Co z tym smoczkiem?

, , 14 comments
Karolcia od trzeciej doby używa smoczka. Miała tak silny odruch ssania, że wisiałaby przy piersi cały dzień. Trzeba było coś z tym zrobić, więc od razu podałam smoczek. Decydując się na jego używanie wiedziałam, że to wygoda. Dziecko ze smoczkiem łatwiej zaśnie, nie musi zasypiać przy piersi, uspokaja się ssąc. Nie bałam się wad zgryzu - dzisiejsze smoczki są ortodontyczne i nie szkodzą tak jak kiedyś. Bałam się jednego - odzwyczajenia.

Źródło: pixabay.com
Postanowiłam więc, że smoczek będzie służył jedynie do spania i czasem do uspokojenia. Udało się, Karolcia spędzała z nim naprawdę niewiele czasu. Dziś podaję go jedynie na noc lub w dzień, gdy kładę ją na drzemkę. Gdy mocno zaśnie to go wypluwa.W aucie i w wózku potrafi zasnąć bez.

Gdy kilka razy zasnęła całkiem bez smoczka przyszło mi do głowy, że może ona smoczka wcale nie potrzebuje. Nim zdążyłam w tym temacie zadziałać jak armagedon spadło na nas górne ząbkowanie i nawet nie w głowie było mi myślenie o tym. W czasie idących górnych jedynek potrafiła przespać ze smokiem pół nocy. Po tym przestałam się całkiem spinać. Skoro ona tego potrzebuje to ja nie będę jej tego zabierać. Jest jeszcze mała, na odzwyczajenie przyjdzie jeszcze czas, gdy będzie już duża i będę jej mogła to wytłumaczyć. Plan jest taki, aby jednak przed 2 urodzinami ze smoczkiem się pożegnać. Mam nadzieję, że nam się to uda.


PS. Powiedzcie mi dlaczego tak jest, że 70% dzieci, które mijam na spacerach, jedzie w spacerówce ze smokiem w buzi? Czy to wygoda rodziców? Aby dziecko po prostu się zamknęło, nie wymagało zbytniej uwagi i siedziało spokojnie? Czy o co chodzi? Może ja jakaś inna jestem i dlatego tego nie rozumiem...

14 komentarzy:

  1. Nawet nie mów... Szczytem była sytuacja, kiedy widziałam uśmiechnięte, zadowolone dziecko, a matka na siłę wcisnęła mu smoczka do buzi. Ręce opadają. My mamy to szczęście w nieszczęściu, ze Kuba jest nie smoczkowy. Nieszczęście, bo Np w nocy ciężko go uspokoić. Moze z nim lepiej by przesypiał noce?

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja tam wolę wierzyć, że matki podają smoczek z takiego powodu jak Ty, a nie dla własnej wygody, żeby dziecko się zamknęło. Na pewno uda Ci się oduczyć od smoczka. Na studiach położne nam powtarzały, że gdy dziecko ma duży odruch ssania, to lepiej podać smoczek, bo gdy nadejdzie czas to po prostu go zabierzesz. Gorzej gdy dziecko nauczy się ssać kciuka, bo kciuka już nie zabierzesz. No i teraz smoczki są ortodontyczne tak jak piszesz, a ssanie kciuka może powodować wady zgryzu.

    OdpowiedzUsuń
  3. No właśnie... Trudny temat :/ My podaliśmy Anieli smoczek w pierwszych dniach życia - i było ok. Jak miała trzy miesiące odkryła kciuka, smoczek służy od tej pory do zabawy, a jak jest zmęczona i śpiąca to niezawodny jest paluszek. Na razie nawet nie próbuję jej od niego odzwyczajać. Wydaje mi się, że sama coraz rzadziej z niego "korzysta" ale zobaczymy, co nam przyszłość przyniesie...

    OdpowiedzUsuń
  4. Nasza przygoda ze smokiem skończyła się w momencie wyjścia górnych zębów, czyli zaraz po 5 miesiącu
    . Smok zaczął służyć do rzucania nim w nerwach, że w ogóle ktoś chce Leonowi go do buzi wsadzić. Czasem zazdroszczę tym, którzy mogą dziecku do snu podać smoka. Moje dzieci jakieś niesmoczkowe...

    OdpowiedzUsuń
  5. U nas smoczek poszedł w ruch w 6 tygodniu, kiedy właśnie Nadia miała bardzo silny odruch ssania. Mogłam albo pozwolić jej wisieć na piersi cały dzień, albo dać smoczka. Podałam więc smoczka. Służy nam on tylko do zasypiania. A w ciągu dnia do zabawy ;p

    OdpowiedzUsuń
  6. A moja córka ma ponad rok i właśnie teraz zaczął się okres na smoczka. Jak tylko go ujrzy, płacze i chce go do buzi. Przyszło to nieoczekiwanie, bo do roku go kompletnie nie potrzebowała. Podejrzewam jakiś skok rozwojowy lub wychodzenie ząbków 3 i 4. Często na spacerze potrzebuje smoka, nie można go wyjąć, bo płacze. Także z tym ocenianiem proszę się wstrzymać, całkiem możliwe, że i tak zachowywać się będzie Karolinka. Oby nie. Ja malutkimi kroczkami odzwyczajam moją pociechę i chowam smoczek jak tylko opuści jamę gębową :D
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Też tego nie rozumiem, ale i trochę zazdroszczę, bo zawsze jest to dodatkowo opcja uspokojenia berbecia... nasza Laura jest przypadkiem kompletnie antysmoczkowym... dla niej smoczek to kolejna zabawka - jest przygryzany, oglądany, wypluwany, przekładany z rączki do rączki, czasem ciumkany, ale nigdy przenigdy Mała go nie ssie. A co do odzwyczajania.. życzę Wam by Karolcia przeszła je bezboleśnie. Nie chcę Cię straszyć, ale ja byłam wielką fanką smoczków (tak, w liczbie mnogiej - jeden w paszczy, a dwa pozakładane na palce do muskania policzków :D) i moja mama miała ze mną dwa światy, gdy próbowała mnie od nich odzwyczaić ( a duża już byłam, bo wszystko dokładnie pamietam :)). Skończyło się drastycznie - rodzice widząc, że nic nie działa, urządzili pogrzeb smoczkom: tata wykopał w ogródku dziurę, ja miałam moje skarby tam wrzucić, co zrobiłam w spazmach, smoki zostały zakopane i od tego czasu miałam sobie radzić jakoś bez nich. Pierwsze kilka nocy popłakiwałam, ale dałam radę. Mama po latach przyznała mi się, że miała schowaną parę zapasowych, gdybym jednak wyła bez końca. Normalnie trauma :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahahah! Rozwaliłaś mnie tą historią :D

      Usuń
  8. Lahana ale niezła historia! Hehehe :) I że Ty to pamiętasz... :P
    Ja nigdy nie byłam przeciwna podaniu dziecku smoczka... gdyby Ola nie chciała, nie płakałabym, ale nie dość, że urodziła się duża, to miała też dużą potrzebę ssania... o ile na początku mi to nie przeszkadzało, tak po kilku dniach miałam dość, bo ileż można całymi dniami chodzić w piżamie, nieogarnięta...
    Na spacer i gdziekolwiek też nie ruszamy się bez smoczka. Staram się stosować jak najmniej, ale gdy Ola marudzi, albo wierci się w wózku, to smoczek jest wybawieniem, więc rozumiem te kobiety o których wspominasz... Co innego, gdy dziecko uspokaja się, gdy np. się z nim rozmawia... żadna przyjemność spacerować z płaczącym dzieckiem.

    OdpowiedzUsuń
  9. Oj na pewno wygoda. My stosujemy go przy kolkach w innym wypadku Tośka sama smoka wypluwa. Dopiero po miesiącu go dostała właśnie ze względu na tą paskudną dolegliwość...

    OdpowiedzUsuń
  10. Powili rezygnujemy ze smoczka, ale przyznam, że są sytuację, w których wymiękam i ten smoczek znów ląduje w buzi córeczki. Wczoraj udało nam się zasnąć bez smoczka ale jak sprawić by było tak każdego dnia?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie mam jeszcze pomysłu na to jak oduczyć córkę ssania smoczka do zasypiania... Konsekwencja jest tu bardzo ważna, ale wiadomo, że nie zawsze się da...

      Usuń
  11. Ja ssałam smoczka do prawie 4 roku życia (o zgrozo!), za nic w świecie nie dało się mnie odzwyczaić i ja nie zamierzam tego błędu popełnić. Raczej wychodzę z takiego założenia jak Ty - tylko do spania i rzadko kiedy do uspokojenia :)

    Pozdrawiam i zapraszam do siebie, Panna O ♥

    OdpowiedzUsuń
  12. U nas smoczek zawitał gdy Amelka miała straszne kolki. nie sposób było ją uspokoic, uspokajała się troszkę przy piersi, ale rzucała się na nią jak rekin ludojad... moje sutki na dłuższą metę by tego nie przeżyły, więc z dwojga złego... smok to nie było to samo, ale w najgorszym momencie to on przyjmował najgorszy atak :-) teraz Ami ma pół roku i smoczek jest tylko przy zasypianiu.

    OdpowiedzUsuń