Pierwsze ataki gniewu

, , 6 comments
Idziesz ulicą (lub gdziekolwiek indziej) i widzisz matkę z dzieckiem. Scena dantejska, dziecko się drze, wyrywa, matka w bezradności stoi i nie wie co robić. W wersji najgorszej dziecko dodatkowo leży na ulicy (tudzież innym miejscu, w którym się znajdujecie). Myślisz "ale niewychowane dziecko", "co to za matka, z dzieckiem sobie nie radzi", "ale rozwydrzony bachor", "no ja bym umiała sobie z tym poradzić", "oj, bo wystarczy z dzieckiem porozmawiać". Ciekawa jestem, która z Was nigdy nie miała takich myśli w głowie. Która z Was przechodząc obok ryczącego dziecka nie pomyślała, że to na pewno błędy w wychowaniu lub trudny charakter dziecka. Najprościej wydać o czymś opinie nie mając o tym najmniejszego pojęcia...

Źródło: pixabay.com
Podobno najgorzej jest jak przychodzi bunt dwulatka. Tak mówią. Ja jeszcze nie wiem, chociaż wydaje mi się, że ostatnio nieco zapoznałam się z tematem. Do położenia się na podłodze i ryczenia było już bardzo niewiele ;)

Karolcia dorasta, nie radzi sobie z emocjami, do tego dochodzi bolesne ząbkowanie i ot, awantura gotowa. Wszystko wtedy jest na "nie". "Idziemy na dwór" - mówię. Uradowana biegnie do drzwi. "Chodź, musimy się najpierw ubrać" - wspominam. I napotykam NIE. Radość znika z twarzy, pojawiają się łzy, biegnięcie w przeciwnym kierunku ze złością i "obrażanie się". No tak, mój błąd. Najpierw ubrać, później powiedzieć o podwórku ;) Ot, taki przykład. Jakieś dwa tygodnie mieliśmy z 3 dni płaczu, obrażania się i gniewu co jakieś pół godziny. A może i częściej. Dni te pamiętam jak przez mgłę. Jedynie siwy włos mi o nich przypomina.

Wychowanie do łatwych nie należy i wiadomo, że chcemy wychować nasze dziecko jak najlepiej. A to oznacza naukę przez całe lata. Uczymy się siebie nie tylko przez pierwszy miesiąc, to przy tym co zacznie się teraz, to pikuś.

Czasem nie wiem jak zachować się przy takich napadach gniewu (i wtedy nie dziwię się tym matkom, co też nie wiedzą). Czasem tracę cierpliwość i nie wiem czy wyjść z domu, czy lepiej dziecko wystawić za drzwi, ale liczę do 10 albo wychodzę do drugiego pokoju, aby dosłownie przez 3 sekundy odsapnąć. Czasem myślę, że ta złość to specjalnie, żeby mnie wkurzyć. Ale zaraz sobie przypominam, że to przecież jeszcze nie ten czas. Dobrze, że takie sytuacje zdarzają się póki co naprawdę czasem, bo gdyby było inaczej to chyba musiałabym zacząć farbować włosy.

Jak radzę sobie w takich sytuacjach?
Dopiero się uczę, ale staram się być spokojna i opanowana. My mamy ciągle musimy być cierpliwe. Od początku. Ciąża - 9 miesięcy ciągnie się w nieskończoność. Poród - długo to jeszcze będzie trwało? Przecież ten ból jest nie do zniesienia! Karmienie - brak pokarmu, ból przy karmieniu, dziecko ssie cały dzień - tu cierpliwość też się przyda. Raczkowanie - dom wygląda jak krajobraz po wojnie, nie martw się, będzie jeszcze gorzej. Musisz być cierpliwa, bałagan skończy się jak dziecko wyjedzie na studia ;) Itd, itd...

Na koniec mam dla Was jednak kilka rad, które staram się stosować:
1. Gdy dziecko płacze, złości się, staraj się je zrozumieć. Ono nie wie jak nazwać emocje, które nimi w danej chwili rządzą.
2. Schyl się, zniż się do poziomu dziecka. Będzie Ci łatwiej nawiązać z nim kontakt.
3. Nie krzycz, nie mów "o co Ci chodzi". To i tak nie pomoże.
4. Nie wychodź z pokoju, nie idź w przeciwnym kierunku. Dziecko Cię potrzebuje.
5. Weź dziecko na ręce, wyjdź do innego pomieszczenia. Staraj się odwrócić uwagę. Mów do niego.

6 komentarzy:

  1. Każdy radzi sobie z dzieckiem tak jak potrafi. Walczy z buntem 2-latka, potem 7-latka, 13-latko, 17-latka, a potem Twoje dziecko i tak ma swoje zdanie do momentu, aż się wyprowadzi z domu, wtedy docenia Cię podwójnie i kocha potrójnie. Taka rola rodziców, trzeba przejść przez niektóre etapy, które muszą być i tyle, tylko fajnie umieć sobie z nimi radzić i przy tym nie odgrywać się na swoim zdrowiu i nie drażnić dziecka :)
    Pozdrawiam
    www.matkapolka89.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Ehhh wszystko przed nami. Ale kto da rade jak nie my? ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. To u mnie chyba już się ten bunt zaczął, ale dziecko nie ma nawet roku.
    www.puffa.pl

    OdpowiedzUsuń
  4. O rety... Kasi aż mnie ciarki przeszły... dobrze, że do 2 lat jeszcze ciut czasu mamy :D

    OdpowiedzUsuń
  5. o tak, miałam takie sytuacje że widziałam rozwścieczone dzieci i oczywiście zganiałam wszystko na mamę. Ale wtedy jeszcze sama o dziecku nawet nie myślałam ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. My właśnie przechodzimy bunt dwulatka przy tym 4 zęby naraz wychodzą , mała sie obraza , ucieka , żuca zabawkami jak sobie nie radzi z czymś .. Ehh .. To moje trzecie dziecko . Myślałam ze juz wiem jak sobie z tym poradzić a jednak czasem myśle ze nie dam rady .. Miejmy nadzieje ze szybko minie ;)

    OdpowiedzUsuń