Macierzyństwo non fiction

, , 7 comments
Jakiś czas temu przeczytałam genialną książkę "Macierzyństwo non fiction. Relacja z przewrotu domowego" autorstwa Joanny Woźniczko-Czeczott.  Śmiałam się przy niej do łez i kiwałam głową, bo prawie wszystko zgadzało się z macierzyństwem. Jestem przekonana, że tę książkę powinna przeczytać każda mama. Czy polecę ją również przyszłym mamom? Hmmm, może lepiej nie, bo jeszcze się wystraszą ;)
Źródło: empik.com
Pozwólcie, że przytoczę wybrane przeze mnie fragmenty. Będą w formie zdjęć, bo przecież, która mama miałaby czas na przepisywanie tekstu... Przeczytajcie wszystkie fragmenty, jest ich sporo, ale naprawdę się uśmiejecie.
Żródło: empik.com
No aż muszę skomentować. Wiem, że są różne dzieci. Niektóre śpią od początku całą noc, niektóre zostają z kimkolwiek. Są też różne mamy. Niektóre od razu oddają dziecko w ręce babci czy niani, a inne nie potrafią się z dzieckiem rozstać. Są też różne sytuacje, niektórzy mają z kim zostawić dziecko, inni skazani są tylko na siebie.
Jak było/jest u nas? Bardzo podobnie jak w tekście. Nie pamiętam, żebym od 1,5 roku była na jakieś imprezie, która zakończyłaby się później niż o 20:00. Nie mam też czasu na spotkania towarzyskie tak jak kiedyś. Czasem spędzam z Małą czas od rana do wieczora i nie mam jej komu "podrzucić". Czy bywa trudno? Owszem. Macierzyństwo zewsząd ocieka lukrem, ale trzeba wiedzieć, że niestety bywa różnie.


No właśnie, co z tym czasem. Mam wrażenie, że przy noworodku i wczesnym niemowlęciu czasu miałam więcej niż teraz. A bo dużo spała, a bo spokojnie leżała, a to się kimnęło w dzień razem z nią. A teraz, czas tak zapieprza, że aż się czasem boję. A może coś w tym jest i faktycznie za wolno się ruszam? ;)


Pozostawię to bez komentarza, bo nikt tego nie mógł napisać bardziej trafnie.


Miałyście tak? Mnie niestety to dopadło. Przy malutkiej Karolci potrafiłam się nieźle wyłączyć. Może to mój zdezelowany po ciąży mógł jeszcze dobrze nie funkcjonował, ale tak było. Teraz zdarza mi się to o wiele rzadziej, ufff ;)


Nie mogło przecież zabraknąć tematu kupy ;) To takie ściśle powiązane z macierzyństwem ;) I po raz kolejny przyznaję bez bicia, chyba do końca życia chusteczki nawilżane będą mi się kojarzyć z jednym. No trudno, jakoś muszę z tym żyć. Jeśli Wy też tak macie to przyznajcie się, proszę! Może dzięki temu poczuję się lepiej ;)


Moje ulubione. Te całe dobre rady. Ktoś powinien spisać to, wydać w formie ulotki i rozdawać ciężarnym na ulicy, serio. Niech wiedzą na co się przygotować i uzbroją swoje nerwy w cierpliwość. 

Nie myślcie, że taka ze mnie straszna matka, że uważam, że macierzyństwo to samo zło. Nie, nie. Śmiać mi się chce tylko z wszędobylskich reklam/tekstów itd, które pokazują szczęśliwe mamy. A co gdyby nagle pojawiła się kampania z prawdziwą mamą? Taką, która nie przespała pół roku z rzędu, której bluzka znów jest poplamiona mlekiem, która miała problemy z karmieniem i jej cycki są zmasakrowane. Czy wtedy byłaby to kampania odradzająca macierzyństwo? Czy może pokazująca jego malutką, prawdziwą część? Mniej lukru, a więcej prawdy proszę :)



Na koniec coś pozytywnego. Macierzyństwo to orka. No dobra, to pozytywne nie było :) Orka się zdarza, ale przede wszystkim bycie mamą to najpiękniejsza rzecz na świecie. To coś niesamowitego, co daje siłę i energię, której wcześniej się nie miało. To ciągły zachwyt i niedowierzanie, że to Twoje dziecko zrobiło niby błahą rzecz, ale ona jest w tym momencie dla niego i dla Ciebie tą najważniejszą. To czas, w którym kochane mamy, niejednokrotnie będziecie mieć dość, poryczycie się z bezsilności czy też padniecie ze zmęczenia razem z dzieckiem o 20:00. Ale za każdym razem, gdy właśnie takie załamanie Was dopadnie spojrzycie na spokojnie bawiące się maleństwo lub ujrzycie jego słodki uśmiech przez sen i nagle wszystko stanie się kolorowe. Tak właśnie wygląda macierzyństwo.

Na koniec wylałam tonę lukru, ale wiecie, równowaga musi być :)





7 komentarzy:

  1. Hahaha swietna ksiazka! Koniecznie muszę sobie ją zamówić. Jezeli całość jest tak humorystyczna, szczera, ale i kochana, to o dzięki Ci za tak lekką propozycję na zimowe wieczory :) prawda. Wszystko prawda. Najlepsze zbyt wolne ruszanie sie :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobre! Chyba kupię mężowi na święta ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. :D Uśmiech Tośki i pryskają wszelkie troski

    OdpowiedzUsuń
  4. Planowo mamą mam zostać na początku lutego, chociaż w zasadzie już nią jestem, skoro noszę dziecko pod sercem. Doskonale wiem, że macierzyństwo nie jest pączkiem oblanym lukrem, zatem żadna powieść mnie już nie przestraszy. ;-) A tę lekturę mam w planach!

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetnie się to czyta... Sama prawda :)

    OdpowiedzUsuń