Jak wypocząć z dwulatkiem nad morzem?

, , 1 comment
Tytuł posta jest dość przewrotny, ponieważ przewrotne bywają dwulatki. Mają swoje humory i niekiedy ciężko je okiełznać. Dziś post o tym, że na wakacjach z dzieckiem można naprawdę wypocząć ;)


Na początku jak zawsze zaznaczę, że każde dziecko jest inne. Każdy rodzic ma też inny model wychowania, więc nad morzem może być różnie. Mocniejsze charaktery mogą ciągle czegoś się domagać, w końcu na każdym kroku napotkamy karuzele, zabawki, pamiątki. A z kolei inne nie zwrócą na to najmniejszej uwagi. Ja napiszę Wam jak to było u nas.

Do końca nie wiedziałam jak to będzie. Karolcia jak (prawie) każde dziecko lubi wszystko co świeci i gra, więc atrakcje typu karuzela, auto na 2 zł bardzo jej się podobają. Jak to na wakacjach, rodzice wrzucają trochę na luz i fundują dziecku taką zabawę. Karolcia oczywiście musiała na każdą z takich zabawek wsiąść, aż któregoś dnia zaproponowałam jej wrzucenie 2 zł na karuzeli. To był pierwszy i ostatni raz. Owszem, podobało jej się, ale szału nie było. Myślałam, że będzie inaczej i że później za każdym razem trzeba będzie jej tłumaczyć, że tym razem pieniążka nie wrzucimy. A tu szok. Karolinka nadal wchodziła do tych sprzętów, ale za każdym razem mówiła "nie wrzucaj pieniążka mamusiu". Widocznie jazda na karuzeli nie do końca sprawiła jej radość. Za to bardzo spodobała jej się gra w cymbergaja. Nad morzem możecie spotkać malutkie stoły dla dzieci, odpowiadające nawet dwulatkom. Jak ona się cieszyła, gdy krążek leciał, a jej udało się w niego trafić. I jak tu nie dać takiej radości dziecku :) Także jeśli chodzi o tego typu atrakcje obyło się bez awantur.

Co "złego" może nas jeszcze spotkać w nadmorskich miejscowościach? Pamiątki, zabawki, wszędzie ta sama chińszczyzna i shit. Swojego czasu siedzieliśmy z mężem w temacie pamiątek, dlatego mamy o nich właśnie takie, a nie inne zdanie. Lubimy pooglądać, zobaczyć, co nowego się pojawiło, ale raczej nic nie kupujemy (chyba, że jakieś pamiątki typowo regionalne, które pewnie i tak produkują w Chinach, ot taka ironia losu). Tego samego staramy się uczyć nasze dziecko. Karolcia wchodziła do takiego sklepiku, oglądała, pokazywała nam co jej się podoba, czasem mówiła nawet, że coś by chciała, ale wychodziliśmy z niczym. Nie robiła awantur, nie płakała, że coś musi mieć. Chciałabym, żeby zawsze tak było, nawet jak będzie starsza. Staramy się nie zarzucać jej zabawkami, nie rozpieszczać. Nie chodzi tu o oszczędzanie, ale o wychowanie. Z chęcią kupiłabym jej wszystko co jej się podoba, ale co mi to da? Skończy się tym, że będzie od nas wymagała coraz więcej, aż w końcu mało co będzie ją cieszyć, skoro wszystko będzie mogła mieć na zawołanie.

Pomyślicie sobie pewnie, że dziwna i skąpa ze mnie matka, ale sytuacja z nad morza utwierdziła mnie w przekonaniu, że dobrze robię. Byliśmy w fokarium na Helu (atrakcje dla dzieci w następnym poście) i tam oczywiście zatrzęsienie pluszowych foczek. Przeszliśmy straganami, oglądaliśmy, Karolcia pokazywała, które jej się podobają (oczywiście różowe) i postanowiliśmy z mężem, że sprawimy jej taką pamiątkę. Nigdzie jednak nie mogliśmy znaleźć średniej foki, wszędzie były same duże, albo bardzo małe. Mówiliśmy więc ciągle Karolci, że tylko oglądamy. Po trzech dniach znaleźliśmy przy okazji na jakimś straganie właśnie taką foczkę. Kupiliśmy ją i daliśmy Karolci, a ona powiedziała wtedy "tęskniłam za tym, baldzo kocham taką fockę". To był wyczekany prezent i foczka towarzyszy nam od tamtej chwili non stop. A ja cieszę się, że Karolcia będzie doceniać takie rzeczy.


Atrakcje były, pamiątki były, a zapomniałabym o najważniejszym. O plaży i morzu. Przecież to tu spędzamy najwięcej czasu z naszym dzieckiem (o ile pogoda dopisuje). Nam całe szczęście dopisała, więc potrafiliśmy przesiedzieć na plaży cały dzień, robiąc jedynie przerwę na obiad. Jeszcze nigdy tak nie wypoczęłam na plaży! Jak Karolcia miała 3 miesiące, to i owszem, spacerowaliśmy plażą, posiedzieliśmy, ale z niemowlakiem to całkiem inaczej. W następnym roku dwukrotnie odwiedziliśmy polskie morze, z roczną Karolinką i 3 miesiące później. Źle nie było, ale wymagała wtedy większej uwagi. A to sobie piaskiem oczy zatarła, a to chciała koniecznie iść do morza, a to babki trzeba było robić. A teraz? Teraz to luksus ;) My na kocu, a Karolcia bawiła się w piasku, biegała za piłką, stawiała babki z piasku, pluskała się w wodzie w wykopanej dziurze albo przynosiła wodę w wiaderku z brzegu morza. Sama do wody nie ciągnęła, bała się trochę meduz i fal, więc nie musiałam ją odciągać od wody. Cudownie było razem z nią pobudować zamki z piasku, wykopać dużą dziurę i na nowo poczuć się dzieckiem :) Gdy przychodziła pora drzemki zasypiała w cieniu półnamiotu, a my wtedy rozkoszowaliśmy się widokami. Udało mi się nawet przeczytać na urlopie całą książkę! Więc chyba coś to znaczy ;)





A jak wyglądały Wasze wakacje? Jak Wasze dzieciaki zachowywały się na plaży?

1 komentarz:

  1. Ja co prawda dwulatka nie mama ale pamiętam doskonale jak to bylo. Ile krzyku buntu nerwów i płaczu. Na szczęście to minelo i teraz mój 4-latek dużo juz rozumie i nie reaguje na mój sprzeciw odrazu płaczem. Za to córcia na rok i juz się nie mogę doczekać powtórki z rozrywki;) pozdrawiam Karolina;) p.s śliczne imię ma córcia. ;D

    OdpowiedzUsuń