Wakacje to czas, w którym trochę ciężej zabrać mi się do pisania, bo tyle się dzieje. Staramy się zapewnić Karolci różne atrakcje i o ile pogoda pozwala (ja wiem, w całej Polsce upały, ale u nas jakoś ciągle nie) wyjeżdżamy na różne wycieczki.

Dziś mam dla Was coś wakacyjnego. Odwiedziliśmy w ostatnim czasie 3 różne zoo i opiszę je specjalnie dla Was.

1. Zoo w Görlitz. Z tych ostatnio widzianych to mój number one. Jestem nim zachwycona i z pewnością nie raz jeszcze tam pojedziemy. Przede wszystkim muszę na początku napisać, że jest to bardziej "europejskie" zoo. Nie zobaczycie tam słoni czy żyraf, ale bliskość innych zwierząt Wam to wynagrodzi. Kilka zwierząt "orientalnych" takich jak wielbłądy czy małpki też się znajdzie. Co tak bardzo mnie urzekło w tym zoo? Przede wszystkim atrakcje dla dzieci. Na każdym kroku. A to plac zabaw, a to wioska tybetańska, a to różne makiety, które sprawdzą wiedzę Waszego dziecka. Dziecko z pewnością nie będzie się tam nudzić. Zoo nie jest za duże, nie ma dużych przerw pomiędzy zwierzętami, więc nawet maluch da radę bez wózka. Dla starszych dzieci też jest sporo atrakcji, chociażby stodoła eksperymentalna czy "małpie gaje". Może resztę pokażę Wam na zdjęciach, a będzie ich dużo, bo naprawdę jest to pokazać.

Głaskanie małych kózek :)
Można je też nakarmić siankiem
W tej zagrodzie, w której znajdują się kozy, owce i alpaki dziecko może pomóc w sprzątaniu. Są malutkie taczki, grabki i łopaty :) Dodatkowo można wyczesać specjalną szczotką owce i świnie. Super sprawa!

Obok można było zobaczyć jak wykluwają się małe pisklaki


Niestety nie dla wegan

Ścieżka, pod którą chodziły sobie szopy i wydry. Ta atrakcja najbardziej mi się podobała.
Coś dla starszych, naprawdę nie było łatwo tym przejść
Coś dla dzieci, czyli jak powstaje mleko.
Można było spróbować swoich sił w dojeniu krowy :)
A także poczuć się jak tybetański murarz i popracować z gliną. Dzieciaki w siódmym niebie, całe umorusane :)
To właśnie ta bliskość zwierząt, o której pisałam na początku. Jeżozwierze na wyciągnięcie ręki.
Śpiące szopy to taki słodki widok :)




Jeśli macie blisko do Görlitz to jedźcie do tego zoo koniecznie. A jak macie nieco dalej, to zróbcie sobie wycieczkę, same miasto jest piękne, więc na pewno Wam się spodoba. Ceny w zoo oczywiście w Euro, ale nie wychodzi wcale tak drogo. Za osobę dorosłą zapłacimy ok. 25 zł. Dziecko do lat 3 za darmo.

2. Zoo w Libercu. Drugie moje ulubione jest właśnie zoo w czeskim Libercu. Też jest niewielkie, nie nachodzimy się więc zbytnio, a sporo zobaczymy. Są tu "najważniejsze" zwierzęta, których w zoo się oczekuje, czyli żyrafy, słonie, lwy, tygrysy, małpy, foki, a nawet pingwiny. Więcej o zoo w Libercu pisałam TU. Cena przyjemna za osobę dorosłą zapłacimy niecałe 20 zł, a dziecko do lat 3 wchodzi za darmo.




3. Zoo w Poznaniu (Nowe Zoo). Skoro tworzę już ten ranking, to opiszę również ten ogród zoologiczny, w którym byliśmy w maju. Jestem nim zawiedziona. Teren jest piękny, ma potencjał, ale jak byliśmy to zwierząt było jak na lekarstwo. Widzieliśmy tylko słonie, jakieś ptactwo i chodzące pawie. Jedynie pawilon zwierząt nocnych zasługuje na plus. A tak to lipa.


W moim rankingu nie znalazło się wrocławskie zoo, bo jeszcze nie udało nam się go wspólnie odwiedzić. A po remoncie, odnowieniu i stworzeniu Afrykanarium mam nadzieję na dobrą zabawę. Pojedziemy, zobaczymy :) Dodam wtedy zoo wrocławskie do tego zestawienia.

A Wy lubicie chodzić z Waszymi pociechami do zoo? Macie jakieś swoje ulubione?
Kto by pomyślał, że w środku lata złapie nas jakieś choróbsko. Jednak u nas pogoda nie była ostatnio wcale letnia, bardziej jesienna. Zimno się zrobiło, deszcz padał dzień w dzień, aura nie dopisywała. Ale żeby nie siedzieć w domu wybraliśmy się do nowo otwartej sali zabaw i coś czuję, że właśnie tam się zaprawiliśmy. Klima na maxa, wiała z każdej strony. Dziecko spocone po zabawie i już choroba gotowa. Najpierw zaatakowało Karolci.Gorączka. Początkowo myślałam, że to może od wychodzących piątek, ale na drugi dzień przypałętał się mega katar. Później mąż, jemu z kolei rzuciło się na gardło. A na końcu wzięło i mnie. Łatwo nie było, dawno nie siedzieliśmy tyle czasu w domu z przymusu. To były naprawdę ciężkie 4 dni. Chory dwulatek ze swoim buntem, nie jest łatwy w obsłudze, ale jakoś to przeszliśmy. Chora matka, też łatwa nie jest, bo wiadomo, że nie może być chora ;) No ale daliśmy radę. To była pierwsza choroba Karolci. Zwykle miewała gorączki jednodniowe, max dwudniowe spowodowane ząbkowaniem lub zwykły katar.

W tym czasie pomogły nam bardzo dwie rzeczy:
1. Termometr bezdotykowy - bez problemu mogłam Karolince zmierzyć temperaturę. Wartości pokazuje dobre, nie zakłamuje, a to dzięki automatycznej kalibracji.
2. Inhalator - też super sprawa, bardzo pomaga przy katarze. Niestety Karolcia aż taka chętna do inhalowania nie była, ale myślę, że to głównie przez ten czas na "nie".

Nawet nie wiecie jak bardzo ucieszyłam się, że dziś w końcu możemy wyjść na dwór. A Karolcia? Zachwycona, nie sądziłam, że aż tak może ją to ucieszyć :) Codziennie gdzieś wychodzimy, a już lato w ogóle spędzone jest raczej w całości na dworze, więc zamknięcie dziecka na kilka dni w domu było nie lada wyzwaniem. Są jednak plusy tej naszej choroby. Usłyszałam wczoraj od córki coś, co mnie wzruszyło. Podczas obiadu powiedziała do mnie "Jedz mamusiu, zdlowa będziesz, zoo pójdziemy". Takie zdanie poprawia humor i sprawia, że natychmiast zapominasz o chorobie :)
Nigdy wcześniej nie sądziłam, że dwuletnie dziecko jest już tak dobrze ogarnięte, do czasu aż sama nie przekonałam się o tym na własnej skórze. Dwulatek już naprawdę sporo potrafi, tylko trzeba mu na to pozwolić.

A teraz kilka historyjek z naszych ostatnich dni.

Sytuacja nr 1. Szykujemy się do wyjścia. Jest w miarę ciepło, więc adidasy nie będą potrzebne. Obie weźmiemy lekkie, odkryte trampki. Karolcia woła "mamo, te?" i pokazuje na sandały. "Nie, weź te szare" rzucam i idę do łazienki się malować. Gdy wychodzę widzę Karolcię pod drzwiami wyjściowymi. Buty ma już ubrane i nawet udało jej się trafić dobrze z prawą i lewą ;) Mówi "buty mam. jestem gotowa. a Ty mamusiu bierzesz te?" i pokazuje na adidasy. "Nie, wezmę tamte" wskazuję, a za chwile mam już przyszykowane i rozwiązane buty. Kochane dziecko :)

Sytuacja nr 2. Idziemy kłaść się na drzemkę. Siedzę obok i czytam książeczkę, gdy kończę słyszę "idź mamusiu". Za 2 minuty dziecko śpi, a ja nie dowierzam i otwieram szampana ;)

Sytuacja nr 3. Siedzimy i jemy śniadanie. Karolcia je bułkę, którą dzień wcześniej kupił jej dziadek. Jestem zawieszona, bo kawy jeszcze nie wypiłam i słyszę ten kochany głosik, który mówi "dziadziuć wczolaj mówi kupie Kaloci bułke. i kupił". Takie i podobne zdania słyszę coraz częściej i nie mogę wyjść z podziwu jakie już duże mam dziecko. 

www.magdalenapetecka.com
Moje stałe czytelniczki (te już dzieciowe) przeczytają tytuł posta i jeszcze gotowe będą pomyśleć, że jestem w ciąży, skoro w głowie mi laktacyjne tematy. Na to jeszcze trochę poczekamy, ale skoro jest to blog Będę Mamusią - muszą od czasu do czasu pojawiać się tematy okołoporodowe i ciążowe. Nie chcę, żeby przyszłe mamy pomyślały, że o nich zapomniałam :)



Temat ten narodził mi się w głowie, po pytaniu jednej z moich czytelniczek właśnie o to jak radzić sobie z zastojem pokarmu. Po kolei i pokrótce postaram się Wam wyjaśnić z czym to się je.

Jak wygląda zastój pokarmu? 
U mnie objawiał się jako guzek w piersi, w którym gromadził się zastały pokarm. Miejsce obrzęku było bolesne i ciepłe. Musiałam działać szybko, żeby zastój nie przerodził się w zapalenie piersi.

Jakie są przyczyny zastoju pokarmu?
Najczęstszą przyczyną jest niewystarczające wyssanie mleka przez dziecko. Wiadomo, że początkowo, gdy uczymy się karmienia piersią, mogą zdarzać się różne potknięcia (źle przystawiony noworodek, zbyt krótkie karmienie). Drugą przyczyną może być noszenie zbyt obcisłego stanika, który może naciskać na kanalik mleczny i w ten sposób spowoduje zastój pokarmu.

Jak radzić sobie z zastojem pokarmu?
Napisze to ze swojego doświadczenia. Ja radziłam sobie tak. Przed karmieniem robiłam ciepły okład na piersi, jak miałam czas to pod prysznicem, jak nie to wystarczała ciepła pieluszka. Następnie opuszkami palców robiłam delikatny masaż od dołu piersi w kierunku brodawki. Taki masaż sprawi, że mleko będzie wylatywało sprawniej, że tak to określę ;) Przystawiałam Malutką w dogodnej pozycji. Gdy robiły mi się zastoje w okolicy pachy, przystawiałam ją w pozycji spod pachy. Po skończeniu karmienia robiłam zimny okład. Zazwyczaj zastój mijał po 2-3 dniach.

Zastój zdarzył mi się tylko na początku naszej laktacyjnej drogi. Później nie miałam z tym żadnych problemów. A jak było w Waszym wypadku, drogie mamy? Macie jakieś sprawdzone sposoby na tę przypadłość?
Już dawno miałam napisać Wam jaki fotelik rowerowy wybraliśmy, ale jak to wiadomo "ciągle coś". Jeśli ktoś się za nimi rozglądał, to wie, że na rynku jest spory wybór, zarówno wśród firm, jak i cen. Bardzo ciężko było nam się zdecydować na jakiś konkretny model, a to dlatego, że się na tym nie znamy i nie wiemy dlaczego niektóre foteliki kosztują 100 zł, a inne 500 zł. Podejrzewam, że chodzi o markę, jakość plastików i może jakieś bajery, które fotelik posiada.

Decyzję pomogły nam podjąć dwie kwestie. Zależało nam, aby fotelik posiadał regulację kąta nachylenia oraz był raczej znanej firmy. Padło na Hamax Sleepy. Czy ten system odchylania jest niezbędny? Pewnie, że nie, ale jaki wygodny. Karolci już dwa razy przysnęło się na wycieczce rowerowej (wiadomo, świeże powietrze i te sprawy) i dzięki temu, że mogę ją delikatnie odchylić głowa nie leci jej do przodu i spokojnie sobie drzemie. Czy odchylenie takie przeszkadza w jeździe? W sumie nie, nie czuć tego bardzo, chociaż przy większych dzieciach pewnie jest to bardziej odczuwalne. Poza tym fotelik ma obszerną regulację, co sprawia, że będzie optymalny dla dzieci w różnym wieku. Fotelik posiada też poziomą regulację, więc możemy zdecydować czy maluch ma jechać bliżej nas czy dalej. Przy opcji z plecakiem wybieram trochę dalsze ustawienie. Mocuje się go do ramy i raczej nie sprawia to większych problemów.

http://www.ceneo.pl/1455324#crid=78180&pid=6052
Co jeszcze na plus? (może teraz w punktach :))
- otwory wentylacyjne
- obszerną gąbkę, dość solidną, więc dziecku jest wygodnie
- nie wiem jak to nazwać, po bokach takie jakby oparcia na ręce, ale z dziurą, więc dziecko może się za nie trzymać, Karolcia z tego korzysta
- ochraniacze na nogi przed szprychami
- wgłębienie na górze na kask
- zapinanie pasów jest solidne, więc dziecko raczej tego nie rozpracuje (chociaż wiadomo, jakie bywają dzieci...)

A tak prezentuje się na moim rowerze. Niestety zdjęcie słabej jakości, bo nie miałam czasu na cykanie super sesji. Ale jak ktoś obserwuje mojego Instagrama, to może widział ostatnio fotelik w lepszej okazałości :)



Jeśli chcecie porównać ceny fotelika Hamax Sleepy w różnych sklepach kliknijcie TU.