37 tydzień ciąży

, , 2 comments
W zasadzie to już końcówka 37 tygodnia, miałam pisać już kilka dni temu, ale wiele spraw złożyło się na to, że po prostu nawet nie miałam czasu włączyć komputera. Jutro zaczynam 38 tydzień, więc koniec jest naprawdę blisko ;)

Tydzień temu na wizycie u lekarza dowiedziałam się, że chodzę z rozwarciem na 3 cm. Czułam jakieś tam skurcze, ale żeby aż doprowadziły do takiego rozwarcia, to bym nie powiedziała. Pamiętam, że w ciąży z Karolinką od pierwszego centymetra czułam tak straszny ból, że prawie chodziłam po ścianach. Jak tak dalej pójdzie to nie poczuję porodu ;P No a tak na serio, to skurcze co rusz mnie męczą, nie chcą się póki co rozkręcić i jestem ciekawa czy rozwarcie się powiększyło. Wizyta u lekarza dopiero za dwa tygodnie, chociaż mój ginekolog twierdzi, że już raczej się nie zobaczymy :) Mimo tego rozwarcia mogę tak jeszcze chodzić i chodzić do samego terminu, ono tak naprawdę niewiele znaczy, ale fajne w tym wszystkim jest to, że coś już zaczęło się dziać i że jakiś etap porodu już za mną. Tydzień temu synek ważył ok. 2800 g. Fajnie, może nie będzie kolosem. Karolcia urodziła się z wagą 3620 g, więc może synek będzie miał podobnie. Moja waga od tygodnia nie ruszyła z miejsca, ważę 66 kg i jestem z siebie dumna, że udało mi się zachować fajną sylwetkę i nie rozejść się jak to było w pierwszej ciąży. Myślę, że to duża zasługa jogi i ogólnej aktywności, bo jednak w pierwszej ciąży było tego o wiele mniej.

Czuję się dobrze, może mam trochę mniej energii niż ostatnio, ale i tak rano wstaję, wiozę Karolinkę do przedszkola, później ogarniam domowe sprawy, jakieś zakupy, jadę po nią do przedszkola, szykuję obiad i tak naprawdę dopiero wieczorem jestem w stanie tak porządnie wyciągnąć się na łóżku i poleżeć.

Wczoraj myślałam, że synek chce nam zrobić mikołajkowy prezent, bo skurcze były już takie mocne, ale wszystko się wyciszyło. Ale w zasadzie ma jeszcze czas do północy, więc kto wie ;)

A jak Wasze Mikołajki? Prezenty już wręczone? Karolcia wczoraj zostawiła na oknie mleko i pierniki dla Mikołaja, a dla reniferów marchewkę, po czym stwierdziła, że to wszystko niemożliwe, bo przecież sanie nie latają... ;)

2 komentarze:

  1. No to kochana szykuj się bo już ostatnia prosta :)
    oby było szybko :)
    A ja zapraszam do siebie na konkurs :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Teraz to już trzeba tylko kciuki zaciskać. Powodzenia! :)

    OdpowiedzUsuń