Ten post powinien pojawić się w zasadzie już dawno, ale jak to się mówi, lepiej późno niż wcale. Jeśli obserwujecie mnie na Instagramie (@kolorlova) i czytacie w miarę regularnie mojego bloga, wiecie, że rok temu zaczęłam przygodę z jogą. Początkowo traktowałam to jako ćwiczenia, które mają służyć mojemu zdrowiu i poprawić kondycję fizyczną po ciąży, ale z czasem joga stała się jednak czymś więcej. Nie sądziłam, że tak skradnie moje serce i być może stanie się kiedyś sposobem na życie.

http://photographedbym.pl/
Po jodze czułam się doskonale, ćwiczyłam dwa razy w tygodniu z trenerem + dodatkowo w domu. Zaopatrzyłam się we własną matę i inne akcesoria. Aczkolwiek mata wymaga już wymiany ;) bo początkowo, nie wiedząc, że będzie to dłuższa przygoda, kupiłam zwykłą matę do jogi w biedronce. I jeśli zaczynacie dopiero ćwiczyć, to nie musicie od razu wydawać fortuny, na początek coś takiego też się sprawdzi. Po jakimś czasie kupiłam kostki i pasek, ale to wcale nie jest konieczne. Bez tego też dacie radę. Jeśli jednak chcecie spróbować jogi, idźcie na zajęcia z instruktorem, nie zaczynajcie praktyki w domu, bo po pierwsze, asany (czyli pozycje w jodze) muszą być wykonane poprawnie, aby przyniosły efekt, a po drugie, sami możecie szybko się zrazić.

http://photographedbym.pl/
Ćwicząc jogę i wchodząc w jej głąb, przyznam się wam szczerze, że bałam się tego, jak to będzie z moją aktywnością jak zajdę w ciążę. Nie chciałam stracić tego, co osiągnęłam. Nie chciałam przestać się ruszać, bo zaszłam w ciążę. Chciałam kontynuować ćwiczenia, ale nie do końca wiedziałam czy będę mogła. Przecież w pierwszej ciąży musiałam dużo odpoczywać, więc bałam się, że teraz też może mnie to spotkać.

http://photographedbym.pl/
Postanowiłam pogadać z trenerem, poszukać różnych publikacji na temat jogi w ciąży i wtedy się uspokoiłam. To jedna z najlepszych aktywności fizycznych dla kobiet w ciąży. Tego się nie spodziewałam i bardzo się z tego faktu ucieszyłam. Całe szczęście ciąża przebiega bez problemowo od samego początku, więc nic nie stało na przeszkodzie, aby nadal ją praktykować.

Początkowo przez mdłości i wymioty szło to może trochę bardziej opornie, ale z czasem znalazłam asany, które pomagały mi częściowo zwalczyć nudności. Bywały dni lepsze i gorsze, kiedy zmęczenie dawało się we znaki, ale szybko znalazłam przyczynę. Trening popołudniowo-wieczorny zamieniłam na poranny, a dokładnie na godzinę 10-11, kiedy to mam najwięcej energii. Zmieniłam też częstotliwość ćwiczeń pozostając przy dwóch jogowaniach w tygodniu po 1,5 godziny.

Jutro zaczynam 30 tydzień ciąży i mam wrażenie, że to joga sprawia, że tak rewelacyjnie się czuję. Owszem, wieczorami przychodzi zmęczenie, brzuch trochę zaczyna ciążyć, ale w ciągu dnia nie jest źle. Nie odczuwam bólów pleców, miednicy. Nic mnie nie ciągnie i nie strzyka. Przez tydzień miałam jedynie problem z kolanem, ale to już moja wina, bo po prostu je przeciążyłam. Ciąża + chwila nieuwagi przy jednym ćwiczeniu i kolano dało o sobie znać. Mam aktualnie jedne zajęcia w klubie, a resztę robię w domu. Nie chodzę na specjalne zajęcia dla kobiet w ciąży, ćwiczę to co wszyscy, pomijając mocne skręty i mięśnie brzucha. Oczywiście asany dostosowuję do swoich możliwości, które o dziwo są całkiem spore ;)

http://photographedbym.pl/
 Mam nadzieję, że dotrwacie do końca, bo nieco się rozpisałam.

W jodze w ciąży nie jest ważne to czy ćwiczyłyście przed ciążą, czy też nie. Aczkolwiek owszem, wcześniejszy trening będzie na pewno dodatkowym atutem, ponieważ wasze ciało będzie przygotowane na wysiłek, rozciąganie i odpowiedni oddech. Jeśli zaś ćwiczyłyście przed ciążą, a przebiega ona dobrze, ćwiczcie dalej bez obaw. Kobiety, które przed ciążą nie ćwiczyły, a chcą zacząć powinny wybrać się na zajęcia przeznaczone dla kobiet w ciąży, aby nie brać na siebie zbyt dużego wysiłku. Pamiętajcie, aby wszystko konsultować ze swoim ginekologiem!

Możecie też wspomóc się literaturą. Pokażę wam trzy książki, które moim zdaniem są bardzo rzeczowe i przydatne.




W tej książce "Joga na czas ciąży i porodu" duży nacisk kładzie się na jogowy poród. To znaczy, że przedstawione w niej pozycje mają wam ułatwić poród i pomóc przez niego przejść z mniejszym bólem. Jestem bardzo ciekawa jak się u mnie to sprawdzi, mam zamiar tak właśnie rodzić, a co z tego wyjdzie w praktyce to zobaczymy :) z pewnością napiszę wam o tym na blogu. Książka super, ma wiele ważnych pozycji, pokazuje też aspekt duchowy, naprawdę polecam. 




 "Joga dla kobiet w ciąży" to krótka książka, z której dowiecie się jakie korzyści płyną z praktyki jogi w ciąży, jakie są zalecenia i wskazówki dla kobiet w ciąży i zobaczycie jakie asany najlepiej w tym czasie praktykować. Też warto po nią sięgnąć.



Na koniec książka, która nie jest o jodze w ciąży, a o jodze dla każdego, chociaż jest typowo kobieca, ponieważ zawiera informacje o tym, jakie asany możecie wykonywać w ciąży, a jakie są zabronione, a także jakich asan lepiej nie wykonywać mając miesiączkę. Jak dla mnie książka super. Pozycje przedstawione i opisane w sposób czytelny, bardzo rzetelny i ciekawy wstęp. Pozycja obowiązkowa :)

Sesję jogową w 15, a może 17 tygodniu ciąży (już nie pamiętam :)) wykonała dla mnie moja przyjaciółka, której zdjęcia możecie zobaczyć tu http://photographedbym.pl/

Dziś pokażę Wam kilka książeczek, które pomogą dziecku w zrozumieniu nowej sytuacji, jaką jest pojawienie się rodzeństwa. Dla wielu dzieci to sytuacja stresująca, niezrozumiała (szczególnie dla tych bardzo małych), a przede wszystkim nowa. A wiele dzieci nie lubi zmian, dlatego warto je do nich przyzwyczaić.

Wiem z opowiadań, że bywa różnie. Nie raz dzieci tak jakby "cofają się", też chcą być dzidziusiem, bywają zazdrosne i różnie tę zazdrość okazują. Bądźmy dla nich wyrozumiali, ale przede wszystkim dużo z nimi na ten temat rozmawiajmy. Wiadomo, inaczej będzie zachowywał się dwulatek, gdy na świecie pojawi się brat lub siostra, a inaczej pięciolatek. Nie ma w tym żadnej reguły, wszystko zależy od dziecka, od jego charakteru, ale też po części od nas - w jaki sposób dziecko na to przygotujemy.

Pomocne mogą się okazać książeczki. Wybrałam dla Was ulubione książki Karolci. O rodzeństwie znajdziecie na pewno jeszcze wiele innych, ja skupię się na tych, które nam przypadły do gustu.

Marysia jest starszą siostrzyczką. Znacie serię książeczek o Misi Marysi? To jedne z ulubionych mojej córy. Zaraz po Kici Koci, a może nawet na równi z nią. Misia Marysia ma różne przygody, bardzo fajnie opisane i zilustrowane. Naprawdę polecam Wam tę serię. Nie mogło oczywiście zabraknąć części o rodzeństwie, która jest naprawdę dobrze opisana.





Kicia Kocia ma braciszka Nunusia. W zestawieniu nie mogło oczywiście zabraknąć Kici Koci. Początkowo Kicia Kocia nie może się doczekać, szykuje z babcią rzeczy dla braciszka. Jednak później staje się zazdrosna, bo mama ciągle zajmuje się Nunusiem. Świetna opowieść, taka prawdziwa. Kicia Kocia obawia się nawet czy mama ją kocha. Dzieci też borykają się czasem z takimi rozterkami.





Tupcio Chrupcio. Mam rodzeństwo. Znacie? Tupcio Chrupcio też jest bardzo lubiany przez Karolinkę, ale jest bardzo specyficzny, bo maruda z niego i zazwyczaj coś mu się nie podoba. Ale które dziecko nie ma czasem gorszych dni? Książeczka pokazuje, że nie zawsze możemy mieć to, o czym marzymy. Tupcio chce mieć brata, a tu niespodzianka, rodzi mu się siostra.





Obrazki dla maluchów. Czekamy na dzidziusia. Nie wiem jak u Was, ale u nas Obrazki dla Maluchów też są chętnie czytane i oglądane. Te książeczki śmiało możecie kupić młodszym dzieciom, bo mają twardą oprawę i twarde strony. Poza tym więcej obrazków niż tekstu. Akurat w tej książce opisana jest cała ciąża, to jak powstaje dziecko, a nawet sposób w jaki się rodzi. Naprawdę godna polecenia.


Wybaczcie, że 2 zdjęcia są w te stronę, ale złośliwość rzeczy martwych nie pozwala mi ich obrócić



Basia i nowy braciszek. Po książki o Basi też chętnie sięgamy, ale są one przeznaczone dla dzieci w wieku przedszkolnym, bo jest w nich dużo tekstu. Poza tym sama Basia jest przedszkolakiem i jej rozterki pasują właśnie do tego wieku. Nie mam zdjęcia, ponieważ nie posiadamy tej książki, a jedynie pożyczałyśmy z biblioteki, ale jeśli jesteście ciekawe to odnoszę TU.

Zuzia i nowy dzidziuś. To książeczka również dla przedszkolaków, ale czytałyśmy ją z Karolcią jakiś czas temu i się przyjęła, więc chyba nie ma reguły ;) Pożyczałyśmy z biblioteki, więc nie mam zdjęć, ale możecie ją zobaczyć TU.

Jestem ciekawa jak to będzie u nas. Karolcia jak tylko zaczęła mówić to głównym tematem było "mamo chciałabym mieć braciszka". Trochę musiała na niego zaczekać, ale myślę, że jest teraz na idealnym etapie jeśli chodzi o posiadanie rodzeństwa. Różnica między dziećmi będzie wynosić 3,5 roku, więc jak dla mnie akurat.

A jak było u Was podwójne mamy? Jak przygotowujecie lub przygotowałyście dziecko na rodzeństwo? Jaką macie różnice wieku między dziećmi?
Będąc na początku tej drugiej ciąży myślałam, że co tydzień będę dodawać posta o rozwoju ciąży. Jak bardzo się myliłam! Ta ciąża pędzi jak szalona! Przecież to już początek 3 trymestru... Lada moment będę rodzić... I to mnie przeraża! Tak serio, serio. Nie dlatego, że obawiam się porodu, wiem, że jak przyjdzie ten moment to organizm będzie pod takim działaniem hormonów, że wszystko będzie szło swoim rytmem, a ja będę miała po prostu zadanie do wykonania, którym będzie po prostu urodzić ;)

2 trymestr zniosłam rewelacyjnie, nie czułam praktycznie żadnych typowych ciążowych dolegliwości. Rano, czuję się, jakbym w ogóle nie była w ciąży, czuję się taka lekka. Gorzej jest po południu i wieczorem, kiedy brzuch trochę zaczyna ciążyć, ale staram się na to nie narzekać i jeśli tylko mogę to po prostu wieczorem już odpoczywam, a do południa robię rzeczy, które wymagają ode mnie większych pokładów energii.

W archiwum bloga znalazłam post o ciążowych dolegliwościach 3 trymestru, możecie tam zobaczyć najczęstsze zmory końcówki ciąży. Póki co nie mam na co narzekać, aczkolwiek od jakiegoś już czasu mam problem z zasypianiem. Pamiętam, że w pierwszej ciąży zasypiałam bardzo wcześnie, jak tylko przyłożyłam głowę do poduszki. A teraz zanim zasnę kręcę się, wiercę, idę po kilka razy siku... A w nocy jak się przebudzę też ciężko mi ponownie zasnąć, a wiadomo, że się przebudzę, bo przecież siku. Z tym sikaniem to właśnie najgorzej, w nocy potrafię wstawać po 3 razy! Przed snem to samo, latam ciągle do toalety... Uciążliwe, ale wolę to niż zgagę ;)

Poza tym jedna z ważniejszych kwestii nie pojawiła się jeszcze na blogu. A mianowicie płeć dziecka :) kto mnie śledzi na Instagramie, być może wie, że będzie chłopiec :) Już na pierwszym USG prenatalnym były przesłanki, że to właśnie syn. Ja też tak się od początku czułam, czułam, że noszę synka. A w poprzedniej ciąży, mimo że dowiedzieliśmy się dopiero w 32 tygodniu, od początku czułam, że będzie dziewczynka. Jednak mama wie najlepiej ;) Tak więc już wielokrotnie mieliśmy potwierdzenie, że będziemy mieć synka. Musiałam wymienić prawie całą garderobę, aczkolwiek trochę ciuszków kupowałam chłopięcych, a część uniwersalnych, więc nawet coś tam się uzbierało. Ale o wyprawce w drugiej ciąży napiszę w osobnym poście.

Póki co myślimy intensywnie nad imieniem i mamy problem, bo niby jakieś typy są, ale nie ma tego jednego, które by nam się podobało. Zdania są podzielone, a i zdanie 3,5 latki trzeba też wziąć pod uwagę ;) Także myślimy intensywnie!
Mówi się, że to najgorsze badanie ciężarnych. I chyba faktycznie tak jest. W tamtej ciąży miałam dość nietypowe badanie, możecie przeczytać TU i z perspektywy czasu jak na to patrzę, to mój lekarz miał dość specyficzne podejście do niektórych kwestii. Ale o tym może innym razem. Drugą ciążę prowadzi mi już inny lekarz.

Test obciążenia glukozą polega na tym, że kupujecie 75 g glukozy (są jeszcze 50 g, ale to zależy od tego, jaką zleci lekarz) i idziecie z tym do laboratorium. Tam pielęgniarka pobiera wam krew na czczo. Później rozrabia glukozę, musicie ją całą wypić i iść siedzieć godzinę, nigdzie nie chodzić! Aby nie zakłamać wyników. Po godzinie następuje kolejne pobranie. Idziecie siedzieć drugą godzinę i po niej ostatnie pobranie. Nasiedzicie się więc trochę. Warto wziąć dobrą książkę ze sobą ;) i wybrać laboratorium, w którym są wygodne krzesła czy fotele. Samo wypicie glukozy dla większości jest okropne, dlatego możecie wziąć ze sobą cytrynę i wycisnąć z niej sok do tego okropnego napoju. Dzięki temu wypicie jest nawet znośne. Ja bez cytryny z pewnością nie dałabym rady. Podobno w aptece możecie też kupić glukozę o smaku cytrynowym, ale nie wiem jak smakuje.

Test wykonałam tydzień temu w 26 tygodniu ciąży. Powiem szczerze, że nawet nie było tak źle. Glukoza z cytryną była nawet do przełknięcia i owszem było mi po niej niedobrze i trochę słabo, ale myślałam, że będzie gorzej, że będę głodna, a siedzenie tyle czasu będzie bardzo nudne. Glukoza mnie zapchała, więc głodna nie byłam, a dobra książka i internet sprawiły, że czas zleciał mi bardzo szybko. Mogłam spokojnie posiedzieć i nie myśleć o tym, że coś mam do zrobienia ;)

Najważniejsze oczywiście z tego całego testu są wyniki. Mają one określić czy nie cierpimy na cukrzycę ciężarnych. Poniżej przedstawiam normy wg mojego laboratorium.
Na czczo: 70-99 mg/dl
Po 1h: <180 mg/dl
Po 2 h: <140 mg/dl

Nie wiem czy są jakieś dolne normy, dowiem się na wizycie za tydzień, bo moje wyniki są dość niskie i sama nie wiem czy to dobrze czy to źle. Jeśli się dowiem, to zaaktualizuję ten wpis. A wyniki miałam takie: na czczo 74,8, po 1h 72,8, a po 2 godzinach 69,1.

A jak było u Was? Czy dla Was też te badanie było takie ciężkie?


Dziś dzielę się z Wami moim małym osiągnięciem, które dzięki Wam, może stać się jeszcze większe. Jakiś czas temu miałam okazję udzielić wywiadu dla portalu Sukces Jest Kobietą i dla portalu EksMagazyn. Pisałam o tym TU.

Na te zdjęcie możecie głosować :)

Tydzień temu na Facebook'u, a konkretnie na fanpage'u Sukces jest kobietą ruszył plebiscyt na testerkę sukcesu, w którym biorę udział. Do wygrania jest wywiad w książce, dlatego bardzo mi na tym zależy. Zawsze marzyłam o tym, aby część mnie, gdzieś się zapisała.

Na Facebook'u u mnie na profilu i na Sukces jest kobietą znajdziecie moje zdjęcie, na które możecie głosować. A co najważniejsze, też macie szansę na wygraną. Do wygrania są 3 wyjazdy dla dwóch osób do SPA, a także 10 zestawów kosmetyków Amaderm, które ostatnio polecałam Wam na moim Instagramie, więc jest o co walczyć :)  

A oto warunki głosowania.
WARUNKI GŁOSOWANIA: Jeden komentarz pod zdjęciem to jeden punkt. Jedno udostępnienie to jeden punkt. Jedna osoba może więc przysporzyć kandydatce 2 punktów (jedno udostępnienie i jeden komentarz).
WAŻNE: Zdjęcia można komentować i udostępniać dowolną ilość razy, jednak zaliczony zostanie tylko jeden punkt za komentarz od jednego użytkownika i jeden punkt za udostępnienie od jednego użytkownika!
WAŻNE: Jako punkt liczone będą tylko oryginalne komentarze, a nie odpowiedzi na komentarze innych użytkowników.
WAŻNE: Testerki biorące udział w plebiscycie wyłączone są z głosowania. Mogą komentować zdjęcia swoje i innych użytkowniczek oraz udostępniać je dowolną ilość razy, jednak ich komentarze i udostępnienia nie zostaną uznane jako punkty.
DLA GŁOSUJĄCYCH: Czekają na Was aż TRZY pobyty w SPA (https://www.manorhouse.pl/) oraz w najpiękniejszych miejscach w Polsce (http://www.kormoranmierki.pl/) oraz 10 nagród dodatkowych – zestawów kosmetyków marki AMADERM wraz ze skórzanym portfelem (http://amaderm.pl/).
JAK WYGRAĆ NAGRODĘ? Wystarczy w komentarzu pod dowolnym zdjęciem podać swoją oryginalną definicję SUKCESU! Szczęśliwą trzynastkę autorów najciekawszych definicji z przyjemnością nagrodzimy! Komentarze wybierze Redakcja SUKCES JEST KOBIETĄ.
No i oczywiście, trzeba być fanem FB Sukces jest Kobietą
Chyba większość rodziców obawia się przedszkola. Nie dlatego, że dziecko będzie tam same, nie dlatego, że boi się rozstania (a może, może są też tacy), ale przede wszystkim większość martwi się o choroby, które niestety spotykają większość przedszkolaków. "Zobaczysz, pierwszy rok w przedszkolu to będą same choroby", "każde dziecko musi pierwszy rok odchorować", "więcej dni spędzi w domu niż w przedszkolu", "teraz to się dopiero zacznie". Słyszałam takich tekstów jeszcze więcej, wszystkie nacechowane negatywnie. Czy jakiś rodzic posyłający dziecko po raz pierwszy do przedszkola ich nie słyszał? Czy może sam ich nie powtarzał? Powiem szczerze, że denerwuje mnie takie gadanie. Ja lubię myśleć pozytywnie. Myślę, że moje dziecko wcale nie przyniesie z przedszkola każdej możliwej choroby. Myślę, że ma i będzie miało dobrą odporność, którą przecież budujemy od samych narodzin. Myślę, że wszystko będzie dobrze, a katary nie będą nam straszne.

I tak właśnie dopadły nas pierwsze katary. Ale wiecie co, nie zwalam tego na przedszkole, bo wokół wszyscy są przeziębieni. Pogoda nagle diametralnie się zmieniła, a stres spowodowany nową sytuacją też miał tu swoją niewielką rolę w osłabieniu odporności. Póki co opuściliśmy dwa dni, poniedziałek i wtorek, ale nie dlatego, że było bardzo źle. Karolcię wręcz energia rozpierała, ale szkoda mi było dzieci zdrowych. Jednak w środę zaprowadzając Karolinkę do przedszkola zauważyłam, że zakatarzeni są wszyscy! Więc taki nastał czas i po prostu trzeba go przejść. Leczymy się i wspieramy domowymi sposobami (mnie oczywiście też dopadło) i powoli wychodzimy na prostą.

A jakie to są domowe sposoby? Pisałam o nich już kiedyś, więc odsyłam Was do tego posta TU. Do listy zamieszczonej wtedy dodałabym jeszcze czystek, maliny, miód i syrop z mleczy. Poza tym suplementujemy się witaminą D3, której tak bardzo wszystkim brakuje. A Wy jak wzmacniacie odporność u swoich maluchów?


Na koniec coś z zupełnie innej beczki. Kto mnie czyta już długi czas ten wie, że od czasu do czasu brałam udział w Blogosferze Canpol, gdzie blogerki mogły zdobyć produkty Canpol do testowania bądź do organizowania konkursów. Postanowiłam wziąć udział w kolejnej edycji i Was też gorąco zapraszam.
Początkowo myślałam, że poślę Karolcię do przedszkola dopiero jak skończy 4 lata. Chyba dlatego, że uznałam, że będzie wtedy bardziej gotowa niż teraz. Jednak zmieniłam zdanie, gdy zobaczyłam, że w domu to już się nudzi, ja nie mogę jej zapewnić tyle czasu ile bym chciała, a poza tym w grudniu rodzę, więc miło by było, aby do tego czasu zaaklimatyzowała się w przedszkolu, a ja wtedy miałabym kilka godzin tylko dla maluszka. Dlatego postanowiliśmy, że pójdzie od września.

Miałam o tyle łatwiej, że moja mama jest nauczycielem w przedszkolu, do którego Karolcia poszła, więc przez dłuższy czas miała z nim kontakt. Ostatnie pół roku nawet dość częsty, bo gdy tylko jechałam na poranną jogę zostawiałam ją u mamy w grupie. Nie została więc rzucona na głęboką wodę, znała miejsce, znała panie, jadła tam obiady. Jednak co innego iść do babci, a co innego do swojej grupy i pani, której się dobrze nie zna.

Pierwszego dnia nie było tak źle, zostawiłam ją z płaczem, ale szybko się uspokoiła. Cały dzień się nie bawiła, miała problem z integracją, ale jak na nią było naprawdę dobrze. Wczoraj przy zostawianiu był większy płacz, dziś też. Ale wczoraj mówiła, że już trochę się bawiła, rysowała. Ogólnie nie jest źle, bo płacze tylko w chwili jak muszę ją zostawić, później już się uspokaja i co najważniejsze chętnie do przedszkola idzie. A jak wraca to buzia jej się nie zamyka, ciągle gada o przedszkolu, co robiła, co dzieci robiły, co jadła. Bardzo się z tego cieszę, bo bałam się, że może zamknie się w sobie. I nie będzie chciała rano iść.

Póki co zostawiam ją do drzemki, czyli o 12, ponieważ nie widzę sensu, aby spała. Problem polega na tym, że gdy zdarzy jej się przysnąć (naprawdę niezwykle rzadko, ostatnio jak byliśmy na wyjeździe to kimnęła w aucie) to później mam problem z tym, żeby wieczorem ją położyć i chodzi spać o 22-22:30. Tak więc nie uśmiecha mi się coś takiego. Tym bardziej, że teraz pięknie zasypia o 20:00 i bez problemu wstaje koło 7:30, tak, że zdążymy się wyszykować do przedszkola.

Dziwne te pierwsze dni bez niej. Nie mogę sobie miejsca znaleźć i ciągle myślę jak tam sobie radzi. Chyba każda mama przez to przechodzi ;)

A jak jest u Was? Jak Wasze dzieci radzą sobie pierwszy raz w przedszkolu?


Muszę przyznać, że wakacje nie sprzyjają blogowaniu. Bardzo ciężko jest mi być w miarę regularną, ale staram się ;) możecie mnie obserwować na Instagramie, tam jest mnie nieco więcej (@kolorlova).

Myślę, że od września będę na blogu częściej, mam takie plany i będę dążyć do ich spełnienia. Będę miała ku temu okazję, ale o tym w następnym poście.

Dziś o ciąży. 22 tydzień, żarty się skończyły ;) brzuszek rośnie, w końcu jest naprawdę widoczny, a co więcej widoczne są także ruchy dziecka. Brzuch faluje jakbym była conajmniej w 30 tc. Przynajmniej z Karolcia tak miałam, że ruchy zaczęłam odczuwać dopiero jakoś w 20 tygodniu i były one spokojne. Dopiero później się rozhulaly. Teraz zaczęłam je odczuwać o wiele wcześniej. Nawet Karolci udało się już przebić piątkę dzidziusiowi ;) a to nie lada wyczyn, bo nie wiem jak u Was, ale jak chce komus pokazać jakie silne są ruchy, to maluch nagle staje się spokojny. Jakby się wstydził ;) nawet tatusia ;)

Ogólnie ciąża przebiega super, czuję się świetnie, wyniki mam dobre, dzidziuś jest zdrowy i oby tak do końca.

Zaczęłam też powoli szykować "wyprawke". Zrobiłam porządek w ciuszkach, niektóre już nawet się susza i pochowam je do czekające już komody. Robię tak dlatego, że korzystam z ciepłych dni i z tego, że wszystko teraz szybko schnie. Nie chcę takich rzeczy zostawiać na koniec. Tylko te prasowanie... Nie lubię bardzo, przy Karolci prasowalam przez pierwsze 2 miesiące, a teraz chyba odpuszczę. A jak było u Was? Przed nami jeszcze zakup łóżeczka na górę do sypialni i kołyski na dół. Ciagle się waham, ale chyba jednak stanie na kołyce. Poza tym niewiele mogę poszaleć, bo prawie wszystko mamy po Karolci, jednak jak będę już miała więcej czasu to na pewno rozejrze się w Internecie za czymś jeszcze :)

Za nami Usg polowkowe, na którym płeć dziecka została w 100% potwierdzona. Co obstawiacie? :)


Czas się czymś pochwalić. Czymś dla mnie ważnym i osobistym. I w zasadzie nie lubię się chwalić, ale takiej okazji nie ominę. A więc do rzeczy.

Na dwóch portalach internetowych pojawił się ze mną wywiad :) Wywiad, z którego jestem dumna, bo mogłam w nim pokazać chociaż część siebie. Wywiad, który będą mogli przeczytać inni i trochę mnie poznać. Wywiad, który być może ukaże się w książce, ale o tym niebawem :)

A tymczasem nie przedłużając zapraszam Was do lektury. Nie jest długo, więc na pewno znajdziecie chwilkę :) Nawet Wy zalatane mamy :)

1. http://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscentryczna-bohaterka/katarzyna-kaca-ciesz-sie-z-kazdego-dnia-i-z-drobnostek-ktore-przynosi/

2. http://www.sukcesjestkobieta.pl/katarzyna-kaca-ciesz-sie-z-kazdego-dnia-i-z-drobnostek-ktore-przynosi/

Na obu portalach wywiad jest oczywiście ten sam, także sami wybierzcie sobie źródło.

Pozdrawiam Was gorąco w ten kolejny upalny dzień i już niedługo post ciążowy, bo czas leci i przydałaby się jakaś aktualizacja.
Organizując tegoroczne urodziny Karolci długo naszukałam się sklepu z dekoracjami. Sklepu idealnego, w którym w jednym miejscu będę miała wszystko czego będę potrzebować czyli talerzyki, kubeczki i inne gadżety. Przede wszystkim zależało mi na tym, aby cenowo było dobrze i żebym w jednym sklepie mogła zamówić wszystko, co jest mi potrzebne. 

W końcu znalazłam, chociaż nie sądziłam, że idealny sklep z akcesoriami urodzinowymi istnieje. A jednak :) I wiecie co? Całkowicie przepadłam! Ten sklep jest tak wspaniały, że chciałoby się mieć z niego po prostu wszystko! A wybór jakim dysponuje jest tak wielki, że kilka dni zajęło mi wybranie wymarzonego motywu.

Na stronie macie podział na "imprezy i urodziny", "stroje i dodatki", "dekoracje i nakrycia" i "akcesoria imprezowe". Sklep nie skupia się jedynie na gadżetach dziecięcych. Znajdziecie tam również dodatki na imprezy dla dorosłych, a także różne specjalne okazje jak chrzciny, ślub czy nawet baby shower. Chyba muszę poprosić kogoś o zorganizowanie takiej imprezy, bo chcę skorzystać z tych dobroci :)

Wracając do urodzin, to klikając np. na "urodziny dla dziewczynki" pokazują się Wam różne motywy, które możecie wybrać. A dalej już tylko akcesoria właśnie w wybranym temacie. Super sprawa, nie musicie za każdym razem szukać osobno kubeczków, talerzyków itd. A być może znajdziecie nawet coś, na co sami byście nie wpadli. 

Partybox
Ja tu Wam piszę, a sami powinniście wejść i zobaczyć :) Klikając na logo sklepu zostaniecie do niego bezpośrednio przeniesieni. 




Na koniec mam dla Was niespodziankę! Na 4 kolekcje urodzinowe mam dla Was 10% rabatu na całe zakupy.  Wystarczy, że przy zamówieniu wpiszecie kod "urodziny10". Kod ważny jest do 31 sierpnia i dotyczy niżej wymienionych kategorii. 

1. Jeśli chcecie urządzić urodziny dla dziewczynki kliknijcie  -> TU
2. Urodziny dla chłopca -> TU
3. Roczek -> TU
4. Impreza urodzinowa dla dorosłych -> TU

Dodatkowo do końca sierpnia macie 5% na wszystko! Kod to "sierpien5".

Bardzo polubiłam ostatnio lekkie, młodzieżowe powieści. Nie wiem czy to ta tęsknota za Harrym Potterem, którego pochłaniałam w kilka wieczorów czy może już się starzeję ;) i tęsknię za czasami licealnymi. Co by to nie było czytanie sprawia mi przyjemność i dziś mam Wam do polecenia kolejną książkę z Wydawnictwa Iuvi, które bardzo polubiłam. 


„Indeks szczęścia Juniper Lemon” to powieść o licealnych perypetiach nastolatków, pełna humoru, ale nieunikająca trudnych tematów. Juniper odkrywa tajemnice i słabości otaczających ją rówieśników, ale czy to pomoże jej uporządkować własny życiowy bałagan?

Od śmierci starszej siostry Camilli minęło dopiero sześćdziesiąt pięć dni. Szesnastoletniej Juniper ciężko w tak krótkim czasie pozbierać się po tragicznym wypadku. Musi stawić czoła nowej rzeczywistości – utraconej przyjaźni, szkolnej prześladowczyni oraz depresji, która dopadła jej matkę.
Juniper, tak jak kiedyś Camilla, rozpoczęła prowadzenie każdego dnia subiektywnego indeksu szczęścia w postaci fiszek. Dziewczyna odkrywa, że zaginęła jej fiszka o numerze sześćdziesiąt pięć. Dodatkowo w torebce należącej do siostry odnajduje list miłosny do tajemniczego „Ty”. Juniper pragnie rozwiązać obydwie sprawy: odzyskać notatkę, która zawiera jej najskrytszą tajemnicę, oraz odkryć, kto był ostatnim wybrankiem Camilli.
Juniper jest zabawna, mądra i niedoskonała, jak każda dziewczyna, ale imponuje wewnętrzną siłą, która pomaga jej podążać naprzód. Swoje poszukiwania zaginionej kartki z indeksem szczęścia rozpoczyna od… szkolnego śmietnika. Odkrywa wyrzuconą do kosza poezję i intymne wyznania uczniów. Czy ta wiedza zrujnuje życie Juniper, a może wręcz przeciwnie, pomoże jej uporządkować swoje sprawy?

Licealne problemy młodzieży, szkolne przyjaźnie i miłości, trauma i ponowne budzenie się do życia, pierwsze kroki w dorosłość zostały zaprezentowane przez połączenie literackiego języka z młodzieżowym oraz z typowym dla tego wieku poczuciem humoru i wrażliwością.  „Indeks szczęścia Juniper Lemon” to w pewnym stopniu książka o potędze słowa,
o odpowiedzialności człowieka za to, co mówi, i o sile oddziaływania słowa pisanego.

Jeśli czytaliście „Gwiazd naszych wina” Johna Greena czy „Oddam ci słońce” Jandy Nelson to z pewnością ta książka również przypadnie Wam do gustu.
Ledwo pisałam o 15 tygodniu, a tu już prawie 18 się zaczął. W pierwszej ciąży już dawno zajmowałam się planowaniem i szykowaniem, a teraz coś nie mam do tego weny. Nadal czasem zapominam, że jestem w ciąży, co chyba nie do końca jest dobre ;) w ten weekend nawet okupowalam parkiet na weselu i dawno się tak nie wytanczylam :) a właśnie, coś jednak powoli nie daje mi zapomnieć o ciąży. Pierwsza rzecz to brzuch, który z dnia na dzień tak urósł, że myślałam że nie zmieszcze się w sukienke. A druga to ruchy dziecka. Powoli zaczynam je czuć, znacznie wcześniej niż w ciąży z Karolcia.

Myślę, że na jesień zacznę już coś szykować, a jak poznamy na 100% płeć to przejrzę ciuszki po Karolci, bo jednak nie chce zostawiać wszystkiego na ostatnią chwilę.

Jeśli chodzi o imię, to też nie mamy póki co żadnych typów. Strasznie ciężka sprawa z tym imieniem :) na to też przyjdzie czas.

A co u mojej kochanej pierworodnej? Stała się jeszcze bardziej samodzielna, co niezmiernie mnie cieszy. Jest radosna i ciągle mówi o maluszku :) chociaż ostatnio miała tak ciężki tydzień jakby ja ktoś podmienil. Starsze dzieci też chyba miewają jakieś skoki rozwojowe, bo inaczej nie potrafię tego sobie wytłumaczyć. A może to jakieś kolejne bunty? W każdym razie dobrze, że już się skończyły, bo naprawdę nie było łatwo.

Mam nadzieję, że od września będzie mnie tu trochę więcej. Karolcia idzie do przedszkola, więc z pewnością wygospodarowuje trochę więcej czasu. A tymczasem korzystamy z lata, które niestety pogodowo nas nie rozpieszcza, ale chyba zdążyliśmy się już do tego przyzwyczaić.
To już ten czas. Brzuszek powoli zaczął się pojawiać, chociaż i tak pewnie niektórzy mylą go ze wzdęciem ;) Aczkolwiek ostatnio jakiś pan podniósł mi koszyk z moimi zakupami w pewnym dyskoncie, aby było mi je łatwiej wypakować na taśmę i mam nadzieję, że to nie był przypadek :)

Nie wiem jak Wy, ale ja o ciążowy brzuszek zaczynam dbać zaraz na początku ciąży. Tak było w przypadku ciąży z Karolinką, tak jest i teraz. Mimo, że skóra początkowo aż tak się nie rozciąga, to wolę jednak dmuchać na zimno. Taka pielęgnacja pozwoliła mi uniknąć rozstępów w pierwszej ciąży, mam nadzieję, że w tej będzie tak samo.

Przygotowałam dla Was póki co zestawienie 4 kosmetyków, które przetestowałam.

1. Olejek przeciw rozstępom Babydream z Rossmanna. Pisałam o nim 4 lata temu TUTAJ. Bardzo go polubiłam, dlatego postanowiłam, że teraz też będę go stosować. Ma bardzo miły zapach, który mi odpowiada, dobrze się rozprowadza, dość szybko (jak na olejek) się wchłania. Chyba naprawdę działa, skoro ani jeden rozstęp mi się nie pojawił, przynajmniej chcę w to wierzyć ;)



2. Balsam przeciw rozstępom Babydream z Rossmanna. Kupiłam przez zupełny przypadek. Myślałam, że to właśnie olejek, a nie balsam. Dopiero po otwarciu i wypróbowaniu okazało się, że to balsam. Zapach ten sam, cena podobna, ale mam duży minus. Rozprowadzanie kremu. Trudno go rozprowadzić, bardzo długo trzeba to robić, aby całkiem się wchłonął. Ja nie lubię takich kosmetyków, ale jeśli komuś to nie przeszkadza, to czemu nie.




3. Skuteczny balsam ujędrniający do ciała Sexi Mama z firmy Bielenda. Naprawdę fajny i godny polecenia kosmetyk, nie wiem jeszcze jak ze skutecznością, to będę mogła powiedzieć, za parę miesięcy, ale ogólnie polubiliśmy się. Bardzo delikatny i przyjemny zapach, dobrze się rozprowadza, nie klei się, jest bezpieczny dla mamy i dziecka. Producent obiecuje, że zwalcza objawy celulitu (uf, na szczęście nie mam!), wygładza i uelastycznia skórę, poprawia odporność skóry na rozciąganie - i na tym ostatnim właśnie najbardziej mi zależy. Może nie należy do najtańszych, ale czasem warto dać za kosmetyk kilka złotych więcej. 


4. Skuteczna oliwka w żelu Sexi Mama z firmy Bielenda. Jestem ostrożna jeśli chodzi o oliwki, bo najczęściej kojarzą mi się z czymś klejącym, co ciężko się wchłania, ale tu jest inaczej. Dzięki temu, że oliwka jest w żelu dobrze się ją rozsmarowuje i co ważne nie klei się. Ładnie pachnie i jest delikatna. Podobno łagodzi uczucie swędzenia skóry. Jeszcze tego nie doświadczyłam, bo skóra aż tak się nie rozciąga, ale mam nadzieję, że właśnie na to zadziała, bo wiecznie swędząca skóra na brzuchu nieco była denerwująca. Cenowo podobnie do poprzedniego kosmetyku.



A jakie są Wasze ulubione kosmetyki dla kobiet w ciąży? Czy któryś z tych już używałyście?
Nie wiem kiedy zakończył się pierwszy trymestr, stało się to nagle. Pamiętam, że dopiero co okazało się, że jestem w ciąży, a tu jestem w trakcie 15 tygodnia. Ta druga ciąża ucieka przez palce. Wstyd się przyznać, ale bardzo często zapominam, że jestem w ciąży. W pierwszej ciąży wszystko już planowałam, zastanawiałam się co kupić, robiłam listy wyprawkowe, a póki co przeraża mnie to, że wszystkim będę musiała się zająć. Stosy kartonów z ciuszkami po Karolci czekają na przeglądanie i pewnie w pierwszej ciąży już dawno chciałabym się tym zająć, a teraz jakoś nie mam parcia. I czasu. Tego zdecydowanie mi brakuje. Przy dwójce to już chyba w ogóle zapomnę o tym co to czas ;) może jesienią, kiedy pogoda nie będzie już sprzyjała siedzeniu na dworze w końcu tym wszystkim się zajmę i ogarnie mnie ciążowe szaleństwo. Kiedys musi to nastąpić ;)

A jak czuje się w 15 tygodniu? Wyśmienicie! Jakoś 2 tygodnie temu minęły mi mdłości i wymioty, nie jestem już tak zmęczona i odzyskałam apetyt. Wręcz bym zazerala ;) ale pilnuje się, bo wiem, że wszystko ma swoje granice. Nadal ćwiczę jogę i teraz jest ona jeszcze bardziej przyjemna niż w pierwszym trymestrze. Jednak mdłości dawały za bardzo popalić, ale z drugiej strony taki wysiłek pozwalał mi o nich zapomnieć i trochę je minimalizowal.

U Gruszka wszystko dobrze, na ostatniej wizycie ważył ok. 100 g, czyli jak dobra tabliczka czekolady :) póki co nie będę ujawniać płci, ponieważ sama nie jestem do końca przekonana czy na tym etapie nic się nie zmieni. Chociaż ciekawie jest już coś wiedzieć. Przy Karolci musieliśmy czekać do 32 tygodnia! Aczkolwiek od początku czułam, że noszę pod sercem dziewczynkę :)

Waga na dzień dzisiejszy to 54,3 czyli niecały kg do przodu. Dobrze, że w końcu waga zaczęła wzrastać. Brzuszek powoli zaczyna się pojawiać, chociaż śmieje się, że jestem na etapie "czy ona jest w ciąży czy może ja tak wydelo?" :) z pewnością pochwalę się brzuszkiem na Instagramie. Możecie mnie obserwować pod nickiem @kolorova. 
Jakiś czas temu pokazywałam Wam na Instagramie bardzo piękna książkę "Animal abc" Gabrieli Rzepeckiej-Weiss. Autorka, Gabriela Rzepecka-Weiß, ma ponad 10-cioletnie doświadczenie w nauczaniu dzieci języka angielskiego, które zdobywała głównie za granicą – m.in. w Japonii. Jest egzaminatorem Cambridge Young English Learners Test, koordynatorem wyjazdów uczniów na wymiany zagraniczne, autorem i ilustratorem kilku podręczników dla dzieci do nauki języka angielskiego.

Książka jest świetne wydana, graficznie trafia w mój gust i bardzo przypadła mi do gustu. W szczególności, że tak jak większość rodziców zdaję sobie sprawę z tego, jak ważna jest nauka języków obcych już od najmłodszych lat. Bardzo fajnie jeśli oczywiście kontynuuje się to w dorosłości, a jeszcze lepiej jak ma się z tym językiem kontakt na co dzień. Ale wiadomo, że z tym bywa różnie. Jednak podstawowa znajomość języka obcego, w szczególności angielskiego, ułatwia nam życie. Dlatego fajnie jest "zarazić" dziecko językiem już od najmłodszych lat. Oczywiście z rozsądkiem ;) posyłanie dwulatka na lekcje angielskiego uważam za dość dziwne, ale to tylko moje zdanie.

Ale do rzeczy. Książka. To ona ma być tematem tego posta :) pokaże Wam najpierw zdjęcia, żebyście wiedzieli o czym piszę.





Więcej Wam nie zdradzę, musicie przekonać się sami jakie zabawne zwierzęta możecie spotkać w tej książce :) 

Książeczka „Animal abc - book to look“ wprowadza dziecko w świat liter alfabetu i pierwszych słów w języku angielskim. Autorka odmalowała na jej stronach wesołą gromadę zwierząt. Oswoiła je i uformowała w kształt pierwszych liter ich nazw. Mały czytelnik ogląda sympatyczne zwierzaki, a zarazem kolejne litery alfabetu. Niezwykle giętki aligator przybiera kształt literki A. Małpa pręży grzbiet i zawija ogon układając się w kształt litery m. Wieloryby zaś zorganizowały paradę w morzu i suną przez fale w kształt literki W. I tak nieznane znaki graficzne stopniowo zaczynają ożywać.

Dzieci bardzo lubią uczyć się poprzez zabawę, więc z pewnością przyda się to zarówno przy zapamiętaniu alfabetu, jak i nazw poszczególnych zwierząt. 

Książka zajęła I miejsce w konkursie Royal Dragonfly Book Award w kategorii książek dla dzieci do lat 5 w USA, a to naprawdę wyjątkowe osiągnięcie. Jeśli, więc Wasze dzieci zaczynają swoją przygodę z angielskim, ta książka będzie dla nich naprawdę cenną pomocą. 

Książka „Animal abc – book to look” dostępna jest w wybranych księgarniach na terenie kraju oraz na stronie: www.chybaryba.com

Powoli kończy się 1 trymestr mojej drugiej ciąży. Poza tym, że przeleciał on ekspresowo i narzygałam się za wszystkie czasy to minął bezproblemowo. Wkraczam więc powoli w drugi z nadzieją myśląc, że mdłości i wymioty w końcu mina.

Tydzień temu w 11 tygodniu wybrałam się na USG prenatalne 1 trymestru zwane też USG genetycznym. Przyznam się Wam, że z Karolcią nie miałam takiego specjalistycznego badania. Lekarz przy końcu pierwszego trymestru zrobił USG, w którym owszem określał różne parametry, ale z perspektywy czasu mam wrażenie, że zrobił to bardzo lakonicznie i tak naprawdę sprzęt, który obsługiwał nie dawał możliwości lepszego wykonania badania. Teraz postanowiłam, że będzie inaczej. Poza tym tę ciążę prowadzi mi inny ginekolog i to on skierował mnie na to badanie.

A teraz dla tych co nie wiedzą, krótko o tym na czym te badanie polega i co ma określić.

Badanie USG pierwszego trymestru wykonuje się pomiędzy 11 a 13 tygodniem i 6 dniem. Ważne jest, aby długość ciemieniowo siedzeniowa dziecka miała nie mniej niż 45 mm a nie więcej niż 84 mm. Później takie badanie ze względu na wielkość dziecka nie jest już możliwe. Kolejne badania tego typu wykonuje się między 18 a 22 tygodniem i w 3 trymestrze.

Badanie wykonuje się najczęściej przez powłoki brzusznej, ale czasem gdy obraz jest zakłócony - dopochwowo.

Na USG ocenia się:
- przezierność fałdu karkowego
- obecność kości nosowej
- położenie łożyska i macice
- wiek ciąży
- akcje serca z wyliczeniem uderzeń na minutę
- budowę płodu
- spektrum przepływu w przewodzie żylnym (tzw. badanie dopplerowskie)
- zastawkę trójdzielna w Dopplerze spektlarnym
- długość pęcherza

Ten rodzaj USG pozwala wykluczyć ewentualne wady genetyczne takie jak np. Zespół Downa.

Nasze USG wyszło bardzo dobrze i wszystko jest w porządku. Przyznam szczerze, że mimo iż nigdy nie dopuszczam do siebie złych myśli, to jednak trochę się stresowałam. Tym bardziej, że na badaniu lekarka nie była pewna tego, czy czasami nie ma przepukliny pępowinowej. Co jest wadą genetyczną. Kazała mi przyjść za tydzień, aby potwierdzić czy przepuklina jest, czy jednak się wchłonęła (tu wyjaśnienie, do 11 tygodnia wszystkie dzieci mają przepuklinę pępowinową). Ja byłam właśnie w 11 tygodniu ciąży na tym USG, aczkolwiek przy zrobieniu badania dopochwowo obraz był ok i nic niepokojącego nie zauważyła.

A jak było u Was? Też miałyście USG prenatalne?
Teraz, po urodzinach mogę śmiało stworzyć post o prezentach, które będą idealne dla trzylatka. Są przetestowane, a testerka szczęśliwa, wiec to się liczy :)


Wybaczcie brak zdjęć, ale nie miałam kiedy ich wykonać, a chciałam bardzo, aby post znalazł się na blogu. Jeśli wejdziecie w podane przeze mnie linki, to zobaczycie tam zdjęcia poszczególnych zabawek.

Klocki Duplo
Nie wiem jak u Was, ale u nas im więcej tym lepiej. Wiadomo, wtedy można wybudować wiele różnych rzeczy. Zestawy Duplo są tematyczne, więc jest w czym wybierać. Jest to też zabawa dla małych i dużych. Ja osobiście bardzo lubię się bawić z Karolcią tymi klockami. Tym razem wybraliśmy na prezent zestaw Duplo kawiarenka, a to dlatego, że trafiliśmy na mega przecenę w w jednym ze sklepów :) kocham to, gdy coś z powyżej 100 zł zostaje przecenione na niecałe 40 zł :) trudno jest się w takich chwilach oprzeć. TU możecie zobaczyć jak wygląda ten zestaw.

Playmobile
Ogólnie nie miałam tego prezentu w planach, chociaż przeszło mi to przez myśl, bo zestawy Playmobile są naprawdę świetne i trzylatek potrafi się nimi już bardzo fajnie bawić. Nasi przyjaciele bardzo nas nim zaskoczyli, a Karolcia była zachwycona. Dostała zestaw stajni dla koni i o takim właśnie kiedyś mówiła, bo bardzo lubi koniki (chyba jak większość dziewczynek w tym wieku :)). Zestaw, który mamy zobaczycie TU.

Muzyczna mata wodna 
Już jakiś czas temu chciałam ją kupić, ale nie było okazji. Wybór mat jest naprawdę duży. Zależało nam, aby była w miarę duża (tzn. miała duże pole do rysowania) i fajną opcją był dźwięk. Znaleźliśmy właśnie TAKĄ. Bardzo spodobała się Karolci, rysowała na niej, odrysowywała dołączone do niej szablony i grała różne melodie na pianinku. Jedyny minus to głośność. Mata ma opcję ciszej-głośniej, ale niestety ciszej to nadal głośno. Ale niestety takie zabawki mają to do siebie.

Znikopis
Tu również wybór jest ogromny i tu też zależało nam, aby znikopis był dość duży. Idealnie sprawdzi się w podróży. Nie zdecydowałam się na zakup przez Internet, bo wolałam zobaczyć go na żywo, a akurat w pewnym dyskoncie pojawiły się znikopisy przed Dniem Dziecka i tam go kupiliśmy. Jest naprawdę porządnie wykonany, ma duże pole do rysowania, a zmazywanie działa bezproblemowo.

Barbie Tęczowa Syrenka
Tu również dałam skusić się pewną promocją i to -50%. Opłacało się, tym bardziej, że Karolcia przyuważyła lalkę u kuzynki i bardzo jej się spodobała. Trochę się broniłam przed Barbie sądząc, że to za wcześnie i chyba mam trochę racji. Lalka nie cieszy się dużym powodzeniem, ale wiem, że przyjdzie na nią pora. Tak mamy z wieloma zabawkami. Ogromnym plusem tej lalki jest to, że można brać ją do kąpieli i zanurzona w wodzie świeci. Po naciśnięciu przycisku również jej ogon świeci, co podoba się Karolince.

Dodatkowo w prezentach znalazły się też książki, ale o nich będzie osobny post. Piętrzy się już stos książek, które chciałam pokazać Wam na blogu, ale nie mam kiedy zrobić im zdjęć. Muszę w końcu się tym zająć.

Jeśli jeszcze chodzi o prezenty, nie myślcie czasem, że Karolcia dostała od nas je wszystkie, każdy z nich dostała od kogoś z rodziny, aż tak nie rozpieszczamy córki ;)

A Wasze trzylatki co dostały na urodziny? Czym lubią najbardziej się bawić?
Jakiś czas temu pokazywałam Wam na blogu, dwie bardzo fajne książkowe pozycje, które byłyby idealne dla nastolatków. (Post ten znajdziecie TU). Aczkolwiek my dorośli też możemy po nie sięgnąć, o ile lubimy łatwo napisane i wciągające powieści. Mi bardzo przypadły do gustu, ponieważ czyta się je bardzo szybko. Dziś chciałam pokazać Wam trzy różne książki.

Wszystkie tytuły zostały wydane przez Wydawnictwo IUVI. Wejdźcie na ich stronę, znajdziecie tam wiele ciekawych książek, w tym "Pax" Sary Pennypacker, która została Książką Roku 2016 w kategorii literatura dziecięca.

"Lato Eden" Liz Flangan (premiera 10.05.2017)

Eden, najlepsza przyjaciółka gotki Jess, znika w tajemniczych okolicznościach. Kilka miesięcy wcześniej zginęła siostra Eden – Iona. Rodzice są zdruzgotani i pełni najgorszych obaw. Cała nadzieja w Jess, w końcu to ona najlepiej zna piękną Eden. Ale czy na pewno Eden nie miała przed Jess żadnych tajemnic?

Przejmującą historię „Lata Eden” czytelnik śledzi oczami Jess minuta po minucie. Narracja przerywana jest retrospekcjami, zawierającymi wspomnienia Jess, które rzucają nowe światło na sprawę.

„Lato Eden” to powieść o poszukiwaniu własnej drogi w życiu, o przyjaźni i miłości, o niełatwych relacjach rodzinnych, o dochodzeniu do prawdy o sobie samym i budowania potem na tym fundamencie lepszego życia.

Język książki jest zindywidualizowany i bardzo autentyczny,
a realia świata przedstawionego dowodzą, jak bardzo Liz Flanagan zna współczesną młodzież.

Książka ta to nie tylko ciekawa pozycja dla nastolatków, ale też dobra lektura dla ich rodziców – pozwala na zrozumienie problemów i postrzegania świata przez młodzież, a także odświeżenie pamięci o tym etapie życia.

"Kłamca i szpieg" Rebecca Stead (premiera 10.05.2017)

Kiedy ojciec 12-letniego Georgesa traci pracę, rodzina jest zmuszona do opuszczenia ukochanego domu i przeprowadzenia się do bloku na Brooklynie. Mama musi brać dodatkowe dyżury, Georges traci jedynego przyjaciela, a w szkole jest outsiderem. Słowem – tragedia. 
Georges trafia do Klubu Szpiegów, gdzie poznaje Safera, swojego rówieśnika, samozwańczego szpiega, którego rodzina daje chłopakowi poczucie bezpieczeństwa i akceptacji. Jednak może nie wszystko jest takie, na jakie wygląda?
Georges staje się pierwszym agentem na usługach Safera. Ma za zadanie śledzić tajemniczego sąsiada - Iksa, który mieszka w tym samym bloku i zdaniem Safera ma jakąś złowieszczą tajemnicę. W miarę postępu śledztwa, kiedy Safer stawia coraz to nowsze wymagania, Georges zaczyna niedowierzać „przyjacielowi”.

„Kłamca i szpieg” Rebecki Stead to powieść z dreszczykiem dla nastolatków – jest zagadka, szpiegowanie i codzienne problemy, a na zakończenie niespodziewany finał.


Na koniec mam dla Was drugą część "Alcatraz kontra bibliotekarze" jej tytuł brzmi "Kości Skryby", a premiera odbyła się 24.05.2017, jest więc jeszcze cieplutka ;) 

Mroczni Bibliotekarze znowu atakują – i pokazują swoje najgroźniejsze oblicze w II tomie serii „Alcatraz kontra Bibliotekarze” – „Kości skryby”.

Alcatraz powraca w wielkim stylu. Infiltruje Bibliotekę Aleksandryjską, która bynajmniej nie została zniszczona i jest jednym z najniebezpieczniejszych miejsc na ziemi, szuka swojego ojca, który prawdopodobnie wcale nie umarł, i odkrywa dziwny złoty sarkofag, w którym może znajdować się klucz do jego zdumiewającego talentu do psucia różnych rzeczy. Biblioteki strzegą jednak kustosze – wytrwali i podstępni złodzieje dusz.

Oczywiście jest przy nim Bastylia – po to, by spuścić manto mrocznym Bibliotekarzom, ma się rozumieć. I nowo poznani, dość ekscentryczni członkowie rodziny. A walczyć przyjdzie im z najstraszniejszymi spośród Bibliotekarzy: tajną sektą najemników, Kośćmi Skryby.

Czy Alcatraz odzyska ojca? Czy wraz z przyjaciółmi zdoła uratować dziadka Smedry’ego i ujść z życiem?


Już po samych opisach widzicie, że książki dla młodzieży mogą być naprawdę wciągające, a że czyta się je lekko i przyjemnie, to z pewnością staną się fajną lekturą na wakacyjny wieczór :)
W poniedziałek Karolcia kończy 3 lata, a ja nie mogę się nadziwić jaka z niej mądra i duża dziewczynka. Trzy lata to wiek, który uwielbiam. Dziecko jest wtedy prześmieszne, wali takimi tekstami, że nie wiesz czy śmiać się czy płakać, gada ciągle (!), śpiewa, nuci, recytuje wierszyki. Dziecko jest wtedy jeszcze "nie skażone" przedszkolem (jeśli jeszcze jest w domu) i takie tylko Twoje. Przynajmniej ja tak to odczuwam ;) Naprawdę, jest cudownie i na takie chwile warto przeżyć te masakryczne ząbkowania i wszelkie bunty :)


Mimo ciążowego zmęczenia dni z tak ruchliwym i pełnym energii trzylatkiem, jakim jest moja kochana córka, wcale nie są trudne. Karolcia potrafi naprawdę pięknie sama się sobą zająć. Wymyśla różne zabawy i uwielbia towarzyszyć mi w pracach domowych. Rozumie, że muszę się czasem położyć, żeby chwilę odpocząć. Pyta czy wymiotuję jeśli zamknę się w łazience i cierpliwie czeka aż wyjdę. A później pyta się czy wszystko dobrze. Kochana moja.

Wszystko robimy razem. Obiad (ponieważ drzemki nie ma już od jakiś 5 miesięcy), ciasta pieczemy wspólnie, razem odkurzamy, tak naprawdę pomaga mi jak może. A ja jej na to pozwalam, bo wiem, że dzięki temu się rozwija. I co z tego, że wysypie mąkę, że obsmaruje blat olejem, chcę żeby dobrze się przy tym bawiła.

Jest bardzo wrażliwa i czuła. Dziś miałam najpiękniejszy dzień matki, jaki mogłam sobie wymarzyć. Dostałam kwiatki (z inicjatywy tatusia oczywiście), ale po południu usłyszałam "Mamo, kocham Cię. Chcę być zawsze przy Tobie". Łza mi się w oku kręci jak słyszę coś takiego. A słyszę takie wyznania bardzo często, a hormony ciążowe robią swoje, więc muszę być ciągle zaopatrzona w chusteczkę ;)


Córeczko kochana. Kocham Cię. Rośnij zdrowo, bądź zawsze sobą. Nie zważaj na to co mówią inni i idź do przodu z uśmiechem na twarzy. Ciesz się małymi rzeczami i czerp z każdego dnia jak najwięcej. Ja będę zawsze przy Tobie. 

Twoja mama. 


Zaczynam 9 tydzień ciąży i czuję się naprawdę bardzo dobrze. Nadal chodzę na jogę i o ile będę mogła, mam zamiar kontynuować ją do dnia porodu.

Mimo tego, że dopadła mnie większość dolegliwości ciążowych charakterystycznych dla pierwszego trymestru, to staram się nie narzekać. Jeśli chcecie przeczytać o ciążowych dolegliwościach, które mogą towarzyszyć wam w pierwszym trymestrze odsyłam TU. Tam też dowiecie się, jak czułam się na początku pierwszej ciąży.

Czym ten początek ciąży różni się od poprzedniego?
W tamtej ciąży, już w okolicach 6 tygodnia zaczęły męczyć mnie mdłości, które trwały cały dzień, ale na szczęście nie kończyły się wymiotami. Byłam też strasznie wrażliwa na zapachy. Odrzucało mnie od ryb, surowego mięsa (więc gotować nie było komu ;)) i raczej miałam apetyt. Nie mogłam nawet oglądać moich ulubionych programów kulinarnych, a pan Tomasz Jakubiak przyprawiał mnie o mdłości (przepraszam! uwielbiam pana!). Tym razem jest trochę inaczej.

Zawroty głowy
Na początku, w okolicach 5 tygodnia zaczęłam mieć zawroty głowy. W szczególności wieczorami i nawet w nocy, kiedy to budziłam się na siku. Czułam się jak po dobrej imprezie! Wirowało wszystko. Na szczęście trwało to niecały tydzień.

Mdłości i wymioty
W połowie 6 tygodnia zaczęły mnie męczyć mdłości i niestety wymioty. Nie były to jednak mdłości poranne, a raczej po południowe i wieczorne, które niestety kończyły się wymiotami. Bywają dni bez nich, ale raczej pojawiają się codziennie. Przynajmniej raz dziennie zaliczam więc bliskie spotkanie z toaletą i zdążyłyśmy się już polubić ;) A tak na poważnie, to mam nadzieję, że ze zbliżającym się powoli końcem 1 trymestru wreszcie się zakończą.

Całe szczęście nie jestem wrażliwa na zapachy, mogę normalnie przygotowywać obiady, ale jakoś specjalnie nie mam apetytu. Jem bo muszę, aczkolwiek już pojawiły mi się pierwsze zachcianki ciążowe, co w ciąży z Karolcią raczej było nieco przereklamowane. Nabrałam ogromną ochotę na sok pomarańczowy, ale taki ze świeżo wyciskanych pomarańczy, nie żadna podróba i ogórki kiszone. Więc kwas, kwas i jeszcze raz kwas. No ale moją nietypową zachcianką była bułka z konserwą i pasztetową. Aż wstyd się przyznać. Normalnie nie jem takich rzeczy, a tu proszę. O ile konserwę zrealizowałam, nie mogłam bez niej żyć, to z pasztetową twardo się trzymam. I mam nadzieję, że tak pozostanie ;) Odrzuciło mnie od słodkiego, herbaty, kawy, nawet mój ukochany czystek mi nie wchodzi :(

Senność i zmęczenie
To czeka chyba każdą przyszłą mamę. Wydaje mi się, że w pierwszej ciąży bardziej mi dokuczało, aczkolwiek mąż twierdzi, że teraz, przy Karolci nie mam po prostu na to czasu. Mimo wszystko o 22:00 śpię już jak dziecko. W dzień na drzemkę nie mogę sobie przecież pozwolić. Jogę przesunęłam sobie na godziny przed południowe, bo pod wieczór nie byłabym w stanie już ćwiczyć.

Na koniec dodam, że oczywiście co rusz sikam (i w tej kwestii to się już do końca ciąży nie zmieni, hehe), pobolewa i kłuje mnie czasem podbrzusze, ale to normalne i jest spowodowane naciągającymi się wiązadłami macicy.

Tę ciążę rozpoczynam z wagą 54 kg. Z Karolcią było to 57 kg i z tego co pamiętam byłam 16 kg na plusie. Ciekawe jak będzie tym razem :)

Mam nadzieję, że w końcu do Was wrócę. Że będę na blogu częściej. Ostatnio to zaniedbałam, przyznaję, ale miałam ku temu bardzo ważny powód. Po tym wstępie, być może moi stali czytelnicy domyślają się o co chodzi :) 

Jestem w ciąży :))))))))

Bardzo cieszymy się, że po miesiącach starań się udało i mimo, że nie chciałam rodzić zimą, to nie będę miała wyboru ;) ale czy to ważne? Będę mamusią po raz drugi i to jest najważniejsze. 

Możecie się więc teraz spodziewać dużej ilości ciążowych postów. Mam nadzieję, że czasu na to wszystko mi starczy, bo jednak druga ciąża jest całkiem inna. Już teraz to wiem. 

Dziś zostawiam Was z tą wiadomością i idę odpoczywać, bo Karolcia u dziadków, więc w końcu mam chwilę dla siebie. 
Wreszcie doczekaliście się trzeciej, ostatniej już części postów o mlekach modyfikowanych. Odsyłam do poprzednich, jeśli jesteście ciekawi całego zestawienia. Część 1 TU i część 2 TU.

Enfamil Premium 2
Składniki: Odtłuszczone mleko, syrop glukozowy, oleje roślinne (oleina palmowa, olej kokosowy, olej sojowy, wysokooleinowy olej słonecznikowy), laktoza (z mleka), galaktooligosacharydy (GOS, z mleka), polidekstroza, emulgator (lecytyna sojowa), węglan wapnia, oleje pozyskiwane z organizmów jednokomórkowych (ARA z Mortierella alpina i DHA z Crypthecodinium cohnii), L-askorbinian sodu, chlorek choliny, wodorotlenek potasu, siarczan żelaza, tauryna, fosforan magnezu, inozytol, cytydyno-5-monofosforan, siarczan cynku, octan DL-alfa-tokoferylu, 6-palmitynian-L-askorbylu, nikotynamid, urydyno-5-monofosforan, adenozyno-5-monofosforan, guanozyno-5-monofosforan, D-pantotenian wapnia, siarczan miedzi, palmitynian retinylu, ryboflawina, chlorowodorek tiaminy, cholekalcyferol, chlorowodorek pirydoksyny, siarczan manganu, kwas foliowy, fitomenadion, jodek sodu, selenian sodu, D-biotyna, cyjanokobalamina.

Wartość odżywcza: energia 68 kcal, tłuszcz 3,1 g w tym kwasy tłuszczowe nasycone 1,29 g, węglowodany 8,4 g, w tym cukry 4,5 g.

Ze względu na syrop glukozowy (i to na drugim miejscu!) od razu skreślam te mleko.

Humana 2
Składniki: Odtłuszczone mleko, odmineralizowana serwatka w proszku, oleje roślinne (palmowy, rzepakowy, słonecznikowy), maltodekstryna, syrop galaktooligosacharydowy (z mleka), laktoza, syrop glukozowy, węglan wapnia, emulgator: lecytyna sojowa, ortofosforan wapnia, chlorek potasu, cytrynian sodu, zestaw witamin (witamina C, niacyna, kwas pantotenowy, witamina E, witamina B6, witamina A, tiamina (witamina B1), ryboflawina (witamina B2), kwas foliowy, witamina K1, biotyna, witamina D3, witamina B12), cytrynian potasu, L-tyrozyna, węglan magnezu, tauryna, mleczan żelaza, L-tryptofan, tlenek cynku, siarczan miedzi, siarczan cynku, jodan potasu, siarczan manganu, selenian sodu.

Wartość odżywcza: energia 68 kcal, tłuszcz 3,3 g w tym kwasy tłuszczowe nasycone 1,2 g, węglowodany 7,8 g, w tym cukry 5,8 g.

Tutaj to samo. Znów syrop glukozowy, co prawda trochę dalej na liście składników. Do tego maltodekstryna. Szkoda. Spodziewałam się czegoś lepszego.

Nan Optipro Plus 2
Składniki: Mleko odtłuszczone, koncentrat białka serwatkowego (z mleka), oleje roślinne (oleina palmowa, niskoerukowy olej rzepakowy, olej kokosowy, olej słonecznikowy), maltodekstryna, permeat serwatkowy (z mleka), laktoza (z mleka), oligosacharydy (galaktooligosacharydy, fruktooligosacharydy) 4,75%, cytrynian wapnia, cytrynian potasu, fosforan wapnia, emulgator (lecytyna sojowa), chlorek magnezu, cytrynian sodu, witaminy (C, E, kwas pantotenowy, niacyna, B1, A, B6, B2, D3, K1, kwas foliowy, biotyna, B12), chlorek sodu, siarczan żelazawy, siarczan cynku, kultury bakterii Lactobacillus reuteri (DSM 17938*), siarczan miedzi, selenian sodu, jodek potasu.

*zgodnie z licencją BioGaia AB.

Wartość odżywcza: energia 67 kcal, tłuszcz 3,2 g w tym kwasy tłuszczowe nasycone 1,3 g, węglowodany 8 g, w tym cukry 5,1 g.

Nie jestem przekonana. Po pierwsze ta maltodekstryna, po drugie oleina palmowa (?) i koncentrat białka serwatkowego. Lepsza byłaby chyba serwatka... A nie jej koncentrat.

Nan Optipro 2
Składniki: Mleko odtłuszczone, koncentrat białka serwatkowego (z mleka), maltodekstryna, oleje roślinne (oleina palmowa, niskoerukowy olej rzepakowy, olej kokosowy, olej słonecznikowy), permeat serwatkowy (z mleka), laktoza (z mleka), cytrynian wapnia, emulgator (lecytyna sojowa), fosforan wapnia, fosforan potasu, chlorek magnezu, olej rybi, witaminy (C, E, kwas pantotenowy, niacyna, B1, A, B6, B2, D3, K1, kwas foliowy, biotyna, B12), cytrynian sodu, chlorek sodu, olej z Mortierella alpina, cytrynian potasu, siarczan żelazawy, siarczan cynku, kultury bakterii Bifidobacterium lactis, kultury bakterii Streptococcus thermophilus, siarczan miedzi, selenian sodu, jodek potasu.


Wartość odżywcza: energia 67 kcal, tłuszcz 3,2 g w tym kwasy tłuszczowe nasycone 1,26 g, węglowodany 8.3 g, w tym cukry 4,9 g.

Optipro od Optipro plus poza szczepami bakterii nie różnią się praktycznie niczym.


To już ostatnie mleka w moim zestawieniu. Chciałam, abyście mieli składy najpopularniejszych mlek w jednym miejscu i mogli je sobie porównać. Opatrzyłam je krótkim komentarzem, abyście wiedzieli jak się do nich odnoszę. Być może na blogu pojawi się jeszcze post wyjaśniający wszystkie te dziwne nazwy znajdujące się na liście składników mlek modyfikowanych.

Należą Wam się też wyjaśnienia odnośnie tak długiej nieobecności. Ale to już niedługo, jeszcze chwilę musicie uzbroić się w cierpliwość :)


Wybaczcie, że napisanie drugiej części tyle trwało, ale święta i te sprawy. Ogólnie dużo się dzieje i nie ma czasu na nudę. Ale już jest druga część, zobaczcie czy tym razem trafimy na przynajmniej "dobre" mleko.

Zagubionych odsyłam do mojej pierwszej części TU oraz do posta sprzed dwóch lat TU (tak dla porównania).

Przypominam, że porównuję mleka następne, oznaczone nr 2.

Bebiko 2 
Składniki: laktoza (z mleka), odtłuszczone mleko w proszku, oleje roślinne (palmowy, rzepakowy, kokosowy, słonecznikowy), galaktooligosacharydy 8,24% (z mleka), fruktooligosacharydy 0,58%, węglan wapnia, chlorek potasu, chlorek choliny, kwas L-askorbinowy, tauryna, lecytyna sojowa, L-askorbinian sodu, siarczan żelazawy, L-tryptofan, inozytol, octan DL-alfa-tokoferolu, L-izoleucyna, sól sodowa, 5'-monofosforanu urydyny, siarczan cynku, 5'-monofosforan cytydyny, chlorowodorek L-cysteiny, 5'-monofosforan adenozyny, sól sodowoa, 5'-monofosforanu inozyny, niktynamid, sól sodowa 5'-monofosforanu guanozyny, L-karnityna, D-pantotenian wapnia, kwas foliowy, siarczan miedzi, palmitynian retinylu, DL-alfa-tokoferol, D-biotyna, chlorowodorek tiaminy, chlekalcyferol, cyjanokobalamina, chlorowodowek pirydoksyny, siarczan manganu, jodek potasu, fitomenadion, selenin sodu. Zawiera mieszaninę oligosacharydów GOS/FOS (galaktooligosacharydy i fruktooligosacharydy): 0,8 g / 100 ml.

Wartość odżywcza: energia 68 kcal, tłuszcz 3 g w tym kwasy tłuszczowe nasycone 1,3 g, węglowodany 8,6 g w tym cukry 8,5 g.

Nawet nie najgorsze. Aczkolwiek laktoza na pierwszym miejscu nie bardzo mnie przekonuje. Ma prebiotyki.

Taki sam skład ma również Bebiko w wersji 2R, czyli z kleikiem ryżowym. Do składu dochodzi jednak skrobia i kleik ryżowy 4,7%. Jednak uważam, że w takim procencie mleko wcale nie jest  bardziej syte niż zwykle.

Bebiko Pro+ 2
Składniki: odtłuszczone mleko, laktoza z mleka, oleje roślinne (palmowy, rzepakowy, kokosowy, słonecznikowy), galaktooligosacharydy (8,2%) z mleka, odmineralizowane białko serwatkowe z mleka, nieodmineralizowane białko serwatkowe z mleka, fruktooligosacharydy (0,58%), fosforan wapnia, lecytyna sojowa (emulgator), węglan wapnia, cytrynian potasu, kwas askorbinowy, chlorek choliny, kwas cytrynowy, wodorotlenek potasu, tauryna, L-izoleucyna, siarczan żelazawy, wodorotlenek wapnia, L-tryptofen, L-askorbinian sodu, octan DL-alfa-tokoferolu, chlorek magnezu, nikotynamid, kultury bakterii: B. brave, S. thermophilus, fitomenadion, inozytol, siarczan cynku, cholekalcyferol, octan retinylu, sól sodowa 5-monofosforanu urydyny, 5-monofosforan cytydyny, cytrynian choliny, 5-monofosforan adenozyny, sól sodowa 5-monofosforanu inozyny, palmitynian askorbylu, D-pantotenian wapnia, L-karnityna, sól sodowa 5-monofosforanu guanozyny, chlorowodorek pirydoksyny, chlorowodorek tiaminy, cyjanokobalamina, kwas foliowy, siarczan miedzi, ryboflawina, palmitynian retinylu, DL-alfa-tokoferol, D-biotyna, jodek potasu, siarczan manganu, selenin sodu. Zawiera oligosacharydy GOS/FOS (galaktooligosacharydy i fruktooligosacharydy) w ilości 0,8 g/100 ml.

Wartość odżywcza: energia 66 kcal, tłuszcz 2,9 g w tym kwasy tłuszczowe nasycone 1,2 g, węglowodany 8,4 g w tym cukry 8,3 g.

Nie bardzo potrafię dojść do tego, czym się różni zwykłe Bebiko od Bebiko Pro+. Poza tym, że w tym drugim laktoza jest na drugim miejscu. Pro+ ma również odmineralizowane białko serwatkowe z mleka oraz nieodmineralizowane białko serwatkowe z mleka. Wychodzi na to, że skoro ma te dwa dodatkowe składniki powinno być bardziej kaloryczne, a nie jest. Poza tym jest również najmniej tłuste. Chyba nie dojdę z tym do ładu i składu. Stawiam je więc na równi.

Hipp 2 Bio Combiotik

Składniki: Odtłuszczone mleko*, laktoza*, oleje roślinne* (palmowy**, rzepakowy*, słonecznikowy*), serwatka* z mleka częściowo odmineralizowana w proszku, błonnik pokarmowy (galaktooligosacharydy z laktozy), węglan wapnia, witamina C, chlorek potasu, L-tryptofan, chlorek wapnia, siarczan żelazawy, stabilizator - kwas mlekowy, naturalne kultury bakterii kwasu mlekowego (Lactobacillus fermentum hereditum®***), witamina E, witamina A, niacyna, tlenek cynku, kwas pantotenowy, siarczan miedzi, witamina K, witamina B1, witamina B6, siarczan manganu, kwas foliowy, biotyna, jodan potasu, witamina B2, selenian sodu, witamina D, witamina B12.

*z rolnictwa ekologicznego
**olej palmowy ze zrównoważonych upraw ekologicznych, certyfikowanych przez niezależne jednostki kontrolne
***Lactobacillus fermentum CECT5716

Wartość odżywcza w 100 ml: energia 70 kcal, tłuszcze 3,5 g, w tym kwasy tłuszczowe nasycone 1,1 g, węglowodany 7,9 g w tym cukry 7,8 g (z laktozy, z naturalnego cukru mlecznego).

Powiem Wam, że te mleko najbardziej mi odpowiada. Nie ma maltodekstryny, nie ma syropu glukozowego ani innych shitów. Jest ekologiczne, ma preabiotyki i probiotyki. Jedyne co mnie razi to ten olej palmowy... Niby ze zrównoważonych upraw, ale co z tego. Nawet najbardziej ekologiczny utwardzony olej palmowy będzie niezdrowy... Hipp jest też najtłustszym mlekiem. Co może być i zaletą i wadą.

Na tym kończę dzisiejszą część i wypatrujcie niedługo ostatniej.