Jestem już dużą dziewczyną

, , 1 comment
"Jestem już dużą dziewczyną" - tak mówi mi moja córka, kiedy chce udowodnić, że coś potrafi sama zrobić. Stąd też tytuł posta, bo dziś będzie właśnie o rozwoju dziecka. A konkretnie o rozwoju 2,5-latka.

Tak patrzę i patrzę i widzę, że nie widzę ważnego posta, który powinien się tu znaleźć. Od urodzenia K. robiłam podsumowania każdego miesiąca jej życia, po 1,5 roku straciły one na częstotliwości, bo nie widziałam w nich większego sensu, ale jednak pominęłam coś ważnego. Zapomniałam o poście o mojej 2,5 latce. O 30 miesiącach. To okrągła liczba i należy o niej pamiętać. Jest ważna. Dlatego kończąc ten wstęp zapraszam Was na krótkie podsumowanie.

29 listopada moja córka skończyła 30 miesięcy. Nie jest już dwulatkiem, bliżej jej do trzylatka, ale o tym zaraz. Nie sądziłam, że dzieci w tym wieku są tak ogarnięte i mądre. Nie chcę zachwalać, chociaż głównie o tym będzie ten post, ale co te dziecko wygaduje przechodzi moje matczyne pojęcie. Jej teksty zwalają mnie z nóg. Kiedyś widząc dziecięce teksty w Internecie nie chciało mi się wierzyć, że to prawda. Ale teraz, słysząc co czasem mówi moje dziecko, wiem, że wszystko się może zdarzyć. Zresztą, jeśli śledzicie mnie na bieżąco, pamiętacie może historię o piesku, który się skończył, opisałam ją TU. Takich tekstów jest mnóstwo, więc postanowiłam je spisywać.

Czytamy książeczkę przed snem, na obrazku stado kangurów.
K. "Mamo zobacz, to ja, to babcia B., to dziadziuś W., to babcia K, a to Fibi" (mówi pokazując na poszczególne kangury).
Ja: "A gdzie ja i tata?"
K: "Poszliście na zakupy do Biedronki. (chwila zastanowienia) i do Lidla."

Tak mnie widzi moje dziecko, łażącą po sklepach ;)

Sytuacja inna. Siedzimy, gadamy a nagle Karolajna wypala "Mamo, jak ktoś mi macha to nie czuję się z tym dobrze". Zamurowało mnie i przez chwilę nie wiedziałam co mam na to opowiedzieć.

Zastanawiałam się skąd bierze takie sformułowania, przecież wiadomo, że sama ich nie wymyśla. Przede wszystkim z książek, czytamy ich naprawdę sporo, niektóre wałkujemy po sto razy, więc jakoś tam wchodzą jej w pamięć. Poza tym wiele rzeczy czerpie od nas. I tak oto przejęła od nas kilka słów, których nie koniecznie powinna używać w takiej właśnie formie.

K. "Mamo, tato dziś jedzie na siłkę?"
K: "Mamusiu, może kupimy to w Biedrze".
K: "Sikorki jedzą kulkę, którą powiesiliśmy, czaisz?" Te zdanie padło chyba jakieś kilka miesięcy temu, więc tym bardziej mnie zaskoczyło.

Poza super rozbudowanymi zdaniami Karolcia uwielbia śpiewać i zna już tyle piosenek, że nawet ich nie zliczę. A to dlatego, że muzyka dziecięca towarzyszy nam prawie przez cały dzień. Początkowo puszczaliśmy piosenki tylko w aucie, ale zwyczaj ten przeniósł się również do domu nad czym częściowo ubolewam. Po prostu słysząc niejedną piosenkę setny raz w ciągu dnia mam ochotę wyskoczyć przez okno ;) a co gorsza wsiadając do auta i jadąc gdzieś sama, dopiero w połowie trasy spostrzegam się, że zamiast mojej muzyki słucham przebojów dziecięcych i co gorsza podśpiewuję! No ale czego się nie robi dla rozwoju dziecka ;) A tak na serio to cieszę się, że Karolinka lubi muzykę i jestem z niej dumna, że tak szybko łapie te wszystkie piosenki. Pamięć do tekstów ma zdecydowanie po mnie :)

Trochę się rozpisałam, miało nie być przydługawo, mam nadzieję, że udało Wam się dobrnąć do końca. A na koniec konkretne podsumowanie, jakie w zwyczaju miałam robić.

Zęby: aktualnie brakuje nam 3 piątek. Jedna już w całości się przebiła okupiona oczywiście chorobą, a druga właśnie jest w trakcie przebijania. Jeszcze dwie na górze i będzie komplet. Ząbkowanie w wersji hard uznam wtedy za zakończone i kupię chyba z tej okazji jakiegoś dobrego szampana. Chociaż nie, szampanów nie lubię. Niech będzie wino.
Waga: na domowej pokazuje 13,7 kg.
Jedzenie: apetyt dopisuje i naprawdę od pewnego czasu nie mam na co narzekać. Chociaż zupę zawsze musimy jeść przy bajkach... Ale to już temat na osobny post.
Sen: drzemki w dzień stały się już rzadkością. Cieszy mnie to, że zasypianie mamy w miarę opanowane i dzięki temu, że nie ma drzemki Karolcia zasypia ok. 20:30 i śpi do 8:00-8:30. Za to w nocy bywa różnie. A to siku, a to piciu, a to gdzie jest lis, a gdzie pan żaba, a gdzie mały lis. A przykryj, a zimno, a ciepło. Dlatego też śpimy razem. Bo wstawanie po kilka razy w nocy to nie dla mnie. Wierzę, że kiedyś wyprowadzi się z naszego łóżka i że w końcu odzyskamy z mężem naszą przestrzeń. Póki co jest dobrze :)


1 komentarz:

  1. Fajna ta wasza corcia. A.te.jej teksty powalaja na kolana :) Moja corcia ma dopiero poltora roku a tez mnie kazdego dnia zaskakuje tym jak.szybko "dorasta" . Pozdrawiam K.

    OdpowiedzUsuń