Przedświąteczny update

, , 1 comment
Ogarnęło mnie jakieś przedświąteczne lenistwo, więc może ominie mnie te poświąteczne. Chociaż pewnie nie, bo jak się rozleniwię to koniec ;) Wiosny nie widać, zimno, deszczowo i wieje. Gdyby chociaż słońce się pokazało, to z pewnością energii do życia miałabym więcej. A wiem, jeszcze gdyby moja córka łaskawie zaczęła wstawać troszkę później (6:00 od pewnego czasu to zdecydowanie za wcześnie), to było by lepiej. No ale nic. Wiosna w końcu przyjdzie, zamiana czasu również, więc może nie będzie tak źle.

Dziś będzie właśnie takie pitu pitu, bo dawno czegoś takiego nie było. A to książki, a to zabawki, a to inne rzeczy. A propros książek, to przygotowuję dla Was kolejne zestawienie, bo zakupiłam ostatnio kilka nowości, z których jesteśmy z Karolcią bardzo zadowolone, więc koniecznie muszę je opisać.

A co u Karolci? Już jakiś czas nie było podsumowań, ale uznałam, że na tym etapie comiesięczne nie mają większego sensu. Będzie za to duże dwuletnie i to już za 2 miesiące! Szok. No ale miałam przecież pisać co u Karolci. Przez pewien czas w ogóle nie chciała powtarzać za nami różnych wyrazów. Teraz musimy tak ważyć słowa, żeby nie powtórzyła tego niewłaściwego ;) Chłonie wszystko jak gąbka i w przeciągu kilku dni nauczyła się mówić nowe słowa, a są nimi:
- "dzińcioł" - czyli dzięcioł
- "pupa" - wiadomo :) (zaliczyłam już nawet epizod z dzieckiem krzyczącym na środku sklepu "pupa, pupa, pupa")
- "tęcia" - tęcza
- "ciocia"
- "uja" - wujek
- "cień"
- "dzień"
- "opsa" - skakanie
- "kuka" - kurka
- "Julia"

Poza tym naśladuje odgłosy zwierzątek i w ogóle różne odgłosy, np. karetki. Dużo rzeczy nazywa po swojemu. Królik to "tiku", chociaż te słowo ma wiele znaczeń, bo również przyklejanie, obcinanie, wciskanie. Mleko to "me", a rurka do kubka "łaa" (nie wiedzieć czemu).

Jak tak się teraz zastanawiam, to chyba najciekawsze z całego rozwoju dziecka dla mnie jest właśnie obserwowanie mowy i te pierwsze słowa. Z każdego jestem taka dumna. Przecież ten mały człowieczek musi wykonać ogromną pracę, aby się tego nauczyć. To naprawdę niesamowite.

Jakoś na dniach Karolinka nauczyła się wchodzić i schodzić po schodach. Owszem, robiła to, ale trzymając się z jednej strony barierki, a z drugiej mojej ręki. Teraz wystarczy jej jedna strona i super sobie radzi. W ogóle zrobiła się z niej jeszcze większa zosia samosia i wszystko chce robić sama. Oczywiście jak coś jej nie wychodzi to potrafi się na to solidnie zezłościć, ale te dwulatki już tak mają ;)

Kończę pochwały, kończę narzekania i idę robić obiad. Odezwę się jeszcze przed Świętami :)

1 komentarz:

  1. Hehe, ale super. Tiku mnie rozbroiło, skąd dzieci czerpią pomysły na słowa.. :)

    OdpowiedzUsuń