Nie mogę doczekać się wiosny. Nie dlatego, że nie lubię zimy. Naprawdę ją lubię. Jak jest śnieg, lekki mróz, taka zima może być. I taka zima w sumie właśnie jest, ale nie mogę znieść jej przez ten smog, który w naszym mieście jest naprawdę na wysokim poziomie. Codziennie sprawdzam poziom smogu i przez to od kilku dni nie byłyśmy z Karolcią na porządnym spacerze. Odpuściłyśmy chwilowo sanki, przemieszczamy się autem a to do babci, a to do galerii, aby trochę ruszyć się z domu. Po prostu nie da się oddychać. Żeby nie stać biernie, pomagamy z mężem w zbieraniu podpisów pod petycją w sprawie wprowadzenia odpowiednich ustaw, mając nadzieję, że coś to da.

Źródło: pixabay.com
Kilka dni temu zrobiliśmy z mężem test czystości powietrza odkurzaczem. Jeśli jeszcze nie widzieliście tego filmiku, możecie zobaczyć go tutaj:

Nasz wynik jest zatrważający. Wacik wyszedł strasznie czarny i śmierdział sadzą z komina. I właśnie takim powietrzem oddychamy. Przeraża mnie to. Mam straszne dylematy odnośnie spacerów. I o ile Karolcia jednak ma już jakąś odporność, to z niemowlakiem chyba siedziałabym całą zimę w domu :(

A czy za czasów naszego dzieciństwa było gorzej? Przecież nikt wtedy tego nie mierzył. Działały różne zakłady, prawie wszyscy mieli piece węglowe. Czy smog też był na takim wysokim poziomie? Tego pewnie się nie dowiemy, ale nawet jeśli, to nie myślmy o tym, że kiedyś było gorzej. Pomyślmy o tym, żeby było lepiej. Zróbmy coś wokół i przestańmy narzekać.
"Jestem już dużą dziewczyną" - tak mówi mi moja córka, kiedy chce udowodnić, że coś potrafi sama zrobić. Stąd też tytuł posta, bo dziś będzie właśnie o rozwoju dziecka. A konkretnie o rozwoju 2,5-latka.

Tak patrzę i patrzę i widzę, że nie widzę ważnego posta, który powinien się tu znaleźć. Od urodzenia K. robiłam podsumowania każdego miesiąca jej życia, po 1,5 roku straciły one na częstotliwości, bo nie widziałam w nich większego sensu, ale jednak pominęłam coś ważnego. Zapomniałam o poście o mojej 2,5 latce. O 30 miesiącach. To okrągła liczba i należy o niej pamiętać. Jest ważna. Dlatego kończąc ten wstęp zapraszam Was na krótkie podsumowanie.

29 listopada moja córka skończyła 30 miesięcy. Nie jest już dwulatkiem, bliżej jej do trzylatka, ale o tym zaraz. Nie sądziłam, że dzieci w tym wieku są tak ogarnięte i mądre. Nie chcę zachwalać, chociaż głównie o tym będzie ten post, ale co te dziecko wygaduje przechodzi moje matczyne pojęcie. Jej teksty zwalają mnie z nóg. Kiedyś widząc dziecięce teksty w Internecie nie chciało mi się wierzyć, że to prawda. Ale teraz, słysząc co czasem mówi moje dziecko, wiem, że wszystko się może zdarzyć. Zresztą, jeśli śledzicie mnie na bieżąco, pamiętacie może historię o piesku, który się skończył, opisałam ją TU. Takich tekstów jest mnóstwo, więc postanowiłam je spisywać.

Czytamy książeczkę przed snem, na obrazku stado kangurów.
K. "Mamo zobacz, to ja, to babcia B., to dziadziuś W., to babcia K, a to Fibi" (mówi pokazując na poszczególne kangury).
Ja: "A gdzie ja i tata?"
K: "Poszliście na zakupy do Biedronki. (chwila zastanowienia) i do Lidla."

Tak mnie widzi moje dziecko, łażącą po sklepach ;)

Sytuacja inna. Siedzimy, gadamy a nagle Karolajna wypala "Mamo, jak ktoś mi macha to nie czuję się z tym dobrze". Zamurowało mnie i przez chwilę nie wiedziałam co mam na to opowiedzieć.

Zastanawiałam się skąd bierze takie sformułowania, przecież wiadomo, że sama ich nie wymyśla. Przede wszystkim z książek, czytamy ich naprawdę sporo, niektóre wałkujemy po sto razy, więc jakoś tam wchodzą jej w pamięć. Poza tym wiele rzeczy czerpie od nas. I tak oto przejęła od nas kilka słów, których nie koniecznie powinna używać w takiej właśnie formie.

K. "Mamo, tato dziś jedzie na siłkę?"
K: "Mamusiu, może kupimy to w Biedrze".
K: "Sikorki jedzą kulkę, którą powiesiliśmy, czaisz?" Te zdanie padło chyba jakieś kilka miesięcy temu, więc tym bardziej mnie zaskoczyło.

Poza super rozbudowanymi zdaniami Karolcia uwielbia śpiewać i zna już tyle piosenek, że nawet ich nie zliczę. A to dlatego, że muzyka dziecięca towarzyszy nam prawie przez cały dzień. Początkowo puszczaliśmy piosenki tylko w aucie, ale zwyczaj ten przeniósł się również do domu nad czym częściowo ubolewam. Po prostu słysząc niejedną piosenkę setny raz w ciągu dnia mam ochotę wyskoczyć przez okno ;) a co gorsza wsiadając do auta i jadąc gdzieś sama, dopiero w połowie trasy spostrzegam się, że zamiast mojej muzyki słucham przebojów dziecięcych i co gorsza podśpiewuję! No ale czego się nie robi dla rozwoju dziecka ;) A tak na serio to cieszę się, że Karolinka lubi muzykę i jestem z niej dumna, że tak szybko łapie te wszystkie piosenki. Pamięć do tekstów ma zdecydowanie po mnie :)

Trochę się rozpisałam, miało nie być przydługawo, mam nadzieję, że udało Wam się dobrnąć do końca. A na koniec konkretne podsumowanie, jakie w zwyczaju miałam robić.

Zęby: aktualnie brakuje nam 3 piątek. Jedna już w całości się przebiła okupiona oczywiście chorobą, a druga właśnie jest w trakcie przebijania. Jeszcze dwie na górze i będzie komplet. Ząbkowanie w wersji hard uznam wtedy za zakończone i kupię chyba z tej okazji jakiegoś dobrego szampana. Chociaż nie, szampanów nie lubię. Niech będzie wino.
Waga: na domowej pokazuje 13,7 kg.
Jedzenie: apetyt dopisuje i naprawdę od pewnego czasu nie mam na co narzekać. Chociaż zupę zawsze musimy jeść przy bajkach... Ale to już temat na osobny post.
Sen: drzemki w dzień stały się już rzadkością. Cieszy mnie to, że zasypianie mamy w miarę opanowane i dzięki temu, że nie ma drzemki Karolcia zasypia ok. 20:30 i śpi do 8:00-8:30. Za to w nocy bywa różnie. A to siku, a to piciu, a to gdzie jest lis, a gdzie pan żaba, a gdzie mały lis. A przykryj, a zimno, a ciepło. Dlatego też śpimy razem. Bo wstawanie po kilka razy w nocy to nie dla mnie. Wierzę, że kiedyś wyprowadzi się z naszego łóżka i że w końcu odzyskamy z mężem naszą przestrzeń. Póki co jest dobrze :)


Wiadomo, że ze spaniem dzieci różnie bywa. Inne od początku są śpiochami, śpią ładnie i długo, a znowu inne mają problemy ze snem. Mało śpią w dzień, dużo budzą się w nocy. Jednak po roczku sen powinien być już raczej unormowany i drzemki powinny odbywać się o stałej porze. Niektóre dziecko w tym wieku potrzebować będzie dwóch drzemek, inne jednej. Jednak sen na tym etapie jest bardzo ważny, pomaga w regeneracji i rozwoju mózgu, a także pozwala dziecku na zgromadzenie nowej energii. 

Jakoś po roczku Karolci wystarczała już jedna drzemka w okolicach 12 godziny. Zależało to od tego, o której wstała rano. Później w okolicach 1,5 roku miała bunt na spanie w dzień, bardzo ciężko było ją położyć i już wtedy zdarzały się dni bez drzemki. Były ciężkie, wieczory marudne, ale dzieć odlatywał w 5 sekund i najczęściej przed 20:00 już spała. Od pewnego czasu (dla przypomnienia Karolcia ma teraz 2,5 roku) z drzemkami mamy taki o to problem, że zaczęły wypadać coraz później. A to przed 14, a to po 14, a to znaczyło szybkie budzenie dziecka, bo inaczej wiązałoby się to z mega długim, męczącym wieczorem. I tak oto ostatnio Karolcia zasnęła o 14, spała do 15, niby niedługo, ale za to wieczorem w ogóle nie szło jej położyć i w końcu zasnęła po awanturze o 22:30... Wydłużyło się też poranne spanie. Do 8:00 to standard, ale zdarzają się też dni, że śpimy do 9:00. Dlatego też kładzenie się w dzień przestało mieć sens. Nadal uważam, że jednak drzemki w dzień są ważne, ale jeśli dziecko kompletnie nie wykazuje oznak zmęczenia, nie marudzi i nie sposób go położyć, to po co się męczyć? Tak o to, od jakiegoś tygodnia nie mamy w dzień drzemek. Wcześniej zdarzało się to sporadycznie, teraz drzemki zdarzają się od czasu do czasu. Dziś właśnie jest ten inny dzień, kiedy to Karolcia przez pogodę i kiepską noc z chęcią się położyła i zasnęła w przeciągu 10 minut. Pewnie wiąże się to z dłuższym wieczorem, ale ta drzemka mi dziś na rękę, bo wreszcie mógł powstać ten post :)

Dla rodzica przestawienie się na czas bezdrzemkowy jest na pewno tak samo ciężki jak dla dziecka. W końcu nie ma tej chwili wytchnienia w ciągu dnia, nie ma już ciepłej kawy, nie ma chwili na nicnierobienie, nie ma spokojnego gotowania obiadu. Ale to chyba tyle z minusów. Bo w zamian za to mamy długi wieczór, który możemy wykorzystać na same przyjemności :) 



Karolcia dostała od nas pod choinkę przenośny domek dla lalek z firmy Playmobile, o którym wspominałam Wam TU i to właśnie o nim chciałam dziś napisać, bo prezent okazał się w 100% trafiony.




Co prawda domek jest przeznaczony dla dzieci od 4 roku życia, ze względu na bardzo, ale to bardzo małe elementy. Akurat u nas nie stanowi to problemu. Karolcia nie bierze zabawek do buzi, więc o to się nie obawiam, aczkolwiek i tak pozwalam się jej bawić tylko pod moją opieką, bo jak wiadomo różne pomysły mogą przyjść 2,5 latkowi do głowy. Oczywiście możemy pochować małe elementy, zostawić meble, ludziki i zabawa też będzie przednia. A w przyszłości wyciągnąć te drobiazgi. 

Domek jest przenośny, ponieważ składa się i ma rączkę, za którą można go nosić. Dla mnie to duży plus, będzie można go ze sobą brać, np. na jakiś wyjazd. A i Karolci się to podoba, może go sobie przenosić z miejsca na miejsce. Jest lekki i poręczny. W środku ma cztery pomieszczenia: salon, sypialnię, kuchnię i łazienkę. W zestawie jest komplet mebli, różne akcesoria (nawet kurczak! czy suszarka do włosów!), trzy ludziki (mama, tata i dziecko) oraz dwa psy.

Przyznam Wam się szczerze, że naprawdę oczarował mnie ten domek i to, że będzie można do niego dokupować różne inne zestawy. Już czaję się na jakiś rodzinny samochód ;) Podoba mi się też to, że jest to zabawka przyszłościowa, nawet dziecko w podstawówce z chęcią pobawi się takimi klockami. Chociaż nie nazwałabym tego klockami, bo z budowaniem mało ma wspólnego. Chyba, że są zestawy, które polegają na łączeniu elementów, ale tego nie wiem.

Domek kosztował nas ok. 110 zł w sklepie stacjonarnym u nas w mieście, akurat trafiliśmy na promocję -10% na wszystko, więc żal było nie brać ;) Szkoda tylko, że te zabawki są takie drogie. Mały zestaw, składający się dosłownie z kilku elementów to koszt ok. 50 zł. Ale cóż, tyle kosztują markowe zabawki. Lego wcale nie jest tańsze.

Na koniec zostawiam Was z kilkoma scenkami z naszego domku :)









Jakoś nigdy nie byłam dobra w te klocki. Niby zawsze chciałam robić jakieś postanowienia noworoczne, ale wiedziałam, że pewnie nic mi z nich nie wyjdzie, więc odpadałam w przedbiegach. Tym razem postanowiłam, że będzie inaczej. Że postaram się zrealizować kilka planów, które sobie założę. Chociaż wolę jednak działać spontanicznie i nie mieć za dużo "na głowie", ale spróbuję. Do odważnych świat należy hehe ;)



1. Ciąża. To jest chyba plan nr jeden, nie tylko mój, bo i męża rzecz jasna ;) sama wiele bym nie zdziałała w tym temacie ;) więc działamy razem, tylko póki co nie wychodzi. Ale nie załamujemy się, nie mamy też żadnej spiny. Kiedy się zdarzy to się zdarzy, ale nie powiem, byłabym szczęśliwa jeśli stałoby się to już niedługo, więc trzymajcie kciuki :) Jeśli się uda, to 2017 będzie naprawdę pięknym rokiem.

2. Joga. Już kiedyś Wam pisałam, że joga stała się moją nową miłością. Zakochałam się, uwielbiam ją praktykować i mam nadzieję, że jeśli będę w ciąży, to nadal będę mogła się realizować na tym polu. Póki co w święta musiałam trochę przystopować, zmęczenie i brak czasu dla siebie trochę mnie rozleniwiły, ale nowy rok to nowa energia, więc już działam.

3. Cierpliwość. Nie wiem czy da się mieć w sobie jeszcze więcej cierpliwości niż ja, ale podejrzewam, że tak, a że jednak nie zawsze udaje mi się trzymać nerwy na wodzy, to postanowiłam, że muszę nad tą cierpliwością popracować. Jak to jest z tą cierpliwością najlepiej wiedzą mamy dwulatków, łatwo nie jest. W ogóle wychowanie dziecka to ciężka harówka, o ile chcemy je wychować na dobrego człowieka. Bo wiadomo, dzieci chowane samopas to nic prostszego, do czasu... Ale to już temat na osobny post.

4. Kuchnia. Uwielbiam gotować, eksperymentować w kuchni, ale te święta tak mnie kulinarnie wykończyły, że ciężko mi teraz do tego wrócić. Najchętniej robiłabym obiady po najmniejszej linii oporu, ale czas to zmienić. Muszę znów wrócić do tego co kocham. Zdrowa kuchnia mnie kręci i na tym polu mam zamiar zacząć się rozwijać.

5. Blog. Trochę mi było ostatnio do niego nie po drodze. Mało czasu, a jak był to wolałam spędzić go czytając książkę lub rozciągając się w jodze. Ale daję sobie jeszcze szansę, widzę, że mnie czytacie, komentujecie, oglądalność przekroczyła 400 tys. więc to same pozytywne wieści. Dlatego postaram się pisać więcej, może krócej, ale częściej.

A jakie są Wasze postanowienia? Czy Nowy Rok też daje Wam nową siłę do działania?