Muszę przyznać, że wakacje nie sprzyjają blogowaniu. Bardzo ciężko jest mi być w miarę regularną, ale staram się ;) możecie mnie obserwować na Instagramie, tam jest mnie nieco więcej (@kolorlova).

Myślę, że od września będę na blogu częściej, mam takie plany i będę dążyć do ich spełnienia. Będę miała ku temu okazję, ale o tym w następnym poście.

Dziś o ciąży. 22 tydzień, żarty się skończyły ;) brzuszek rośnie, w końcu jest naprawdę widoczny, a co więcej widoczne są także ruchy dziecka. Brzuch faluje jakbym była conajmniej w 30 tc. Przynajmniej z Karolcia tak miałam, że ruchy zaczęłam odczuwać dopiero jakoś w 20 tygodniu i były one spokojne. Dopiero później się rozhulaly. Teraz zaczęłam je odczuwać o wiele wcześniej. Nawet Karolci udało się już przebić piątkę dzidziusiowi ;) a to nie lada wyczyn, bo nie wiem jak u Was, ale jak chce komus pokazać jakie silne są ruchy, to maluch nagle staje się spokojny. Jakby się wstydził ;) nawet tatusia ;)

Ogólnie ciąża przebiega super, czuję się świetnie, wyniki mam dobre, dzidziuś jest zdrowy i oby tak do końca.

Zaczęłam też powoli szykować "wyprawke". Zrobiłam porządek w ciuszkach, niektóre już nawet się susza i pochowam je do czekające już komody. Robię tak dlatego, że korzystam z ciepłych dni i z tego, że wszystko teraz szybko schnie. Nie chcę takich rzeczy zostawiać na koniec. Tylko te prasowanie... Nie lubię bardzo, przy Karolci prasowalam przez pierwsze 2 miesiące, a teraz chyba odpuszczę. A jak było u Was? Przed nami jeszcze zakup łóżeczka na górę do sypialni i kołyski na dół. Ciagle się waham, ale chyba jednak stanie na kołyce. Poza tym niewiele mogę poszaleć, bo prawie wszystko mamy po Karolci, jednak jak będę już miała więcej czasu to na pewno rozejrze się w Internecie za czymś jeszcze :)

Za nami Usg polowkowe, na którym płeć dziecka została w 100% potwierdzona. Co obstawiacie? :)


Czas się czymś pochwalić. Czymś dla mnie ważnym i osobistym. I w zasadzie nie lubię się chwalić, ale takiej okazji nie ominę. A więc do rzeczy.

Na dwóch portalach internetowych pojawił się ze mną wywiad :) Wywiad, z którego jestem dumna, bo mogłam w nim pokazać chociaż część siebie. Wywiad, który będą mogli przeczytać inni i trochę mnie poznać. Wywiad, który być może ukaże się w książce, ale o tym niebawem :)

A tymczasem nie przedłużając zapraszam Was do lektury. Nie jest długo, więc na pewno znajdziecie chwilkę :) Nawet Wy zalatane mamy :)

1. http://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscentryczna-bohaterka/katarzyna-kaca-ciesz-sie-z-kazdego-dnia-i-z-drobnostek-ktore-przynosi/

2. http://www.sukcesjestkobieta.pl/katarzyna-kaca-ciesz-sie-z-kazdego-dnia-i-z-drobnostek-ktore-przynosi/

Na obu portalach wywiad jest oczywiście ten sam, także sami wybierzcie sobie źródło.

Pozdrawiam Was gorąco w ten kolejny upalny dzień i już niedługo post ciążowy, bo czas leci i przydałaby się jakaś aktualizacja.
Organizując tegoroczne urodziny Karolci długo naszukałam się sklepu z dekoracjami. Sklepu idealnego, w którym w jednym miejscu będę miała wszystko czego będę potrzebować czyli talerzyki, kubeczki i inne gadżety. Przede wszystkim zależało mi na tym, aby cenowo było dobrze i żebym w jednym sklepie mogła zamówić wszystko, co jest mi potrzebne. 

W końcu znalazłam, chociaż nie sądziłam, że idealny sklep z akcesoriami urodzinowymi istnieje. A jednak :) I wiecie co? Całkowicie przepadłam! Ten sklep jest tak wspaniały, że chciałoby się mieć z niego po prostu wszystko! A wybór jakim dysponuje jest tak wielki, że kilka dni zajęło mi wybranie wymarzonego motywu.

Na stronie macie podział na "imprezy i urodziny", "stroje i dodatki", "dekoracje i nakrycia" i "akcesoria imprezowe". Sklep nie skupia się jedynie na gadżetach dziecięcych. Znajdziecie tam również dodatki na imprezy dla dorosłych, a także różne specjalne okazje jak chrzciny, ślub czy nawet baby shower. Chyba muszę poprosić kogoś o zorganizowanie takiej imprezy, bo chcę skorzystać z tych dobroci :)

Wracając do urodzin, to klikając np. na "urodziny dla dziewczynki" pokazują się Wam różne motywy, które możecie wybrać. A dalej już tylko akcesoria właśnie w wybranym temacie. Super sprawa, nie musicie za każdym razem szukać osobno kubeczków, talerzyków itd. A być może znajdziecie nawet coś, na co sami byście nie wpadli. 

Partybox
Ja tu Wam piszę, a sami powinniście wejść i zobaczyć :) Klikając na logo sklepu zostaniecie do niego bezpośrednio przeniesieni. 




Na koniec mam dla Was niespodziankę! Na 4 kolekcje urodzinowe mam dla Was 10% rabatu na całe zakupy.  Wystarczy, że przy zamówieniu wpiszecie kod "urodziny10". Kod ważny jest do 31 sierpnia i dotyczy niżej wymienionych kategorii. 

1. Jeśli chcecie urządzić urodziny dla dziewczynki kliknijcie  -> TU
2. Urodziny dla chłopca -> TU
3. Roczek -> TU
4. Impreza urodzinowa dla dorosłych -> TU

Dodatkowo do końca sierpnia macie 5% na wszystko! Kod to "sierpien5".

Bardzo polubiłam ostatnio lekkie, młodzieżowe powieści. Nie wiem czy to ta tęsknota za Harrym Potterem, którego pochłaniałam w kilka wieczorów czy może już się starzeję ;) i tęsknię za czasami licealnymi. Co by to nie było czytanie sprawia mi przyjemność i dziś mam Wam do polecenia kolejną książkę z Wydawnictwa Iuvi, które bardzo polubiłam. 


„Indeks szczęścia Juniper Lemon” to powieść o licealnych perypetiach nastolatków, pełna humoru, ale nieunikająca trudnych tematów. Juniper odkrywa tajemnice i słabości otaczających ją rówieśników, ale czy to pomoże jej uporządkować własny życiowy bałagan?

Od śmierci starszej siostry Camilli minęło dopiero sześćdziesiąt pięć dni. Szesnastoletniej Juniper ciężko w tak krótkim czasie pozbierać się po tragicznym wypadku. Musi stawić czoła nowej rzeczywistości – utraconej przyjaźni, szkolnej prześladowczyni oraz depresji, która dopadła jej matkę.
Juniper, tak jak kiedyś Camilla, rozpoczęła prowadzenie każdego dnia subiektywnego indeksu szczęścia w postaci fiszek. Dziewczyna odkrywa, że zaginęła jej fiszka o numerze sześćdziesiąt pięć. Dodatkowo w torebce należącej do siostry odnajduje list miłosny do tajemniczego „Ty”. Juniper pragnie rozwiązać obydwie sprawy: odzyskać notatkę, która zawiera jej najskrytszą tajemnicę, oraz odkryć, kto był ostatnim wybrankiem Camilli.
Juniper jest zabawna, mądra i niedoskonała, jak każda dziewczyna, ale imponuje wewnętrzną siłą, która pomaga jej podążać naprzód. Swoje poszukiwania zaginionej kartki z indeksem szczęścia rozpoczyna od… szkolnego śmietnika. Odkrywa wyrzuconą do kosza poezję i intymne wyznania uczniów. Czy ta wiedza zrujnuje życie Juniper, a może wręcz przeciwnie, pomoże jej uporządkować swoje sprawy?

Licealne problemy młodzieży, szkolne przyjaźnie i miłości, trauma i ponowne budzenie się do życia, pierwsze kroki w dorosłość zostały zaprezentowane przez połączenie literackiego języka z młodzieżowym oraz z typowym dla tego wieku poczuciem humoru i wrażliwością.  „Indeks szczęścia Juniper Lemon” to w pewnym stopniu książka o potędze słowa,
o odpowiedzialności człowieka za to, co mówi, i o sile oddziaływania słowa pisanego.

Jeśli czytaliście „Gwiazd naszych wina” Johna Greena czy „Oddam ci słońce” Jandy Nelson to z pewnością ta książka również przypadnie Wam do gustu.
Ledwo pisałam o 15 tygodniu, a tu już prawie 18 się zaczął. W pierwszej ciąży już dawno zajmowałam się planowaniem i szykowaniem, a teraz coś nie mam do tego weny. Nadal czasem zapominam, że jestem w ciąży, co chyba nie do końca jest dobre ;) w ten weekend nawet okupowalam parkiet na weselu i dawno się tak nie wytanczylam :) a właśnie, coś jednak powoli nie daje mi zapomnieć o ciąży. Pierwsza rzecz to brzuch, który z dnia na dzień tak urósł, że myślałam że nie zmieszcze się w sukienke. A druga to ruchy dziecka. Powoli zaczynam je czuć, znacznie wcześniej niż w ciąży z Karolcia.

Myślę, że na jesień zacznę już coś szykować, a jak poznamy na 100% płeć to przejrzę ciuszki po Karolci, bo jednak nie chce zostawiać wszystkiego na ostatnią chwilę.

Jeśli chodzi o imię, to też nie mamy póki co żadnych typów. Strasznie ciężka sprawa z tym imieniem :) na to też przyjdzie czas.

A co u mojej kochanej pierworodnej? Stała się jeszcze bardziej samodzielna, co niezmiernie mnie cieszy. Jest radosna i ciągle mówi o maluszku :) chociaż ostatnio miała tak ciężki tydzień jakby ja ktoś podmienil. Starsze dzieci też chyba miewają jakieś skoki rozwojowe, bo inaczej nie potrafię tego sobie wytłumaczyć. A może to jakieś kolejne bunty? W każdym razie dobrze, że już się skończyły, bo naprawdę nie było łatwo.

Mam nadzieję, że od września będzie mnie tu trochę więcej. Karolcia idzie do przedszkola, więc z pewnością wygospodarowuje trochę więcej czasu. A tymczasem korzystamy z lata, które niestety pogodowo nas nie rozpieszcza, ale chyba zdążyliśmy się już do tego przyzwyczaić.
To już ten czas. Brzuszek powoli zaczął się pojawiać, chociaż i tak pewnie niektórzy mylą go ze wzdęciem ;) Aczkolwiek ostatnio jakiś pan podniósł mi koszyk z moimi zakupami w pewnym dyskoncie, aby było mi je łatwiej wypakować na taśmę i mam nadzieję, że to nie był przypadek :)

Nie wiem jak Wy, ale ja o ciążowy brzuszek zaczynam dbać zaraz na początku ciąży. Tak było w przypadku ciąży z Karolinką, tak jest i teraz. Mimo, że skóra początkowo aż tak się nie rozciąga, to wolę jednak dmuchać na zimno. Taka pielęgnacja pozwoliła mi uniknąć rozstępów w pierwszej ciąży, mam nadzieję, że w tej będzie tak samo.

Przygotowałam dla Was póki co zestawienie 4 kosmetyków, które przetestowałam.

1. Olejek przeciw rozstępom Babydream z Rossmanna. Pisałam o nim 4 lata temu TUTAJ. Bardzo go polubiłam, dlatego postanowiłam, że teraz też będę go stosować. Ma bardzo miły zapach, który mi odpowiada, dobrze się rozprowadza, dość szybko (jak na olejek) się wchłania. Chyba naprawdę działa, skoro ani jeden rozstęp mi się nie pojawił, przynajmniej chcę w to wierzyć ;)



2. Balsam przeciw rozstępom Babydream z Rossmanna. Kupiłam przez zupełny przypadek. Myślałam, że to właśnie olejek, a nie balsam. Dopiero po otwarciu i wypróbowaniu okazało się, że to balsam. Zapach ten sam, cena podobna, ale mam duży minus. Rozprowadzanie kremu. Trudno go rozprowadzić, bardzo długo trzeba to robić, aby całkiem się wchłonął. Ja nie lubię takich kosmetyków, ale jeśli komuś to nie przeszkadza, to czemu nie.




3. Skuteczny balsam ujędrniający do ciała Sexi Mama z firmy Bielenda. Naprawdę fajny i godny polecenia kosmetyk, nie wiem jeszcze jak ze skutecznością, to będę mogła powiedzieć, za parę miesięcy, ale ogólnie polubiliśmy się. Bardzo delikatny i przyjemny zapach, dobrze się rozprowadza, nie klei się, jest bezpieczny dla mamy i dziecka. Producent obiecuje, że zwalcza objawy celulitu (uf, na szczęście nie mam!), wygładza i uelastycznia skórę, poprawia odporność skóry na rozciąganie - i na tym ostatnim właśnie najbardziej mi zależy. Może nie należy do najtańszych, ale czasem warto dać za kosmetyk kilka złotych więcej. 


4. Skuteczna oliwka w żelu Sexi Mama z firmy Bielenda. Jestem ostrożna jeśli chodzi o oliwki, bo najczęściej kojarzą mi się z czymś klejącym, co ciężko się wchłania, ale tu jest inaczej. Dzięki temu, że oliwka jest w żelu dobrze się ją rozsmarowuje i co ważne nie klei się. Ładnie pachnie i jest delikatna. Podobno łagodzi uczucie swędzenia skóry. Jeszcze tego nie doświadczyłam, bo skóra aż tak się nie rozciąga, ale mam nadzieję, że właśnie na to zadziała, bo wiecznie swędząca skóra na brzuchu nieco była denerwująca. Cenowo podobnie do poprzedniego kosmetyku.



A jakie są Wasze ulubione kosmetyki dla kobiet w ciąży? Czy któryś z tych już używałyście?
Nie wiem kiedy zakończył się pierwszy trymestr, stało się to nagle. Pamiętam, że dopiero co okazało się, że jestem w ciąży, a tu jestem w trakcie 15 tygodnia. Ta druga ciąża ucieka przez palce. Wstyd się przyznać, ale bardzo często zapominam, że jestem w ciąży. W pierwszej ciąży wszystko już planowałam, zastanawiałam się co kupić, robiłam listy wyprawkowe, a póki co przeraża mnie to, że wszystkim będę musiała się zająć. Stosy kartonów z ciuszkami po Karolci czekają na przeglądanie i pewnie w pierwszej ciąży już dawno chciałabym się tym zająć, a teraz jakoś nie mam parcia. I czasu. Tego zdecydowanie mi brakuje. Przy dwójce to już chyba w ogóle zapomnę o tym co to czas ;) może jesienią, kiedy pogoda nie będzie już sprzyjała siedzeniu na dworze w końcu tym wszystkim się zajmę i ogarnie mnie ciążowe szaleństwo. Kiedys musi to nastąpić ;)

A jak czuje się w 15 tygodniu? Wyśmienicie! Jakoś 2 tygodnie temu minęły mi mdłości i wymioty, nie jestem już tak zmęczona i odzyskałam apetyt. Wręcz bym zazerala ;) ale pilnuje się, bo wiem, że wszystko ma swoje granice. Nadal ćwiczę jogę i teraz jest ona jeszcze bardziej przyjemna niż w pierwszym trymestrze. Jednak mdłości dawały za bardzo popalić, ale z drugiej strony taki wysiłek pozwalał mi o nich zapomnieć i trochę je minimalizowal.

U Gruszka wszystko dobrze, na ostatniej wizycie ważył ok. 100 g, czyli jak dobra tabliczka czekolady :) póki co nie będę ujawniać płci, ponieważ sama nie jestem do końca przekonana czy na tym etapie nic się nie zmieni. Chociaż ciekawie jest już coś wiedzieć. Przy Karolci musieliśmy czekać do 32 tygodnia! Aczkolwiek od początku czułam, że noszę pod sercem dziewczynkę :)

Waga na dzień dzisiejszy to 54,3 czyli niecały kg do przodu. Dobrze, że w końcu waga zaczęła wzrastać. Brzuszek powoli zaczyna się pojawiać, chociaż śmieje się, że jestem na etapie "czy ona jest w ciąży czy może ja tak wydelo?" :) z pewnością pochwalę się brzuszkiem na Instagramie. Możecie mnie obserwować pod nickiem @kolorova. 
Jakiś czas temu pokazywałam Wam na Instagramie bardzo piękna książkę "Animal abc" Gabrieli Rzepeckiej-Weiss. Autorka, Gabriela Rzepecka-Weiß, ma ponad 10-cioletnie doświadczenie w nauczaniu dzieci języka angielskiego, które zdobywała głównie za granicą – m.in. w Japonii. Jest egzaminatorem Cambridge Young English Learners Test, koordynatorem wyjazdów uczniów na wymiany zagraniczne, autorem i ilustratorem kilku podręczników dla dzieci do nauki języka angielskiego.

Książka jest świetne wydana, graficznie trafia w mój gust i bardzo przypadła mi do gustu. W szczególności, że tak jak większość rodziców zdaję sobie sprawę z tego, jak ważna jest nauka języków obcych już od najmłodszych lat. Bardzo fajnie jeśli oczywiście kontynuuje się to w dorosłości, a jeszcze lepiej jak ma się z tym językiem kontakt na co dzień. Ale wiadomo, że z tym bywa różnie. Jednak podstawowa znajomość języka obcego, w szczególności angielskiego, ułatwia nam życie. Dlatego fajnie jest "zarazić" dziecko językiem już od najmłodszych lat. Oczywiście z rozsądkiem ;) posyłanie dwulatka na lekcje angielskiego uważam za dość dziwne, ale to tylko moje zdanie.

Ale do rzeczy. Książka. To ona ma być tematem tego posta :) pokaże Wam najpierw zdjęcia, żebyście wiedzieli o czym piszę.





Więcej Wam nie zdradzę, musicie przekonać się sami jakie zabawne zwierzęta możecie spotkać w tej książce :) 

Książeczka „Animal abc - book to look“ wprowadza dziecko w świat liter alfabetu i pierwszych słów w języku angielskim. Autorka odmalowała na jej stronach wesołą gromadę zwierząt. Oswoiła je i uformowała w kształt pierwszych liter ich nazw. Mały czytelnik ogląda sympatyczne zwierzaki, a zarazem kolejne litery alfabetu. Niezwykle giętki aligator przybiera kształt literki A. Małpa pręży grzbiet i zawija ogon układając się w kształt litery m. Wieloryby zaś zorganizowały paradę w morzu i suną przez fale w kształt literki W. I tak nieznane znaki graficzne stopniowo zaczynają ożywać.

Dzieci bardzo lubią uczyć się poprzez zabawę, więc z pewnością przyda się to zarówno przy zapamiętaniu alfabetu, jak i nazw poszczególnych zwierząt. 

Książka zajęła I miejsce w konkursie Royal Dragonfly Book Award w kategorii książek dla dzieci do lat 5 w USA, a to naprawdę wyjątkowe osiągnięcie. Jeśli, więc Wasze dzieci zaczynają swoją przygodę z angielskim, ta książka będzie dla nich naprawdę cenną pomocą. 

Książka „Animal abc – book to look” dostępna jest w wybranych księgarniach na terenie kraju oraz na stronie: www.chybaryba.com

Powoli kończy się 1 trymestr mojej drugiej ciąży. Poza tym, że przeleciał on ekspresowo i narzygałam się za wszystkie czasy to minął bezproblemowo. Wkraczam więc powoli w drugi z nadzieją myśląc, że mdłości i wymioty w końcu mina.

Tydzień temu w 11 tygodniu wybrałam się na USG prenatalne 1 trymestru zwane też USG genetycznym. Przyznam się Wam, że z Karolcią nie miałam takiego specjalistycznego badania. Lekarz przy końcu pierwszego trymestru zrobił USG, w którym owszem określał różne parametry, ale z perspektywy czasu mam wrażenie, że zrobił to bardzo lakonicznie i tak naprawdę sprzęt, który obsługiwał nie dawał możliwości lepszego wykonania badania. Teraz postanowiłam, że będzie inaczej. Poza tym tę ciążę prowadzi mi inny ginekolog i to on skierował mnie na to badanie.

A teraz dla tych co nie wiedzą, krótko o tym na czym te badanie polega i co ma określić.

Badanie USG pierwszego trymestru wykonuje się pomiędzy 11 a 13 tygodniem i 6 dniem. Ważne jest, aby długość ciemieniowo siedzeniowa dziecka miała nie mniej niż 45 mm a nie więcej niż 84 mm. Później takie badanie ze względu na wielkość dziecka nie jest już możliwe. Kolejne badania tego typu wykonuje się między 18 a 22 tygodniem i w 3 trymestrze.

Badanie wykonuje się najczęściej przez powłoki brzusznej, ale czasem gdy obraz jest zakłócony - dopochwowo.

Na USG ocenia się:
- przezierność fałdu karkowego
- obecność kości nosowej
- położenie łożyska i macice
- wiek ciąży
- akcje serca z wyliczeniem uderzeń na minutę
- budowę płodu
- spektrum przepływu w przewodzie żylnym (tzw. badanie dopplerowskie)
- zastawkę trójdzielna w Dopplerze spektlarnym
- długość pęcherza

Ten rodzaj USG pozwala wykluczyć ewentualne wady genetyczne takie jak np. Zespół Downa.

Nasze USG wyszło bardzo dobrze i wszystko jest w porządku. Przyznam szczerze, że mimo iż nigdy nie dopuszczam do siebie złych myśli, to jednak trochę się stresowałam. Tym bardziej, że na badaniu lekarka nie była pewna tego, czy czasami nie ma przepukliny pępowinowej. Co jest wadą genetyczną. Kazała mi przyjść za tydzień, aby potwierdzić czy przepuklina jest, czy jednak się wchłonęła (tu wyjaśnienie, do 11 tygodnia wszystkie dzieci mają przepuklinę pępowinową). Ja byłam właśnie w 11 tygodniu ciąży na tym USG, aczkolwiek przy zrobieniu badania dopochwowo obraz był ok i nic niepokojącego nie zauważyła.

A jak było u Was? Też miałyście USG prenatalne?
Teraz, po urodzinach mogę śmiało stworzyć post o prezentach, które będą idealne dla trzylatka. Są przetestowane, a testerka szczęśliwa, wiec to się liczy :)


Wybaczcie brak zdjęć, ale nie miałam kiedy ich wykonać, a chciałam bardzo, aby post znalazł się na blogu. Jeśli wejdziecie w podane przeze mnie linki, to zobaczycie tam zdjęcia poszczególnych zabawek.

Klocki Duplo
Nie wiem jak u Was, ale u nas im więcej tym lepiej. Wiadomo, wtedy można wybudować wiele różnych rzeczy. Zestawy Duplo są tematyczne, więc jest w czym wybierać. Jest to też zabawa dla małych i dużych. Ja osobiście bardzo lubię się bawić z Karolcią tymi klockami. Tym razem wybraliśmy na prezent zestaw Duplo kawiarenka, a to dlatego, że trafiliśmy na mega przecenę w w jednym ze sklepów :) kocham to, gdy coś z powyżej 100 zł zostaje przecenione na niecałe 40 zł :) trudno jest się w takich chwilach oprzeć. TU możecie zobaczyć jak wygląda ten zestaw.

Playmobile
Ogólnie nie miałam tego prezentu w planach, chociaż przeszło mi to przez myśl, bo zestawy Playmobile są naprawdę świetne i trzylatek potrafi się nimi już bardzo fajnie bawić. Nasi przyjaciele bardzo nas nim zaskoczyli, a Karolcia była zachwycona. Dostała zestaw stajni dla koni i o takim właśnie kiedyś mówiła, bo bardzo lubi koniki (chyba jak większość dziewczynek w tym wieku :)). Zestaw, który mamy zobaczycie TU.

Muzyczna mata wodna 
Już jakiś czas temu chciałam ją kupić, ale nie było okazji. Wybór mat jest naprawdę duży. Zależało nam, aby była w miarę duża (tzn. miała duże pole do rysowania) i fajną opcją był dźwięk. Znaleźliśmy właśnie TAKĄ. Bardzo spodobała się Karolci, rysowała na niej, odrysowywała dołączone do niej szablony i grała różne melodie na pianinku. Jedyny minus to głośność. Mata ma opcję ciszej-głośniej, ale niestety ciszej to nadal głośno. Ale niestety takie zabawki mają to do siebie.

Znikopis
Tu również wybór jest ogromny i tu też zależało nam, aby znikopis był dość duży. Idealnie sprawdzi się w podróży. Nie zdecydowałam się na zakup przez Internet, bo wolałam zobaczyć go na żywo, a akurat w pewnym dyskoncie pojawiły się znikopisy przed Dniem Dziecka i tam go kupiliśmy. Jest naprawdę porządnie wykonany, ma duże pole do rysowania, a zmazywanie działa bezproblemowo.

Barbie Tęczowa Syrenka
Tu również dałam skusić się pewną promocją i to -50%. Opłacało się, tym bardziej, że Karolcia przyuważyła lalkę u kuzynki i bardzo jej się spodobała. Trochę się broniłam przed Barbie sądząc, że to za wcześnie i chyba mam trochę racji. Lalka nie cieszy się dużym powodzeniem, ale wiem, że przyjdzie na nią pora. Tak mamy z wieloma zabawkami. Ogromnym plusem tej lalki jest to, że można brać ją do kąpieli i zanurzona w wodzie świeci. Po naciśnięciu przycisku również jej ogon świeci, co podoba się Karolince.

Dodatkowo w prezentach znalazły się też książki, ale o nich będzie osobny post. Piętrzy się już stos książek, które chciałam pokazać Wam na blogu, ale nie mam kiedy zrobić im zdjęć. Muszę w końcu się tym zająć.

Jeśli jeszcze chodzi o prezenty, nie myślcie czasem, że Karolcia dostała od nas je wszystkie, każdy z nich dostała od kogoś z rodziny, aż tak nie rozpieszczamy córki ;)

A Wasze trzylatki co dostały na urodziny? Czym lubią najbardziej się bawić?
Jakiś czas temu pokazywałam Wam na blogu, dwie bardzo fajne książkowe pozycje, które byłyby idealne dla nastolatków. (Post ten znajdziecie TU). Aczkolwiek my dorośli też możemy po nie sięgnąć, o ile lubimy łatwo napisane i wciągające powieści. Mi bardzo przypadły do gustu, ponieważ czyta się je bardzo szybko. Dziś chciałam pokazać Wam trzy różne książki.

Wszystkie tytuły zostały wydane przez Wydawnictwo IUVI. Wejdźcie na ich stronę, znajdziecie tam wiele ciekawych książek, w tym "Pax" Sary Pennypacker, która została Książką Roku 2016 w kategorii literatura dziecięca.

"Lato Eden" Liz Flangan (premiera 10.05.2017)

Eden, najlepsza przyjaciółka gotki Jess, znika w tajemniczych okolicznościach. Kilka miesięcy wcześniej zginęła siostra Eden – Iona. Rodzice są zdruzgotani i pełni najgorszych obaw. Cała nadzieja w Jess, w końcu to ona najlepiej zna piękną Eden. Ale czy na pewno Eden nie miała przed Jess żadnych tajemnic?

Przejmującą historię „Lata Eden” czytelnik śledzi oczami Jess minuta po minucie. Narracja przerywana jest retrospekcjami, zawierającymi wspomnienia Jess, które rzucają nowe światło na sprawę.

„Lato Eden” to powieść o poszukiwaniu własnej drogi w życiu, o przyjaźni i miłości, o niełatwych relacjach rodzinnych, o dochodzeniu do prawdy o sobie samym i budowania potem na tym fundamencie lepszego życia.

Język książki jest zindywidualizowany i bardzo autentyczny,
a realia świata przedstawionego dowodzą, jak bardzo Liz Flanagan zna współczesną młodzież.

Książka ta to nie tylko ciekawa pozycja dla nastolatków, ale też dobra lektura dla ich rodziców – pozwala na zrozumienie problemów i postrzegania świata przez młodzież, a także odświeżenie pamięci o tym etapie życia.

"Kłamca i szpieg" Rebecca Stead (premiera 10.05.2017)

Kiedy ojciec 12-letniego Georgesa traci pracę, rodzina jest zmuszona do opuszczenia ukochanego domu i przeprowadzenia się do bloku na Brooklynie. Mama musi brać dodatkowe dyżury, Georges traci jedynego przyjaciela, a w szkole jest outsiderem. Słowem – tragedia. 
Georges trafia do Klubu Szpiegów, gdzie poznaje Safera, swojego rówieśnika, samozwańczego szpiega, którego rodzina daje chłopakowi poczucie bezpieczeństwa i akceptacji. Jednak może nie wszystko jest takie, na jakie wygląda?
Georges staje się pierwszym agentem na usługach Safera. Ma za zadanie śledzić tajemniczego sąsiada - Iksa, który mieszka w tym samym bloku i zdaniem Safera ma jakąś złowieszczą tajemnicę. W miarę postępu śledztwa, kiedy Safer stawia coraz to nowsze wymagania, Georges zaczyna niedowierzać „przyjacielowi”.

„Kłamca i szpieg” Rebecki Stead to powieść z dreszczykiem dla nastolatków – jest zagadka, szpiegowanie i codzienne problemy, a na zakończenie niespodziewany finał.


Na koniec mam dla Was drugą część "Alcatraz kontra bibliotekarze" jej tytuł brzmi "Kości Skryby", a premiera odbyła się 24.05.2017, jest więc jeszcze cieplutka ;) 

Mroczni Bibliotekarze znowu atakują – i pokazują swoje najgroźniejsze oblicze w II tomie serii „Alcatraz kontra Bibliotekarze” – „Kości skryby”.

Alcatraz powraca w wielkim stylu. Infiltruje Bibliotekę Aleksandryjską, która bynajmniej nie została zniszczona i jest jednym z najniebezpieczniejszych miejsc na ziemi, szuka swojego ojca, który prawdopodobnie wcale nie umarł, i odkrywa dziwny złoty sarkofag, w którym może znajdować się klucz do jego zdumiewającego talentu do psucia różnych rzeczy. Biblioteki strzegą jednak kustosze – wytrwali i podstępni złodzieje dusz.

Oczywiście jest przy nim Bastylia – po to, by spuścić manto mrocznym Bibliotekarzom, ma się rozumieć. I nowo poznani, dość ekscentryczni członkowie rodziny. A walczyć przyjdzie im z najstraszniejszymi spośród Bibliotekarzy: tajną sektą najemników, Kośćmi Skryby.

Czy Alcatraz odzyska ojca? Czy wraz z przyjaciółmi zdoła uratować dziadka Smedry’ego i ujść z życiem?


Już po samych opisach widzicie, że książki dla młodzieży mogą być naprawdę wciągające, a że czyta się je lekko i przyjemnie, to z pewnością staną się fajną lekturą na wakacyjny wieczór :)
W poniedziałek Karolcia kończy 3 lata, a ja nie mogę się nadziwić jaka z niej mądra i duża dziewczynka. Trzy lata to wiek, który uwielbiam. Dziecko jest wtedy prześmieszne, wali takimi tekstami, że nie wiesz czy śmiać się czy płakać, gada ciągle (!), śpiewa, nuci, recytuje wierszyki. Dziecko jest wtedy jeszcze "nie skażone" przedszkolem (jeśli jeszcze jest w domu) i takie tylko Twoje. Przynajmniej ja tak to odczuwam ;) Naprawdę, jest cudownie i na takie chwile warto przeżyć te masakryczne ząbkowania i wszelkie bunty :)


Mimo ciążowego zmęczenia dni z tak ruchliwym i pełnym energii trzylatkiem, jakim jest moja kochana córka, wcale nie są trudne. Karolcia potrafi naprawdę pięknie sama się sobą zająć. Wymyśla różne zabawy i uwielbia towarzyszyć mi w pracach domowych. Rozumie, że muszę się czasem położyć, żeby chwilę odpocząć. Pyta czy wymiotuję jeśli zamknę się w łazience i cierpliwie czeka aż wyjdę. A później pyta się czy wszystko dobrze. Kochana moja.

Wszystko robimy razem. Obiad (ponieważ drzemki nie ma już od jakiś 5 miesięcy), ciasta pieczemy wspólnie, razem odkurzamy, tak naprawdę pomaga mi jak może. A ja jej na to pozwalam, bo wiem, że dzięki temu się rozwija. I co z tego, że wysypie mąkę, że obsmaruje blat olejem, chcę żeby dobrze się przy tym bawiła.

Jest bardzo wrażliwa i czuła. Dziś miałam najpiękniejszy dzień matki, jaki mogłam sobie wymarzyć. Dostałam kwiatki (z inicjatywy tatusia oczywiście), ale po południu usłyszałam "Mamo, kocham Cię. Chcę być zawsze przy Tobie". Łza mi się w oku kręci jak słyszę coś takiego. A słyszę takie wyznania bardzo często, a hormony ciążowe robią swoje, więc muszę być ciągle zaopatrzona w chusteczkę ;)


Córeczko kochana. Kocham Cię. Rośnij zdrowo, bądź zawsze sobą. Nie zważaj na to co mówią inni i idź do przodu z uśmiechem na twarzy. Ciesz się małymi rzeczami i czerp z każdego dnia jak najwięcej. Ja będę zawsze przy Tobie. 

Twoja mama. 


Zaczynam 9 tydzień ciąży i czuję się naprawdę bardzo dobrze. Nadal chodzę na jogę i o ile będę mogła, mam zamiar kontynuować ją do dnia porodu.

Mimo tego, że dopadła mnie większość dolegliwości ciążowych charakterystycznych dla pierwszego trymestru, to staram się nie narzekać. Jeśli chcecie przeczytać o ciążowych dolegliwościach, które mogą towarzyszyć wam w pierwszym trymestrze odsyłam TU. Tam też dowiecie się, jak czułam się na początku pierwszej ciąży.

Czym ten początek ciąży różni się od poprzedniego?
W tamtej ciąży, już w okolicach 6 tygodnia zaczęły męczyć mnie mdłości, które trwały cały dzień, ale na szczęście nie kończyły się wymiotami. Byłam też strasznie wrażliwa na zapachy. Odrzucało mnie od ryb, surowego mięsa (więc gotować nie było komu ;)) i raczej miałam apetyt. Nie mogłam nawet oglądać moich ulubionych programów kulinarnych, a pan Tomasz Jakubiak przyprawiał mnie o mdłości (przepraszam! uwielbiam pana!). Tym razem jest trochę inaczej.

Zawroty głowy
Na początku, w okolicach 5 tygodnia zaczęłam mieć zawroty głowy. W szczególności wieczorami i nawet w nocy, kiedy to budziłam się na siku. Czułam się jak po dobrej imprezie! Wirowało wszystko. Na szczęście trwało to niecały tydzień.

Mdłości i wymioty
W połowie 6 tygodnia zaczęły mnie męczyć mdłości i niestety wymioty. Nie były to jednak mdłości poranne, a raczej po południowe i wieczorne, które niestety kończyły się wymiotami. Bywają dni bez nich, ale raczej pojawiają się codziennie. Przynajmniej raz dziennie zaliczam więc bliskie spotkanie z toaletą i zdążyłyśmy się już polubić ;) A tak na poważnie, to mam nadzieję, że ze zbliżającym się powoli końcem 1 trymestru wreszcie się zakończą.

Całe szczęście nie jestem wrażliwa na zapachy, mogę normalnie przygotowywać obiady, ale jakoś specjalnie nie mam apetytu. Jem bo muszę, aczkolwiek już pojawiły mi się pierwsze zachcianki ciążowe, co w ciąży z Karolcią raczej było nieco przereklamowane. Nabrałam ogromną ochotę na sok pomarańczowy, ale taki ze świeżo wyciskanych pomarańczy, nie żadna podróba i ogórki kiszone. Więc kwas, kwas i jeszcze raz kwas. No ale moją nietypową zachcianką była bułka z konserwą i pasztetową. Aż wstyd się przyznać. Normalnie nie jem takich rzeczy, a tu proszę. O ile konserwę zrealizowałam, nie mogłam bez niej żyć, to z pasztetową twardo się trzymam. I mam nadzieję, że tak pozostanie ;) Odrzuciło mnie od słodkiego, herbaty, kawy, nawet mój ukochany czystek mi nie wchodzi :(

Senność i zmęczenie
To czeka chyba każdą przyszłą mamę. Wydaje mi się, że w pierwszej ciąży bardziej mi dokuczało, aczkolwiek mąż twierdzi, że teraz, przy Karolci nie mam po prostu na to czasu. Mimo wszystko o 22:00 śpię już jak dziecko. W dzień na drzemkę nie mogę sobie przecież pozwolić. Jogę przesunęłam sobie na godziny przed południowe, bo pod wieczór nie byłabym w stanie już ćwiczyć.

Na koniec dodam, że oczywiście co rusz sikam (i w tej kwestii to się już do końca ciąży nie zmieni, hehe), pobolewa i kłuje mnie czasem podbrzusze, ale to normalne i jest spowodowane naciągającymi się wiązadłami macicy.

Tę ciążę rozpoczynam z wagą 54 kg. Z Karolcią było to 57 kg i z tego co pamiętam byłam 16 kg na plusie. Ciekawe jak będzie tym razem :)

Mam nadzieję, że w końcu do Was wrócę. Że będę na blogu częściej. Ostatnio to zaniedbałam, przyznaję, ale miałam ku temu bardzo ważny powód. Po tym wstępie, być może moi stali czytelnicy domyślają się o co chodzi :) 

Jestem w ciąży :))))))))

Bardzo cieszymy się, że po miesiącach starań się udało i mimo, że nie chciałam rodzić zimą, to nie będę miała wyboru ;) ale czy to ważne? Będę mamusią po raz drugi i to jest najważniejsze. 

Możecie się więc teraz spodziewać dużej ilości ciążowych postów. Mam nadzieję, że czasu na to wszystko mi starczy, bo jednak druga ciąża jest całkiem inna. Już teraz to wiem. 

Dziś zostawiam Was z tą wiadomością i idę odpoczywać, bo Karolcia u dziadków, więc w końcu mam chwilę dla siebie. 
Wreszcie doczekaliście się trzeciej, ostatniej już części postów o mlekach modyfikowanych. Odsyłam do poprzednich, jeśli jesteście ciekawi całego zestawienia. Część 1 TU i część 2 TU.

Enfamil Premium 2
Składniki: Odtłuszczone mleko, syrop glukozowy, oleje roślinne (oleina palmowa, olej kokosowy, olej sojowy, wysokooleinowy olej słonecznikowy), laktoza (z mleka), galaktooligosacharydy (GOS, z mleka), polidekstroza, emulgator (lecytyna sojowa), węglan wapnia, oleje pozyskiwane z organizmów jednokomórkowych (ARA z Mortierella alpina i DHA z Crypthecodinium cohnii), L-askorbinian sodu, chlorek choliny, wodorotlenek potasu, siarczan żelaza, tauryna, fosforan magnezu, inozytol, cytydyno-5-monofosforan, siarczan cynku, octan DL-alfa-tokoferylu, 6-palmitynian-L-askorbylu, nikotynamid, urydyno-5-monofosforan, adenozyno-5-monofosforan, guanozyno-5-monofosforan, D-pantotenian wapnia, siarczan miedzi, palmitynian retinylu, ryboflawina, chlorowodorek tiaminy, cholekalcyferol, chlorowodorek pirydoksyny, siarczan manganu, kwas foliowy, fitomenadion, jodek sodu, selenian sodu, D-biotyna, cyjanokobalamina.

Wartość odżywcza: energia 68 kcal, tłuszcz 3,1 g w tym kwasy tłuszczowe nasycone 1,29 g, węglowodany 8,4 g, w tym cukry 4,5 g.

Ze względu na syrop glukozowy (i to na drugim miejscu!) od razu skreślam te mleko.

Humana 2
Składniki: Odtłuszczone mleko, odmineralizowana serwatka w proszku, oleje roślinne (palmowy, rzepakowy, słonecznikowy), maltodekstryna, syrop galaktooligosacharydowy (z mleka), laktoza, syrop glukozowy, węglan wapnia, emulgator: lecytyna sojowa, ortofosforan wapnia, chlorek potasu, cytrynian sodu, zestaw witamin (witamina C, niacyna, kwas pantotenowy, witamina E, witamina B6, witamina A, tiamina (witamina B1), ryboflawina (witamina B2), kwas foliowy, witamina K1, biotyna, witamina D3, witamina B12), cytrynian potasu, L-tyrozyna, węglan magnezu, tauryna, mleczan żelaza, L-tryptofan, tlenek cynku, siarczan miedzi, siarczan cynku, jodan potasu, siarczan manganu, selenian sodu.

Wartość odżywcza: energia 68 kcal, tłuszcz 3,3 g w tym kwasy tłuszczowe nasycone 1,2 g, węglowodany 7,8 g, w tym cukry 5,8 g.

Tutaj to samo. Znów syrop glukozowy, co prawda trochę dalej na liście składników. Do tego maltodekstryna. Szkoda. Spodziewałam się czegoś lepszego.

Nan Optipro Plus 2
Składniki: Mleko odtłuszczone, koncentrat białka serwatkowego (z mleka), oleje roślinne (oleina palmowa, niskoerukowy olej rzepakowy, olej kokosowy, olej słonecznikowy), maltodekstryna, permeat serwatkowy (z mleka), laktoza (z mleka), oligosacharydy (galaktooligosacharydy, fruktooligosacharydy) 4,75%, cytrynian wapnia, cytrynian potasu, fosforan wapnia, emulgator (lecytyna sojowa), chlorek magnezu, cytrynian sodu, witaminy (C, E, kwas pantotenowy, niacyna, B1, A, B6, B2, D3, K1, kwas foliowy, biotyna, B12), chlorek sodu, siarczan żelazawy, siarczan cynku, kultury bakterii Lactobacillus reuteri (DSM 17938*), siarczan miedzi, selenian sodu, jodek potasu.

*zgodnie z licencją BioGaia AB.

Wartość odżywcza: energia 67 kcal, tłuszcz 3,2 g w tym kwasy tłuszczowe nasycone 1,3 g, węglowodany 8 g, w tym cukry 5,1 g.

Nie jestem przekonana. Po pierwsze ta maltodekstryna, po drugie oleina palmowa (?) i koncentrat białka serwatkowego. Lepsza byłaby chyba serwatka... A nie jej koncentrat.

Nan Optipro 2
Składniki: Mleko odtłuszczone, koncentrat białka serwatkowego (z mleka), maltodekstryna, oleje roślinne (oleina palmowa, niskoerukowy olej rzepakowy, olej kokosowy, olej słonecznikowy), permeat serwatkowy (z mleka), laktoza (z mleka), cytrynian wapnia, emulgator (lecytyna sojowa), fosforan wapnia, fosforan potasu, chlorek magnezu, olej rybi, witaminy (C, E, kwas pantotenowy, niacyna, B1, A, B6, B2, D3, K1, kwas foliowy, biotyna, B12), cytrynian sodu, chlorek sodu, olej z Mortierella alpina, cytrynian potasu, siarczan żelazawy, siarczan cynku, kultury bakterii Bifidobacterium lactis, kultury bakterii Streptococcus thermophilus, siarczan miedzi, selenian sodu, jodek potasu.


Wartość odżywcza: energia 67 kcal, tłuszcz 3,2 g w tym kwasy tłuszczowe nasycone 1,26 g, węglowodany 8.3 g, w tym cukry 4,9 g.

Optipro od Optipro plus poza szczepami bakterii nie różnią się praktycznie niczym.


To już ostatnie mleka w moim zestawieniu. Chciałam, abyście mieli składy najpopularniejszych mlek w jednym miejscu i mogli je sobie porównać. Opatrzyłam je krótkim komentarzem, abyście wiedzieli jak się do nich odnoszę. Być może na blogu pojawi się jeszcze post wyjaśniający wszystkie te dziwne nazwy znajdujące się na liście składników mlek modyfikowanych.

Należą Wam się też wyjaśnienia odnośnie tak długiej nieobecności. Ale to już niedługo, jeszcze chwilę musicie uzbroić się w cierpliwość :)


Wybaczcie, że napisanie drugiej części tyle trwało, ale święta i te sprawy. Ogólnie dużo się dzieje i nie ma czasu na nudę. Ale już jest druga część, zobaczcie czy tym razem trafimy na przynajmniej "dobre" mleko.

Zagubionych odsyłam do mojej pierwszej części TU oraz do posta sprzed dwóch lat TU (tak dla porównania).

Przypominam, że porównuję mleka następne, oznaczone nr 2.

Bebiko 2 
Składniki: laktoza (z mleka), odtłuszczone mleko w proszku, oleje roślinne (palmowy, rzepakowy, kokosowy, słonecznikowy), galaktooligosacharydy 8,24% (z mleka), fruktooligosacharydy 0,58%, węglan wapnia, chlorek potasu, chlorek choliny, kwas L-askorbinowy, tauryna, lecytyna sojowa, L-askorbinian sodu, siarczan żelazawy, L-tryptofan, inozytol, octan DL-alfa-tokoferolu, L-izoleucyna, sól sodowa, 5'-monofosforanu urydyny, siarczan cynku, 5'-monofosforan cytydyny, chlorowodorek L-cysteiny, 5'-monofosforan adenozyny, sól sodowoa, 5'-monofosforanu inozyny, niktynamid, sól sodowa 5'-monofosforanu guanozyny, L-karnityna, D-pantotenian wapnia, kwas foliowy, siarczan miedzi, palmitynian retinylu, DL-alfa-tokoferol, D-biotyna, chlorowodorek tiaminy, chlekalcyferol, cyjanokobalamina, chlorowodowek pirydoksyny, siarczan manganu, jodek potasu, fitomenadion, selenin sodu. Zawiera mieszaninę oligosacharydów GOS/FOS (galaktooligosacharydy i fruktooligosacharydy): 0,8 g / 100 ml.

Wartość odżywcza: energia 68 kcal, tłuszcz 3 g w tym kwasy tłuszczowe nasycone 1,3 g, węglowodany 8,6 g w tym cukry 8,5 g.

Nawet nie najgorsze. Aczkolwiek laktoza na pierwszym miejscu nie bardzo mnie przekonuje. Ma prebiotyki.

Taki sam skład ma również Bebiko w wersji 2R, czyli z kleikiem ryżowym. Do składu dochodzi jednak skrobia i kleik ryżowy 4,7%. Jednak uważam, że w takim procencie mleko wcale nie jest  bardziej syte niż zwykle.

Bebiko Pro+ 2
Składniki: odtłuszczone mleko, laktoza z mleka, oleje roślinne (palmowy, rzepakowy, kokosowy, słonecznikowy), galaktooligosacharydy (8,2%) z mleka, odmineralizowane białko serwatkowe z mleka, nieodmineralizowane białko serwatkowe z mleka, fruktooligosacharydy (0,58%), fosforan wapnia, lecytyna sojowa (emulgator), węglan wapnia, cytrynian potasu, kwas askorbinowy, chlorek choliny, kwas cytrynowy, wodorotlenek potasu, tauryna, L-izoleucyna, siarczan żelazawy, wodorotlenek wapnia, L-tryptofen, L-askorbinian sodu, octan DL-alfa-tokoferolu, chlorek magnezu, nikotynamid, kultury bakterii: B. brave, S. thermophilus, fitomenadion, inozytol, siarczan cynku, cholekalcyferol, octan retinylu, sól sodowa 5-monofosforanu urydyny, 5-monofosforan cytydyny, cytrynian choliny, 5-monofosforan adenozyny, sól sodowa 5-monofosforanu inozyny, palmitynian askorbylu, D-pantotenian wapnia, L-karnityna, sól sodowa 5-monofosforanu guanozyny, chlorowodorek pirydoksyny, chlorowodorek tiaminy, cyjanokobalamina, kwas foliowy, siarczan miedzi, ryboflawina, palmitynian retinylu, DL-alfa-tokoferol, D-biotyna, jodek potasu, siarczan manganu, selenin sodu. Zawiera oligosacharydy GOS/FOS (galaktooligosacharydy i fruktooligosacharydy) w ilości 0,8 g/100 ml.

Wartość odżywcza: energia 66 kcal, tłuszcz 2,9 g w tym kwasy tłuszczowe nasycone 1,2 g, węglowodany 8,4 g w tym cukry 8,3 g.

Nie bardzo potrafię dojść do tego, czym się różni zwykłe Bebiko od Bebiko Pro+. Poza tym, że w tym drugim laktoza jest na drugim miejscu. Pro+ ma również odmineralizowane białko serwatkowe z mleka oraz nieodmineralizowane białko serwatkowe z mleka. Wychodzi na to, że skoro ma te dwa dodatkowe składniki powinno być bardziej kaloryczne, a nie jest. Poza tym jest również najmniej tłuste. Chyba nie dojdę z tym do ładu i składu. Stawiam je więc na równi.

Hipp 2 Bio Combiotik

Składniki: Odtłuszczone mleko*, laktoza*, oleje roślinne* (palmowy**, rzepakowy*, słonecznikowy*), serwatka* z mleka częściowo odmineralizowana w proszku, błonnik pokarmowy (galaktooligosacharydy z laktozy), węglan wapnia, witamina C, chlorek potasu, L-tryptofan, chlorek wapnia, siarczan żelazawy, stabilizator - kwas mlekowy, naturalne kultury bakterii kwasu mlekowego (Lactobacillus fermentum hereditum®***), witamina E, witamina A, niacyna, tlenek cynku, kwas pantotenowy, siarczan miedzi, witamina K, witamina B1, witamina B6, siarczan manganu, kwas foliowy, biotyna, jodan potasu, witamina B2, selenian sodu, witamina D, witamina B12.

*z rolnictwa ekologicznego
**olej palmowy ze zrównoważonych upraw ekologicznych, certyfikowanych przez niezależne jednostki kontrolne
***Lactobacillus fermentum CECT5716

Wartość odżywcza w 100 ml: energia 70 kcal, tłuszcze 3,5 g, w tym kwasy tłuszczowe nasycone 1,1 g, węglowodany 7,9 g w tym cukry 7,8 g (z laktozy, z naturalnego cukru mlecznego).

Powiem Wam, że te mleko najbardziej mi odpowiada. Nie ma maltodekstryny, nie ma syropu glukozowego ani innych shitów. Jest ekologiczne, ma preabiotyki i probiotyki. Jedyne co mnie razi to ten olej palmowy... Niby ze zrównoważonych upraw, ale co z tego. Nawet najbardziej ekologiczny utwardzony olej palmowy będzie niezdrowy... Hipp jest też najtłustszym mlekiem. Co może być i zaletą i wadą.

Na tym kończę dzisiejszą część i wypatrujcie niedługo ostatniej.

Chciałam już dziś złożę Wam, moi kochani czytelnicy, życzenia wielkanocne. Wiem, że jak jutro wpadnę w wir roboty, to nie będę kontaktować z Internetem. No może jedynie Instagram będzie mi bliski ;) a co, trzeba narobić innym smaka świątecznymi wypiekami. 

Wesołych Świąt, spędzonych w rodzinnej, spokojnej atmosferze, bez kłótni i sprzeczek. Dużo wolnego czasu, jak nie upieczecie jednego mazurka, to się nic nie stanie ;) spędźcie go razem, z dziećmi, dajcie im jak najwięcej siebie. Życzę Wam też zdrowia, bo ono jest bardzo ważne, aby żadna gorączka nie popsuła Wam świątecznych planów (my już swoje odchorowaliśmy wczoraj, więc mam nadzieję, że święta tym razem będą nasze! bo na Boże Narodzenie nie mogliśmy poszaleć). I na koniec życzę Wam, żeby spełniły się Wasze wszystkie marzenia i plany!

A z takich bardzo przyziemnych życzeń to jeszcze smacznych mazurków, kolorowych pisanek i oczywiście mokrego dyngusa!

Czy istnieje coś takiego jak "najlepsze mleko modyfikowane"? Przecież to oczywiste, że najlepsze jest mleko matki. Nawet najlepsze mleko modyfikowane nie zastąpi mleka matki, ale wiadomo, że z karmieniem piersią bywa różnie. Niektóre mamy sięgają po mleko modyfikowane już od samego początku, inne dopiero po zakończeniu karmienia, a inne nie mają z nim styczności w ogóle. Nie mnie oceniać, każda ma własne sumienie w tej kwestii. Ja jednak jestem za jak najdłuższym karmieniem piersią, a przede wszystkim przez pierwszy rok życia dziecka.

Źródło: pixabay.com
Postanowiłam jednak napisać dla Was ten post, bo wiem, że często szukacie takich informacji. Na blogu pojawił się już kiedyś artykuł na ten temat, ale pomyślałam, że warto byłoby go zaktualizować i dodać jeszcze inne informacje, takie jak wartość odżywcza, zawartość cukrów itd. Jeśli chcecie zobaczyć ostatnie zestawienie zapraszam TU.

A zatem zastanówmy się jakie mleko modyfikowane wybrać.
Porównałam ze sobą mleka następne, oznaczane cyfrą 2. Są one przeznaczone dla dzieci powyżej 6 miesiąca życia. Kolejność mlek całkowicie przypadkowa.

Bebilon profutura 2

Składniki: Laktoza z mleka, odmineralizowana serwatka z mleka w proszku, odtłuszczone mleko w proszku, bezwodny tłuszcz mleczny, olej rzepakowy, olej słonecznikowy, olej kokosowy, olej z organizmów jednokomórkowych, galaktooligosacharydy z mleka 8,16%, , koncentrat białka serwatkowego (z mleka), lipidy jaja kurzego, olej rybi, fruktooligosacharydy 0,58%, węglan wapnia, chlorek potasu, fosforan wapnia, chlorek magnezu, kwas L-askorbinowy, cytrynian potasu, tauryna, L-askorbinian sodu, lecytyna sojowa (emulgator), siarczan żelazawy, octan DL-alfa-tokoferolu, siarczan cynku, sól sodowa 5’-monofosforanu urydyny, 5’-monofosforan cytydyny, inozytol, 5’-monofosforan adenozyny, sól sodowa 5’-monofosforanu inozyny, nikotynamid, sól sodowa guanozyno 5'-monofosforanu guanozyny, L-tryptofan, D-pantotenian
wapnia, kwas foliowy, L-karnityna, siarczan miedzi, palmitynian retinylu, DL-alfa-tokoferol, D-biotyna, chlorowodorek tiaminy, cyjanokobalamina, cholekalcyferol, chlorowodorek pirydoksyny, siarczan manganu, jodek potasu, fitomenadion, selenin sodu.

Zawiera mieszaninę prebiotyków (galaktooligosacharydy i frukooligosacharydy: 0,8g/100ml).

Wartość odżywcza w 100 ml: energia 68 kcal, tłuszcz 2,9 g w tym kwasy nasycone 1,4 g, węglowodany 8,8 g, w tym cukry 8,7 g.

W składzie wytłuściłam 3 produkty, które są dla mnie dziwne.
Olej rybi - niby spoko, ale nie wiemy z jakich ryb pochodzi.
Nie miałam pojęcia, że istnieje coś takiego jak olej z organizmów jednokomórkowych i trochę przeraziła mnie ta nazwa. Musiałam to wygooglować i oto co znalazłam "Mortierella alpina – jednokomórkowy grzyb produkujący olej zawierający kwas arachidonowy (ARA). Jest to wielonienasycony kwas ω-6, jego odpowiednikiem jest nasycony kwas arachidowy występujący w oleju z orzeszków ziemnych (arachidowym). Dlaczego producenci dodają ten kwas do mieszanek? Bo to jest tak na prawdę w połączeniu z innymi kwasami nienasyconymi kwasem linolowym i kwasem linolenowym – witamina F. Co ciekawe, człowiek nie może ich wytwarzać je sam, dlatego nazywane są niezbędnymi nienasyconymi kwasami tłuszczowymi – NNKT." (Źródło: http://www.mlecznewsparcie.pl/2016/02/analiza-specyficznych-skladnikow-mieszanek-mlekozastepczych/). 
Lecytyna sojowa - niby nie jest szkodliwa, ale pod warunkiem, że nie jest wytworzona z soi modyfikowanej genetycznie, a o tym niestety producent nie wspomina...

Bebilon z pronutra+ 2

Składniki: laktoza z mleka, oleje roslinne (palmowy, rzepakowy, kokosowy, słonecznikowy, z organizmów jednokomórkowych), maltodekstryna, odtłuszczone mleko w proszku, koncentrat białka serwatkowego w proszku (z mleka), galaktooligosacharydy z mleka (8,14%), fruktooligosacharydy (0,57%), weglan wapnia, olej rybi, cytrynian potasu, chlorek wapnia, chlorek choliny, kwas L askorbinowy, L-askorbinian sodu, tauryna, emulgator: lecytyna sojowa, siarczan zelazawy, fosforan wapnia, chlorek magnezu, inozytol, octan DL-alfatokoferolu, siarczan cynku, L-tryptofan, sól disodowa 5'-monofosforanu urydyny, 5'-monofosforan cytydyny, 5'-monofosforan adenozyny, sól sodowa 5'-monofosforanu inozyny, nikotynamid, L-karnityna, sól sodowa 5'-monofosforanu guanozyny, D-pantotenian wapnia, kwas foliowy, siarczan miedzi, palmitynian retinylu, DL-alfa tokoferol, D-biotyna, chlorowodorek tiaminy, cholekalcyferol, cyjanokobalamina, chlorowodorek pirydoksyny, rybo awina, siarczan manganu, jodek potasu, tomenadion, selenin sodu.

Wartość odżywcza w 100 ml: energia 68 kcal, tłuszcz 3 g w tym kwasy nasycone 1,2 g, węglowodany 8,6 g w tym cukry 6,5 g.

Porównując te dwa mleka, uważam, że pierwsze jest lepsze. Nie zawiera słodkiej maltodekstryny, która w zasadzie nie jest niebezpieczna dla zdrowia, ale nie do końca zdrowa. Ma bardzo wysoki indeks glikemiczny i powoduje bardzo duże skoki cukru we krwi. Poza tym może niekorzystnie wpływać na florę bakteryjną w układzie pokarmowym. Ma również olej palmowy, który zawiera szkodliwe tłuszcze trans, nie wiem więc po co producent dodaje go do mleka, które ma być "zdrowe".

Mleko Babydream 2
Skład: Mleko w proszku odtłuszczone, demineralizowana serwatka w proszku (z mleka), oleje roślinne (palmowy, rzepakowy, słonecznikowy), skrobia, syrop glukozowy, laktoza (z mleka), węglan wapnia, emulgator: lecytyny ( z soi), chlorek potasu, sole wapniowe  kwasu ortofosforowego, cytrynian sodu, cytrynian potasu, witaminy (L-askorbinian wapnia, 6-palitynian-L-askorbylu, nikotynamid, D-pantotenian wapnia, octan DL- alfa- tokoferylu, octan D- alfa- tokoferylu, DL-alfa tokoferol, octan retinolu, retinol, monoazotan tiaminy, chlorowodorek tiaminy, chlorowodorek pirydoksyny, ryboflawina, kwas foliowy, filochinon, D-biotyna, cholekalcyferol, cyjanokobalamina), L-fenyloalanina, węglan magnezu, L-tryptofan, mleczan żelaza (II), tauryna, tlenek cynku, siarczan miedzi (III), siarczan cynku, jodan potasu, siarczan manganu, selenian (VI) sodu.

Wartość odżywcza w 100 ml: energia 68 kcal, tłuszcz 3 g w tym kwasy tłuszczowe nasycone 1,1 g, węglowodany 8,8 g w tym cukry 6,6 g.
Skrobia - niby nic, ale jaka? Kukurydziana? Ziemniaczana? Tego nie wiemy... A po co ta skrobia? Przecież nie jest konieczna.
Syrop glukozowy - jego obecność od razu dyskwalifikuje mleko jak dla mnie.

Dwa lata temu skład tego mleka był jednak inny, lepszy. Bez syropu glukozowego. Sami zobaczcie http://bedemamusia.blogspot.com/2015/07/jakie-mleko-modyfikowane-wybrac.html

Na koniec tej części mój faworyt.
Holle 2 ekologiczne mleko zastępcze
Skład: Odtłuszczone mleko** (Niemcy), serwatka w proszku* częściowo pozbawiona soli mineralnych, oleje roślinne* (olej palmowy*, olej rzepakowy*, olej słonecznikowy*), maltodekstryna*, mleko odtłuszczone w proszku**, skrobia*, węglan wapnia, cytrynian sodu, chlorek potasu, witamina C, fosforan wapnia, mleczan żelaza, witamina E, chlorek sodu, siarczan cynku, niacyna, D-pantotenian wapnia, siarczan miedzi, witamina A, witamina B1, witamina B6, siarczan manganu, jodan potasu, kwas foliowy, witamina K, selenian sodu, witamina D

*z upraw biologicznych
**z upraw biodynamicznych

Wartość odżywcza w 100 ml: energia 69 kcal, tłuszcze 3,3 g w tym kwasy tłuszczowe nasycone 1,1 g, węglowodany 8,2 g w tym cukry 4,5 g.

Jedynie ta maltodekstryna mi nie pasuje... I skrobia. I olej palmowy. Mimo iż z upraw biologicznych...

Składniki zawarte w mlekach modyfikowanych naprawdę mnie przerażają i uważam, że powinno się o tym głośno mówić. Bo wiele mam sięga po mieszanki z własnej wygody (chociaż czy jest coś wygodniejszego niż wyciągnięcie piersi i nakarmienie nią dziecka). Ale to już temat na osobny post.

Wpis podzielę na 2, a może nawet na 3 posty, ze względu na ogromną zawartość informacji. Chcę też, aby były one rzetelne i pomocne, dlatego też, aby dłużej nie zwlekać z ich publikacją, pokazuję Wam dziś pierwszą część. Kolejnych wypatrujcie. Postaram się dodać je jak najszybciej.


video

Liczenie wymaga od dziecka myślenia abstrakcyjnego i na tym poziomie, który pokazałam Wam na filmie, jest raczej wyuczoną wyliczanką, niż prawdziwym liczeniem. Co nie zmienia faktu, że jestem z tego "liczenia" dumna ;) Z pewnością trochę jeszcze potrwa, zanim Karolinka zrozumie istotę liczenia. Widzę jednak, że do "3" idzie jej to całkiem nieźle. Potrafi policzyć na palcach, rozdzielić coś dla trzech osób, pomyśleć ile potrzeba przedmiotów i samej to policzyć. A dalej to już właśnie taka wyliczanka :)

*Kanapa nie jest brudna, ani zasikana ;) wcześniej została brutalnie potraktowana flamastrem.
Odkąd pamiętam lubiłam książki. Jako nastolatka lubiłam czytać, w bibliotece pojawiałam się bardzo często i kręciło mnie wyszukiwanie różnych książkowych nowości. W szczególności lubiłam książki przygodowe, niekoniecznie te dla dziewczyn, chociaż te typowo dziewczyńskie np. "Pamiętnik księżniczki" czytało się wyjątkowo szybko i łatwo. Nie wiem czy kojarzycie książki z serii "Wehikuł Czasu". To było coś. Taka prawdziwa przygoda. Później pojawił się Harry Potter i był szał. Te trzy tytułu łączy jedno łatwość czytania, pewna tajemnica i ciekawość, co też wydarzy się na następnych stronach.

Trochę czasu minęło i wpadłam nieco z obiegu jeśli chodzi o literaturę młodzieżową. Ciężko jest mi być ekspertem w tej dziedzinie, skoro nie mam porównania. Nie wiem też co jest modne, chociaż czy moda jest najważniejsza? Mimo wszystko chciałam podzielić się z Wami dwoma książkami, które przypadną do gustu nawet dorosłemu, a mam nadzieję, że nastolatkom lubiącym czytać tym bardziej.

"Alcatraz kontra bibliotekarze. #1 Piasek Raszida" Brandon Sanderson wydawnictwo IUVI


Alcatraz Smedry nie wydaje się przeznaczony do niczego poza katastrofami. Na trzynaste urodziny otrzymuje paczkę ze spadkiem po nieżyjących rodzicach – a w niej zwykły woreczek ze zwykłym piaskiem. Prezent zostaje jednak niemal natychmiast skradziony. To uruchamia lawinę zdarzeń,

które uświadomią Alcatrazowi, że jego rodzina jest częścią grupy walczącej przeciwko Bibliotekarzom – tajnej, niebezpiecznej i złowrogiej organizacji, która faktycznie rządzi światem. Piasek Raszida ma pozwolić Bibliotekarzom zdobyć władzę absolutną. Alcatraz musi ich powstrzymać… uzbrojony wyłącznie w okulary i wyjątkowy talent do bycia wyjątkową ofiarą losu…

Książkę czyta się naprawdę przyjemnie. Nie jest nudna, nie ma długich opisów, za którymi szczerze mówiąc nie przepadam. A tu wszystko jest wyważone. Jeśli macie w rodzinie nastolatka, który uwielbia czytać, to z pewnością zakup tej książki okaże się strzałem w dziesiątkę. Poza tym w środku znajdziemy fajne, komiksowe ilustracje.



"Całkiem obcy człowiek" Rebecca Stead wydawnictwo IUVI.


„Która to prawdziwa ty? Ta, która zrobiła coś okropnego, czy ta, która się przeraziła tym, co zrobiła? I czy jedna może przebaczyć drugiej?”
Bridge, Tabitha i Emily znają się od zawsze, ale ten rok testuje ich przyjaźń.
Em ma chłopaka (tak jakby), który prosi ją o szczególnego rodzaju zdjęcia. Tab jest młodą feministką i potrafi przejrzeć każdego na wylot, a Bridge z jakiegoś powodu zaczęła nosić kocie uszy i wciąż stara się zrozumieć, dlaczego przeżyła wypadek, którego nie powinna przeżyć. Są najlepszymi przyjaciółkami i kierują się jedną zasadą: nigdy nie kłócić się ze sobą. Czy to pomoże im przetrwać?
Sherm usiłuje zrozumieć, dlaczego ludzie rozstają się po wielu latach małżeństwa i jak to jest przyjaźnić się z dziewczyną, a dla pewniej licealistki Walentynki okażą się najtrudniejszym dniem w życiu. A, i jeszcze Jamie, poważny starszy brat, którego głupi zakład z kumplem kończy się… no, prawie katastrofą.

Ta książka jest zdecydowanie bardziej dziewczyńska. Chłopcy nie przepadają za książkami o miłości, przyjaźni i zawiłościach z nimi związanych, a ta książka jest właśnie o tym. O nastolatkach, które próbują znaleźć własne miejsce w świecie. Dlatego szczególnie polecam ją nastolatkom, które lubią przyjemne książki o babskich sprawach ;)

Obie książki są nowością wydawniczą. Ich premiera miała miejsce niecały miesiąc temu, dokładnie 15.02. Możecie je zamówić na stronie wydawnictwa IUVI http://iuvi.pl

A czy Wy macie swoje ulubione książki z czasów młodzieńczych? A może nadal w wolnych chwilach sięgacie po takiego typu literaturę?

Dziś będzie krótko, ale treściwie. Chciałam pokazać Wam książeczki z zadaniami dla dwulatków, które moim zdaniem są bardzo rozwijające i sprawiają dzieciom dużą przyjemność. W nich nie chodzi o to, aby zrobić coś idealnie, chodzi o dobrą zabawę, a przez zabawę o naukę, która jest tu delikatnie przemycana.

Książeczki z naklejkami z serii Sowa. Dostępne są w kioskach, w Internecie. Mnie nie porwały te i obrazki, ale Karolci się podobały. Chociaż nieraz zdziwiona pytała o to co to jest, bo jeż na przykład w ogóle nie był podobny do jeża. Jeśli chodzi o zadania, to są całkiem całkiem. I tak w tym wypadku najbardziej chodziło o naklejki, które trzeba przyklejać w odpowiednie miejsca. Karolcia to lubi. Najlepiej jak właśnie trzeba je naklejać w oznaczone miejsca, bo gdy są na przykład naklejki to wykorzystania samodzielnego, tak po prostu do naklejania gdziekolwiek, to mamy małą konsternacje, że jak to i że gdzie to w ogóle naklejać.




Akademia 2-latka to książeczka, która ma swoje plusy i minusy. Plusami są naklejki, ale minusami ich spora liczba, które nie wiadomo, gdzie przyklejać. Fajne są też zadania. Faktycznie dla dwulatka. Proste i jasne. Z pewnością każde dziecko sobie z nimi poradzi.



Elementarz dla 2-latka, Ćwiczenia dla 2-latka i Zabawy Edukacyjne dla 2-latka to książeczki z zdaniami z serii Akademia Domowa wydawnictwa Zielona Sowa. Te książeczki to strzał w dziesiątkę. Są naprawdę genialne. Proste zdania, fajne naklejki, rysowanie, łączenie, uzupełnianie. A co najlepsze na każdej stronie znajdziemy sugestie dla rodzica dotyczące dodatkowych zabaw związanych z danym tematem oraz opis umiejętności, które zdobywa dziecko rozwiązując zadanie.








Zeszyt 2-latka i zeszyt 3-latka to zadania z naklejkami wydane w serii Faktu. Są dość fajne, Karolcia rozwiązała je z łatwością, nawet te dla starszych dzieci.




 Na koniec mamy Teczkę 2-latka, kupioną któregoś razu w Biedronce. W środku były 4 książeczki z łatwo wyrywanymi stronami. W każdej książeczce naklejki, ale takie słabe, bo moim zdaniem nic nie wnoszące. Po prostu przyklejane na miejsce, co nie zmusza do zbytniego myślenia. Wolę takie, w których jest jakieś polecenie i Karolcia musi pomyśleć chwilę zanim przyklei naklejkę (tak jest właśnie w opisanych wyżej). Poza tym bardzo dużo kolorowania. Karolcia na etapie 2 lat nie lubiła zbytnio kolorować. Szybko się zniechęcała. Teraz bywa różnie. Ma czasem dzień, że kolorowanie sprawia jej przyjemność, a czasem widzę, że bardzo ją denerwuje. Gdyby nie taka ilość kolorowania i te naklejanie to byłyby prawie idealne. Zawierają również podpowiedzi dla rodziców.






A czy Wasze dzieci lubią rozwiązywać takie zdania?
Wchodzę dziś na panel bloga, aby napisać do Was kilka słów. Myślę, pewnie nie pisałam z pięć dni, patrzę i nie wierzę. Od 10 dni post nie pojawił się na blogu! Jak to możliwe? Gdzie uciekło mi te 10 dni? Czy ja naprawdę żyję, aż w takim pośpiechu? Fakt, ostatnio przez naszą chorą Milkę mieliśmy trochę więcej na głowie, ale żeby aż tak się zapomnieć. Mam nadzieję, że teraz będzie już lepiej. Milka w niedzielę zaczęła sama chodzić (w końcu!), więc będzie łatwiej.

A Karolcia? Jak nigdy w tym czasie dbała o Milkę, dawała jej pić, chciała przykrywać kocykiem, wołała nas, gdy trzeba było coś przy niej zrobić. Naprawdę spisała się w tej niełatwej sytuacji na medal. Chociaż początkowo było dziwnie. Chyba była o nią zazdrosna, że trzeba się Milką zajmować, że musi mieć spokój, że nie można wariować. Ale bardzo szybko zazdrość zmieniła się w opiekę i przyjaźń. Przesiadywała przy niej, postawiła nawet obok niej drugie legowisko, a w nim swojego pieska (małą Milkę), aby miała towarzystwo.

Cudownie się na to patrzyło. I kolejny raz utwierdziłam się w przekonaniu, że Karolinka jest gotowa na rodzeństwo, że tego chce, że będzie cudowną siostrą. Nie ma dnia, aby nie wspomniała o tym, że chce braciszka.

K. "mamo, a kupimy to jak będzie braciszek?", "mamo, a ten kubek to dla braciszka będzie", "jak będzie braciszek, to Ty mamo, będziesz jego trzymała za rączkę, a ja tatę".

Takich tekstów jest mnóstwo. Pojawiają się naprawdę codziennie. Ale najbardziej rozwalił mnie ten.

Ja: "ale wiesz, ja jeszcze nie jestem w ciąży"
K: "to mamo musisz się po prostu z tatą kochać. Bo jak będę miała urodziny (tu pokazała na palcach 3) to chcę na prezent dostać braciszka albo siostrzyczkę)".


Do Twoich urodzin zostały 3 miesiące.
I co ja córko zrobię.
My też naprawdę tego chcemy...
Ten post miał ukazać się w Walentynki, ale pech chciał, że to właśnie w ten dzień nasza Milka miała bardzo poważną operację, której mogła nie przeżyć. Ten dzień spędziliśmy więc w nerwach i oczekiwaniach czy wszystko się uda. Całe szczęście udało się i jest dobrze. Mam nadzieję, że będzie dobrze i nasza sunia jeszcze z nami zostanie, bo nie wyobrażam sobie życia bez niej. Kto nie jest psiarzem ten nie zrozumie. Ale pies jest członkiem rodziny, po stracie którego długo nie można się pozbierać. Trzymajcie kciuki za Milkę, jest silna, więc musi z tego wyjść.

Miłość. To najsilniejsze z uczuć. Jak widać, może dotyczyć także psa. Będzie to oczywiście nieco inna miłość, ale jednak. Dziś chciałam pokazać Wam najpiękniejsze książki dla dzieci traktujące właśnie o miłości.

(Wybaczcie jakoś zdjęć. Aparat się zepsuł, telefon mam przedpotopowy, a jakoś muszę sobie radzić)

"Miłość" Astrid Desbordes, Wydawnictwo Entliczek.
Bardzo oszczędna w słowa, ale to nie jest ważne. Ważny jest przekaz, który jest mądry, ale zarówno pełen humoru. Chłopiec pyta mamę czy będzie go kochać do końca życia, a ona mu to wyjaśnia. Wyjaśnia mu to w taki sposób, że zrozumie to nawet 3-latek. Uwielbiam tę książkę, a jej zakończenie jest idealne i dające do myślenia. Nie zdradzę Wam go, sami musicie się przekonać :)




"Wielka księga Kocham Cię" Trace Moroney Wydawnictwo Papilon. Karolcia uwielbia tę książkę. Wraz z króliczkiem wymienia kogo najbardziej kocha. Książka ma wytłoczone niektóre ilustracje, więc tym bardziej wydaje się być ciekawa. Prosty i mądry przekaz. Jak najbardziej jestem na tak.




"Rikuś i Anusia" Guido van Genechten Wydawnictwo Adamanda. Temu autorowi z pewnością poświęcę kiedyś osobny post. Bo każda z jego książek, które ostatnio czytałyśmy super trafiała do Karolci. Ta przedstawia historię przyjaźni, a nawet pierwszej miłości. Pokazuje, że najważniejsze to być sobą. "Rikuś i Anusia" to druga część "Rikusia", który został książką roku 2016 w kategorii książek dla dzieci.




"Uśmiech dla żabki" Przemysław Wechterowicz, Emilia Dziubak Wydawnictwo Ezop. Temu duetowi i przepięknym ilustracjom Emilii Dziubak również będę musiała poświęcić osobny post. Jestem bowiem zakochana w tych przepięknych ilustracjach, a teksty Wechterowicza są po prostu genialne. W tym wypadku również tak jest. Książka nie mówi w prost o miłości, ale pokazuje jak wielka jest miłość mamy do córki. A co najlepsze ma świetny żart, który uwielbiam.




Oprócz tego odsyłam Was do posta o książkach o uczuciach, w którym pokazałam Wam 3 świetne książki o miłości między tatą a synem.