Przygoda w pociągu

, , 5 comments
W wakacje bardzo często jeździłyśmy do dziadków pociągiem. Później jakoś nie było okazji, bo wiadomo, że jesienna aura nie nastraja do podróży. Od jakiegoś czasu, gdy tylko Karolcia zobaczy pociąg woła "tutu ja" - co w jej rozumieniu znaczy, że chce jechać pociągiem :) Postanowiłam więc zabrać ją na krótką przejażdżkę, bo po prawie półrocznej przerwie mogła zapomnieć o co kaman. Wtedy, mając roczek jechała, patrzyła w okno, ale ogólnie miałam wrażenie, że to nuda. A teraz, co za radość, że jedziemy. Że siedzimy koło okna i oglądamy widoki. Że pan przyjdzie i kupimy bilet. Że ludzie obok mają walizki na półkach na bagaże. Że pociąg robi "tutu". Nie przypuszczałam, że będzie miała z tego tyle radochy. Skorzystałam więc z ostatnich dni na starym mieszkaniu i zabrałam ją na kilka takich przejażdżek do dziadków. Po przeprowadzce taka podróż nie będzie już możliwa, bo dziadki będą na miejscu :) Ale będziemy myśleć nad innymi kierunkami.

Wczoraj znów wsiadłyśmy do pociągu, a z nami rudy kotek. Nie, nie prawdziwy. Pluszowy, z którym Karolcia nie rozstaje się na krok. Kot z nami śpi, je, huśta się i układa puzzle. Jakby mógł to by się pewnie kąpał, ale jak wiadomo, koty nie lubią wody. Kot siedział na stoliczku w pociągu i oglądał krajobrazy. Gdy zbliżałyśmy się do stacji docelowej, zaczęłam się zbierać, ale Karolcia nagle zaczęła marudzić i ściągać buta, bo coś jej w nim nie pasowało. Przez to miałyśmy opóźnienie, więc wyleciałam, chwytając kurtki i wózek, zapominając o kota. Swoją drogą 20-miesięczna właścicielka kota również nie wykazała się w tym wypadku spostrzegawczością. Wysiadłyśmy, zapięłyśmy kurtki, a Karolina rozłożyła ręce i zakrzyknęła "kiciu tutu". Super, kot został w pociągu. Zaczęłam myśleć szybko co tu robić i zadzwoniłam do taty, aby podjechał na następną stację, może dorwie pociąg. Niestety nie udało się, kot pojechał do Wrocławia. Nie wiem która z nas bardziej rozpaczała, chyba ja ;) ale postanowiłam być bohaterką dla mojego dziecka i kota uratować (bardziej bałam się reakcji na jego brak w codziennych czynnościach). Na szczęście nie było tak źle, bez kota również można jeść i spać, a jak się ma zastępce kota to tym bardziej. W każdym razie kot nie został zapomniany, o nie. Do dziś wspominany jest jako "kiciu tutu".

Kiciu nieświadomy tego, że zaraz pojedzie w świat.
Jaki jest finał tej historii? Szczęśliwy :) Udało mi się dodzwonić na Dworzec, a miła Pani podała mój numer kierownikowi pociągu, w którym odjechał kiciu, a ten oddzwonił do mnie i powiadomił, że ma kota (być może również na punkcie pociągów :)). Niestety nie ma już w tym tygodniu, żadnego kursu do nas, więc przekaże kota koleżance, która jutro będzie do nas jechać. A więc plan jest taki, że rano stawiamy się na dworcu po kota. Ciekawa jestem jaka będzie radość mojego dziecka, gdy go zobaczy. Oby się ucieszyła, bo jak tyle osób bierze udział w tej akcji na darmo, to moje życie straci sens ;) A może ja sama nie mogę żyć bez tej kici? :)

5 komentarzy:

  1. Haha kotek pojechał na wycieczkę :), ale zakończenie fajne, miło, że tyle osób się zaangażowało :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobra akcja z kotem! Kot podróżnik chciał się wyrwać, no co :D Czekam na zdjęcia po. Pewnie będzie umorusany, jak to koty które znikają na pare dni.../AT

    OdpowiedzUsuń
  3. Niesamowita przygoda. Niemalże książkowa :) Cieszę się, że udało Wam się znaleźć zgubę. Nam niestety przytulanka zaginęła na lotnisku.. Tuż przed wejściem do samolotu biegałam po całym lotnisku i szukałam, ale ukochany misiek przepadł.

    OdpowiedzUsuń
  4. super, że kota udało się odnaleźć! :) Na FB widziałam parę razy, jak rodzice szukali zaginionej maskotki ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. O rany, jaka przygoda! Jesteś prawdziwą bohaterką :)

    OdpowiedzUsuń