadek, stąd moja niewiedza. Zależy nam jednak na tym, aby był to rowerek mały, bo do większości Karolcia jest jeszcze za niska.

2. Hulajnoga trójkołowa - początkowo zastanawiałam się czy nie jest jeszcze na nią za mała, ale jak zobaczyłam jak świetnie radzi sobie w sklepie to uznałam, że zakup będzie dobry. Ten prezent dostanie od pradziadków.

3. Fotelik na rower - my mamy zamiar kupić fotelik na rower, który będzie bardziej wspólnym prezentem ;) nie mam jeszcze żadnego upatrzonego, więc już może niedługo pojawi się tu post o przeglądzie fotelików i na co zwrócić uwagę przy jego kupnie. Jeśli macie sprawdzone firmy podzielcie się w komentarzach.

4. Kask - rzecz niezbędna do wszystkich wyżej wymienionych sprzętów :) Dziadki podjęły się tematu, a ja trochę im pomogłam i razem wybraliśmy kask Krossa rozmiar S (48-52 cm). Przy zakupie kasku zwróćcie uwagę na rozmiar i to czy kask jest regulowany.

5. Książki - nie mogło ich zabraknąć w tym zestawieniu :) książkowy mol z tego mojego dziecka, po mamie :)

W tym roku jak widać poszliśmy bardzo sportowo, w końcu możemy! Mamy przecież w domu całkiem ogarniętą dwulatkę :)
Bardzo lubię majówkę, kojarzy mi się ona już tak wakacyjnie. Wolne dni, coraz cieplej, coś wspaniałego :) Lubimy sobie zawsze w te dni zaplanować jakieś wycieczki lub dłuższy wyjazd. Tym razem padło na Poznań. Pod Poznaniem mamy rodzinę, więc mogliśmy się tam zatrzymać i zrobiliśmy to z wielką przyjemnością, bo kuzynka ma trzy córeczki, więc Karolcia miała z kim miło spędzać czas. Nudy nie było :) 

Zaliczyliśmy główne atrakcje Poznania dedykowane dzieciom. 

Na pierwszy ogień poszły Termy Maltańskie. Jak dla mnie jeden z najlepszych kompleksów basenowych. Jeśli chcecie poczytać o nich więcej to zapraszam na mojego posta z zeszłego roku "Aqaparki godne polecenia"

Później obowiązkowo był zoo. I tu się zawiodłam. Już kiedyś byliśmy w tym zoo, ale sądziłam, że coś się tam zmieniło na lepsze. Niestety. Zoo jest ogromne, a zwierząt jak na lekarstwo. Jedyne co zawsze wzbudza moje zainteresowanie to słoniarnia i pawilon zwierząt nocnych. Te dwie rzeczy robią naprawdę wrażenie. Reszta zwierząt jakaś pochowana, niewidoczna. Może trafiliśmy też na taki dzień, sama nie wiem. Plusem zoo jest kolejka, która tam kursuje, więc można całe zoo objechać właśnie nią, nie wiem tylko czy widać wtedy jakieś zwierzęta. My drałowaliśmy, bo jakoś nie mogliśmy się zgrać z kolejką. O wiele bardziej podobało mi się zoo w Libercu, w którym byliśmy w tamtym roku i o którym wspominałam już na blogu. Jeśli chcecie o nim poczytać to kliknijcie -> TU.

Te małe kucyki były urocze
Celem naszych odwiedzin stała się również Palmiarnia, w której byłam jako dzieciak i nie wiele z niej pamiętałam. Jeśli nie byliście to polecam, naprawdę warto. Odpuśćcie zoo, lepiej idźcie do Palmiarni. Karolci też się tam podobało, w szczególności rybki, które można tam karmić. Bilet wstępu nie jest drogi, więc tym bardziej warto zajść. Jedynym minusem jest brak ulgi dla dzieci do lat 3. 

Na kolejny dzień zostawiliśmy łażenie po Starym Rynku i okolicznych uliczkach. Jak ja to uwielbiam! Poznań jest taki piękny i mam do niego wielki sentyment. Zresztą, odwiedzamy go co roku, więc coś w tym musi być :) Udało nam się zdążyć na koziołki, mimo, że Karolcia uparcie twierdzi do dziś, że to OSIOŁKI ;) 


Chcę podejść, ale jednak się boję
A Wy jak spędziliście te wolne dni?