Jakiś czas temu pokazywałam Wam na Instagramie bardzo piękna książkę "Animal abc" Gabrieli Rzepackiej-Weiss. Autorka, Gabriela Rzepecka-Weiß, ma ponad 10-cioletnie doświadczenie w nauczaniu dzieci języka angielskiego, które zdobywała głównie za granicą – m.in. w Japonii. Jest egzaminatorem Cambridge Young English Learners Test, koordynatorem wyjazdów uczniów na wymiany zagraniczne, autorem i ilustratorem kilku podręczników dla dzieci do nauki języka angielskiego.

Książka jest świetne wydana, graficznie trafia w mój gust i bardzo przypadła mi do gustu. W szczególności, że tak jak większość rodziców zdaję sobie sprawę z tego, jak ważna jest nauka języków obcych już od najmłodszych lat. Bardzo fajnie jeśli oczywiście kontynuuje się to w dorosłości, a jeszcze lepiej jak ma się z tym językiem kontakt na co dzień. Ale wiadomo, że z tym bywa różnie. Jednak podstawowa znajomość języka obcego, w szczególności angielskiego, ułatwia nam życie. Dlatego fajnie jest "zarazić" dziecko językiem już od najmłodszych lat. Oczywiście z rozsądkiem ;) posyłanie dwulatka na lekcje angielskiego uważam za dość dziwne, ale to tylko moje zdanie.

Ale do rzeczy. Książka. To ona ma być tematem tego posta :) pokaże Wam najpierw zdjęcia, żebyście wiedzieli o czym piszę.




Więcej Wam nie zdradzę, musicie przekonać się sami jakie zabawne zwierzęta możecie spotkać w tej książce :) 

Książeczka „Animal abc - book to look“ wprowadza dziecko w świat liter alfabetu i pierwszych słów w języku angielskim. Autorka odmalowała na jej stronach wesołą gromadę zwierząt. Oswoiła je i uformowała w kształt pierwszych liter ich nazw. Mały czytelnik ogląda sympatyczne zwierzaki, a zarazem kolejne litery alfabetu. Niezwykle giętki aligator przybiera kształt literki A. Małpa pręży grzbiet i zawija ogon układając się w kształt litery m. Wieloryby zaś zorganizowały paradę w morzu i suną przez fale w kształt literki W. I tak nieznane znaki graficzne stopniowo zaczynają ożywać.

Dzieci bardzo lubią uczyć się poprzez zabawę, więc z pewnością przyda się to zarówno przy zapamiętaniu alfabetu, jak i nazw poszczególnych zwierząt. 

Książka zajęła I miejsce w konkursie Royal Dragonfly Book Award w kategorii książek dla dzieci do lat 5 w USA, a to naprawdę wyjątkowe osiągnięcie. Jeśli, więc Wasze dzieci zaczynają swoją przygodę z angielskim, ta książka będzie dla nich naprawdę cenną pomocą. 

Książka „Animal abc – book to look” dostępna jest w wybranych księgarniach na terenie kraju oraz na stronie: www.chybaryba.com

Powoli kończy się 1 trymestr mojej drugiej ciąży. Poza tym, że przeleciał on ekspresowo i narzygałam się za wszystkie czasy to minął bezproblemowo. Wkraczam więc powoli w drugi z nadzieją myśląc, że mdłości i wymioty w końcu mina.

Tydzień temu w 11 tygodniu wybrałam się na USG prenatalne 1 trymestru zwane też USG genetycznym. Przyznam się Wam, że z Karolcią nie miałam takiego specjalistycznego badania. Lekarz przy końcu pierwszego trymestru zrobił USG, w którym owszem określał różne parametry, ale z perspektywy czasu mam wrażenie, że zrobił to bardzo lakonicznie i tak naprawdę sprzęt, który obsługiwał nie dawał możliwości lepszego wykonania badania. Teraz postanowiłam, że będzie inaczej. Poza tym tę ciążę prowadzi mi inny ginekolog i to on skierował mnie na to badanie.

A teraz dla tych co nie wiedzą, krótko o tym na czym te badanie polega i co ma określić.

Badanie USG pierwszego trymestru wykonuje się pomiędzy 11 a 13 tygodniem i 6 dniem. Ważne jest, aby długość ciemieniowo siedzeniowa dziecka miała nie mniej niż 45 mm a nie więcej niż 84 mm. Później takie badanie ze względu na wielkość dziecka nie jest już możliwe. Kolejne badania tego typu wykonuje się między 18 a 22 tygodniem i w 3 trymestrze.

Badanie wykonuje się najczęściej przez powłoki brzusznej, ale czasem gdy obraz jest zakłócony - dopochwowo.

Na USG ocenia się:
- przezierność fałdu karkowego
- obecność kości nosowej
- położenie łożyska i macice
- wiek ciąży
- akcje serca z wyliczeniem uderzeń na minutę
- budowę płodu
- spektrum przepływu w przewodzie żylnym (tzw. badanie dopplerowskie)
- zastawkę trójdzielna w Dopplerze spektlarnym
- długość pęcherza

Ten rodzaj USG pozwala wykluczyć ewentualne wady genetyczne takie jak np. Zespół Downa.

Nasze USG wyszło bardzo dobrze i wszystko jest w porządku. Przyznam szczerze, że mimo iż nigdy nie dopuszczam do siebie złych myśli, to jednak trochę się stresowałam. Tym bardziej, że na badaniu lekarka nie była pewna tego, czy czasami nie ma przepukliny pępowinowej. Co jest wadą genetyczną. Kazała mi przyjść za tydzień, aby potwierdzić czy przepuklina jest, czy jednak się wchłonęła (tu wyjaśnienie, do 11 tygodnia wszystkie dzieci mają przepuklinę pępowinową). Ja byłam właśnie w 11 tygodniu ciąży na tym USG, aczkolwiek przy zrobieniu badania dopochwowo obraz był ok i nic niepokojącego nie zauważyła.

A jak było u Was? Też miałyście USG prenatalne?
Teraz, po urodzinach mogę śmiało stworzyć post o prezentach, które będą idealne dla trzylatka. Są przetestowane, a testerka szczęśliwa, wiec to się liczy :)


Wybaczcie brak zdjęć, ale nie miałam kiedy ich wykonać, a chciałam bardzo, aby post znalazł się na blogu. Jeśli wejdziecie w podane przeze mnie linki, to zobaczycie tam zdjęcia poszczególnych zabawek.

Klocki Duplo
Nie wiem jak u Was, ale u nas im więcej tym lepiej. Wiadomo, wtedy można wybudować wiele różnych rzeczy. Zestawy Duplo są tematyczne, więc jest w czym wybierać. Jest to też zabawa dla małych i dużych. Ja osobiście bardzo lubię się bawić z Karolcią tymi klockami. Tym razem wybraliśmy na prezent zestaw Duplo kawiarenka, a to dlatego, że trafiliśmy na mega przecenę w w jednym ze sklepów :) kocham to, gdy coś z powyżej 100 zł zostaje przecenione na niecałe 40 zł :) trudno jest się w takich chwilach oprzeć. TU możecie zobaczyć jak wygląda ten zestaw.

Playmobile
Ogólnie nie miałam tego prezentu w planach, chociaż przeszło mi to przez myśl, bo zestawy Playmobile są naprawdę świetne i trzylatek potrafi się nimi już bardzo fajnie bawić. Nasi przyjaciele bardzo nas nim zaskoczyli, a Karolcia była zachwycona. Dostała zestaw stajni dla koni i o takim właśnie kiedyś mówiła, bo bardzo lubi koniki (chyba jak większość dziewczynek w tym wieku :)). Zestaw, który mamy zobaczycie TU.

Muzyczna mata wodna 
Już jakiś czas temu chciałam ją kupić, ale nie było okazji. Wybór mat jest naprawdę duży. Zależało nam, aby była w miarę duża (tzn. miała duże pole do rysowania) i fajną opcją był dźwięk. Znaleźliśmy właśnie TAKĄ. Bardzo spodobała się Karolci, rysowała na niej, odrysowywała dołączone do niej szablony i grała różne melodie na pianinku. Jedyny minus to głośność. Mata ma opcję ciszej-głośniej, ale niestety ciszej to nadal głośno. Ale niestety takie zabawki mają to do siebie.

Znikopis
Tu również wybór jest ogromny i tu też zależało nam, aby znikopis był dość duży. Idealnie sprawdzi się w podróży. Nie zdecydowałam się na zakup przez Internet, bo wolałam zobaczyć go na żywo, a akurat w pewnym dyskoncie pojawiły się znikopisy przed Dniem Dziecka i tam go kupiliśmy. Jest naprawdę porządnie wykonany, ma duże pole do rysowania, a zmazywanie działa bezproblemowo.

Barbie Tęczowa Syrenka
Tu również dałam skusić się pewną promocją i to -50%. Opłacało się, tym bardziej, że Karolcia przyuważyła lalkę u kuzynki i bardzo jej się spodobała. Trochę się broniłam przed Barbie sądząc, że to za wcześnie i chyba mam trochę racji. Lalka nie cieszy się dużym powodzeniem, ale wiem, że przyjdzie na nią pora. Tak mamy z wieloma zabawkami. Ogromnym plusem tej lalki jest to, że można brać ją do kąpieli i zanurzona w wodzie świeci. Po naciśnięciu przycisku również jej ogon świeci, co podoba się Karolince.

Dodatkowo w prezentach znalazły się też książki, ale o nich będzie osobny post. Piętrzy się już stos książek, które chciałam pokazać Wam na blogu, ale nie mam kiedy zrobić im zdjęć. Muszę w końcu się tym zająć.

Jeśli jeszcze chodzi o prezenty, nie myślcie czasem, że Karolcia dostała od nas je wszystkie, każdy z nich dostała od kogoś z rodziny, aż tak nie rozpieszczamy córki ;)

A Wasze trzylatki co dostały na urodziny? Czym lubią najbardziej się bawić?
Jakiś czas temu pokazywałam Wam na blogu, dwie bardzo fajne książkowe pozycje, które byłyby idealne dla nastolatków. (Post ten znajdziecie TU). Aczkolwiek my dorośli też możemy po nie sięgnąć, o ile lubimy łatwo napisane i wciągające powieści. Mi bardzo przypadły do gustu, ponieważ czyta się je bardzo szybko. Dziś chciałam pokazać Wam trzy różne książki.

Wszystkie tytuły zostały wydane przez Wydawnictwo IUVI. Wejdźcie na ich stronę, znajdziecie tam wiele ciekawych książek, w tym "Pax" Sary Pennypacker, która została Książką Roku 2016 w kategorii literatura dziecięca.

"Lato Eden" Liz Flangan (premiera 10.05.2017)

Eden, najlepsza przyjaciółka gotki Jess, znika w tajemniczych okolicznościach. Kilka miesięcy wcześniej zginęła siostra Eden – Iona. Rodzice są zdruzgotani i pełni najgorszych obaw. Cała nadzieja w Jess, w końcu to ona najlepiej zna piękną Eden. Ale czy na pewno Eden nie miała przed Jess żadnych tajemnic?

Przejmującą historię „Lata Eden” czytelnik śledzi oczami Jess minuta po minucie. Narracja przerywana jest retrospekcjami, zawierającymi wspomnienia Jess, które rzucają nowe światło na sprawę.

„Lato Eden” to powieść o poszukiwaniu własnej drogi w życiu, o przyjaźni i miłości, o niełatwych relacjach rodzinnych, o dochodzeniu do prawdy o sobie samym i budowania potem na tym fundamencie lepszego życia.

Język książki jest zindywidualizowany i bardzo autentyczny,
a realia świata przedstawionego dowodzą, jak bardzo Liz Flanagan zna współczesną młodzież.

Książka ta to nie tylko ciekawa pozycja dla nastolatków, ale też dobra lektura dla ich rodziców – pozwala na zrozumienie problemów i postrzegania świata przez młodzież, a także odświeżenie pamięci o tym etapie życia.

"Kłamca i szpieg" Rebecca Stead (premiera 10.05.2017)

Kiedy ojciec 12-letniego Georgesa traci pracę, rodzina jest zmuszona do opuszczenia ukochanego domu i przeprowadzenia się do bloku na Brooklynie. Mama musi brać dodatkowe dyżury, Georges traci jedynego przyjaciela, a w szkole jest outsiderem. Słowem – tragedia. 
Georges trafia do Klubu Szpiegów, gdzie poznaje Safera, swojego rówieśnika, samozwańczego szpiega, którego rodzina daje chłopakowi poczucie bezpieczeństwa i akceptacji. Jednak może nie wszystko jest takie, na jakie wygląda?
Georges staje się pierwszym agentem na usługach Safera. Ma za zadanie śledzić tajemniczego sąsiada - Iksa, który mieszka w tym samym bloku i zdaniem Safera ma jakąś złowieszczą tajemnicę. W miarę postępu śledztwa, kiedy Safer stawia coraz to nowsze wymagania, Georges zaczyna niedowierzać „przyjacielowi”.

„Kłamca i szpieg” Rebecki Stead to powieść z dreszczykiem dla nastolatków – jest zagadka, szpiegowanie i codzienne problemy, a na zakończenie niespodziewany finał.


Na koniec mam dla Was drugą część "Alcatraz kontra bibliotekarze" jej tytuł brzmi "Kości Skryby", a premiera odbyła się 24.05.2017, jest więc jeszcze cieplutka ;) 

Mroczni Bibliotekarze znowu atakują – i pokazują swoje najgroźniejsze oblicze w II tomie serii „Alcatraz kontra Bibliotekarze” – „Kości skryby”.

Alcatraz powraca w wielkim stylu. Infiltruje Bibliotekę Aleksandryjską, która bynajmniej nie została zniszczona i jest jednym z najniebezpieczniejszych miejsc na ziemi, szuka swojego ojca, który prawdopodobnie wcale nie umarł, i odkrywa dziwny złoty sarkofag, w którym może znajdować się klucz do jego zdumiewającego talentu do psucia różnych rzeczy. Biblioteki strzegą jednak kustosze – wytrwali i podstępni złodzieje dusz.

Oczywiście jest przy nim Bastylia – po to, by spuścić manto mrocznym Bibliotekarzom, ma się rozumieć. I nowo poznani, dość ekscentryczni członkowie rodziny. A walczyć przyjdzie im z najstraszniejszymi spośród Bibliotekarzy: tajną sektą najemników, Kośćmi Skryby.

Czy Alcatraz odzyska ojca? Czy wraz z przyjaciółmi zdoła uratować dziadka Smedry’ego i ujść z życiem?


Już po samych opisach widzicie, że książki dla młodzieży mogą być naprawdę wciągające, a że czyta się je lekko i przyjemnie, to z pewnością staną się fajną lekturą na wakacyjny wieczór :)
W poniedziałek Karolcia kończy 3 lata, a ja nie mogę się nadziwić jaka z niej mądra i duża dziewczynka. Trzy lata to wiek, który uwielbiam. Dziecko jest wtedy prześmieszne, wali takimi tekstami, że nie wiesz czy śmiać się czy płakać, gada ciągle (!), śpiewa, nuci, recytuje wierszyki. Dziecko jest wtedy jeszcze "nie skażone" przedszkolem (jeśli jeszcze jest w domu) i takie tylko Twoje. Przynajmniej ja tak to odczuwam ;) Naprawdę, jest cudownie i na takie chwile warto przeżyć te masakryczne ząbkowania i wszelkie bunty :)


Mimo ciążowego zmęczenia dni z tak ruchliwym i pełnym energii trzylatkiem, jakim jest moja kochana córka, wcale nie są trudne. Karolcia potrafi naprawdę pięknie sama się sobą zająć. Wymyśla różne zabawy i uwielbia towarzyszyć mi w pracach domowych. Rozumie, że muszę się czasem położyć, żeby chwilę odpocząć. Pyta czy wymiotuję jeśli zamknę się w łazience i cierpliwie czeka aż wyjdę. A później pyta się czy wszystko dobrze. Kochana moja.

Wszystko robimy razem. Obiad (ponieważ drzemki nie ma już od jakiś 5 miesięcy), ciasta pieczemy wspólnie, razem odkurzamy, tak naprawdę pomaga mi jak może. A ja jej na to pozwalam, bo wiem, że dzięki temu się rozwija. I co z tego, że wysypie mąkę, że obsmaruje blat olejem, chcę żeby dobrze się przy tym bawiła.

Jest bardzo wrażliwa i czuła. Dziś miałam najpiękniejszy dzień matki, jaki mogłam sobie wymarzyć. Dostałam kwiatki (z inicjatywy tatusia oczywiście), ale po południu usłyszałam "Mamo, kocham Cię. Chcę być zawsze przy Tobie". Łza mi się w oku kręci jak słyszę coś takiego. A słyszę takie wyznania bardzo często, a hormony ciążowe robią swoje, więc muszę być ciągle zaopatrzona w chusteczkę ;)


Córeczko kochana. Kocham Cię. Rośnij zdrowo, bądź zawsze sobą. Nie zważaj na to co mówią inni i idź do przodu z uśmiechem na twarzy. Ciesz się małymi rzeczami i czerp z każdego dnia jak najwięcej. Ja będę zawsze przy Tobie. 

Twoja mama. 


Zaczynam 9 tydzień ciąży i czuję się naprawdę bardzo dobrze. Nadal chodzę na jogę i o ile będę mogła, mam zamiar kontynuować ją do dnia porodu.

Mimo tego, że dopadła mnie większość dolegliwości ciążowych charakterystycznych dla pierwszego trymestru, to staram się nie narzekać. Jeśli chcecie przeczytać o ciążowych dolegliwościach, które mogą towarzyszyć wam w pierwszym trymestrze odsyłam TU. Tam też dowiecie się, jak czułam się na początku pierwszej ciąży.

Czym ten początek ciąży różni się od poprzedniego?
W tamtej ciąży, już w okolicach 6 tygodnia zaczęły męczyć mnie mdłości, które trwały cały dzień, ale na szczęście nie kończyły się wymiotami. Byłam też strasznie wrażliwa na zapachy. Odrzucało mnie od ryb, surowego mięsa (więc gotować nie było komu ;)) i raczej miałam apetyt. Nie mogłam nawet oglądać moich ulubionych programów kulinarnych, a pan Tomasz Jakubiak przyprawiał mnie o mdłości (przepraszam! uwielbiam pana!). Tym razem jest trochę inaczej.

Zawroty głowy
Na początku, w okolicach 5 tygodnia zaczęłam mieć zawroty głowy. W szczególności wieczorami i nawet w nocy, kiedy to budziłam się na siku. Czułam się jak po dobrej imprezie! Wirowało wszystko. Na szczęście trwało to niecały tydzień.

Mdłości i wymioty
W połowie 6 tygodnia zaczęły mnie męczyć mdłości i niestety wymioty. Nie były to jednak mdłości poranne, a raczej po południowe i wieczorne, które niestety kończyły się wymiotami. Bywają dni bez nich, ale raczej pojawiają się codziennie. Przynajmniej raz dziennie zaliczam więc bliskie spotkanie z toaletą i zdążyłyśmy się już polubić ;) A tak na poważnie, to mam nadzieję, że ze zbliżającym się powoli końcem 1 trymestru wreszcie się zakończą.

Całe szczęście nie jestem wrażliwa na zapachy, mogę normalnie przygotowywać obiady, ale jakoś specjalnie nie mam apetytu. Jem bo muszę, aczkolwiek już pojawiły mi się pierwsze zachcianki ciążowe, co w ciąży z Karolcią raczej było nieco przereklamowane. Nabrałam ogromną ochotę na sok pomarańczowy, ale taki ze świeżo wyciskanych pomarańczy, nie żadna podróba i ogórki kiszone. Więc kwas, kwas i jeszcze raz kwas. No ale moją nietypową zachcianką była bułka z konserwą i pasztetową. Aż wstyd się przyznać. Normalnie nie jem takich rzeczy, a tu proszę. O ile konserwę zrealizowałam, nie mogłam bez niej żyć, to z pasztetową twardo się trzymam. I mam nadzieję, że tak pozostanie ;) Odrzuciło mnie od słodkiego, herbaty, kawy, nawet mój ukochany czystek mi nie wchodzi :(

Senność i zmęczenie
To czeka chyba każdą przyszłą mamę. Wydaje mi się, że w pierwszej ciąży bardziej mi dokuczało, aczkolwiek mąż twierdzi, że teraz, przy Karolci nie mam po prostu na to czasu. Mimo wszystko o 22:00 śpię już jak dziecko. W dzień na drzemkę nie mogę sobie przecież pozwolić. Jogę przesunęłam sobie na godziny przed południowe, bo pod wieczór nie byłabym w stanie już ćwiczyć.

Na koniec dodam, że oczywiście co rusz sikam (i w tej kwestii to się już do końca ciąży nie zmieni, hehe), pobolewa i kłuje mnie czasem podbrzusze, ale to normalne i jest spowodowane naciągającymi się wiązadłami macicy.

Tę ciążę rozpoczynam z wagą 54 kg. Z Karolcią było to 57 kg i z tego co pamiętam byłam 16 kg na plusie. Ciekawe jak będzie tym razem :)

Mam nadzieję, że w końcu do Was wrócę. Że będę na blogu częściej. Ostatnio to zaniedbałam, przyznaję, ale miałam ku temu bardzo ważny powód. Po tym wstępie, być może moi stali czytelnicy domyślają się o co chodzi :) 

Jestem w ciąży :))))))))

Bardzo cieszymy się, że po miesiącach starań się udało i mimo, że nie chciałam rodzić zimą, to nie będę miała wyboru ;) ale czy to ważne? Będę mamusią po raz drugi i to jest najważniejsze. 

Możecie się więc teraz spodziewać dużej ilości ciążowych postów. Mam nadzieję, że czasu na to wszystko mi starczy, bo jednak druga ciąża jest całkiem inna. Już teraz to wiem. 

Dziś zostawiam Was z tą wiadomością i idę odpoczywać, bo Karolcia u dziadków, więc w końcu mam chwilę dla siebie. 
Wreszcie doczekaliście się trzeciej, ostatniej już części postów o mlekach modyfikowanych. Odsyłam do poprzednich, jeśli jesteście ciekawi całego zestawienia. Część 1 TU i część 2 TU.

Enfamil Premium 2
Składniki: Odtłuszczone mleko, syrop glukozowy, oleje roślinne (oleina palmowa, olej kokosowy, olej sojowy, wysokooleinowy olej słonecznikowy), laktoza (z mleka), galaktooligosacharydy (GOS, z mleka), polidekstroza, emulgator (lecytyna sojowa), węglan wapnia, oleje pozyskiwane z organizmów jednokomórkowych (ARA z Mortierella alpina i DHA z Crypthecodinium cohnii), L-askorbinian sodu, chlorek choliny, wodorotlenek potasu, siarczan żelaza, tauryna, fosforan magnezu, inozytol, cytydyno-5-monofosforan, siarczan cynku, octan DL-alfa-tokoferylu, 6-palmitynian-L-askorbylu, nikotynamid, urydyno-5-monofosforan, adenozyno-5-monofosforan, guanozyno-5-monofosforan, D-pantotenian wapnia, siarczan miedzi, palmitynian retinylu, ryboflawina, chlorowodorek tiaminy, cholekalcyferol, chlorowodorek pirydoksyny, siarczan manganu, kwas foliowy, fitomenadion, jodek sodu, selenian sodu, D-biotyna, cyjanokobalamina.

Wartość odżywcza: energia 68 kcal, tłuszcz 3,1 g w tym kwasy tłuszczowe nasycone 1,29 g, węglowodany 8,4 g, w tym cukry 4,5 g.

Ze względu na syrop glukozowy (i to na drugim miejscu!) od razu skreślam te mleko.

Humana 2
Składniki: Odtłuszczone mleko, odmineralizowana serwatka w proszku, oleje roślinne (palmowy, rzepakowy, słonecznikowy), maltodekstryna, syrop galaktooligosacharydowy (z mleka), laktoza, syrop glukozowy, węglan wapnia, emulgator: lecytyna sojowa, ortofosforan wapnia, chlorek potasu, cytrynian sodu, zestaw witamin (witamina C, niacyna, kwas pantotenowy, witamina E, witamina B6, witamina A, tiamina (witamina B1), ryboflawina (witamina B2), kwas foliowy, witamina K1, biotyna, witamina D3, witamina B12), cytrynian potasu, L-tyrozyna, węglan magnezu, tauryna, mleczan żelaza, L-tryptofan, tlenek cynku, siarczan miedzi, siarczan cynku, jodan potasu, siarczan manganu, selenian sodu.

Wartość odżywcza: energia 68 kcal, tłuszcz 3,3 g w tym kwasy tłuszczowe nasycone 1,2 g, węglowodany 7,8 g, w tym cukry 5,8 g.

Tutaj to samo. Znów syrop glukozowy, co prawda trochę dalej na liście składników. Do tego maltodekstryna. Szkoda. Spodziewałam się czegoś lepszego.

Nan Optipro Plus 2
Składniki: Mleko odtłuszczone, koncentrat białka serwatkowego (z mleka), oleje roślinne (oleina palmowa, niskoerukowy olej rzepakowy, olej kokosowy, olej słonecznikowy), maltodekstryna, permeat serwatkowy (z mleka), laktoza (z mleka), oligosacharydy (galaktooligosacharydy, fruktooligosacharydy) 4,75%, cytrynian wapnia, cytrynian potasu, fosforan wapnia, emulgator (lecytyna sojowa), chlorek magnezu, cytrynian sodu, witaminy (C, E, kwas pantotenowy, niacyna, B1, A, B6, B2, D3, K1, kwas foliowy, biotyna, B12), chlorek sodu, siarczan żelazawy, siarczan cynku, kultury bakterii Lactobacillus reuteri (DSM 17938*), siarczan miedzi, selenian sodu, jodek potasu.

*zgodnie z licencją BioGaia AB.

Wartość odżywcza: energia 67 kcal, tłuszcz 3,2 g w tym kwasy tłuszczowe nasycone 1,3 g, węglowodany 8 g, w tym cukry 5,1 g.

Nie jestem przekonana. Po pierwsze ta maltodekstryna, po drugie oleina palmowa (?) i koncentrat białka serwatkowego. Lepsza byłaby chyba serwatka... A nie jej koncentrat.

Nan Optipro 2
Składniki: Mleko odtłuszczone, koncentrat białka serwatkowego (z mleka), maltodekstryna, oleje roślinne (oleina palmowa, niskoerukowy olej rzepakowy, olej kokosowy, olej słonecznikowy), permeat serwatkowy (z mleka), laktoza (z mleka), cytrynian wapnia, emulgator (lecytyna sojowa), fosforan wapnia, fosforan potasu, chlorek magnezu, olej rybi, witaminy (C, E, kwas pantotenowy, niacyna, B1, A, B6, B2, D3, K1, kwas foliowy, biotyna, B12), cytrynian sodu, chlorek sodu, olej z Mortierella alpina, cytrynian potasu, siarczan żelazawy, siarczan cynku, kultury bakterii Bifidobacterium lactis, kultury bakterii Streptococcus thermophilus, siarczan miedzi, selenian sodu, jodek potasu.


Wartość odżywcza: energia 67 kcal, tłuszcz 3,2 g w tym kwasy tłuszczowe nasycone 1,26 g, węglowodany 8.3 g, w tym cukry 4,9 g.

Optipro od Optipro plus poza szczepami bakterii nie różnią się praktycznie niczym.


To już ostatnie mleka w moim zestawieniu. Chciałam, abyście mieli składy najpopularniejszych mlek w jednym miejscu i mogli je sobie porównać. Opatrzyłam je krótkim komentarzem, abyście wiedzieli jak się do nich odnoszę. Być może na blogu pojawi się jeszcze post wyjaśniający wszystkie te dziwne nazwy znajdujące się na liście składników mlek modyfikowanych.

Należą Wam się też wyjaśnienia odnośnie tak długiej nieobecności. Ale to już niedługo, jeszcze chwilę musicie uzbroić się w cierpliwość :)


Wybaczcie, że napisanie drugiej części tyle trwało, ale święta i te sprawy. Ogólnie dużo się dzieje i nie ma czasu na nudę. Ale już jest druga część, zobaczcie czy tym razem trafimy na przynajmniej "dobre" mleko.

Zagubionych odsyłam do mojej pierwszej części TU oraz do posta sprzed dwóch lat TU (tak dla porównania).

Przypominam, że porównuję mleka następne, oznaczone nr 2.

Bebiko 2 
Składniki: laktoza (z mleka), odtłuszczone mleko w proszku, oleje roślinne (palmowy, rzepakowy, kokosowy, słonecznikowy), galaktooligosacharydy 8,24% (z mleka), fruktooligosacharydy 0,58%, węglan wapnia, chlorek potasu, chlorek choliny, kwas L-askorbinowy, tauryna, lecytyna sojowa, L-askorbinian sodu, siarczan żelazawy, L-tryptofan, inozytol, octan DL-alfa-tokoferolu, L-izoleucyna, sól sodowa, 5'-monofosforanu urydyny, siarczan cynku, 5'-monofosforan cytydyny, chlorowodorek L-cysteiny, 5'-monofosforan adenozyny, sól sodowoa, 5'-monofosforanu inozyny, niktynamid, sól sodowa 5'-monofosforanu guanozyny, L-karnityna, D-pantotenian wapnia, kwas foliowy, siarczan miedzi, palmitynian retinylu, DL-alfa-tokoferol, D-biotyna, chlorowodorek tiaminy, chlekalcyferol, cyjanokobalamina, chlorowodowek pirydoksyny, siarczan manganu, jodek potasu, fitomenadion, selenin sodu. Zawiera mieszaninę oligosacharydów GOS/FOS (galaktooligosacharydy i fruktooligosacharydy): 0,8 g / 100 ml.

Wartość odżywcza: energia 68 kcal, tłuszcz 3 g w tym kwasy tłuszczowe nasycone 1,3 g, węglowodany 8,6 g w tym cukry 8,5 g.

Nawet nie najgorsze. Aczkolwiek laktoza na pierwszym miejscu nie bardzo mnie przekonuje. Ma prebiotyki.

Taki sam skład ma również Bebiko w wersji 2R, czyli z kleikiem ryżowym. Do składu dochodzi jednak skrobia i kleik ryżowy 4,7%. Jednak uważam, że w takim procencie mleko wcale nie jest  bardziej syte niż zwykle.

Bebiko Pro+ 2
Składniki: odtłuszczone mleko, laktoza z mleka, oleje roślinne (palmowy, rzepakowy, kokosowy, słonecznikowy), galaktooligosacharydy (8,2%) z mleka, odmineralizowane białko serwatkowe z mleka, nieodmineralizowane białko serwatkowe z mleka, fruktooligosacharydy (0,58%), fosforan wapnia, lecytyna sojowa (emulgator), węglan wapnia, cytrynian potasu, kwas askorbinowy, chlorek choliny, kwas cytrynowy, wodorotlenek potasu, tauryna, L-izoleucyna, siarczan żelazawy, wodorotlenek wapnia, L-tryptofen, L-askorbinian sodu, octan DL-alfa-tokoferolu, chlorek magnezu, nikotynamid, kultury bakterii: B. brave, S. thermophilus, fitomenadion, inozytol, siarczan cynku, cholekalcyferol, octan retinylu, sól sodowa 5-monofosforanu urydyny, 5-monofosforan cytydyny, cytrynian choliny, 5-monofosforan adenozyny, sól sodowa 5-monofosforanu inozyny, palmitynian askorbylu, D-pantotenian wapnia, L-karnityna, sól sodowa 5-monofosforanu guanozyny, chlorowodorek pirydoksyny, chlorowodorek tiaminy, cyjanokobalamina, kwas foliowy, siarczan miedzi, ryboflawina, palmitynian retinylu, DL-alfa-tokoferol, D-biotyna, jodek potasu, siarczan manganu, selenin sodu. Zawiera oligosacharydy GOS/FOS (galaktooligosacharydy i fruktooligosacharydy) w ilości 0,8 g/100 ml.

Wartość odżywcza: energia 66 kcal, tłuszcz 2,9 g w tym kwasy tłuszczowe nasycone 1,2 g, węglowodany 8,4 g w tym cukry 8,3 g.

Nie bardzo potrafię dojść do tego, czym się różni zwykłe Bebiko od Bebiko Pro+. Poza tym, że w tym drugim laktoza jest na drugim miejscu. Pro+ ma również odmineralizowane białko serwatkowe z mleka oraz nieodmineralizowane białko serwatkowe z mleka. Wychodzi na to, że skoro ma te dwa dodatkowe składniki powinno być bardziej kaloryczne, a nie jest. Poza tym jest również najmniej tłuste. Chyba nie dojdę z tym do ładu i składu. Stawiam je więc na równi.

Hipp 2 Bio Combiotik

Składniki: Odtłuszczone mleko*, laktoza*, oleje roślinne* (palmowy**, rzepakowy*, słonecznikowy*), serwatka* z mleka częściowo odmineralizowana w proszku, błonnik pokarmowy (galaktooligosacharydy z laktozy), węglan wapnia, witamina C, chlorek potasu, L-tryptofan, chlorek wapnia, siarczan żelazawy, stabilizator - kwas mlekowy, naturalne kultury bakterii kwasu mlekowego (Lactobacillus fermentum hereditum®***), witamina E, witamina A, niacyna, tlenek cynku, kwas pantotenowy, siarczan miedzi, witamina K, witamina B1, witamina B6, siarczan manganu, kwas foliowy, biotyna, jodan potasu, witamina B2, selenian sodu, witamina D, witamina B12.

*z rolnictwa ekologicznego
**olej palmowy ze zrównoważonych upraw ekologicznych, certyfikowanych przez niezależne jednostki kontrolne
***Lactobacillus fermentum CECT5716

Wartość odżywcza w 100 ml: energia 70 kcal, tłuszcze 3,5 g, w tym kwasy tłuszczowe nasycone 1,1 g, węglowodany 7,9 g w tym cukry 7,8 g (z laktozy, z naturalnego cukru mlecznego).

Powiem Wam, że te mleko najbardziej mi odpowiada. Nie ma maltodekstryny, nie ma syropu glukozowego ani innych shitów. Jest ekologiczne, ma preabiotyki i probiotyki. Jedyne co mnie razi to ten olej palmowy... Niby ze zrównoważonych upraw, ale co z tego. Nawet najbardziej ekologiczny utwardzony olej palmowy będzie niezdrowy... Hipp jest też najtłustszym mlekiem. Co może być i zaletą i wadą.

Na tym kończę dzisiejszą część i wypatrujcie niedługo ostatniej.

Chciałam już dziś złożę Wam, moi kochani czytelnicy, życzenia wielkanocne. Wiem, że jak jutro wpadnę w wir roboty, to nie będę kontaktować z Internetem. No może jedynie Instagram będzie mi bliski ;) a co, trzeba narobić innym smaka świątecznymi wypiekami. 

Wesołych Świąt, spędzonych w rodzinnej, spokojnej atmosferze, bez kłótni i sprzeczek. Dużo wolnego czasu, jak nie upieczecie jednego mazurka, to się nic nie stanie ;) spędźcie go razem, z dziećmi, dajcie im jak najwięcej siebie. Życzę Wam też zdrowia, bo ono jest bardzo ważne, aby żadna gorączka nie popsuła Wam świątecznych planów (my już swoje odchorowaliśmy wczoraj, więc mam nadzieję, że święta tym razem będą nasze! bo na Boże Narodzenie nie mogliśmy poszaleć). I na koniec życzę Wam, żeby spełniły się Wasze wszystkie marzenia i plany!

A z takich bardzo przyziemnych życzeń to jeszcze smacznych mazurków, kolorowych pisanek i oczywiście mokrego dyngusa!

Czy istnieje coś takiego jak "najlepsze mleko modyfikowane"? Przecież to oczywiste, że najlepsze jest mleko matki. Nawet najlepsze mleko modyfikowane nie zastąpi mleka matki, ale wiadomo, że z karmieniem piersią bywa różnie. Niektóre mamy sięgają po mleko modyfikowane już od samego początku, inne dopiero po zakończeniu karmienia, a inne nie mają z nim styczności w ogóle. Nie mnie oceniać, każda ma własne sumienie w tej kwestii. Ja jednak jestem za jak najdłuższym karmieniem piersią, a przede wszystkim przez pierwszy rok życia dziecka.

Źródło: pixabay.com
Postanowiłam jednak napisać dla Was ten post, bo wiem, że często szukacie takich informacji. Na blogu pojawił się już kiedyś artykuł na ten temat, ale pomyślałam, że warto byłoby go zaktualizować i dodać jeszcze inne informacje, takie jak wartość odżywcza, zawartość cukrów itd. Jeśli chcecie zobaczyć ostatnie zestawienie zapraszam TU.

A zatem zastanówmy się jakie mleko modyfikowane wybrać.
Porównałam ze sobą mleka następne, oznaczane cyfrą 2. Są one przeznaczone dla dzieci powyżej 6 miesiąca życia. Kolejność mlek całkowicie przypadkowa.

Bebilon profutura 2

Składniki: Laktoza z mleka, odmineralizowana serwatka z mleka w proszku, odtłuszczone mleko w proszku, bezwodny tłuszcz mleczny, olej rzepakowy, olej słonecznikowy, olej kokosowy, olej z organizmów jednokomórkowych, galaktooligosacharydy z mleka 8,16%, , koncentrat białka serwatkowego (z mleka), lipidy jaja kurzego, olej rybi, fruktooligosacharydy 0,58%, węglan wapnia, chlorek potasu, fosforan wapnia, chlorek magnezu, kwas L-askorbinowy, cytrynian potasu, tauryna, L-askorbinian sodu, lecytyna sojowa (emulgator), siarczan żelazawy, octan DL-alfa-tokoferolu, siarczan cynku, sól sodowa 5’-monofosforanu urydyny, 5’-monofosforan cytydyny, inozytol, 5’-monofosforan adenozyny, sól sodowa 5’-monofosforanu inozyny, nikotynamid, sól sodowa guanozyno 5'-monofosforanu guanozyny, L-tryptofan, D-pantotenian
wapnia, kwas foliowy, L-karnityna, siarczan miedzi, palmitynian retinylu, DL-alfa-tokoferol, D-biotyna, chlorowodorek tiaminy, cyjanokobalamina, cholekalcyferol, chlorowodorek pirydoksyny, siarczan manganu, jodek potasu, fitomenadion, selenin sodu.

Zawiera mieszaninę prebiotyków (galaktooligosacharydy i frukooligosacharydy: 0,8g/100ml).

Wartość odżywcza w 100 ml: energia 68 kcal, tłuszcz 2,9 g w tym kwasy nasycone 1,4 g, węglowodany 8,8 g, w tym cukry 8,7 g.

W składzie wytłuściłam 3 produkty, które są dla mnie dziwne.
Olej rybi - niby spoko, ale nie wiemy z jakich ryb pochodzi.
Nie miałam pojęcia, że istnieje coś takiego jak olej z organizmów jednokomórkowych i trochę przeraziła mnie ta nazwa. Musiałam to wygooglować i oto co znalazłam "Mortierella alpina – jednokomórkowy grzyb produkujący olej zawierający kwas arachidonowy (ARA). Jest to wielonienasycony kwas ω-6, jego odpowiednikiem jest nasycony kwas arachidowy występujący w oleju z orzeszków ziemnych (arachidowym). Dlaczego producenci dodają ten kwas do mieszanek? Bo to jest tak na prawdę w połączeniu z innymi kwasami nienasyconymi kwasem linolowym i kwasem linolenowym – witamina F. Co ciekawe, człowiek nie może ich wytwarzać je sam, dlatego nazywane są niezbędnymi nienasyconymi kwasami tłuszczowymi – NNKT." (Źródło: http://www.mlecznewsparcie.pl/2016/02/analiza-specyficznych-skladnikow-mieszanek-mlekozastepczych/). 
Lecytyna sojowa - niby nie jest szkodliwa, ale pod warunkiem, że nie jest wytworzona z soi modyfikowanej genetycznie, a o tym niestety producent nie wspomina...

Bebilon z pronutra+ 2

Składniki: laktoza z mleka, oleje roslinne (palmowy, rzepakowy, kokosowy, słonecznikowy, z organizmów jednokomórkowych), maltodekstryna, odtłuszczone mleko w proszku, koncentrat białka serwatkowego w proszku (z mleka), galaktooligosacharydy z mleka (8,14%), fruktooligosacharydy (0,57%), weglan wapnia, olej rybi, cytrynian potasu, chlorek wapnia, chlorek choliny, kwas L askorbinowy, L-askorbinian sodu, tauryna, emulgator: lecytyna sojowa, siarczan zelazawy, fosforan wapnia, chlorek magnezu, inozytol, octan DL-alfatokoferolu, siarczan cynku, L-tryptofan, sól disodowa 5'-monofosforanu urydyny, 5'-monofosforan cytydyny, 5'-monofosforan adenozyny, sól sodowa 5'-monofosforanu inozyny, nikotynamid, L-karnityna, sól sodowa 5'-monofosforanu guanozyny, D-pantotenian wapnia, kwas foliowy, siarczan miedzi, palmitynian retinylu, DL-alfa tokoferol, D-biotyna, chlorowodorek tiaminy, cholekalcyferol, cyjanokobalamina, chlorowodorek pirydoksyny, rybo awina, siarczan manganu, jodek potasu, tomenadion, selenin sodu.

Wartość odżywcza w 100 ml: energia 68 kcal, tłuszcz 3 g w tym kwasy nasycone 1,2 g, węglowodany 8,6 g w tym cukry 6,5 g.

Porównując te dwa mleka, uważam, że pierwsze jest lepsze. Nie zawiera słodkiej maltodekstryny, która w zasadzie nie jest niebezpieczna dla zdrowia, ale nie do końca zdrowa. Ma bardzo wysoki indeks glikemiczny i powoduje bardzo duże skoki cukru we krwi. Poza tym może niekorzystnie wpływać na florę bakteryjną w układzie pokarmowym. Ma również olej palmowy, który zawiera szkodliwe tłuszcze trans, nie wiem więc po co producent dodaje go do mleka, które ma być "zdrowe".

Mleko Babydream 2
Skład: Mleko w proszku odtłuszczone, demineralizowana serwatka w proszku (z mleka), oleje roślinne (palmowy, rzepakowy, słonecznikowy), skrobia, syrop glukozowy, laktoza (z mleka), węglan wapnia, emulgator: lecytyny ( z soi), chlorek potasu, sole wapniowe  kwasu ortofosforowego, cytrynian sodu, cytrynian potasu, witaminy (L-askorbinian wapnia, 6-palitynian-L-askorbylu, nikotynamid, D-pantotenian wapnia, octan DL- alfa- tokoferylu, octan D- alfa- tokoferylu, DL-alfa tokoferol, octan retinolu, retinol, monoazotan tiaminy, chlorowodorek tiaminy, chlorowodorek pirydoksyny, ryboflawina, kwas foliowy, filochinon, D-biotyna, cholekalcyferol, cyjanokobalamina), L-fenyloalanina, węglan magnezu, L-tryptofan, mleczan żelaza (II), tauryna, tlenek cynku, siarczan miedzi (III), siarczan cynku, jodan potasu, siarczan manganu, selenian (VI) sodu.

Wartość odżywcza w 100 ml: energia 68 kcal, tłuszcz 3 g w tym kwasy tłuszczowe nasycone 1,1 g, węglowodany 8,8 g w tym cukry 6,6 g.
Skrobia - niby nic, ale jaka? Kukurydziana? Ziemniaczana? Tego nie wiemy... A po co ta skrobia? Przecież nie jest konieczna.
Syrop glukozowy - jego obecność od razu dyskwalifikuje mleko jak dla mnie.

Dwa lata temu skład tego mleka był jednak inny, lepszy. Bez syropu glukozowego. Sami zobaczcie http://bedemamusia.blogspot.com/2015/07/jakie-mleko-modyfikowane-wybrac.html

Na koniec tej części mój faworyt.
Holle 2 ekologiczne mleko zastępcze
Skład: Odtłuszczone mleko** (Niemcy), serwatka w proszku* częściowo pozbawiona soli mineralnych, oleje roślinne* (olej palmowy*, olej rzepakowy*, olej słonecznikowy*), maltodekstryna*, mleko odtłuszczone w proszku**, skrobia*, węglan wapnia, cytrynian sodu, chlorek potasu, witamina C, fosforan wapnia, mleczan żelaza, witamina E, chlorek sodu, siarczan cynku, niacyna, D-pantotenian wapnia, siarczan miedzi, witamina A, witamina B1, witamina B6, siarczan manganu, jodan potasu, kwas foliowy, witamina K, selenian sodu, witamina D

*z upraw biologicznych
**z upraw biodynamicznych

Wartość odżywcza w 100 ml: energia 69 kcal, tłuszcze 3,3 g w tym kwasy tłuszczowe nasycone 1,1 g, węglowodany 8,2 g w tym cukry 4,5 g.

Jedynie ta maltodekstryna mi nie pasuje... I skrobia. I olej palmowy. Mimo iż z upraw biologicznych...

Składniki zawarte w mlekach modyfikowanych naprawdę mnie przerażają i uważam, że powinno się o tym głośno mówić. Bo wiele mam sięga po mieszanki z własnej wygody (chociaż czy jest coś wygodniejszego niż wyciągnięcie piersi i nakarmienie nią dziecka). Ale to już temat na osobny post.

Wpis podzielę na 2, a może nawet na 3 posty, ze względu na ogromną zawartość informacji. Chcę też, aby były one rzetelne i pomocne, dlatego też, aby dłużej nie zwlekać z ich publikacją, pokazuję Wam dziś pierwszą część. Kolejnych wypatrujcie. Postaram się dodać je jak najszybciej.


video

Liczenie wymaga od dziecka myślenia abstrakcyjnego i na tym poziomie, który pokazałam Wam na filmie, jest raczej wyuczoną wyliczanką, niż prawdziwym liczeniem. Co nie zmienia faktu, że jestem z tego "liczenia" dumna ;) Z pewnością trochę jeszcze potrwa, zanim Karolinka zrozumie istotę liczenia. Widzę jednak, że do "3" idzie jej to całkiem nieźle. Potrafi policzyć na palcach, rozdzielić coś dla trzech osób, pomyśleć ile potrzeba przedmiotów i samej to policzyć. A dalej to już właśnie taka wyliczanka :)

*Kanapa nie jest brudna, ani zasikana ;) wcześniej została brutalnie potraktowana flamastrem.
Odkąd pamiętam lubiłam książki. Jako nastolatka lubiłam czytać, w bibliotece pojawiałam się bardzo często i kręciło mnie wyszukiwanie różnych książkowych nowości. W szczególności lubiłam książki przygodowe, niekoniecznie te dla dziewczyn, chociaż te typowo dziewczyńskie np. "Pamiętnik księżniczki" czytało się wyjątkowo szybko i łatwo. Nie wiem czy kojarzycie książki z serii "Wehikuł Czasu". To było coś. Taka prawdziwa przygoda. Później pojawił się Harry Potter i był szał. Te trzy tytułu łączy jedno łatwość czytania, pewna tajemnica i ciekawość, co też wydarzy się na następnych stronach.

Trochę czasu minęło i wpadłam nieco z obiegu jeśli chodzi o literaturę młodzieżową. Ciężko jest mi być ekspertem w tej dziedzinie, skoro nie mam porównania. Nie wiem też co jest modne, chociaż czy moda jest najważniejsza? Mimo wszystko chciałam podzielić się z Wami dwoma książkami, które przypadną do gustu nawet dorosłemu, a mam nadzieję, że nastolatkom lubiącym czytać tym bardziej.

"Alcatraz kontra bibliotekarze. #1 Piasek Raszida" Brandon Sanderson wydawnictwo IUVI


Alcatraz Smedry nie wydaje się przeznaczony do niczego poza katastrofami. Na trzynaste urodziny otrzymuje paczkę ze spadkiem po nieżyjących rodzicach – a w niej zwykły woreczek ze zwykłym piaskiem. Prezent zostaje jednak niemal natychmiast skradziony. To uruchamia lawinę zdarzeń,

które uświadomią Alcatrazowi, że jego rodzina jest częścią grupy walczącej przeciwko Bibliotekarzom – tajnej, niebezpiecznej i złowrogiej organizacji, która faktycznie rządzi światem. Piasek Raszida ma pozwolić Bibliotekarzom zdobyć władzę absolutną. Alcatraz musi ich powstrzymać… uzbrojony wyłącznie w okulary i wyjątkowy talent do bycia wyjątkową ofiarą losu…

Książkę czyta się naprawdę przyjemnie. Nie jest nudna, nie ma długich opisów, za którymi szczerze mówiąc nie przepadam. A tu wszystko jest wyważone. Jeśli macie w rodzinie nastolatka, który uwielbia czytać, to z pewnością zakup tej książki okaże się strzałem w dziesiątkę. Poza tym w środku znajdziemy fajne, komiksowe ilustracje.



"Całkiem obcy człowiek" Rebecca Stead wydawnictwo IUVI.


„Która to prawdziwa ty? Ta, która zrobiła coś okropnego, czy ta, która się przeraziła tym, co zrobiła? I czy jedna może przebaczyć drugiej?”
Bridge, Tabitha i Emily znają się od zawsze, ale ten rok testuje ich przyjaźń.
Em ma chłopaka (tak jakby), który prosi ją o szczególnego rodzaju zdjęcia. Tab jest młodą feministką i potrafi przejrzeć każdego na wylot, a Bridge z jakiegoś powodu zaczęła nosić kocie uszy i wciąż stara się zrozumieć, dlaczego przeżyła wypadek, którego nie powinna przeżyć. Są najlepszymi przyjaciółkami i kierują się jedną zasadą: nigdy nie kłócić się ze sobą. Czy to pomoże im przetrwać?
Sherm usiłuje zrozumieć, dlaczego ludzie rozstają się po wielu latach małżeństwa i jak to jest przyjaźnić się z dziewczyną, a dla pewniej licealistki Walentynki okażą się najtrudniejszym dniem w życiu. A, i jeszcze Jamie, poważny starszy brat, którego głupi zakład z kumplem kończy się… no, prawie katastrofą.

Ta książka jest zdecydowanie bardziej dziewczyńska. Chłopcy nie przepadają za książkami o miłości, przyjaźni i zawiłościach z nimi związanych, a ta książka jest właśnie o tym. O nastolatkach, które próbują znaleźć własne miejsce w świecie. Dlatego szczególnie polecam ją nastolatkom, które lubią przyjemne książki o babskich sprawach ;)

Obie książki są nowością wydawniczą. Ich premiera miała miejsce niecały miesiąc temu, dokładnie 15.02. Możecie je zamówić na stronie wydawnictwa IUVI http://iuvi.pl

A czy Wy macie swoje ulubione książki z czasów młodzieńczych? A może nadal w wolnych chwilach sięgacie po takiego typu literaturę?

Dziś będzie krótko, ale treściwie. Chciałam pokazać Wam książeczki z zadaniami dla dwulatków, które moim zdaniem są bardzo rozwijające i sprawiają dzieciom dużą przyjemność. W nich nie chodzi o to, aby zrobić coś idealnie, chodzi o dobrą zabawę, a przez zabawę o naukę, która jest tu delikatnie przemycana.

Książeczki z naklejkami z serii Sowa. Dostępne są w kioskach, w Internecie. Mnie nie porwały te i obrazki, ale Karolci się podobały. Chociaż nieraz zdziwiona pytała o to co to jest, bo jeż na przykład w ogóle nie był podobny do jeża. Jeśli chodzi o zadania, to są całkiem całkiem. I tak w tym wypadku najbardziej chodziło o naklejki, które trzeba przyklejać w odpowiednie miejsca. Karolcia to lubi. Najlepiej jak właśnie trzeba je naklejać w oznaczone miejsca, bo gdy są na przykład naklejki to wykorzystania samodzielnego, tak po prostu do naklejania gdziekolwiek, to mamy małą konsternacje, że jak to i że gdzie to w ogóle naklejać.




Akademia 2-latka to książeczka, która ma swoje plusy i minusy. Plusami są naklejki, ale minusami ich spora liczba, które nie wiadomo, gdzie przyklejać. Fajne są też zadania. Faktycznie dla dwulatka. Proste i jasne. Z pewnością każde dziecko sobie z nimi poradzi.



Elementarz dla 2-latka, Ćwiczenia dla 2-latka i Zabawy Edukacyjne dla 2-latka to książeczki z zdaniami z serii Akademia Domowa wydawnictwa Zielona Sowa. Te książeczki to strzał w dziesiątkę. Są naprawdę genialne. Proste zdania, fajne naklejki, rysowanie, łączenie, uzupełnianie. A co najlepsze na każdej stronie znajdziemy sugestie dla rodzica dotyczące dodatkowych zabaw związanych z danym tematem oraz opis umiejętności, które zdobywa dziecko rozwiązując zadanie.








Zeszyt 2-latka i zeszyt 3-latka to zadania z naklejkami wydane w serii Faktu. Są dość fajne, Karolcia rozwiązała je z łatwością, nawet te dla starszych dzieci.




 Na koniec mamy Teczkę 2-latka, kupioną któregoś razu w Biedronce. W środku były 4 książeczki z łatwo wyrywanymi stronami. W każdej książeczce naklejki, ale takie słabe, bo moim zdaniem nic nie wnoszące. Po prostu przyklejane na miejsce, co nie zmusza do zbytniego myślenia. Wolę takie, w których jest jakieś polecenie i Karolcia musi pomyśleć chwilę zanim przyklei naklejkę (tak jest właśnie w opisanych wyżej). Poza tym bardzo dużo kolorowania. Karolcia na etapie 2 lat nie lubiła zbytnio kolorować. Szybko się zniechęcała. Teraz bywa różnie. Ma czasem dzień, że kolorowanie sprawia jej przyjemność, a czasem widzę, że bardzo ją denerwuje. Gdyby nie taka ilość kolorowania i te naklejanie to byłyby prawie idealne. Zawierają również podpowiedzi dla rodziców.






A czy Wasze dzieci lubią rozwiązywać takie zdania?
Wchodzę dziś na panel bloga, aby napisać do Was kilka słów. Myślę, pewnie nie pisałam z pięć dni, patrzę i nie wierzę. Od 10 dni post nie pojawił się na blogu! Jak to możliwe? Gdzie uciekło mi te 10 dni? Czy ja naprawdę żyję, aż w takim pośpiechu? Fakt, ostatnio przez naszą chorą Milkę mieliśmy trochę więcej na głowie, ale żeby aż tak się zapomnieć. Mam nadzieję, że teraz będzie już lepiej. Milka w niedzielę zaczęła sama chodzić (w końcu!), więc będzie łatwiej.

A Karolcia? Jak nigdy w tym czasie dbała o Milkę, dawała jej pić, chciała przykrywać kocykiem, wołała nas, gdy trzeba było coś przy niej zrobić. Naprawdę spisała się w tej niełatwej sytuacji na medal. Chociaż początkowo było dziwnie. Chyba była o nią zazdrosna, że trzeba się Milką zajmować, że musi mieć spokój, że nie można wariować. Ale bardzo szybko zazdrość zmieniła się w opiekę i przyjaźń. Przesiadywała przy niej, postawiła nawet obok niej drugie legowisko, a w nim swojego pieska (małą Milkę), aby miała towarzystwo.

Cudownie się na to patrzyło. I kolejny raz utwierdziłam się w przekonaniu, że Karolinka jest gotowa na rodzeństwo, że tego chce, że będzie cudowną siostrą. Nie ma dnia, aby nie wspomniała o tym, że chce braciszka.

K. "mamo, a kupimy to jak będzie braciszek?", "mamo, a ten kubek to dla braciszka będzie", "jak będzie braciszek, to Ty mamo, będziesz jego trzymała za rączkę, a ja tatę".

Takich tekstów jest mnóstwo. Pojawiają się naprawdę codziennie. Ale najbardziej rozwalił mnie ten.

Ja: "ale wiesz, ja jeszcze nie jestem w ciąży"
K: "to mamo musisz się po prostu z tatą kochać. Bo jak będę miała urodziny (tu pokazała na palcach 3) to chcę na prezent dostać braciszka albo siostrzyczkę)".


Do Twoich urodzin zostały 3 miesiące.
I co ja córko zrobię.
My też naprawdę tego chcemy...
Ten post miał ukazać się w Walentynki, ale pech chciał, że to właśnie w ten dzień nasza Milka miała bardzo poważną operację, której mogła nie przeżyć. Ten dzień spędziliśmy więc w nerwach i oczekiwaniach czy wszystko się uda. Całe szczęście udało się i jest dobrze. Mam nadzieję, że będzie dobrze i nasza sunia jeszcze z nami zostanie, bo nie wyobrażam sobie życia bez niej. Kto nie jest psiarzem ten nie zrozumie. Ale pies jest członkiem rodziny, po stracie którego długo nie można się pozbierać. Trzymajcie kciuki za Milkę, jest silna, więc musi z tego wyjść.

Miłość. To najsilniejsze z uczuć. Jak widać, może dotyczyć także psa. Będzie to oczywiście nieco inna miłość, ale jednak. Dziś chciałam pokazać Wam najpiękniejsze książki dla dzieci traktujące właśnie o miłości.

(Wybaczcie jakoś zdjęć. Aparat się zepsuł, telefon mam przedpotopowy, a jakoś muszę sobie radzić)

"Miłość" Astrid Desbordes, Wydawnictwo Entliczek.
Bardzo oszczędna w słowa, ale to nie jest ważne. Ważny jest przekaz, który jest mądry, ale zarówno pełen humoru. Chłopiec pyta mamę czy będzie go kochać do końca życia, a ona mu to wyjaśnia. Wyjaśnia mu to w taki sposób, że zrozumie to nawet 3-latek. Uwielbiam tę książkę, a jej zakończenie jest idealne i dające do myślenia. Nie zdradzę Wam go, sami musicie się przekonać :)




"Wielka księga Kocham Cię" Trace Moroney Wydawnictwo Papilon. Karolcia uwielbia tę książkę. Wraz z króliczkiem wymienia kogo najbardziej kocha. Książka ma wytłoczone niektóre ilustracje, więc tym bardziej wydaje się być ciekawa. Prosty i mądry przekaz. Jak najbardziej jestem na tak.




"Rikuś i Anusia" Guido van Genechten Wydawnictwo Adamanda. Temu autorowi z pewnością poświęcę kiedyś osobny post. Bo każda z jego książek, które ostatnio czytałyśmy super trafiała do Karolci. Ta przedstawia historię przyjaźni, a nawet pierwszej miłości. Pokazuje, że najważniejsze to być sobą. "Rikuś i Anusia" to druga część "Rikusia", który został książką roku 2016 w kategorii książek dla dzieci.




"Uśmiech dla żabki" Przemysław Wechterowicz, Emilia Dziubak Wydawnictwo Ezop. Temu duetowi i przepięknym ilustracjom Emilii Dziubak również będę musiała poświęcić osobny post. Jestem bowiem zakochana w tych przepięknych ilustracjach, a teksty Wechterowicza są po prostu genialne. W tym wypadku również tak jest. Książka nie mówi w prost o miłości, ale pokazuje jak wielka jest miłość mamy do córki. A co najlepsze ma świetny żart, który uwielbiam.




Oprócz tego odsyłam Was do posta o książkach o uczuciach, w którym pokazałam Wam 3 świetne książki o miłości między tatą a synem.
Kiedyś miałam spinę. Chciałam być idealna. Chciałam być idealną matką. Chciałam wychowywać dziecko tak, aby w żadnej sposób go "nie uszkodzić". Korzystać z poradników, doskonalić wiedzę i być najlepsza. Nie wiem czemu to we mnie siedziało. Może chciałam po prostu dać dziecku to, co najlepsze? Całe szczęście opamiętałam się w porę.

Przecież tak naprawdę dla mojego dziecka zawsze będę idealna. A przynajmniej chcę wierzyć, że tak właśnie jest i będzie. Co z tego, że czasem zdarzy mi się krzyknąć. Czasem uronić łzę. Czasem stracić cierpliwość. Czasem pozwolić na dłuższe oglądanie bajek, a czasem całkiem tego zabronić. Nie jestem robotem. Nie chcę nim być. Nie chcę być matką zaprogramowaną na idealność. Nie czytam poradników dla rodziców. Czasem zdarzy mi się przejrzeć jakąś ciekawą pozycję, ale nie mam ogromnej listy książek o wychowaniu, które muszę przeczytać, bo inaczej sobie nie poradzę. Może też po prostu nie mam na to czasu? Gdybym była zagubiona w pewnych kwestiach wychowawczych, to pewnie sięgnęłabym po niejedną pozycję, ale póki co moja intuicja i instynkt macierzyński sprawdzają się naprawdę dobrze.

W swoich działaniach staram się zachować równowagę. Nie chcąc rozpieszczać dziecka nie pozwalam mu na każdą zachciankę, wiem, że nie mogę sobie na to pozwolić, chociaż to oczywiste, że spełniłabym każdą najmniejszą prośbę. Wiem jednak, że wtedy bym zginęła. Może nie teraz, ale później, kiedy dziecko będzie coraz wyraźniej egzekwowało swoje życzenia. Dlatego staram się pamiętać, że wychowanie to długi proces, ale najważniejsze są jego pierwsze lata.

Przekroczenie przez dziecka tego magicznego pierwszego roku to czas niezwykły, w którym nagle kończy się "jedynie opieka", a zaczyna prawdziwe wychowanie, z którym my, świeżo upieczeni rodzice, niekoniecznie od razu świetnie sobie radzimy. Ale czy od razu mamy mieć same 6 w indeksie? Czy nie po to zostajemy wrzuceni na głęboką wodę rodzicielstwa, aby uczyć się na własnych błędach? Wykorzystajmy ten najmłodszy okres w życiu dziecka właśnie na naszą naukę i na ustalenie pewnych granic i reguł, którymi będziemy się kierować. Ustalmy te kwestie między sobą, oboje jesteśmy rodzicami i oboje mamy równy udział w wychowaniu dziecka. Nie podważajmy swoich decyzji przy dziecku, dajmy mu poczucie bezpieczeństwa i nie faworyzujmy jednego z rodziców. Moim zdaniem to bardzo ważne sprawy, które rzutują na to jaki stosunek będzie miało do nas dziecko w przyszłości.

Źródło: pixabay.com
Nie popadajmy ze skrajności w skrajność i tak jak napisałam już wyżej, zachowajmy pewną równowagę. Przy tym wszystkim pamiętajmy, że dla naszego dziecka jesteśmy całym światem i im szybciej zajmiemy się wychowaniem, tym bardziej prawdopodobne, że już zawsze tak zostanie. Czy jest to idealne wychowanie? Nie wiem. I nawet nie chcę wiedzieć. Bo nie o to chodzi. Chodzi o miłość i o to, aby było nam dobrze, bezpiecznie i abyśmy czuli się szczęśliwi.
W ostatnim poście jedynie liznęłam temat zabaw, więc postanowiłam go trochę rozwinąć. Zima, w szczególności w naszym ogarniętym smogiem miastem, nie należy do najprzyjemniejszych. Owszem, staramy się wychodzić, gdy poziom powietrza jest na dość dobrym poziomie lub gdy po prostu musimy wyjść. Jeździmy też poza miasto, ale gdy siedzimy w domu wymyślamy z Karolcią różne zabawy, aby przetrwać jakoś ten zimowy czas. Nie chcę się chwalić, ale nasze dziecko ma coraz bardziej rozbudowaną wyobraźnię i to w większości ona jest naszą pomysłodawczynią. Do wielu zabaw nie potrzebujemy zabawek. Staramy się zrobić tak zwane "coś z niczego".

1. Zabawa w basen. To pomysł Karolci. Ja jedynie pomogłam go jej zrealizować. Ubrałyśmy stroje kąpielowe na ubrania, wyciągnęłyśmy z szafy dmuchane koło, rękawki, ręcznik i klapki a naszym basenem był dywan. O jaka była zabawa. Karolcia w kole udawała, że pływa, a najbardziej rozbroiła mnie stojąc pod szafą i udając, że bierze prysznic! Niby nic, a zabawa na sto dwa ;)

2. Zabawa w bibliotekę. Chyba już o niej kiedyś wspominałam, ale jest to jedna z ulubionych zabaw Karolci, więc znów krótko o niej napiszę, dla tych co nie czytali. Karolcia jest bibliotekarką, ja czytelnikiem. Mam nawet specjalną kartę biblioteczną ;) Karolcia poleca mi różne książki, wybiera, czasem pytam czy ma np. książkę o pieskach, a ona stara się ją znaleźć. Później razem przeglądamy wybrane książki i czytamy je w "czytelni". Taka zabawa może być zachęcająca dla dzieci, które niekoniecznie są molami książkowymi.

3. Budowanie namiotu z koca. Kto z nas się w to nie bawił? Toż to najlepsza zabawa z dzieciństwa. Pamiętam jak budowaliśmy z kuzynostwem ogromne namioty z koca, czasem nawet na pół pokoju. W dzisiejszych czasach jednak prościej jest postawić dziecku gotowy namiot lub bardzo modne tipi. Owszem, sami posiadamy rozkładany domek do zabawy, ale mimo to czasem robimy duży namiot z koca i wtedy dopiero jest zabawa.

4. Zabawa w piknik. Tu pomysłodawcą jest mój mąż, który zostaje sam z Karolcią, gdy ja idę na jogę i nie zawsze ma z nią łatwo, bo czasem wieczorem to ona już jest zmęczona, więc trzeba się naprawdę namęczyć, żeby jej dogodzić. Tak właśnie powstała ta zabawa. Rozłożony koc, talerzyki, czapki z daszkiem i okulary przeciwsłoneczne, a do tego przekąski. Dziecko szczęśliwe, zabawa przednia, a i podwieczorek można przy okazji przemycić ;)

Tak naprawdę to tylko namiastka zabawa, które możemy wymyślić razem z dzieckiem. Zauważcie też, że już z takim dwu-trzylatkiem możemy odgrywać bardzo wiele ról i życiowych sytuacji. Nie wiem też jak to jest w sytuacji, gdy mamy w domu chłopca. Być może woli on całkiem inne zabawy. Może kiedyś będzie mi dane to poznać :)
Znowu muszę niestety wytłumaczyć się Wam z mojej dłuższej nieobecności w sieci. Mój Instagram jest tymczasowo zawieszony ze względu na stary telefon, na którym aktualnie działam. Nie mam możliwości zainstalowania tejże apki, więc jestem zmuszona być na odwyku ;) Posty na blogu jak widzicie też się nie pojawiają, bo zjechała się do nas rodzinka i mamy tutaj niezły młyn :) Karolcia zachwycona kuzynkami, świetnie się ze sobą bawią i naprawdę cieszę się, że ma tak wspaniały kontakt z nimi, mimo iż nie mieszkają blisko nas i spotykamy się od czasu do czasu.

Aktualnie moje dziecko śpi. Wymęczone ciągłą zabawą, której ja na takim poziomie nie mogę jej zapewnić. Jednak starsze kuzynki mają lepsze pomysły niż ja ;) Jak one się pięknie bawią, aż miło popatrzeć.

Zauważyłam, jeszcze przed ich przyjazdem, że Karolcia weszła w całkiem inny etap zabawy. Przez ostatnie dwa tygodnie najlepszą zabawą były relacje. A to lalkami, a to misiami. Niesamowite, że 2,5 latek już potrafi się w takie coś bawić. Byłam przekonana, że to domena starszych dzieci, a tu proszę. Karolcia wymyśla, że lalki idą na plaże, albo że jadą gdzieś pociągiem. Ma bardzo rozbudowaną wyobraźnię i mało potrzeba jej, aby zabawa była udana. Cieszy mnie to.

Ostatnio odrzuciła układanie puzzli i rysowanie, właśnie na rzecz takich zabaw. Ale zauważyłam już, że ma pewne fazy na konkretne zabawy. Jak układała puzzle to pół dnia potrafiła to robić, jak budowała klockami to tylko klockami. A teraz właśnie bawi się w dom, w przyjaźnie. Miło patrzeć na coś takiego.

A w co najbardziej lubią bawić się Wasze dzieci?
Nie mogę doczekać się wiosny. Nie dlatego, że nie lubię zimy. Naprawdę ją lubię. Jak jest śnieg, lekki mróz, taka zima może być. I taka zima w sumie właśnie jest, ale nie mogę znieść jej przez ten smog, który w naszym mieście jest naprawdę na wysokim poziomie. Codziennie sprawdzam poziom smogu i przez to od kilku dni nie byłyśmy z Karolcią na porządnym spacerze. Odpuściłyśmy chwilowo sanki, przemieszczamy się autem a to do babci, a to do galerii, aby trochę ruszyć się z domu. Po prostu nie da się oddychać. Żeby nie stać biernie, pomagamy z mężem w zbieraniu podpisów pod petycją w sprawie wprowadzenia odpowiednich ustaw, mając nadzieję, że coś to da.

Źródło: pixabay.com
Kilka dni temu zrobiliśmy z mężem test czystości powietrza odkurzaczem. Jeśli jeszcze nie widzieliście tego filmiku, możecie zobaczyć go tutaj:

Nasz wynik jest zatrważający. Wacik wyszedł strasznie czarny i śmierdział sadzą z komina. I właśnie takim powietrzem oddychamy. Przeraża mnie to. Mam straszne dylematy odnośnie spacerów. I o ile Karolcia jednak ma już jakąś odporność, to z niemowlakiem chyba siedziałabym całą zimę w domu :(

A czy za czasów naszego dzieciństwa było gorzej? Przecież nikt wtedy tego nie mierzył. Działały różne zakłady, prawie wszyscy mieli piece węglowe. Czy smog też był na takim wysokim poziomie? Tego pewnie się nie dowiemy, ale nawet jeśli, to nie myślmy o tym, że kiedyś było gorzej. Pomyślmy o tym, żeby było lepiej. Zróbmy coś wokół i przestańmy narzekać.
"Jestem już dużą dziewczyną" - tak mówi mi moja córka, kiedy chce udowodnić, że coś potrafi sama zrobić. Stąd też tytuł posta, bo dziś będzie właśnie o rozwoju dziecka. A konkretnie o rozwoju 2,5-latka.

Tak patrzę i patrzę i widzę, że nie widzę ważnego posta, który powinien się tu znaleźć. Od urodzenia K. robiłam podsumowania każdego miesiąca jej życia, po 1,5 roku straciły one na częstotliwości, bo nie widziałam w nich większego sensu, ale jednak pominęłam coś ważnego. Zapomniałam o poście o mojej 2,5 latce. O 30 miesiącach. To okrągła liczba i należy o niej pamiętać. Jest ważna. Dlatego kończąc ten wstęp zapraszam Was na krótkie podsumowanie.

29 listopada moja córka skończyła 30 miesięcy. Nie jest już dwulatkiem, bliżej jej do trzylatka, ale o tym zaraz. Nie sądziłam, że dzieci w tym wieku są tak ogarnięte i mądre. Nie chcę zachwalać, chociaż głównie o tym będzie ten post, ale co te dziecko wygaduje przechodzi moje matczyne pojęcie. Jej teksty zwalają mnie z nóg. Kiedyś widząc dziecięce teksty w Internecie nie chciało mi się wierzyć, że to prawda. Ale teraz, słysząc co czasem mówi moje dziecko, wiem, że wszystko się może zdarzyć. Zresztą, jeśli śledzicie mnie na bieżąco, pamiętacie może historię o piesku, który się skończył, opisałam ją TU. Takich tekstów jest mnóstwo, więc postanowiłam je spisywać.

Czytamy książeczkę przed snem, na obrazku stado kangurów.
K. "Mamo zobacz, to ja, to babcia B., to dziadziuś W., to babcia K, a to Fibi" (mówi pokazując na poszczególne kangury).
Ja: "A gdzie ja i tata?"
K: "Poszliście na zakupy do Biedronki. (chwila zastanowienia) i do Lidla."

Tak mnie widzi moje dziecko, łażącą po sklepach ;)

Sytuacja inna. Siedzimy, gadamy a nagle Karolajna wypala "Mamo, jak ktoś mi macha to nie czuję się z tym dobrze". Zamurowało mnie i przez chwilę nie wiedziałam co mam na to opowiedzieć.

Zastanawiałam się skąd bierze takie sformułowania, przecież wiadomo, że sama ich nie wymyśla. Przede wszystkim z książek, czytamy ich naprawdę sporo, niektóre wałkujemy po sto razy, więc jakoś tam wchodzą jej w pamięć. Poza tym wiele rzeczy czerpie od nas. I tak oto przejęła od nas kilka słów, których nie koniecznie powinna używać w takiej właśnie formie.

K. "Mamo, tato dziś jedzie na siłkę?"
K: "Mamusiu, może kupimy to w Biedrze".
K: "Sikorki jedzą kulkę, którą powiesiliśmy, czaisz?" Te zdanie padło chyba jakieś kilka miesięcy temu, więc tym bardziej mnie zaskoczyło.

Poza super rozbudowanymi zdaniami Karolcia uwielbia śpiewać i zna już tyle piosenek, że nawet ich nie zliczę. A to dlatego, że muzyka dziecięca towarzyszy nam prawie przez cały dzień. Początkowo puszczaliśmy piosenki tylko w aucie, ale zwyczaj ten przeniósł się również do domu nad czym częściowo ubolewam. Po prostu słysząc niejedną piosenkę setny raz w ciągu dnia mam ochotę wyskoczyć przez okno ;) a co gorsza wsiadając do auta i jadąc gdzieś sama, dopiero w połowie trasy spostrzegam się, że zamiast mojej muzyki słucham przebojów dziecięcych i co gorsza podśpiewuję! No ale czego się nie robi dla rozwoju dziecka ;) A tak na serio to cieszę się, że Karolinka lubi muzykę i jestem z niej dumna, że tak szybko łapie te wszystkie piosenki. Pamięć do tekstów ma zdecydowanie po mnie :)

Trochę się rozpisałam, miało nie być przydługawo, mam nadzieję, że udało Wam się dobrnąć do końca. A na koniec konkretne podsumowanie, jakie w zwyczaju miałam robić.

Zęby: aktualnie brakuje nam 3 piątek. Jedna już w całości się przebiła okupiona oczywiście chorobą, a druga właśnie jest w trakcie przebijania. Jeszcze dwie na górze i będzie komplet. Ząbkowanie w wersji hard uznam wtedy za zakończone i kupię chyba z tej okazji jakiegoś dobrego szampana. Chociaż nie, szampanów nie lubię. Niech będzie wino.
Waga: na domowej pokazuje 13,7 kg.
Jedzenie: apetyt dopisuje i naprawdę od pewnego czasu nie mam na co narzekać. Chociaż zupę zawsze musimy jeść przy bajkach... Ale to już temat na osobny post.
Sen: drzemki w dzień stały się już rzadkością. Cieszy mnie to, że zasypianie mamy w miarę opanowane i dzięki temu, że nie ma drzemki Karolcia zasypia ok. 20:30 i śpi do 8:00-8:30. Za to w nocy bywa różnie. A to siku, a to piciu, a to gdzie jest lis, a gdzie pan żaba, a gdzie mały lis. A przykryj, a zimno, a ciepło. Dlatego też śpimy razem. Bo wstawanie po kilka razy w nocy to nie dla mnie. Wierzę, że kiedyś wyprowadzi się z naszego łóżka i że w końcu odzyskamy z mężem naszą przestrzeń. Póki co jest dobrze :)


Wiadomo, że ze spaniem dzieci różnie bywa. Inne od początku są śpiochami, śpią ładnie i długo, a znowu inne mają problemy ze snem. Mało śpią w dzień, dużo budzą się w nocy. Jednak po roczku sen powinien być już raczej unormowany i drzemki powinny odbywać się o stałej porze. Niektóre dziecko w tym wieku potrzebować będzie dwóch drzemek, inne jednej. Jednak sen na tym etapie jest bardzo ważny, pomaga w regeneracji i rozwoju mózgu, a także pozwala dziecku na zgromadzenie nowej energii. 

Jakoś po roczku Karolci wystarczała już jedna drzemka w okolicach 12 godziny. Zależało to od tego, o której wstała rano. Później w okolicach 1,5 roku miała bunt na spanie w dzień, bardzo ciężko było ją położyć i już wtedy zdarzały się dni bez drzemki. Były ciężkie, wieczory marudne, ale dzieć odlatywał w 5 sekund i najczęściej przed 20:00 już spała. Od pewnego czasu (dla przypomnienia Karolcia ma teraz 2,5 roku) z drzemkami mamy taki o to problem, że zaczęły wypadać coraz później. A to przed 14, a to po 14, a to znaczyło szybkie budzenie dziecka, bo inaczej wiązałoby się to z mega długim, męczącym wieczorem. I tak oto ostatnio Karolcia zasnęła o 14, spała do 15, niby niedługo, ale za to wieczorem w ogóle nie szło jej położyć i w końcu zasnęła po awanturze o 22:30... Wydłużyło się też poranne spanie. Do 8:00 to standard, ale zdarzają się też dni, że śpimy do 9:00. Dlatego też kładzenie się w dzień przestało mieć sens. Nadal uważam, że jednak drzemki w dzień są ważne, ale jeśli dziecko kompletnie nie wykazuje oznak zmęczenia, nie marudzi i nie sposób go położyć, to po co się męczyć? Tak o to, od jakiegoś tygodnia nie mamy w dzień drzemek. Wcześniej zdarzało się to sporadycznie, teraz drzemki zdarzają się od czasu do czasu. Dziś właśnie jest ten inny dzień, kiedy to Karolcia przez pogodę i kiepską noc z chęcią się położyła i zasnęła w przeciągu 10 minut. Pewnie wiąże się to z dłuższym wieczorem, ale ta drzemka mi dziś na rękę, bo wreszcie mógł powstać ten post :)

Dla rodzica przestawienie się na czas bezdrzemkowy jest na pewno tak samo ciężki jak dla dziecka. W końcu nie ma tej chwili wytchnienia w ciągu dnia, nie ma już ciepłej kawy, nie ma chwili na nicnierobienie, nie ma spokojnego gotowania obiadu. Ale to chyba tyle z minusów. Bo w zamian za to mamy długi wieczór, który możemy wykorzystać na same przyjemności :) 



Karolcia dostała od nas pod choinkę przenośny domek dla lalek z firmy Playmobile, o którym wspominałam Wam TU i to właśnie o nim chciałam dziś napisać, bo prezent okazał się w 100% trafiony.




Co prawda domek jest przeznaczony dla dzieci od 4 roku życia, ze względu na bardzo, ale to bardzo małe elementy. Akurat u nas nie stanowi to problemu. Karolcia nie bierze zabawek do buzi, więc o to się nie obawiam, aczkolwiek i tak pozwalam się jej bawić tylko pod moją opieką, bo jak wiadomo różne pomysły mogą przyjść 2,5 latkowi do głowy. Oczywiście możemy pochować małe elementy, zostawić meble, ludziki i zabawa też będzie przednia. A w przyszłości wyciągnąć te drobiazgi. 

Domek jest przenośny, ponieważ składa się i ma rączkę, za którą można go nosić. Dla mnie to duży plus, będzie można go ze sobą brać, np. na jakiś wyjazd. A i Karolci się to podoba, może go sobie przenosić z miejsca na miejsce. Jest lekki i poręczny. W środku ma cztery pomieszczenia: salon, sypialnię, kuchnię i łazienkę. W zestawie jest komplet mebli, różne akcesoria (nawet kurczak! czy suszarka do włosów!), trzy ludziki (mama, tata i dziecko) oraz dwa psy.

Przyznam Wam się szczerze, że naprawdę oczarował mnie ten domek i to, że będzie można do niego dokupować różne inne zestawy. Już czaję się na jakiś rodzinny samochód ;) Podoba mi się też to, że jest to zabawka przyszłościowa, nawet dziecko w podstawówce z chęcią pobawi się takimi klockami. Chociaż nie nazwałabym tego klockami, bo z budowaniem mało ma wspólnego. Chyba, że są zestawy, które polegają na łączeniu elementów, ale tego nie wiem.

Domek kosztował nas ok. 110 zł w sklepie stacjonarnym u nas w mieście, akurat trafiliśmy na promocję -10% na wszystko, więc żal było nie brać ;) Szkoda tylko, że te zabawki są takie drogie. Mały zestaw, składający się dosłownie z kilku elementów to koszt ok. 50 zł. Ale cóż, tyle kosztują markowe zabawki. Lego wcale nie jest tańsze.

Na koniec zostawiam Was z kilkoma scenkami z naszego domku :)