Organizując tegoroczne urodziny Karolci długo naszukałam się sklepu z dekoracjami. Sklepu idealnego, w którym w jednym miejscu będę miała wszystko czego będę potrzebować czyli talerzyki, kubeczki i inne gadżety. Przede wszystkim zależało mi na tym, aby cenowo było dobrze i żebym w jednym sklepie mogła zamówić wszystko, co jest mi potrzebne. 

W końcu znalazłam, chociaż nie sądziłam, że idealny sklep z akcesoriami urodzinowymi istnieje. A jednak :) I wiecie co? Całkowicie przepadłam! Ten sklep jest tak wspaniały, że chciałoby się mieć z niego po prostu wszystko! A wybór jakim dysponuje jest tak wielki, że kilka dni zajęło mi wybranie wymarzonego motywu.

Na stronie macie podział na "imprezy i urodziny", "stroje i dodatki", "dekoracje i nakrycia" i "akcesoria imprezowe". Sklep nie skupia się jedynie na gadżetach dziecięcych. Znajdziecie tam również dodatki na imprezy dla dorosłych, a także różne specjalne okazje jak chrzciny, ślub czy nawet baby shower. Chyba muszę poprosić kogoś o zorganizowanie takiej imprezy, bo chcę skorzystać z tych dobroci :)

Wracając do urodzin, to klikając np. na "urodziny dla dziewczynki" pokazują się Wam różne motywy, które możecie wybrać. A dalej już tylko akcesoria właśnie w wybranym temacie. Super sprawa, nie musicie za każdym razem szukać osobno kubeczków, talerzyków itd. A być może znajdziecie nawet coś, na co sami byście nie wpadli. 

Partybox
Ja tu Wam piszę, a sami powinniście wejść i zobaczyć :) Klikając na logo sklepu zostaniecie do niego bezpośrednio przeniesieni. 




Na koniec mam dla Was niespodziankę! Na 4 kolekcje urodzinowe mam dla Was 10% rabatu na całe zakupy.  Wystarczy, że przy zamówieniu wpiszecie kod "urodziny10". Kod ważny jest do 31 sierpnia i dotyczy niżej wymienionych kategorii. 

1. Jeśli chcecie urządzić urodziny dla dziewczynki kliknijcie  -> TU
2. Urodziny dla chłopca -> TU
3. Roczek -> TU
4. Impreza urodzinowa dla dorosłych -> TU

Dodatkowo do końca sierpnia macie 5% na wszystko! Kod to "sierpien5".

Bardzo polubiłam ostatnio lekkie, młodzieżowe powieści. Nie wiem czy to ta tęsknota za Harrym Potterem, którego pochłaniałam w kilka wieczorów czy może już się starzeję ;) i tęsknię za czasami licealnymi. Co by to nie było czytanie sprawia mi przyjemność i dziś mam Wam do polecenia kolejną książkę z Wydawnictwa Iuvi, które bardzo polubiłam. 


„Indeks szczęścia Juniper Lemon” to powieść o licealnych perypetiach nastolatków, pełna humoru, ale nieunikająca trudnych tematów. Juniper odkrywa tajemnice i słabości otaczających ją rówieśników, ale czy to pomoże jej uporządkować własny życiowy bałagan?

Od śmierci starszej siostry Camilli minęło dopiero sześćdziesiąt pięć dni. Szesnastoletniej Juniper ciężko w tak krótkim czasie pozbierać się po tragicznym wypadku. Musi stawić czoła nowej rzeczywistości – utraconej przyjaźni, szkolnej prześladowczyni oraz depresji, która dopadła jej matkę.
Juniper, tak jak kiedyś Camilla, rozpoczęła prowadzenie każdego dnia subiektywnego indeksu szczęścia w postaci fiszek. Dziewczyna odkrywa, że zaginęła jej fiszka o numerze sześćdziesiąt pięć. Dodatkowo w torebce należącej do siostry odnajduje list miłosny do tajemniczego „Ty”. Juniper pragnie rozwiązać obydwie sprawy: odzyskać notatkę, która zawiera jej najskrytszą tajemnicę, oraz odkryć, kto był ostatnim wybrankiem Camilli.
Juniper jest zabawna, mądra i niedoskonała, jak każda dziewczyna, ale imponuje wewnętrzną siłą, która pomaga jej podążać naprzód. Swoje poszukiwania zaginionej kartki z indeksem szczęścia rozpoczyna od… szkolnego śmietnika. Odkrywa wyrzuconą do kosza poezję i intymne wyznania uczniów. Czy ta wiedza zrujnuje życie Juniper, a może wręcz przeciwnie, pomoże jej uporządkować swoje sprawy?

Licealne problemy młodzieży, szkolne przyjaźnie i miłości, trauma i ponowne budzenie się do życia, pierwsze kroki w dorosłość zostały zaprezentowane przez połączenie literackiego języka z młodzieżowym oraz z typowym dla tego wieku poczuciem humoru i wrażliwością.  „Indeks szczęścia Juniper Lemon” to w pewnym stopniu książka o potędze słowa,
o odpowiedzialności człowieka za to, co mówi, i o sile oddziaływania słowa pisanego.

Jeśli czytaliście „Gwiazd naszych wina” Johna Greena czy „Oddam ci słońce” Jandy Nelson to z pewnością ta książka również przypadnie Wam do gustu.
Ledwo pisałam o 15 tygodniu, a tu już prawie 18 się zaczął. W pierwszej ciąży już dawno zajmowałam się planowaniem i szykowaniem, a teraz coś nie mam do tego weny. Nadal czasem zapominam, że jestem w ciąży, co chyba nie do końca jest dobre ;) w ten weekend nawet okupowalam parkiet na weselu i dawno się tak nie wytanczylam :) a właśnie, coś jednak powoli nie daje mi zapomnieć o ciąży. Pierwsza rzecz to brzuch, który z dnia na dzień tak urósł, że myślałam że nie zmieszcze się w sukienke. A druga to ruchy dziecka. Powoli zaczynam je czuć, znacznie wcześniej niż w ciąży z Karolcia.

Myślę, że na jesień zacznę już coś szykować, a jak poznamy na 100% płeć to przejrzę ciuszki po Karolci, bo jednak nie chce zostawiać wszystkiego na ostatnią chwilę.

Jeśli chodzi o imię, to też nie mamy póki co żadnych typów. Strasznie ciężka sprawa z tym imieniem :) na to też przyjdzie czas.

A co u mojej kochanej pierworodnej? Stała się jeszcze bardziej samodzielna, co niezmiernie mnie cieszy. Jest radosna i ciągle mówi o maluszku :) chociaż ostatnio miała tak ciężki tydzień jakby ja ktoś podmienil. Starsze dzieci też chyba miewają jakieś skoki rozwojowe, bo inaczej nie potrafię tego sobie wytłumaczyć. A może to jakieś kolejne bunty? W każdym razie dobrze, że już się skończyły, bo naprawdę nie było łatwo.

Mam nadzieję, że od września będzie mnie tu trochę więcej. Karolcia idzie do przedszkola, więc z pewnością wygospodarowuje trochę więcej czasu. A tymczasem korzystamy z lata, które niestety pogodowo nas nie rozpieszcza, ale chyba zdążyliśmy się już do tego przyzwyczaić.
To już ten czas. Brzuszek powoli zaczął się pojawiać, chociaż i tak pewnie niektórzy mylą go ze wzdęciem ;) Aczkolwiek ostatnio jakiś pan podniósł mi koszyk z moimi zakupami w pewnym dyskoncie, aby było mi je łatwiej wypakować na taśmę i mam nadzieję, że to nie był przypadek :)

Nie wiem jak Wy, ale ja o ciążowy brzuszek zaczynam dbać zaraz na początku ciąży. Tak było w przypadku ciąży z Karolinką, tak jest i teraz. Mimo, że skóra początkowo aż tak się nie rozciąga, to wolę jednak dmuchać na zimno. Taka pielęgnacja pozwoliła mi uniknąć rozstępów w pierwszej ciąży, mam nadzieję, że w tej będzie tak samo.

Przygotowałam dla Was póki co zestawienie 4 kosmetyków, które przetestowałam.

1. Olejek przeciw rozstępom Babydream z Rossmanna. Pisałam o nim 4 lata temu TUTAJ. Bardzo go polubiłam, dlatego postanowiłam, że teraz też będę go stosować. Ma bardzo miły zapach, który mi odpowiada, dobrze się rozprowadza, dość szybko (jak na olejek) się wchłania. Chyba naprawdę działa, skoro ani jeden rozstęp mi się nie pojawił, przynajmniej chcę w to wierzyć ;)



2. Balsam przeciw rozstępom Babydream z Rossmanna. Kupiłam przez zupełny przypadek. Myślałam, że to właśnie olejek, a nie balsam. Dopiero po otwarciu i wypróbowaniu okazało się, że to balsam. Zapach ten sam, cena podobna, ale mam duży minus. Rozprowadzanie kremu. Trudno go rozprowadzić, bardzo długo trzeba to robić, aby całkiem się wchłonął. Ja nie lubię takich kosmetyków, ale jeśli komuś to nie przeszkadza, to czemu nie.




3. Skuteczny balsam ujędrniający do ciała Sexi Mama z firmy Bielenda. Naprawdę fajny i godny polecenia kosmetyk, nie wiem jeszcze jak ze skutecznością, to będę mogła powiedzieć, za parę miesięcy, ale ogólnie polubiliśmy się. Bardzo delikatny i przyjemny zapach, dobrze się rozprowadza, nie klei się, jest bezpieczny dla mamy i dziecka. Producent obiecuje, że zwalcza objawy celulitu (uf, na szczęście nie mam!), wygładza i uelastycznia skórę, poprawia odporność skóry na rozciąganie - i na tym ostatnim właśnie najbardziej mi zależy. Może nie należy do najtańszych, ale czasem warto dać za kosmetyk kilka złotych więcej. 


4. Skuteczna oliwka w żelu Sexi Mama z firmy Bielenda. Jestem ostrożna jeśli chodzi o oliwki, bo najczęściej kojarzą mi się z czymś klejącym, co ciężko się wchłania, ale tu jest inaczej. Dzięki temu, że oliwka jest w żelu dobrze się ją rozsmarowuje i co ważne nie klei się. Ładnie pachnie i jest delikatna. Podobno łagodzi uczucie swędzenia skóry. Jeszcze tego nie doświadczyłam, bo skóra aż tak się nie rozciąga, ale mam nadzieję, że właśnie na to zadziała, bo wiecznie swędząca skóra na brzuchu nieco była denerwująca. Cenowo podobnie do poprzedniego kosmetyku.



A jakie są Wasze ulubione kosmetyki dla kobiet w ciąży? Czy któryś z tych już używałyście?