Łobuzowanie

, , 2 comments
Małe dzieci chcą wszystkiego spróbować. Nie wiedzą czy coś jest złe czy dobre dopóki się tego nie nauczą. Obserwują otaczający ich świat, obserwują nas. Niektóre zachowania kopiują kropka w kropkę, inne modyfikują, a niektóre wymyślają same. Przy takim poznawaniu rzeczywistości trzeba mieć w sobie wiele pokładów cierpliwości.

Jeszcze do niedawna miałam grzeczne i ułożone dziecko. Teraz w domu mam łobuza. Mogłabym tak napisać, ale co tak naprawdę znaczy, że dziecko jest grzeczne? To że zjadło obiad i nie wysmarowało sobie nim buzi? Czy to, że godzinę siedziało i układało samo puzzle? Pojęcie grzeczności jest dla mnie dziwne i niezrozumiałe. Przecież tak naprawdę takie małe dziecko nie może być niegrzeczne, dopiero się uczy, co nie znaczy, że my rodzice, rozdzielamy dziecięce zachowania na te grzeczne i te niegrzeczne. Tak już mamy.

Karolcia weszła właśnie w etap testowania rzeczywistości i testowania mnie. Na ile jej pozwolę, co może zrobić, a czego jej nie wolno. Bywa wesoło, ale bywa też tak, że ręce mi opadają.

1. Rozwijanie papieru toaletowego po całym mieszkaniu. Powiedzcie mi, jak to jest, że każde dziecko uwielbia właśnie taką zabawę i ma z tego nieziemską frajdę, a rodzic wcale już taki zadowolony nie jest? Nazbierałam się tego papieru już tyle, że mogłabym w fabryce nawijać go na rolki zamiast maszyny.
2. Picie wody z wanny podczas kąpieli. A to z gąbki, a to z kubeczka, a to z własnej dłoni. No fenomen. Woda z pianą stanowi najbardziej pożądany płyn, chyba nawet wygrywa z mlekiem ;)
3. Darcie papieru na maleńkie kawałeczki. Takie maleńkie, że ich prawie nie widać.
4. Rysowanie po wszystkim tylko nie po tym co trzeba. Kolejny fenomen. A to po ścianie, a to po łóżku, po stole, itd. itd.
5. Sytuacje z psem (lub też innym zwierzęciem. My akurat mamy psa i u nas wygląda to tak. Karolcia chce bardzo Milkę przytulić, Milka nie chce więc ucieka. Ganiają się po całym domu, aż w końcu Karolcia ją dorwie i poszarpie za kudły. Pies z tego powodu nie jest szczęśliwy, ale w tej kwestii powoli się docierają. Druga sprawa dotyczy jedzenia. To czego Karolcia nie chce rzuca psu lub pluje jedzeniem, a co gorsza jak nie chce pić bierze kubek i wylewa wodę na podłogę, bo przecież "łała mniam mniam". Tłumaczeń nie ma końca. Może w końcu do niej dotrze, że pies to nie odkurzacz ;)

Pewnie mamy starszych dzieci przyznają mi rację, powiedzą, że też przez to wszystko przechodziły, a nawet może dodadzą "to dopiero się zaczyna". Mamy maluchów z kolei niech przygotują się na "łobuzowanie" i uzbroją w cierpliwość :)

2 komentarze:

  1. Hehe, moja córcia papieru toaletowego nie dorwała jeszcze. Ale to tylko dlatego, że drzwi łazienki zawsze są zamknięte. Za to u nas także woda z wanienki jest napojem numer 1. Nawet potrafi zebrać pianę ze swojego ciała i posmakować, bo przecież tak ładnie pachnie :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Też nie akceptuję słowa grzeczny, kojarzy mi się z dobrze wytresowanym dzieckiem, a to już jest smutne. A co do figli to chyba mam jeszcze czas (córa półroczna) ale już może zacznę psychicznie przygotowywać ;)

    OdpowiedzUsuń