Z dwulatkiem nad morze

, , 4 comments

Za dwa tygodnie ruszamy nad morze. W końcu! Przecież czekam i czekam na te nasze wakacje. Aczkolwiek źle nam nie jest, ciągle gdzieś wyjeżdżamy i zwiedzamy okolice, ale z utęsknieniem czekam na szum fal, delikatny piasek pod palcami i podróż.Oby pogoda dopisała. Karolcia również nie może się doczekać i ciągle wspomina o tym, że jak była mała to była nad morzem. Rok temu 2 razy udało nam się wyjechać nad polskie morze i to było coś. Niestety w tym roku musimy nacieszyć się jednym wyjazdem, ale z pewnością będzie on dłuższy :)

Pewnie zastanawia Was jak przetrwać taką długą podróż z dzieckiem. U nas będzie naprawdę długa, bo mamy do przejechania ponad 500 km. Wiadomo, że każde dziecko jest inne. Nasza Karolinka nie lubiła podróżować w foteliku. Nawet na krótkie trasy było kiepsko. Do czasu. Nagle zmieniło się wszystko o 180 stopni i oto nasza córka grzecznie siedzi z tyłu i podróżuje. Jak powiemy jej, że jedziemy daleko to siedzi i wyczekuje końca trasy. Widzę, że takimi wyjazdami jest bardzo podekscytowana i lubi jeździć. Trasę umilają nam piosenki dla dzieci. Karolcia uwielbia Fasolki, więc wałkujemy płytę na okrągło, a ja chodzę później po domu i nucę. Fasolki wchodzą do głowy i wyjść nie mogą. Trochę mnie to męczy, ale czego się nie robi dla dziecka ;)

A oto moje złote rady na podróż z dwulatkiem:
1. Piosenki. Najlepiej wspomniane wyżej Fasolki. Ale w radiu, nie na telefonie czy tablecie.
2. Książeczki. Karolcia uwielbia, więc w podróży mogę jej czytać i czytać.
3. Przystanki. A to siku, a to jeść. Trasa będzie się dłużyć, ale nic się już na to nie poradzi.
4. Podróż nocą lub nad ranem. Wiadomo, że dziecko prześpi wtedy większość trasy.
5. Gdy jest kiepsko czas wytoczyć ciężkie działa, czyli bajki na tablecie lub laptopie. U nas max 30 minut za jednym razem, a w czasie dnia max 1h, ale wiadomo, że w podróży można zrobić wyjątek ;)

Radami tymi Ameryki nie odkryłam, ale dla rodziców, którzy po raz pierwszy wybierają się w podróż z dzieckiem, mogą się okazać przydatne.

4 komentarze:

  1. Ja to bym jeszcze wymyśliła taki wynalazek, jak kolejka prowadzona slalomem przez większą powierzchnię auta. Tak żeby trasa rozpoczynała się od fotelika, pędziła nad fotelami i zagłówkami, aż w końcu wracała znów do małego pasażera. Ale byłaby frajda! Choć trochę rozpraszająca dla kierowcy :( powodzenia z przejazdem. My w październiku będziemy mieli dwa razy dłuższą trasę :D

    OdpowiedzUsuń
  2. U nas tablet i przekąski;) no i wyjazd w porze drzemki, z czego korzystamy póki możemy;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Podpisuję się pod tymi radami wszystkimi kończynami - z tym że u nas piosenki to już nie takie dziecięce Fasolki, bo Młody od pewnego czasu kategorycznie domaga się zapuszczenia w samochodzie rytmów techno ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. My jechaliśmy raz z Krakowa nad morze i była to istna udręka... zastanawiamy się nad pociągiem w tym roku, może podróż przebiegnie łagodniej. No i zdecydowanie musimy spróbować nocną :)

    OdpowiedzUsuń