Dziś zaczynam 39 tydzień ciąży i wiecie co? Byłam święcie przekonana, że do niego nie dotrwam. Bo te rozwarcie, bo skurcze, a tu proszę. Jeszcze wyjdzie na to, że przenoszę... Oby nie, żadna z nas tego nie chce, bo przenoszenie jest takie uciążliwe. Ale syn się słucha, powiedziałam, żeby nie rodził się do jasełek, które są jutro, to się nie urodził. A teraz niech słucha, że jutro po 15:30 może zaczynać się rodzić, bo ja już nie mogę się doczekać. Samopoczucie naprawdę dobre, w dzień jest super, ale noce zaczęły być straszne. Siku co godzina, skurcze, wypinanie i ogólnie ciężko spać. Także jutro synu, możesz wychodzić ;) Karolcia urodziła się w 39tc+1d, więc kto wie? ;)

Ogólnie na rękę mi to, że jestem jeszcze w dwupaku, bo zdążyłam kupić i popakować prezenty gwiazdkowe, przygotować dom na przyjście maleństwa, a jeśli nie urodzę do soboty, to może nawet kupimy i udekorujemy choinkę? Oby tylko nie spędzić Świąt w szpitalu... Trzymajcie kciuki, żeby tak właśnie się nie stało.

Wiem, że obiecałam Wam, że będzie mnie na blogu więcej niż ostatnio, ale strasznie nie po drodze mi ostatnio do laptopa. Dlatego śledźcie mój Instagram (@kolorlova), bo tam jednak jest mnie znacznie więcej :) Ale pamiętajcie, że nie zamierzam rezygnować z blogowania! Bardzo to lubię i cieszę się, że nadal mam tak wielu czytelników i odwiedzających. Dziękuję Wam za każdy pozostawiony komentarz :)
W zasadzie to już końcówka 37 tygodnia, miałam pisać już kilka dni temu, ale wiele spraw złożyło się na to, że po prostu nawet nie miałam czasu włączyć komputera. Jutro zaczynam 38 tydzień, więc koniec jest naprawdę blisko ;)

Tydzień temu na wizycie u lekarza dowiedziałam się, że chodzę z rozwarciem na 3 cm. Czułam jakieś tam skurcze, ale żeby aż doprowadziły do takiego rozwarcia, to bym nie powiedziała. Pamiętam, że w ciąży z Karolinką od pierwszego centymetra czułam tak straszny ból, że prawie chodziłam po ścianach. Jak tak dalej pójdzie to nie poczuję porodu ;P No a tak na serio, to skurcze co rusz mnie męczą, nie chcą się póki co rozkręcić i jestem ciekawa czy rozwarcie się powiększyło. Wizyta u lekarza dopiero za dwa tygodnie, chociaż mój ginekolog twierdzi, że już raczej się nie zobaczymy :) Mimo tego rozwarcia mogę tak jeszcze chodzić i chodzić do samego terminu, ono tak naprawdę niewiele znaczy, ale fajne w tym wszystkim jest to, że coś już zaczęło się dziać i że jakiś etap porodu już za mną. Tydzień temu synek ważył ok. 2800 g. Fajnie, może nie będzie kolosem. Karolcia urodziła się z wagą 3620 g, więc może synek będzie miał podobnie. Moja waga od tygodnia nie ruszyła z miejsca, ważę 66 kg i jestem z siebie dumna, że udało mi się zachować fajną sylwetkę i nie rozejść się jak to było w pierwszej ciąży. Myślę, że to duża zasługa jogi i ogólnej aktywności, bo jednak w pierwszej ciąży było tego o wiele mniej.

Czuję się dobrze, może mam trochę mniej energii niż ostatnio, ale i tak rano wstaję, wiozę Karolinkę do przedszkola, później ogarniam domowe sprawy, jakieś zakupy, jadę po nią do przedszkola, szykuję obiad i tak naprawdę dopiero wieczorem jestem w stanie tak porządnie wyciągnąć się na łóżku i poleżeć.

Wczoraj myślałam, że synek chce nam zrobić mikołajkowy prezent, bo skurcze były już takie mocne, ale wszystko się wyciszyło. Ale w zasadzie ma jeszcze czas do północy, więc kto wie ;)

A jak Wasze Mikołajki? Prezenty już wręczone? Karolcia wczoraj zostawiła na oknie mleko i pierniki dla Mikołaja, a dla reniferów marchewkę, po czym stwierdziła, że to wszystko niemożliwe, bo przecież sanie nie latają... ;)
Wybaczcie tę ciszę na blogu (na Instagramie trochę się dzieje), ale wpadłam w wir prac domowych i przygotowań do porodu. Nawet nie sądziłam, że od ostatniego posta minęło prawie 2 tygodnie! Wstyd. Chciałabym się poprawić, ale nie wiem czy starczy mi na to czasu. Jak wiecie Karolinka chodzi do przedszkola, ale jest tam naprawdę krótko, bo póki co od 8:30 do 12:00, więc nie wiele mam tego wolnego. W czasie jak nie ma jej w domu zazwyczaj albo coś załatwiam, albo jadę na jogę (tak, nadal ćwiczę!) albo ogarniam domowe sprawy. Więc czasu na pisanie zostaje niewiele.

Termin porodu mam na 21.12, ale w ten czwartek zaczyna mi się 37 tydzień i czuję się znakomicie. Poród tak naprawdę może zacząć się w każdej chwili, także muszę być na wszystko gotowa. Poza sprawami dzidziusiowymi ogarniam też powoli święta. Rozglądam się za prezentami, powoli je kupuję, aby mieć już wszystko gotowe, gdy zaskoczy mnie ta godzina zero. W ten weekend upiekłyśmy też pierniczki, dziś będziemy je ozdabiać, z kolei w weekend mam w planie dekorowanie domu na święta. Nie wiem skąd biorę na to wszystko siły, wieczorami padam i nogi wchodzą mi do przysłowiowej du*y, ale jakoś mi z tym dobrze ;) Obiecałam sobie już, że kolejne dni będą bardziej spokojne, że więcej odpocznę, poleżę, aby nacieszyć się ostatnimi wolnymi chwilami. Czy mi to wyjdzie to zobaczymy.

Karolinka po ostatnim kryzysie przedszkolnym ma się już dobrze i w weekend dopytuje kiedy pójdzie do przedszkola, bo nie może się już doczekać. Braciszka też nie może się już doczekać, a ja jak na nią patrzę, to nie mogę uwierzyć, że mam już taką dużą, samodzielną i mądrą córeczkę. Będzie mi bardzo ciężko wytrzymać bez niej te kilka dni w szpitalu.

Sama też nie mogę doczekać się już synka i tak bardzo ubolewam nad tym, że terminu porodu nie da się przewidzieć w 100%, bo ten czas przedświąteczny jest taki wyjątkowy i bardzo mi zależy na tym, aby jak najwięcej tego czasu spędzić właśnie z Karolinką. Chciałabym zobaczyć jak cieszy się z mikołajkowych prezentów, chciałabym być na Jasełkach w przedszkolu, a przede wszystkim chciałabym święta spędzić już w domu. Z ukochanym mężem, córką i malusim synkiem. Mam nadzieję, że te życzenie się spełni, bo tak naprawdę tylko o tym teraz marzę.

Jutro mam wizytę u lekarza, zobaczę czy coś się ruszyło, bo ostatnie skurcze przepowiadające były tak mocne, że zastanawiałam się czy czasami nie zaczyna się poród. I tak jak jeszcze niedawno nie byłam na to wszystko gotowa (niemożliwe, nie? przecież to druga ciąża) tak teraz czuję, że mogę już rodzić. Łóżeczko stoi, przemeblowanie zrobione, wszystko jest już gotowe. Synu, czekamy :)

http://photographedbym.pl
W końcu podjęłam bardzo ważną decyzję odnośnie porodu, a konkretnie szpitalu, w którym mam zamiar rodzić. Karolinkę urodziłam w szpitalu w naszej miejscowości, ale z perspektywy czasu wcale nie jestem zadowolona z tego w jaki sposób pokierowany został mój poród, wiele mam do zarzucenia personelowi i warunkom szpitalnym. Historię mojego pierwszego porodu możecie przeczytać TU. Tak w skrócie napiszę tylko, że niestety w naszym szpitalu zazwyczaj leży się cały poród, podpiętym pod KTG bez możliwości wstania, zmiany pozycji itd. Nie jest to normalne. Nie ma możliwości chodzenia, skakania na piłce, wyboru pozycji do rodzenia. Nie ma znieczulenia, nie ma ochrony krocza, a sala porodowa jest 3 osobowa oddzielona przesuwanymi drzwiami, przez które wszystko słychać. Chyba już wystarczy, prawda? Wydaje mi się, że to wystarczające powody ku temu, aby móc wybrać to co lepsze.

Za radą mojego lekarza i po usłyszeniu opinii koleżanek, które tam rodziły wybrałam szpital w innej miejscowości, do którego mamy godzinę drogi. Wiem, że to kawał drogi, ale mam nadzieję, że uda nam się dojechać na czas, że nie spanikuję i nie stwierdzę, że jednak tam nie jadę oraz że trafię w ten idealny moment i nie zgłoszę się za wcześnie jak to było w pierwszej ciąży. Teraz już wiem jak powinny wyglądać bóle porodowe, więc chyba nie pomylę ich z niczym innym. Oby ;)

Dwa tygodnie temu pojechaliśmy zobaczyć ten szpital, raz w miesiącu można "zwiedzić" porodówkę i gdy zobaczyłam sale porodowe, które są jednoosobowe, dobrze wyposażone, przytulne i nowoczesne, to zapragnęłam rodzić właśnie tam. Tym bardziej, że mam w planie rodzić z jogą. Jeśli wszystko będzie dobrze, poród będzie fizjologiczny to chcę korzystać z metod jogi, które opisuje książka "Joga na czas ciąży i porodu" Dorothy Guerra, która jest instruktorką jogi i doulą. Nawet jeśli wcześniej nie trenowałyście jogi, a chcecie urodzić naturalnie, to polecam tę książkę. Zobaczycie w jakich pozycjach ból jest mniejszy, jakie pozycje sprawią, że poród zacznie postępować szybciej i co sprawi, że poczujecie się lepiej. Jestem bardzo ciekawa czy uda mi się w tym całym porodowym zamieszaniu zastosować się do tych zasad i z pewnością Wam później wszystko opiszę.

https://www.ceneo.pl/30375789

Poza tym spakowałam w końcu torbę do porodu. Musiałam to bardzo poważnie przemyśleć, bo ze względu na odległość nie będę mogła prosić męża o to, aby "skoczył szybko" po coś do domu. Ale też nie wymyślałam za bardzo i spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy. Każdy szpital powinien mieć na swojej stronie listę rzeczy potrzebnych do i po porodzie, ale zaraz zamieszczę Wam swoją listę.
  1. Karta ciąży
  2. Karty informacyjne z poprzednich pobytów szpitalnych
  3. Aktualne wyniki badań
  4. NIP pracodawcy
  5. Wynik posiewu z przedsionka pochwy i odbytu w kierunku paciorkowców B - hemolizujących wykonanego po 35 tygodniu ciąży
  6. Wynik badania grupy krwi i Rh (oryginał)
  7. Dowód osobisty
  8. Kilka koszul na zmianę (niewskazane są piżamy)
  9. Środki do higieny własnej
  10. Kubek,  sztućce
  11. Podpaski
  12. Szlafrok i kapcie 

Jutro rozpoczyna mi się 35 tydzień ciąży. Zaczęłam więc już takie konkretne przygotowania. Kupiłam pampersy, różne artykuły higieniczne i już większość rzeczy chyba mam. Chociaż jak to napisałam, to muszę się jeszcze raz zastanowić, aby nic nie pominąć. Łóżeczko zamówione, czekamy aż przyślą. Wybraliśmy białe bukowe, takie najprostsze w sumie. Samopoczucie nadal mam bardzo dobre, joga cały czas mi towarzyszy i żadne ciążowe dolegliwości typowe dla trzeciego trymestru mnie nie męczą. Jedynie wieczorami jest mi ciężko i czasem nie mogę sobie znaleźć miejsca, a w nocy ze spaniem bywa różnie, bo wybudzam się kilka razy na sikanie. Ogólnie nie jest źle ;)

Mieliśmy też sesję ciążową. Niestety pogoda nie bardzo nam sprzyjała, ale i tak zdjęcia wyszły piękne i z pewnością będziecie mogli je zobaczyć między innymi na moim Instagramie. Za obiektywem oczywiście stanęła moja przyjaciółka Magda, której w kwestii zdjęć mogę zawsze zaufać, bo zawsze wychodzą przepiękne http://photographedbym.pl/

http://photographedbym.pl/
Postanowiłam, że na tym etapie spokojnie mogę już porównać do siebie obie ciąże. Więc po kolei.

Dolegliwości ciążowe:
W ciąży z Karolinką w pierwszym trymestrze męczyły mnie mdłości, ale raczej nie wymiotowałam. Ciągle chciało mi się spać i zdarzało się, że ucinałam sobie po południowe drzemki, a o 22:00 już dawno spałam. Pod koniec ciąży puchły mi nogi i stopy, ale może to też dlatego, że pod koniec maja były naprawdę gorące dni. Tym razem od jakiegoś 7-8 tygodnia cierpiałam strasznie, nie dość, że mdłości, to jeszcze wymioty strasznie mnie wymęczyły. Wymiotowałam praktycznie po wszystkim, po słodkim i słonym. Nic mi nie pomagało i w pewnym momencie zwróciłam się o pomoc do lekarza, aby coś zaradził lekami, ale ostatecznie recepty nie wykupiłam, bo to był jakoś 12 tydzień i po wejściu w 2 trymestr ciąży wymioty i mdłości całkiem minęły. Jednak pierwszych tygodni nie wspominam miło, bo te wymioty były bardzo uciążliwe. Poza tym innych dolegliwości nie miałam. I do dziś w sumie nie mam. Nie bolą mnie plecy, nie mam zgagi, wszystko jest super i mój ginekolog śmieje się, że jeśli zechciałabym zwolnienie, to nie wiedziałby co na nim napisać, tak dobrze leci mi ta ciąża. Czasem zdarzają mi się zaparcia, ale mam na to swoje sposoby. Wystarczy pilnować dietę i wszystko powinno być ok.

Samopoczucie:
W ciąży z Karolinką w pewnym momencie samopoczucie znacznie mi się pogorszyło jak dowiedziałam się, że nie wszystko mogę robić, że muszę się oszczędzać i jak najwięcej odpoczywać. Karolcia trochę za szybko zaczęła się pchać i dlatego musiałam na siebie uważać. Pamiętam, że nie miałam też tyle energii co teraz. Dużo spałam (ale to może dlatego, że mogłam, bo przecież nie miałam dziecka), szybko zaczęłam się męczyć. Teraz jest całkiem inaczej. Przez pierwsze miesiące jeździłam na rowerze, do teraz joguję, energii (jak na końcówkę ciąży) mam naprawdę dużo, czuję się naprawdę super. Oczywiście, zdarzają się gorsze dni, ale z nimi się liczę. Hormony niekiedy dają o sobie znać i wtedy nic mi się nie chce, jestem zła na cały świat i naprawdę jest mi z tym ciężko. Nawet jakiś czas temu miałam taki gorszy czas, ale na szczęście już minął.

Waga i wygląd:
Ciążę z Karolcią zaczynałam z wagą 56 kg i przybrałam naprawdę dużo, bo w 37 tygodniu ważyłam 72 kg i później już przestałam liczyć. Zmieniłam się na twarzy, mam wrażenie, że byłam opuchnięta, a brzuch był przeogromny i jednak całkiem inny niż teraz. Teraz mam taką piłkę i poza brzuchem nie widać różnicy. Owszem poszerzyły mi się trochę biodra, ale jeszcze do niedawna, wiele osób nie zauważało, że jestem w ciąży. Ciążę z synkiem zaczęłam z wagą 55 kg, przy czym przez wymioty zgubiłam 1,5 kg i w 10 tygodniu ważyłam 53,5 kg. Aktualnie w 35 tygodniu ważę niecałe 65 kg, więc to dla mnie świetny wynik. Nie zmieniłam się na twarzy, nie mam obrzęków, dopiero niedawno zaczęłam odczuwać ciężar brzucha i o wiele dłużej byłam sprawniejsza niż w ciąży z córką. Myślę, że głównie jest to spowodowane tym, że jestem ciągle aktywna, że ćwiczę jogę. To na pewno daje bardzo dużo. Dlatego zachęcam Was, jeśli możecie to bądźcie aktywne również w ciąży.

Ruchy dziecka:
Z Karolcią takie konkretne ruchy poczułam jakoś w 22-23 tygodniu. Teraz było to o wiele wcześniej, bo w 18 tygodniu już czułam ruchy naszego synka. Nie pamiętam za bardzo jak ruszała się Karolcia, ale na pewno mniej niż teraz synuś. Jego kopniaki bywają naprawdę bolesne, a nie pamiętam, żeby wtedy też tak było.

Zachcianki:
Mój ulubiony temat, bo tak naprawdę w ciąży z Karolinką jakoś specjalnie nie miałam zachcianek i śmiałam się, że to jedna wielka ściema. Ciągnęło mnie trochę do słodkiego, szczególnie pokochałam wtedy lody i miałam czasem napad na sok z pomarańczy. Ale żeby były to jakieś dziwne zachcianki, bez których ciężko żyć to nie. Zmieniło się jedynie to, że polubiłam rosół, za którym wcześniej nie przepadałam. Natomiast teraz co jakiś czas mam na coś zachciankę i są to rzeczy niestety niekoniecznie zdrowe, których na co dzień nie jadamy. W pierwszych miesiącach strasznie chciało mi się pasztetowej. Walczyłam z tym kilka tygodni, w końcu się złamałam. Była też zachcianka na konserwę, taką klasyczną tyrolską. W pierwszych tygodniach miałam też odrzut od warzyw, tak jak jem ich naprawdę sporo, to nie mogłam się zmusić, aby zjeść coś zdrowego. Nie wiem z czego to wynika. Za to bardzo smakowały mi tosty z wyskakującego tostera ;) i mogłam je jeść codziennie. Odrzuciło mnie też całkiem od zielonej herbaty, a przez pierwsze miesiące od każdej herbaty i kawy, więc początkowo praktycznie piłam tylko wodę. Ale od 2 trymestru wróciłam do kawy i powoli do herbat. Aktualnie bardzo lubię miętową i pijam jedną filiżankę dziennie, bo chyba więcej w ciąży się nie zaleca. Przez całą tą ciążę mam ochotę na ciężkie sosy mięsne, zupy gulaszowe, pierogi, kopytka. Mogłabym jeść takie rzeczy na okrągło. Do słodkiego raczej mnie nie ciągnie. Ale od jakiegoś czasu strasznie polubiłam suche płatki kukurydziane, koniecznie z firmy Lubella. Nie mogę się oprzeć i codziennie podjadam sobie je w ciągu dnia. Jak teraz o tym piszę, to muszę przerwać i po nie iść, bo nie wytrzymam :)

Jak widzicie dwie całkiem różne ciąże. Nie wiem czy to moje podejście, męskie hormony czy może jeszcze coś innego. A jak było w Waszym przypadku? Podzielcie się swoimi doświadczeniami, z chęcią poczytam :)


Dziś będzie kontynuacja postu wyprawkowego. Pokażę Wam na co zdecydowałam się tym razem. Będą to rzeczy, których nie miałam przy Karolci z różnych względów. W szczególności finansowych, bo były ważniejsze rzeczy do kupienia, takie jak wózek, fotelik samochodowy. Tym razem droższe rzeczy mamy kupione, więc mogę pozwolić sobie na więcej.

1. Szumiacy Miś Wishbear. Myślę, że większość mam zna tego misia. Nie wiem czemu nie miałam go przy Karolci, która uwielbiała spać przy białym szumie. Uspokajał ją dźwięk odkurzacza, okapu, suszarki, wszystkiego co szumiało. Ściągnęłam aplikację na telefon, która imitowała dźwięk suszarki i tak sobie radziłyśmy, ale wiadomo, że z telefonu też trzeba czasem korzystać, bateria się wyczerpuje i w ogóle na dłuższą metę to kiepskie rozwiązanie. Dlatego Szumiacy Miś Wishbear przydałby się wtedy idealnie. Dlatego nawet nie zastanawiałam się nad jego zakupem i uznałam, że musimy go mieć. Mam wersję podstawową, bez sensoru płaczu (uznałam, że i tak będę musiała podejść do dziecka, gdy zapłacze, więc byłby on niepotrzebny). Z pewnością dam Wam znać czy Miś się sprawdził czy też nie. Ale przy wszystkich tego rodzaju gadżetach trzeba pamiętać, że bardzo dużo zależy od naszego maleństwa, które nie wszystko musi akceptować.



2. Nosidełko ergonomiczne Lenny Lamb. Po Karolci mam chustę Little Frog, którą uwielbiam. Jestem jej dużą fanką (K. też była) i mam nadzieję, że synek również będzie się w niej dobrze czuł. Po co mi więc nosidełko? Przede wszystkim z wygody. Zamotanie w chustę wymaga czasu, a czasem potrzebujemy dziecko włożyć już teraz natychmiast. Wtedy nosidło jest idealne. Poza tym nie do końca dobrze opanowałam wiązanie na plecach (ale mam w planach je udoskonalić), więc w tym wypadku nosidło będzie rozwiązaniem idealnym. Dodatkowo mąż będzie mógł nosić synka, bo niestety w chuście nie czuł się komfortowo. Nosidełka mam zamiar zacząć używać, gdy maluch zacznie sam siadać. Wcześniej nie ma to sensu i najlepszym rozwiązaniem dla małego niemowlaka jest chusta. Pewnie za jakiś rok, a może wcześniej zobaczycie na blogu obszerną recenzję z użytkowania nosidełka. Mam nadzieję, że również się sprawdzi.

3. Kołyska. Przy pierwszym dziecku jakoś w ogóle nie myślałam o kołysce. Teraz trochę zmusiła nas do tego sytuacja mieszkaniowa, ponieważ jedno łóżeczko musimy mieć w sypialni na górze, a drugie na dzień na dole. Wiem, że może okazać się, że syn będzie niełóżeczkowy (oby nie! Karolcia była taka pół na pół), ale na coś musieliśmy się zdecydować. Wymyśliłam, że kołyskę będę miała na dzień. Zajmuje mniej miejsca i przypomina trochę gondole, więc mam nadzieje, że będzie przytulna. A łóżeczko standardowo będzie w sypialni. Muszę podać Wam linka do strony producenta kołyski, którą wybraliśmy, bo wyprałam materiały, z których jest zrobiona (kupiliśmy używaną) i mam ją ciągle nie złożoną, aby się nie kurzyła. Tu możecie zobaczyć jaki mamy wzór i jak ona wygląda. Możecie też nieco więcej o niej przeczytać. To nie taka zwykła drewniana kołyska. Ma wibracje, światełka, melodyjki i jak dla mnie jest o wiele fajniejsza niż zwykła. Obym się nie myliła ;) http://www.millymally.pl/pl/oferta/x/p/16/sweet-melody/cream.html
Jej recenzja po użytkowaniu również się pojawi.

4. Łóżeczko. Wybraliśmy najprostsze ze szczebelkami, białe z drewna bukowego. Nie pokażę Wam jakie, bo jeszcze nie jest kupione. Póki co zakup jest w planach ;) Ale jakoś nie możemy się do tego zabrać. Gdy już będzie stało, z piękną pościelą to z pewnością je Wam pokażę :) Co do materaca, to tym razem kupiłam materac piankowy z Ikei. Przy Karolci miałam gryka-pianka-kokos. Nie powiem, sprawdzał się, ale wydaje mi się, że jednak był za twardy. Wiem, że powinien być twardy, ale ta pianka też jest dobra. Nie jest miękka, jest w sam raz. Zresztą chwalę sobie ikeowskie materace, a w końcu to zakup na ok. 2 lata, więc powinien wystarczyć. Och, jeszcze żeby syn chciał spać w łóżeczku ;)

Tu możecie poczytać o wcześniejszym wyborze łóżeczka http://bedemamusia.blogspot.com/2014/01/przed-nami-ciezki-wybor-czyli-zakup.html i materaca http://bedemamusia.blogspot.com/2014/01/wybor-materaca-do-ozeczka.html

5. Otulacze. Też nie miałam przy Karolci, a teraz z perspektywy czasu uważam, że to bardzo ważna rzeczy na początku. Najczęściej dziecko lubi być ściśle owinięte, bo sprawia to wrażenie jakby nadal było w brzuchu mamy. Karolinka bardzo lubiła być otulana i otulałam ją kocykiem, ale tylko dlatego, że nie zdawałam sobie sprawy z tego, że są takie specjalne otulacze. Dla synka mam dwa. Jeden z firmy Wishbear tu odeślę Was do strony producenta, bo ciężko będzie mi pokazać go na zdjęciu http://whisbear.pl/sklep/szczegoly/otulacz-whisbear-cienki-turkus-11/wszystkie Mam też taki zapinany na zamek, nie wiem jakiej firmy, bo dostałam go od koleżanki. Ale wygląda on tak.

A jak wyglądała Wasza wyprawka w drugiej ciąży? A może polecicie mi coś bez czego nie wyobrażacie sobie pierwszych miesięcy z niemowlakiem?
Zapomniałam już jakie te ciuszki są malutkie
Dziś będzie o wyprawce w drugiej ciąży, której kompletowanie znacznie różni się od tej pierwszej. Zakładam z góry, że planujemy drugie dziecko i odkładamy rzeczy po pierwszym, oczywiście te sprawdzone. Bo jeśli pozbędziemy się wszystkiego po pierwszym dziecku to od nowa będzie czekało nas kompletowanie wszystkiego od zera. Czy to takie fajne? I tak i nie. Z jednej strony fajnie jest mieć wszystko nowe i od nowa zacząć planować, a z drugiej jakoś nie mam parcia teraz na ta wyprawkę. Po prostu nie mam czasu, ciąża leci za szybko i cieszę się, że nie muszę stawać przed pewnymi wyborami na nowo, bo już wiem co i jak. Jak pomyślę sobie, że musiałabym od nowa zastanawiać się nad tym wszystkim, to głowa boli. Ale podejrzewam, że są osoby, które to lubią :)

Nim brzuch zasłoni cały świat ;)
U nas sytuacja była jasna, chcieliśmy rodzeństwo dla Karolci, a różnica wieku jaką chcieliśmy mieć to 3-4 lata. Udało się idealnie, różnica będzie wynosić 3,5 roku :) Z tego też względu zostawiałam po Karolince wszystkie ubranka, akcesoria, wózek, fotelik. Jedyne co sprzedaliśmy to łóżeczko, bo nie było już na nie miejsca, a i zmienił nam się gust i chcieliśmy mieć inne. Myślę, że gdybym planowała większą różnicę wieku, to pewnie zamiast gromadzić wszystkie rzeczy stopniowo bym je sprzedawała. Teraz, gdy synek się urodzi mam zamiar na bieżąco wszystko sprzedawać, żeby nie tonąć w masie ciuszków i bobasowych zabawek. Bo później zrobić z tym wszystkim porządek jest naprawdę ciężko.

Tak więc to co zostawiłam i czego nie będę musiała kupować to wózek, fotelik, bujaczek, przewijak na łóżeczko, wanienka i chusta. To z takich rzeczy większych, które akurat przychodzą mi do głowy. Wszystkie macie podlinkowane, wystarczy kliknąć i zostaniecie przeniesieni do postów właśnie na ten temat.

Podlinkuje Wam jeszcze dwa posty w temacie wyprawki, które warto przeczytać.
Mój subiektywny przegląd rzeczy wyprawkowych zbędnych i niezbędnych
Sprawdzona piątka, czyli to co bardzo polecam 

Wracając do tematu. Jako, że teraz będzie syn musiałam uzupełnić mu prawie od zera garderobę. Aczkolwiek czasem kupowałam dla Karolci rzeczy uni lub nawet z działu chłopięcego i uzbierało się tego nawet całkiem sporo. Nie sądziłam, że aż tyle. Ale że będzie to dziecko zimowe, a Karolcia letnie, to musiałam się zaopatrzyć w całkiem inne rzeczy, których przy córce nie potrzebowałam. Ciepłe pajace, kombinezony, śpiworki. Przy kompletowaniu ciuszków postawiłam na wygodę, wiem już z doświadczenia co się sprawdza, więc w komodzie mam dużo różnych body, pajacyków, miękkich spodenek, śpioszków. W pierwszych tygodniach życia takie zestawy w zupełności wystarczą. To nie rewia mody i dziecku, które praktycznie większość dnia leży i przesypia (daj Boże ;)) ma być wygodnie. Nie kuśmy się więc na te malusieńkie słodkie jeansy ;)

Póki co przygotowania do powitania synka wydają mi się być nieco opóźnione. Tak jak przy córce miałam wszystko wcześniej zaplanowane, uszykowane, tak teraz dopiero powoli się do tego zbieram. Najważniejsze jednak, czyli wypranie i ułożenie ciuszków w komodzie już za mną (tym razem prasowanie odpuściłam, bo po prostu tego nie lubię). Wyprałam też różne elementy wózka, fotelika, bujaczka. Wyciągnęłam z piwnicy różne akcesoria, które zostały po Karolci, laktator, jakieś nieużywane butelki (aczkolwiek wierzę, że się nie przydadzą) czy też wkładki laktacyjne, których nie wykorzystałam. 

Można powiedzieć, że coś tam już uszykowane jest ;) pozostała tylko kwestia łóżeczka i innych gadżetów, które zachciała mieć, ale o tym w kolejnym poście :)

A na koniec coś jeszcze, bo mi się przypomniało. Widziałyście jaką piękną serię produktów dla niemowlaków wypuścił ostatnio jeden z dyskontów? Reklamy nie robię, kto rozpozna ten będzie wiedział o jaki sklep mi chodzi. W ofercie były ręczniki z kapturkiem, pieluszki, ubranka, a także coś dla mam staniki do karmienia i bielizna. Nie pamiętam co jeszcze, bo było to dość dawno, ale oferta była naprawdę spora. Skusiłam się na stanik do karmienia, który jest naprawdę wygodny i przede wszystkim ładny. Myślę, że się sprawdzi. Dla synka zaś wzięłam ręcznik kąpielowy z kapturkiem, bo tego nigdy za wiele. Jest miękki, 100% organicznej bawełny. Lubię takie produkty, a jeszcze jak są w ten sposób zapakowane, to od razu jestem kupiona ;)




W czwartek zaczynam 32 tydzień ciąży, a że dawno nic na ten temat nie aktualizowałam, to postanowiłam napisać w skrócie co ciążowego aktualnie się dzieje. Czasu mam niewiele, bo Karolinka ma jakiś kryzys i musiałam ją dziś szybciej odebrać z przedszkola, ale mam nadzieję, że to przejściowe i że szybko o tym zapomnimy.

Przez to, że ostatnio trochę chorowała, byliśmy na wyjeździe i miałam sporo spraw do załatwiania odpuściłam zajęcia jogi z trenerem i ćwiczyłam jedynie w domu. Ale wiadomo, to nie to samo. W szczególności przy dziecku. Niestety, braki od razu zaczęło być widać. Plecy dały się we znaki, zaczęłam szybciej się męczyć i ogólnie samopoczucie znacznie mi się pogorszyło. Mam nadzieję, że w tym tygodniu znów zacznę normalne treningi, bo dzięki temu o wiele lepiej znoszę ciążę i ten trochę cięższy trzeci trymestr.

Muszę powiedzieć, że ogólnie nie jest źle, chociaż już brzuch powoli zaczyna mi ciążyć, mimo że jest mniejszy niż w poprzedniej ciąży. Szczególnie trudne bywają wieczory, gdy po całym dniu nie mogę sobie znaleźć miejsca, bo i na jednym boku i na drugim jest niewygodnie.Całe szczęście nie męczy mnie zgaga, nie puchnę, więc jest dobrze, ale bywają dni, że przez ciążowe hormony mam dość. Mam dość tego, że łapię zadyszki na schodach, że kopniaki synka są strasznie bolesne i że sikam na potęgę, szczególnie w nocy. Że nie mogę się normalnie wydepilować, bo po pierwsze brzuch zasłania mi sporo, a po drugie namęczę się przy tym jak po jakiejś górskiej wspinaczce. Że nie mogę normalnie pomalować i obciąć paznokci u stóp. Że coś bym zjadła, ale w sumie nie wiem co. Że się nie wysypiam, bo mi niewygodnie. Że każda zmiana pozycji sprawia mi problem. I bywają dni, że zbiera się tego tak dużo. Ale to normalne. Ciąża to wahania nastrojów i jazda bez trzymanki. Nie męczę Was dalej narzekaniami, bo obiad sam się nie zrobi.

Na koniec dodam, że nadal nie mamy wybranego imienia, z tym również ciężko. Ale powoli przymierzam się do kompletowania wyprawki, więc na dniach post o tym właśnie pojawi się na blogu. Wypatrujcie :)
Ten post powinien pojawić się w zasadzie już dawno, ale jak to się mówi, lepiej późno niż wcale. Jeśli obserwujecie mnie na Instagramie (@kolorlova) i czytacie w miarę regularnie mojego bloga, wiecie, że rok temu zaczęłam przygodę z jogą. Początkowo traktowałam to jako ćwiczenia, które mają służyć mojemu zdrowiu i poprawić kondycję fizyczną po ciąży, ale z czasem joga stała się jednak czymś więcej. Nie sądziłam, że tak skradnie moje serce i być może stanie się kiedyś sposobem na życie.

http://photographedbym.pl/
Po jodze czułam się doskonale, ćwiczyłam dwa razy w tygodniu z trenerem + dodatkowo w domu. Zaopatrzyłam się we własną matę i inne akcesoria. Aczkolwiek mata wymaga już wymiany ;) bo początkowo, nie wiedząc, że będzie to dłuższa przygoda, kupiłam zwykłą matę do jogi w biedronce. I jeśli zaczynacie dopiero ćwiczyć, to nie musicie od razu wydawać fortuny, na początek coś takiego też się sprawdzi. Po jakimś czasie kupiłam kostki i pasek, ale to wcale nie jest konieczne. Bez tego też dacie radę. Jeśli jednak chcecie spróbować jogi, idźcie na zajęcia z instruktorem, nie zaczynajcie praktyki w domu, bo po pierwsze, asany (czyli pozycje w jodze) muszą być wykonane poprawnie, aby przyniosły efekt, a po drugie, sami możecie szybko się zrazić.

http://photographedbym.pl/
Ćwicząc jogę i wchodząc w jej głąb, przyznam się wam szczerze, że bałam się tego, jak to będzie z moją aktywnością jak zajdę w ciążę. Nie chciałam stracić tego, co osiągnęłam. Nie chciałam przestać się ruszać, bo zaszłam w ciążę. Chciałam kontynuować ćwiczenia, ale nie do końca wiedziałam czy będę mogła. Przecież w pierwszej ciąży musiałam dużo odpoczywać, więc bałam się, że teraz też może mnie to spotkać.

http://photographedbym.pl/
Postanowiłam pogadać z trenerem, poszukać różnych publikacji na temat jogi w ciąży i wtedy się uspokoiłam. To jedna z najlepszych aktywności fizycznych dla kobiet w ciąży. Tego się nie spodziewałam i bardzo się z tego faktu ucieszyłam. Całe szczęście ciąża przebiega bez problemowo od samego początku, więc nic nie stało na przeszkodzie, aby nadal ją praktykować.

Początkowo przez mdłości i wymioty szło to może trochę bardziej opornie, ale z czasem znalazłam asany, które pomagały mi częściowo zwalczyć nudności. Bywały dni lepsze i gorsze, kiedy zmęczenie dawało się we znaki, ale szybko znalazłam przyczynę. Trening popołudniowo-wieczorny zamieniłam na poranny, a dokładnie na godzinę 10-11, kiedy to mam najwięcej energii. Zmieniłam też częstotliwość ćwiczeń pozostając przy dwóch jogowaniach w tygodniu po 1,5 godziny.

Jutro zaczynam 30 tydzień ciąży i mam wrażenie, że to joga sprawia, że tak rewelacyjnie się czuję. Owszem, wieczorami przychodzi zmęczenie, brzuch trochę zaczyna ciążyć, ale w ciągu dnia nie jest źle. Nie odczuwam bólów pleców, miednicy. Nic mnie nie ciągnie i nie strzyka. Przez tydzień miałam jedynie problem z kolanem, ale to już moja wina, bo po prostu je przeciążyłam. Ciąża + chwila nieuwagi przy jednym ćwiczeniu i kolano dało o sobie znać. Mam aktualnie jedne zajęcia w klubie, a resztę robię w domu. Nie chodzę na specjalne zajęcia dla kobiet w ciąży, ćwiczę to co wszyscy, pomijając mocne skręty i mięśnie brzucha. Oczywiście asany dostosowuję do swoich możliwości, które o dziwo są całkiem spore ;)

http://photographedbym.pl/
 Mam nadzieję, że dotrwacie do końca, bo nieco się rozpisałam.

W jodze w ciąży nie jest ważne to czy ćwiczyłyście przed ciążą, czy też nie. Aczkolwiek owszem, wcześniejszy trening będzie na pewno dodatkowym atutem, ponieważ wasze ciało będzie przygotowane na wysiłek, rozciąganie i odpowiedni oddech. Jeśli zaś ćwiczyłyście przed ciążą, a przebiega ona dobrze, ćwiczcie dalej bez obaw. Kobiety, które przed ciążą nie ćwiczyły, a chcą zacząć powinny wybrać się na zajęcia przeznaczone dla kobiet w ciąży, aby nie brać na siebie zbyt dużego wysiłku. Pamiętajcie, aby wszystko konsultować ze swoim ginekologiem!

Możecie też wspomóc się literaturą. Pokażę wam trzy książki, które moim zdaniem są bardzo rzeczowe i przydatne.




W tej książce "Joga na czas ciąży i porodu" duży nacisk kładzie się na jogowy poród. To znaczy, że przedstawione w niej pozycje mają wam ułatwić poród i pomóc przez niego przejść z mniejszym bólem. Jestem bardzo ciekawa jak się u mnie to sprawdzi, mam zamiar tak właśnie rodzić, a co z tego wyjdzie w praktyce to zobaczymy :) z pewnością napiszę wam o tym na blogu. Książka super, ma wiele ważnych pozycji, pokazuje też aspekt duchowy, naprawdę polecam. 




 "Joga dla kobiet w ciąży" to krótka książka, z której dowiecie się jakie korzyści płyną z praktyki jogi w ciąży, jakie są zalecenia i wskazówki dla kobiet w ciąży i zobaczycie jakie asany najlepiej w tym czasie praktykować. Też warto po nią sięgnąć.



Na koniec książka, która nie jest o jodze w ciąży, a o jodze dla każdego, chociaż jest typowo kobieca, ponieważ zawiera informacje o tym, jakie asany możecie wykonywać w ciąży, a jakie są zabronione, a także jakich asan lepiej nie wykonywać mając miesiączkę. Jak dla mnie książka super. Pozycje przedstawione i opisane w sposób czytelny, bardzo rzetelny i ciekawy wstęp. Pozycja obowiązkowa :)

Sesję jogową w 15, a może 17 tygodniu ciąży (już nie pamiętam :)) wykonała dla mnie moja przyjaciółka, której zdjęcia możecie zobaczyć tu http://photographedbym.pl/

Dziś pokażę Wam kilka książeczek, które pomogą dziecku w zrozumieniu nowej sytuacji, jaką jest pojawienie się rodzeństwa. Dla wielu dzieci to sytuacja stresująca, niezrozumiała (szczególnie dla tych bardzo małych), a przede wszystkim nowa. A wiele dzieci nie lubi zmian, dlatego warto je do nich przyzwyczaić.

Wiem z opowiadań, że bywa różnie. Nie raz dzieci tak jakby "cofają się", też chcą być dzidziusiem, bywają zazdrosne i różnie tę zazdrość okazują. Bądźmy dla nich wyrozumiali, ale przede wszystkim dużo z nimi na ten temat rozmawiajmy. Wiadomo, inaczej będzie zachowywał się dwulatek, gdy na świecie pojawi się brat lub siostra, a inaczej pięciolatek. Nie ma w tym żadnej reguły, wszystko zależy od dziecka, od jego charakteru, ale też po części od nas - w jaki sposób dziecko na to przygotujemy.

Pomocne mogą się okazać książeczki. Wybrałam dla Was ulubione książki Karolci. O rodzeństwie znajdziecie na pewno jeszcze wiele innych, ja skupię się na tych, które nam przypadły do gustu.

Marysia jest starszą siostrzyczką. Znacie serię książeczek o Misi Marysi? To jedne z ulubionych mojej córy. Zaraz po Kici Koci, a może nawet na równi z nią. Misia Marysia ma różne przygody, bardzo fajnie opisane i zilustrowane. Naprawdę polecam Wam tę serię. Nie mogło oczywiście zabraknąć części o rodzeństwie, która jest naprawdę dobrze opisana.





Kicia Kocia ma braciszka Nunusia. W zestawieniu nie mogło oczywiście zabraknąć Kici Koci. Początkowo Kicia Kocia nie może się doczekać, szykuje z babcią rzeczy dla braciszka. Jednak później staje się zazdrosna, bo mama ciągle zajmuje się Nunusiem. Świetna opowieść, taka prawdziwa. Kicia Kocia obawia się nawet czy mama ją kocha. Dzieci też borykają się czasem z takimi rozterkami.





Tupcio Chrupcio. Mam rodzeństwo. Znacie? Tupcio Chrupcio też jest bardzo lubiany przez Karolinkę, ale jest bardzo specyficzny, bo maruda z niego i zazwyczaj coś mu się nie podoba. Ale które dziecko nie ma czasem gorszych dni? Książeczka pokazuje, że nie zawsze możemy mieć to, o czym marzymy. Tupcio chce mieć brata, a tu niespodzianka, rodzi mu się siostra.





Obrazki dla maluchów. Czekamy na dzidziusia. Nie wiem jak u Was, ale u nas Obrazki dla Maluchów też są chętnie czytane i oglądane. Te książeczki śmiało możecie kupić młodszym dzieciom, bo mają twardą oprawę i twarde strony. Poza tym więcej obrazków niż tekstu. Akurat w tej książce opisana jest cała ciąża, to jak powstaje dziecko, a nawet sposób w jaki się rodzi. Naprawdę godna polecenia.


Wybaczcie, że 2 zdjęcia są w te stronę, ale złośliwość rzeczy martwych nie pozwala mi ich obrócić



Basia i nowy braciszek. Po książki o Basi też chętnie sięgamy, ale są one przeznaczone dla dzieci w wieku przedszkolnym, bo jest w nich dużo tekstu. Poza tym sama Basia jest przedszkolakiem i jej rozterki pasują właśnie do tego wieku. Nie mam zdjęcia, ponieważ nie posiadamy tej książki, a jedynie pożyczałyśmy z biblioteki, ale jeśli jesteście ciekawe to odnoszę TU.

Zuzia i nowy dzidziuś. To książeczka również dla przedszkolaków, ale czytałyśmy ją z Karolcią jakiś czas temu i się przyjęła, więc chyba nie ma reguły ;) Pożyczałyśmy z biblioteki, więc nie mam zdjęć, ale możecie ją zobaczyć TU.

Jestem ciekawa jak to będzie u nas. Karolcia jak tylko zaczęła mówić to głównym tematem było "mamo chciałabym mieć braciszka". Trochę musiała na niego zaczekać, ale myślę, że jest teraz na idealnym etapie jeśli chodzi o posiadanie rodzeństwa. Różnica między dziećmi będzie wynosić 3,5 roku, więc jak dla mnie akurat.

A jak było u Was podwójne mamy? Jak przygotowujecie lub przygotowałyście dziecko na rodzeństwo? Jaką macie różnice wieku między dziećmi?
Będąc na początku tej drugiej ciąży myślałam, że co tydzień będę dodawać posta o rozwoju ciąży. Jak bardzo się myliłam! Ta ciąża pędzi jak szalona! Przecież to już początek 3 trymestru... Lada moment będę rodzić... I to mnie przeraża! Tak serio, serio. Nie dlatego, że obawiam się porodu, wiem, że jak przyjdzie ten moment to organizm będzie pod takim działaniem hormonów, że wszystko będzie szło swoim rytmem, a ja będę miała po prostu zadanie do wykonania, którym będzie po prostu urodzić ;)

2 trymestr zniosłam rewelacyjnie, nie czułam praktycznie żadnych typowych ciążowych dolegliwości. Rano, czuję się, jakbym w ogóle nie była w ciąży, czuję się taka lekka. Gorzej jest po południu i wieczorem, kiedy brzuch trochę zaczyna ciążyć, ale staram się na to nie narzekać i jeśli tylko mogę to po prostu wieczorem już odpoczywam, a do południa robię rzeczy, które wymagają ode mnie większych pokładów energii.

W archiwum bloga znalazłam post o ciążowych dolegliwościach 3 trymestru, możecie tam zobaczyć najczęstsze zmory końcówki ciąży. Póki co nie mam na co narzekać, aczkolwiek od jakiegoś już czasu mam problem z zasypianiem. Pamiętam, że w pierwszej ciąży zasypiałam bardzo wcześnie, jak tylko przyłożyłam głowę do poduszki. A teraz zanim zasnę kręcę się, wiercę, idę po kilka razy siku... A w nocy jak się przebudzę też ciężko mi ponownie zasnąć, a wiadomo, że się przebudzę, bo przecież siku. Z tym sikaniem to właśnie najgorzej, w nocy potrafię wstawać po 3 razy! Przed snem to samo, latam ciągle do toalety... Uciążliwe, ale wolę to niż zgagę ;)

Poza tym jedna z ważniejszych kwestii nie pojawiła się jeszcze na blogu. A mianowicie płeć dziecka :) kto mnie śledzi na Instagramie, być może wie, że będzie chłopiec :) Już na pierwszym USG prenatalnym były przesłanki, że to właśnie syn. Ja też tak się od początku czułam, czułam, że noszę synka. A w poprzedniej ciąży, mimo że dowiedzieliśmy się dopiero w 32 tygodniu, od początku czułam, że będzie dziewczynka. Jednak mama wie najlepiej ;) Tak więc już wielokrotnie mieliśmy potwierdzenie, że będziemy mieć synka. Musiałam wymienić prawie całą garderobę, aczkolwiek trochę ciuszków kupowałam chłopięcych, a część uniwersalnych, więc nawet coś tam się uzbierało. Ale o wyprawce w drugiej ciąży napiszę w osobnym poście.

Póki co myślimy intensywnie nad imieniem i mamy problem, bo niby jakieś typy są, ale nie ma tego jednego, które by nam się podobało. Zdania są podzielone, a i zdanie 3,5 latki trzeba też wziąć pod uwagę ;) Także myślimy intensywnie!
Mówi się, że to najgorsze badanie ciężarnych. I chyba faktycznie tak jest. W tamtej ciąży miałam dość nietypowe badanie, możecie przeczytać TU i z perspektywy czasu jak na to patrzę, to mój lekarz miał dość specyficzne podejście do niektórych kwestii. Ale o tym może innym razem. Drugą ciążę prowadzi mi już inny lekarz.

Test obciążenia glukozą polega na tym, że kupujecie 75 g glukozy (są jeszcze 50 g, ale to zależy od tego, jaką zleci lekarz) i idziecie z tym do laboratorium. Tam pielęgniarka pobiera wam krew na czczo. Później rozrabia glukozę, musicie ją całą wypić i iść siedzieć godzinę, nigdzie nie chodzić! Aby nie zakłamać wyników. Po godzinie następuje kolejne pobranie. Idziecie siedzieć drugą godzinę i po niej ostatnie pobranie. Nasiedzicie się więc trochę. Warto wziąć dobrą książkę ze sobą ;) i wybrać laboratorium, w którym są wygodne krzesła czy fotele. Samo wypicie glukozy dla większości jest okropne, dlatego możecie wziąć ze sobą cytrynę i wycisnąć z niej sok do tego okropnego napoju. Dzięki temu wypicie jest nawet znośne. Ja bez cytryny z pewnością nie dałabym rady. Podobno w aptece możecie też kupić glukozę o smaku cytrynowym, ale nie wiem jak smakuje.

Test wykonałam tydzień temu w 26 tygodniu ciąży. Powiem szczerze, że nawet nie było tak źle. Glukoza z cytryną była nawet do przełknięcia i owszem było mi po niej niedobrze i trochę słabo, ale myślałam, że będzie gorzej, że będę głodna, a siedzenie tyle czasu będzie bardzo nudne. Glukoza mnie zapchała, więc głodna nie byłam, a dobra książka i internet sprawiły, że czas zleciał mi bardzo szybko. Mogłam spokojnie posiedzieć i nie myśleć o tym, że coś mam do zrobienia ;)

Najważniejsze oczywiście z tego całego testu są wyniki. Mają one określić czy nie cierpimy na cukrzycę ciężarnych. Poniżej przedstawiam normy wg mojego laboratorium.
Na czczo: 70-99 mg/dl
Po 1h: <180 mg/dl
Po 2 h: <140 mg/dl

Nie wiem czy są jakieś dolne normy, dowiem się na wizycie za tydzień, bo moje wyniki są dość niskie i sama nie wiem czy to dobrze czy to źle. Jeśli się dowiem, to zaaktualizuję ten wpis. A wyniki miałam takie: na czczo 74,8, po 1h 72,8, a po 2 godzinach 69,1.

A jak było u Was? Czy dla Was też te badanie było takie ciężkie?


Dziś dzielę się z Wami moim małym osiągnięciem, które dzięki Wam, może stać się jeszcze większe. Jakiś czas temu miałam okazję udzielić wywiadu dla portalu Sukces Jest Kobietą i dla portalu EksMagazyn. Pisałam o tym TU.

Na te zdjęcie możecie głosować :)

Tydzień temu na Facebook'u, a konkretnie na fanpage'u Sukces jest kobietą ruszył plebiscyt na testerkę sukcesu, w którym biorę udział. Do wygrania jest wywiad w książce, dlatego bardzo mi na tym zależy. Zawsze marzyłam o tym, aby część mnie, gdzieś się zapisała.

Na Facebook'u u mnie na profilu i na Sukces jest kobietą znajdziecie moje zdjęcie, na które możecie głosować. A co najważniejsze, też macie szansę na wygraną. Do wygrania są 3 wyjazdy dla dwóch osób do SPA, a także 10 zestawów kosmetyków Amaderm, które ostatnio polecałam Wam na moim Instagramie, więc jest o co walczyć :)  

A oto warunki głosowania.
WARUNKI GŁOSOWANIA: Jeden komentarz pod zdjęciem to jeden punkt. Jedno udostępnienie to jeden punkt. Jedna osoba może więc przysporzyć kandydatce 2 punktów (jedno udostępnienie i jeden komentarz).
WAŻNE: Zdjęcia można komentować i udostępniać dowolną ilość razy, jednak zaliczony zostanie tylko jeden punkt za komentarz od jednego użytkownika i jeden punkt za udostępnienie od jednego użytkownika!
WAŻNE: Jako punkt liczone będą tylko oryginalne komentarze, a nie odpowiedzi na komentarze innych użytkowników.
WAŻNE: Testerki biorące udział w plebiscycie wyłączone są z głosowania. Mogą komentować zdjęcia swoje i innych użytkowniczek oraz udostępniać je dowolną ilość razy, jednak ich komentarze i udostępnienia nie zostaną uznane jako punkty.
DLA GŁOSUJĄCYCH: Czekają na Was aż TRZY pobyty w SPA (https://www.manorhouse.pl/) oraz w najpiękniejszych miejscach w Polsce (http://www.kormoranmierki.pl/) oraz 10 nagród dodatkowych – zestawów kosmetyków marki AMADERM wraz ze skórzanym portfelem (http://amaderm.pl/).
JAK WYGRAĆ NAGRODĘ? Wystarczy w komentarzu pod dowolnym zdjęciem podać swoją oryginalną definicję SUKCESU! Szczęśliwą trzynastkę autorów najciekawszych definicji z przyjemnością nagrodzimy! Komentarze wybierze Redakcja SUKCES JEST KOBIETĄ.
No i oczywiście, trzeba być fanem FB Sukces jest Kobietą
Chyba większość rodziców obawia się przedszkola. Nie dlatego, że dziecko będzie tam same, nie dlatego, że boi się rozstania (a może, może są też tacy), ale przede wszystkim większość martwi się o choroby, które niestety spotykają większość przedszkolaków. "Zobaczysz, pierwszy rok w przedszkolu to będą same choroby", "każde dziecko musi pierwszy rok odchorować", "więcej dni spędzi w domu niż w przedszkolu", "teraz to się dopiero zacznie". Słyszałam takich tekstów jeszcze więcej, wszystkie nacechowane negatywnie. Czy jakiś rodzic posyłający dziecko po raz pierwszy do przedszkola ich nie słyszał? Czy może sam ich nie powtarzał? Powiem szczerze, że denerwuje mnie takie gadanie. Ja lubię myśleć pozytywnie. Myślę, że moje dziecko wcale nie przyniesie z przedszkola każdej możliwej choroby. Myślę, że ma i będzie miało dobrą odporność, którą przecież budujemy od samych narodzin. Myślę, że wszystko będzie dobrze, a katary nie będą nam straszne.

I tak właśnie dopadły nas pierwsze katary. Ale wiecie co, nie zwalam tego na przedszkole, bo wokół wszyscy są przeziębieni. Pogoda nagle diametralnie się zmieniła, a stres spowodowany nową sytuacją też miał tu swoją niewielką rolę w osłabieniu odporności. Póki co opuściliśmy dwa dni, poniedziałek i wtorek, ale nie dlatego, że było bardzo źle. Karolcię wręcz energia rozpierała, ale szkoda mi było dzieci zdrowych. Jednak w środę zaprowadzając Karolinkę do przedszkola zauważyłam, że zakatarzeni są wszyscy! Więc taki nastał czas i po prostu trzeba go przejść. Leczymy się i wspieramy domowymi sposobami (mnie oczywiście też dopadło) i powoli wychodzimy na prostą.

A jakie to są domowe sposoby? Pisałam o nich już kiedyś, więc odsyłam Was do tego posta TU. Do listy zamieszczonej wtedy dodałabym jeszcze czystek, maliny, miód i syrop z mleczy. Poza tym suplementujemy się witaminą D3, której tak bardzo wszystkim brakuje. A Wy jak wzmacniacie odporność u swoich maluchów?


Na koniec coś z zupełnie innej beczki. Kto mnie czyta już długi czas ten wie, że od czasu do czasu brałam udział w Blogosferze Canpol, gdzie blogerki mogły zdobyć produkty Canpol do testowania bądź do organizowania konkursów. Postanowiłam wziąć udział w kolejnej edycji i Was też gorąco zapraszam.
Początkowo myślałam, że poślę Karolcię do przedszkola dopiero jak skończy 4 lata. Chyba dlatego, że uznałam, że będzie wtedy bardziej gotowa niż teraz. Jednak zmieniłam zdanie, gdy zobaczyłam, że w domu to już się nudzi, ja nie mogę jej zapewnić tyle czasu ile bym chciała, a poza tym w grudniu rodzę, więc miło by było, aby do tego czasu zaaklimatyzowała się w przedszkolu, a ja wtedy miałabym kilka godzin tylko dla maluszka. Dlatego postanowiliśmy, że pójdzie od września.

Miałam o tyle łatwiej, że moja mama jest nauczycielem w przedszkolu, do którego Karolcia poszła, więc przez dłuższy czas miała z nim kontakt. Ostatnie pół roku nawet dość częsty, bo gdy tylko jechałam na poranną jogę zostawiałam ją u mamy w grupie. Nie została więc rzucona na głęboką wodę, znała miejsce, znała panie, jadła tam obiady. Jednak co innego iść do babci, a co innego do swojej grupy i pani, której się dobrze nie zna.

Pierwszego dnia nie było tak źle, zostawiłam ją z płaczem, ale szybko się uspokoiła. Cały dzień się nie bawiła, miała problem z integracją, ale jak na nią było naprawdę dobrze. Wczoraj przy zostawianiu był większy płacz, dziś też. Ale wczoraj mówiła, że już trochę się bawiła, rysowała. Ogólnie nie jest źle, bo płacze tylko w chwili jak muszę ją zostawić, później już się uspokaja i co najważniejsze chętnie do przedszkola idzie. A jak wraca to buzia jej się nie zamyka, ciągle gada o przedszkolu, co robiła, co dzieci robiły, co jadła. Bardzo się z tego cieszę, bo bałam się, że może zamknie się w sobie. I nie będzie chciała rano iść.

Póki co zostawiam ją do drzemki, czyli o 12, ponieważ nie widzę sensu, aby spała. Problem polega na tym, że gdy zdarzy jej się przysnąć (naprawdę niezwykle rzadko, ostatnio jak byliśmy na wyjeździe to kimnęła w aucie) to później mam problem z tym, żeby wieczorem ją położyć i chodzi spać o 22-22:30. Tak więc nie uśmiecha mi się coś takiego. Tym bardziej, że teraz pięknie zasypia o 20:00 i bez problemu wstaje koło 7:30, tak, że zdążymy się wyszykować do przedszkola.

Dziwne te pierwsze dni bez niej. Nie mogę sobie miejsca znaleźć i ciągle myślę jak tam sobie radzi. Chyba każda mama przez to przechodzi ;)

A jak jest u Was? Jak Wasze dzieci radzą sobie pierwszy raz w przedszkolu?


Muszę przyznać, że wakacje nie sprzyjają blogowaniu. Bardzo ciężko jest mi być w miarę regularną, ale staram się ;) możecie mnie obserwować na Instagramie, tam jest mnie nieco więcej (@kolorlova).

Myślę, że od września będę na blogu częściej, mam takie plany i będę dążyć do ich spełnienia. Będę miała ku temu okazję, ale o tym w następnym poście.

Dziś o ciąży. 22 tydzień, żarty się skończyły ;) brzuszek rośnie, w końcu jest naprawdę widoczny, a co więcej widoczne są także ruchy dziecka. Brzuch faluje jakbym była conajmniej w 30 tc. Przynajmniej z Karolcia tak miałam, że ruchy zaczęłam odczuwać dopiero jakoś w 20 tygodniu i były one spokojne. Dopiero później się rozhulaly. Teraz zaczęłam je odczuwać o wiele wcześniej. Nawet Karolci udało się już przebić piątkę dzidziusiowi ;) a to nie lada wyczyn, bo nie wiem jak u Was, ale jak chce komus pokazać jakie silne są ruchy, to maluch nagle staje się spokojny. Jakby się wstydził ;) nawet tatusia ;)

Ogólnie ciąża przebiega super, czuję się świetnie, wyniki mam dobre, dzidziuś jest zdrowy i oby tak do końca.

Zaczęłam też powoli szykować "wyprawke". Zrobiłam porządek w ciuszkach, niektóre już nawet się susza i pochowam je do czekające już komody. Robię tak dlatego, że korzystam z ciepłych dni i z tego, że wszystko teraz szybko schnie. Nie chcę takich rzeczy zostawiać na koniec. Tylko te prasowanie... Nie lubię bardzo, przy Karolci prasowalam przez pierwsze 2 miesiące, a teraz chyba odpuszczę. A jak było u Was? Przed nami jeszcze zakup łóżeczka na górę do sypialni i kołyski na dół. Ciagle się waham, ale chyba jednak stanie na kołyce. Poza tym niewiele mogę poszaleć, bo prawie wszystko mamy po Karolci, jednak jak będę już miała więcej czasu to na pewno rozejrze się w Internecie za czymś jeszcze :)

Za nami Usg polowkowe, na którym płeć dziecka została w 100% potwierdzona. Co obstawiacie? :)


Czas się czymś pochwalić. Czymś dla mnie ważnym i osobistym. I w zasadzie nie lubię się chwalić, ale takiej okazji nie ominę. A więc do rzeczy.

Na dwóch portalach internetowych pojawił się ze mną wywiad :) Wywiad, z którego jestem dumna, bo mogłam w nim pokazać chociaż część siebie. Wywiad, który będą mogli przeczytać inni i trochę mnie poznać. Wywiad, który być może ukaże się w książce, ale o tym niebawem :)

A tymczasem nie przedłużając zapraszam Was do lektury. Nie jest długo, więc na pewno znajdziecie chwilkę :) Nawet Wy zalatane mamy :)

1. http://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscentryczna-bohaterka/katarzyna-kaca-ciesz-sie-z-kazdego-dnia-i-z-drobnostek-ktore-przynosi/

2. http://www.sukcesjestkobieta.pl/katarzyna-kaca-ciesz-sie-z-kazdego-dnia-i-z-drobnostek-ktore-przynosi/

Na obu portalach wywiad jest oczywiście ten sam, także sami wybierzcie sobie źródło.

Pozdrawiam Was gorąco w ten kolejny upalny dzień i już niedługo post ciążowy, bo czas leci i przydałaby się jakaś aktualizacja.
Organizując tegoroczne urodziny Karolci długo naszukałam się sklepu z dekoracjami. Sklepu idealnego, w którym w jednym miejscu będę miała wszystko czego będę potrzebować czyli talerzyki, kubeczki i inne gadżety. Przede wszystkim zależało mi na tym, aby cenowo było dobrze i żebym w jednym sklepie mogła zamówić wszystko, co jest mi potrzebne. 

W końcu znalazłam, chociaż nie sądziłam, że idealny sklep z akcesoriami urodzinowymi istnieje. A jednak :) I wiecie co? Całkowicie przepadłam! Ten sklep jest tak wspaniały, że chciałoby się mieć z niego po prostu wszystko! A wybór jakim dysponuje jest tak wielki, że kilka dni zajęło mi wybranie wymarzonego motywu.

Na stronie macie podział na "imprezy i urodziny", "stroje i dodatki", "dekoracje i nakrycia" i "akcesoria imprezowe". Sklep nie skupia się jedynie na gadżetach dziecięcych. Znajdziecie tam również dodatki na imprezy dla dorosłych, a także różne specjalne okazje jak chrzciny, ślub czy nawet baby shower. Chyba muszę poprosić kogoś o zorganizowanie takiej imprezy, bo chcę skorzystać z tych dobroci :)

Wracając do urodzin, to klikając np. na "urodziny dla dziewczynki" pokazują się Wam różne motywy, które możecie wybrać. A dalej już tylko akcesoria właśnie w wybranym temacie. Super sprawa, nie musicie za każdym razem szukać osobno kubeczków, talerzyków itd. A być może znajdziecie nawet coś, na co sami byście nie wpadli. 

Partybox
Ja tu Wam piszę, a sami powinniście wejść i zobaczyć :) Klikając na logo sklepu zostaniecie do niego bezpośrednio przeniesieni. 




Na koniec mam dla Was niespodziankę! Na 4 kolekcje urodzinowe mam dla Was 10% rabatu na całe zakupy.  Wystarczy, że przy zamówieniu wpiszecie kod "urodziny10". Kod ważny jest do 31 sierpnia i dotyczy niżej wymienionych kategorii. 

1. Jeśli chcecie urządzić urodziny dla dziewczynki kliknijcie  -> TU
2. Urodziny dla chłopca -> TU
3. Roczek -> TU
4. Impreza urodzinowa dla dorosłych -> TU

Dodatkowo do końca sierpnia macie 5% na wszystko! Kod to "sierpien5".

Bardzo polubiłam ostatnio lekkie, młodzieżowe powieści. Nie wiem czy to ta tęsknota za Harrym Potterem, którego pochłaniałam w kilka wieczorów czy może już się starzeję ;) i tęsknię za czasami licealnymi. Co by to nie było czytanie sprawia mi przyjemność i dziś mam Wam do polecenia kolejną książkę z Wydawnictwa Iuvi, które bardzo polubiłam. 


„Indeks szczęścia Juniper Lemon” to powieść o licealnych perypetiach nastolatków, pełna humoru, ale nieunikająca trudnych tematów. Juniper odkrywa tajemnice i słabości otaczających ją rówieśników, ale czy to pomoże jej uporządkować własny życiowy bałagan?

Od śmierci starszej siostry Camilli minęło dopiero sześćdziesiąt pięć dni. Szesnastoletniej Juniper ciężko w tak krótkim czasie pozbierać się po tragicznym wypadku. Musi stawić czoła nowej rzeczywistości – utraconej przyjaźni, szkolnej prześladowczyni oraz depresji, która dopadła jej matkę.
Juniper, tak jak kiedyś Camilla, rozpoczęła prowadzenie każdego dnia subiektywnego indeksu szczęścia w postaci fiszek. Dziewczyna odkrywa, że zaginęła jej fiszka o numerze sześćdziesiąt pięć. Dodatkowo w torebce należącej do siostry odnajduje list miłosny do tajemniczego „Ty”. Juniper pragnie rozwiązać obydwie sprawy: odzyskać notatkę, która zawiera jej najskrytszą tajemnicę, oraz odkryć, kto był ostatnim wybrankiem Camilli.
Juniper jest zabawna, mądra i niedoskonała, jak każda dziewczyna, ale imponuje wewnętrzną siłą, która pomaga jej podążać naprzód. Swoje poszukiwania zaginionej kartki z indeksem szczęścia rozpoczyna od… szkolnego śmietnika. Odkrywa wyrzuconą do kosza poezję i intymne wyznania uczniów. Czy ta wiedza zrujnuje życie Juniper, a może wręcz przeciwnie, pomoże jej uporządkować swoje sprawy?

Licealne problemy młodzieży, szkolne przyjaźnie i miłości, trauma i ponowne budzenie się do życia, pierwsze kroki w dorosłość zostały zaprezentowane przez połączenie literackiego języka z młodzieżowym oraz z typowym dla tego wieku poczuciem humoru i wrażliwością.  „Indeks szczęścia Juniper Lemon” to w pewnym stopniu książka o potędze słowa,
o odpowiedzialności człowieka za to, co mówi, i o sile oddziaływania słowa pisanego.

Jeśli czytaliście „Gwiazd naszych wina” Johna Greena czy „Oddam ci słońce” Jandy Nelson to z pewnością ta książka również przypadnie Wam do gustu.
Ledwo pisałam o 15 tygodniu, a tu już prawie 18 się zaczął. W pierwszej ciąży już dawno zajmowałam się planowaniem i szykowaniem, a teraz coś nie mam do tego weny. Nadal czasem zapominam, że jestem w ciąży, co chyba nie do końca jest dobre ;) w ten weekend nawet okupowalam parkiet na weselu i dawno się tak nie wytanczylam :) a właśnie, coś jednak powoli nie daje mi zapomnieć o ciąży. Pierwsza rzecz to brzuch, który z dnia na dzień tak urósł, że myślałam że nie zmieszcze się w sukienke. A druga to ruchy dziecka. Powoli zaczynam je czuć, znacznie wcześniej niż w ciąży z Karolcia.

Myślę, że na jesień zacznę już coś szykować, a jak poznamy na 100% płeć to przejrzę ciuszki po Karolci, bo jednak nie chce zostawiać wszystkiego na ostatnią chwilę.

Jeśli chodzi o imię, to też nie mamy póki co żadnych typów. Strasznie ciężka sprawa z tym imieniem :) na to też przyjdzie czas.

A co u mojej kochanej pierworodnej? Stała się jeszcze bardziej samodzielna, co niezmiernie mnie cieszy. Jest radosna i ciągle mówi o maluszku :) chociaż ostatnio miała tak ciężki tydzień jakby ja ktoś podmienil. Starsze dzieci też chyba miewają jakieś skoki rozwojowe, bo inaczej nie potrafię tego sobie wytłumaczyć. A może to jakieś kolejne bunty? W każdym razie dobrze, że już się skończyły, bo naprawdę nie było łatwo.

Mam nadzieję, że od września będzie mnie tu trochę więcej. Karolcia idzie do przedszkola, więc z pewnością wygospodarowuje trochę więcej czasu. A tymczasem korzystamy z lata, które niestety pogodowo nas nie rozpieszcza, ale chyba zdążyliśmy się już do tego przyzwyczaić.
To już ten czas. Brzuszek powoli zaczął się pojawiać, chociaż i tak pewnie niektórzy mylą go ze wzdęciem ;) Aczkolwiek ostatnio jakiś pan podniósł mi koszyk z moimi zakupami w pewnym dyskoncie, aby było mi je łatwiej wypakować na taśmę i mam nadzieję, że to nie był przypadek :)

Nie wiem jak Wy, ale ja o ciążowy brzuszek zaczynam dbać zaraz na początku ciąży. Tak było w przypadku ciąży z Karolinką, tak jest i teraz. Mimo, że skóra początkowo aż tak się nie rozciąga, to wolę jednak dmuchać na zimno. Taka pielęgnacja pozwoliła mi uniknąć rozstępów w pierwszej ciąży, mam nadzieję, że w tej będzie tak samo.

Przygotowałam dla Was póki co zestawienie 4 kosmetyków, które przetestowałam.

1. Olejek przeciw rozstępom Babydream z Rossmanna. Pisałam o nim 4 lata temu TUTAJ. Bardzo go polubiłam, dlatego postanowiłam, że teraz też będę go stosować. Ma bardzo miły zapach, który mi odpowiada, dobrze się rozprowadza, dość szybko (jak na olejek) się wchłania. Chyba naprawdę działa, skoro ani jeden rozstęp mi się nie pojawił, przynajmniej chcę w to wierzyć ;)



2. Balsam przeciw rozstępom Babydream z Rossmanna. Kupiłam przez zupełny przypadek. Myślałam, że to właśnie olejek, a nie balsam. Dopiero po otwarciu i wypróbowaniu okazało się, że to balsam. Zapach ten sam, cena podobna, ale mam duży minus. Rozprowadzanie kremu. Trudno go rozprowadzić, bardzo długo trzeba to robić, aby całkiem się wchłonął. Ja nie lubię takich kosmetyków, ale jeśli komuś to nie przeszkadza, to czemu nie.




3. Skuteczny balsam ujędrniający do ciała Sexi Mama z firmy Bielenda. Naprawdę fajny i godny polecenia kosmetyk, nie wiem jeszcze jak ze skutecznością, to będę mogła powiedzieć, za parę miesięcy, ale ogólnie polubiliśmy się. Bardzo delikatny i przyjemny zapach, dobrze się rozprowadza, nie klei się, jest bezpieczny dla mamy i dziecka. Producent obiecuje, że zwalcza objawy celulitu (uf, na szczęście nie mam!), wygładza i uelastycznia skórę, poprawia odporność skóry na rozciąganie - i na tym ostatnim właśnie najbardziej mi zależy. Może nie należy do najtańszych, ale czasem warto dać za kosmetyk kilka złotych więcej. 


4. Skuteczna oliwka w żelu Sexi Mama z firmy Bielenda. Jestem ostrożna jeśli chodzi o oliwki, bo najczęściej kojarzą mi się z czymś klejącym, co ciężko się wchłania, ale tu jest inaczej. Dzięki temu, że oliwka jest w żelu dobrze się ją rozsmarowuje i co ważne nie klei się. Ładnie pachnie i jest delikatna. Podobno łagodzi uczucie swędzenia skóry. Jeszcze tego nie doświadczyłam, bo skóra aż tak się nie rozciąga, ale mam nadzieję, że właśnie na to zadziała, bo wiecznie swędząca skóra na brzuchu nieco była denerwująca. Cenowo podobnie do poprzedniego kosmetyku.



A jakie są Wasze ulubione kosmetyki dla kobiet w ciąży? Czy któryś z tych już używałyście?
Nie wiem kiedy zakończył się pierwszy trymestr, stało się to nagle. Pamiętam, że dopiero co okazało się, że jestem w ciąży, a tu jestem w trakcie 15 tygodnia. Ta druga ciąża ucieka przez palce. Wstyd się przyznać, ale bardzo często zapominam, że jestem w ciąży. W pierwszej ciąży wszystko już planowałam, zastanawiałam się co kupić, robiłam listy wyprawkowe, a póki co przeraża mnie to, że wszystkim będę musiała się zająć. Stosy kartonów z ciuszkami po Karolci czekają na przeglądanie i pewnie w pierwszej ciąży już dawno chciałabym się tym zająć, a teraz jakoś nie mam parcia. I czasu. Tego zdecydowanie mi brakuje. Przy dwójce to już chyba w ogóle zapomnę o tym co to czas ;) może jesienią, kiedy pogoda nie będzie już sprzyjała siedzeniu na dworze w końcu tym wszystkim się zajmę i ogarnie mnie ciążowe szaleństwo. Kiedys musi to nastąpić ;)

A jak czuje się w 15 tygodniu? Wyśmienicie! Jakoś 2 tygodnie temu minęły mi mdłości i wymioty, nie jestem już tak zmęczona i odzyskałam apetyt. Wręcz bym zazerala ;) ale pilnuje się, bo wiem, że wszystko ma swoje granice. Nadal ćwiczę jogę i teraz jest ona jeszcze bardziej przyjemna niż w pierwszym trymestrze. Jednak mdłości dawały za bardzo popalić, ale z drugiej strony taki wysiłek pozwalał mi o nich zapomnieć i trochę je minimalizowal.

U Gruszka wszystko dobrze, na ostatniej wizycie ważył ok. 100 g, czyli jak dobra tabliczka czekolady :) póki co nie będę ujawniać płci, ponieważ sama nie jestem do końca przekonana czy na tym etapie nic się nie zmieni. Chociaż ciekawie jest już coś wiedzieć. Przy Karolci musieliśmy czekać do 32 tygodnia! Aczkolwiek od początku czułam, że noszę pod sercem dziewczynkę :)

Waga na dzień dzisiejszy to 54,3 czyli niecały kg do przodu. Dobrze, że w końcu waga zaczęła wzrastać. Brzuszek powoli zaczyna się pojawiać, chociaż śmieje się, że jestem na etapie "czy ona jest w ciąży czy może ja tak wydelo?" :) z pewnością pochwalę się brzuszkiem na Instagramie. Możecie mnie obserwować pod nickiem @kolorova.