Wiecie co? Moje dziecko śpi! I wiecie co jeszcze? Mam chwilę dla siebie, a to ostatnio naprawdę graniczy z cudem. Mam więc chwilę na pisanie, ale muszę się streszczać, bo pewnie za chwilę usłyszę z łóżeczka "mamo!".

Wczoraj Karolcia skończyła 19 miesięcy, typowo comiesięcznego podsumowania nie będzie, bo przez ostatni miesiąc niewiele się zmieniło. Ciągle doskonali dotychczasowe umiejętności, mocno ćwiczy mowę i co jakiś czas zaskakuje nas nowymi słowami (ostatnio na topie jest "Julia"). Jest przekochana, rozumie już tak wiele, że aż czasem nie ogarniam ;) Jedynie ze spaniem się pogorszyła, ale to pewnie wina wychodzących piątek. Mam nadzieję, że jak wyjdą jej już ostatnie zęby, będę mogła odetchnąć i w końcu się wyspać. Nie to, żebym była niewyspana, ale jednak noc bez pobudki i wędrowania do naszego łóżka bardzo mi się marzy.

Święta były bardzo udane. Karolinka spisała się na medal, zniosła wizyty u gości i intensywne dni. Ja się wymęczyłam, bo przez te Święta stała się bardziej "mamowa", ale powoli dochodzę do siebie ;) Prezenty okazały się naprawdę udane. W szczególności do gustu przypadły jej drewniane układanki, pluszowy kotek i garnki do gotowania.


A Wam jak minęły Święta? Maluchy zadowolone z prezentów? Pewnie nie wiedzą teraz czym się bawić :)

Miało być krótko, więc zmierzam już ku końcowi. Chciałam podsumować 2015 rok, choć w podsumowaniach nie jestem dobra. Muszę przyznać, że był on jednak wyjątkowy, bo po pół roku szukania, w końcu udało nam się znaleźć wymarzone mieszkanie i w nowym roku czekać nas będzie przeprowadzka. W ciągu tego roku mój dzidziuś stał się dzieckiem, dziewczynką pełną gębą :) 2015 rok to pierwsze kroki, pierwsze słowa i pierwsze wyjście do kina rodziców :) jest moc! Ten rok był naprawdę wspaniały i w sumie nie życzę sobie, aby kolejny był lepszy, niech będzie taki sam, a będę równie szczęśliwa.
Wybaczcie, ale mam tak mamowe dziecko, że jak tylko zniknę z pola widzenia, to jest "mamo, mamo". Poszłam do biura, żeby mieć chwilę wolnego, żeby wreszcie się z Wami czymś podzielić, ale gdzie tam. Nos do szyby i "mamo". Jak jutro pójdzie spać na drzemkę (trzymajcie kciuki, żeby poszła) to się odezwę.

Taki mamowy czas mija, prawda?
Życzenia świąteczne złożę Wam już dzisiaj, bo coś czuję, że nie znajdę jutro ani chwili. Czeka mnie jeszcze troszkę do zrobienia i ostatnie porządki.

Z okazji tych świąt chciałam życzyć Wam przede wszystkim dużo zdrowia, spokoju i spełnienia wszystkich planów. Mniej nocnych pobudek a więcej snu, więcej czasu dla siebie i nerwów na wodzy ;) Zapomnijcie przez Święta o dietach i cieszcie się jedzeniem, ale w miarę rozsądku :) A na koniec oczywiście wymarzonych prezentów. Wesołych Świąt! 


Na początku chciałam Wam podziękować za tak liczne zgłoszenia. Wybór miałam naprawdę ciężki, napisaliście takie piękne słowa o Waszych dzieciaczkach. Niestety wygrana może być tylko jedna.

Miło mi ogłosić, że matę edukacyjną Canpol Babies wygrywa Tomasz (obserwuje bloga jako "to wiś"). Muszę przyznać, że Twoja historia mnie ujęła i to fajne, że na bloga zaglądają również mężczyźni :) Mata z pewnością trafi w dobre ręce.

Proszę zwycięzcę o kontakt mailowy (bedemamusia@gmail.com) w celu ustalenia adresu przesyłki.

Bardzo lubię organizować dla Was konkursy, szczególnie w tym przedświątecznym okresie. Być może kolejny raz uda się coś dla Was przygotować, dlatego zgłaszam się znów do Blogosfery Canpol Babies. I Was również zapraszam.
Dziś mam zamiar pokazać Wam czym możecie zastąpić zwykły cukier, który jak wiadomo do zdrowych nie należy. Powiedziałabym nawet, że biały cukier to zło. Jest odpowiedzialny nie tylko za otyłość czy próchnicę, ale wpływa negatywnie na cały organizm.

Kiedyś nie zwracałam na to szczególnej uwagi, jadłam słodycze, słodziłam herbatę, kawę, dziś mój stosunek do cukru znacznie się zmienił. Już jakieś 8 lat nie słodzę herbaty i do dziś nie wiem jak mogłam kiedyś pić taki ulepek. Kawy również nie słodzę, ale tę też wyeliminowałam z diety i piję jedynie w kawiarniach. Słodycze kupne mogłyby dla mnie nie istnieć (aczkolwiek w gościach czasem się na coś gotowego skuszę...). Nie mogę jednak całkiem zrezygnować ze słodkiego, bo uwielbiam piec, dlatego zaczęłam szukać informacji o zdrowych zastępnikach cukru.

1. Melasa (może być buraczana i trzcinowa) - jest to gęsty, czarny syrop, który powstaje jako produkt uboczny podczas produkcji cukru spożywczego. Melasa jest bardzo zdrowa i niskokaloryczna. Jest bogata w żelazo (polecana jest więc kobietom w ciąży i dzieciom), magnez, potas, wapń, sód, miedź, fosfor, chrom, cynk, kwas foliowy oraz witaminy z grupy B. Szok, prawda? Kto by się spodziewał, że produkt uboczny będzie aż tak wartościowy. Melasę możecie używać tak naprawdę do wszystkiego, np. smarowania nią pieczywa, dodawania do jogurtu czy pieczenia z nią ciast. Jest coś specyficzna w smaku i zdaję sobie sprawę, że nie wszystkim może smakować, ale warto się do niej przekonać.

2. Syrop daktylowy - mój ulubieniec. Naleśniki z nim to pychota, w ogóle wszystko z tym syropem jest pyszne. Karolcia go uwielbia. Ma niski indeks glikemiczny, obniża poziom cholesterolu. Zawiera witaminy A, C, B1, B2, PP, potas, żelazo, fosfor, magnez. Daktyle mają właściwości przeciwzapalne, przeciwbólowe i przeciwzakrzepowe. Najlepsze jest to, że taki syrop możecie sami przygotować w domu. Jak przetestuję jakieś przepisy to z pewnością się z Wami podzielę.

3. Miód - właściwości miodu są znane. Jest zdrowy, każdy rodzaj pomaga na coś innego. Trzeba jedynie pamiętać, że jest on bardzo kaloryczny, niemal tak samo jak biały cukier i w wysokiej temperaturze jego cenne wartości zostają stracone. Dlatego jedzmy go na "surowo" i pamiętajmy, żeby kupować ten prawdziwy miód.

To są zamienniki cukru, które stosuję i mogę Wam polecić. Mam zamiar spróbować i zapoznać się bliżej ze stewią, ale jeszcze niewiele o niej wiem i nie miałam okazji jej wypróbować. Jeśli zaś chodzi o ksylitol, który staje się ostatnio bardzo popularny, nie jestem do niego zupełnie przekonana.



A co z cukrem trzcinowym (brązowym)? Powszechnie uznawany jest za zdrowszy i kosztuje nawet o wiele więcej niż zwykły. Wielka bujda, ten cukier nie ma w sobie nic zdrowego.

Jak więc widzicie można jeść słodko, ale zdrowo :)
Jeśli jeszcze raz usłyszę, że "już 16 zębów jej wyszło? to na pewno teraz przed piątkami odpoczniecie" to będziecie musieli mnie trzymać, żebym tego kogoś nie uderzyła. Temat ząbkowania powinien się chyba stać tematem tabu w naszym domu.

Przy pierwszych było ciężko, płacze, nocne pobudki. Przy kolejnych troszkę jakby lepiej, zaświeciło się światełko w tunelu, że może nie będzie tak źle. Przy górnych jedynkach znów jazda bez trzymanki "zobaczysz, trójki i czwórki najgorsze". Pomyślałam wtedy "a gdzie tam, przecież gorzej chyba być nie może". Jak na ironię losu mogło być. A później usłyszałam, że piątki tak szybko na pewno nie wyjdą i z pewnością dadzą nam chwilę wytchnienia. Niestety, zaraz po czwórkach zaczęły iść piątki. Idą, idą i wyjść nie mogą, a ja się pytam, kiedy to się skończy?
Piątki męczą. Była już gorączka, rozwolnienie, mega katar, a teraz niechęć do jedzenia. Miałyście może u siebie takie sytuacje? Od dwóch dni Karolcia nie chce jeść jedzenia w kawałkach. Wchodzi jej jedynie mleko, jogurty, zupy - jednym słowem wszystko płynne. Biedna, bo widzę, że chce, ale jak tylko spróbuje to ją tam razi i pokazuje, że boli. Mam nadzieję, że to szybko przejdzie, ale znając nasze ząbkowe historie to jeszcze trochę się pomęczymy.

Pozostaje nadzieja, że przy drugim ząbkowanie będzie łagodniejsze...
Wczoraj na Facebook'u rzuciłam tematem prezentów na gwiazdkę. Ja wiem, że już późno i pewnie wszyscy już prezenty macie pokupowane, ale może został ktoś, kto szuka inspiracji i nie wie jeszcze co wybrać. Ja dam Wam dosłownie kilka pomysłów na zabawki, które polecam, bo u nas się sprawdziły.

Dla niemowlaka.
- 0-3 miesiące: kupiłabym bujaczek-leżaczek o np. taki, który my mieliśmy albo chustę - to już bardziej prezent wspólny dla mamy i dziecka.
- 3-6 miesięcy: tu idealna byłaby mata edukacyjna (pamiętajcie, że matę możecie zgarnąć w trwającym właśnie konkursie) albo zestaw książeczek kontrastowych.
- 6-9 miesięcy - wszystko zależy od tego na jakim etapie rozwoju jest dziecko, czy siedzi, czy już raczkuje, a może już staje przy meblach. Na tamtego Mikołaja Karolcia dostała od nas kubeczki Fisher Price i piramidkę do układania - również z tej firmy. To był strzał w dziesiątkę. Oczywiście na tym etapie książeczki też były bardzo mile widziane (zresztą, u nas akurat na każdym). Jeśli dziecko stawia pierwsze kroki przy meblach skusiłabym się na pchacz, który służy nam do dziś.

Dla roczniaka.
Dla rocznego dziecka wybór zabawek staje się coraz większy, ale skupiłabym się na jakiś klockach, drewnianych, plastikowych lub Duplo. Tu znajdziecie więcej pomysłów. U nas na tym etapie sprawdzały się właśnie najbardziej klocki, sortery i jak zwykle książeczki :)

Dla 1,5 rocznego dziecka. 
Nasz etap, więc mogę się wypowiedzieć na bieżąco. Trochę tego jest i widzę, że z miesiąca na miesiąc tych zabawek, którymi Karolcia lubi się bawić, przybywa. Ostatnio na topie są bardzo proste puzzle. Jedne z nich z ulubioną świnką Peppą dostała od Mikołaja. Poza tym jak zwykle książeczki (już niedługo pokażę Wam nasze nowości), klocki Lego Duplo i drewniane układanki. Jeśli nie pamiętacie, to ostatnio o aktualnych zabawkach pisałam TU.

Na Mikołaja Karolcia dostała również drewniane klocki nawlekane na sznurek. Początkowo nie była nimi zainteresowana, a dziś super sobie z nimi radziła i sama nawlekła kilka klocków.


Nawlekanka została kupiona w Lidlu podczas akcji z drewnianymi zabawkami. Te lidlowe zabawki są naprawdę dobre jakościowo i warto na nie polować. W tamtym roku kupiliśmy sorter Arka Noego i nadal wygląda jak nowa, mimo że w użyciu jest bardzo często.

A co Karolinka dostanie pod choinkę od nas? Drewniane układanki i drewniane zwierzątka, bo wiem, że to na pewno się sprawdzi. Bardziej w ciemno kupiliśmy jej kuchnię, którą już dostała, bo i tak nie zmieściłaby się pod choinkę ;) Nie byłam pewna czy przypadnie jej do gustu, ale okazała się strzałem w dziesiątkę. Zawsze potrzebowała kilka dni, aby zapoznać się z czymś nowym i w pełni się tym bawić. Kuchenką zainteresowała się od razu i "gotowała" dobrą godzinę. Marzyła mi się kuchnia drewniana, ale są one dość drogie i zajmują sporo miejsca. Udało nam się dostać w bardzo dobrej cenie kuchnię plastikową ze świecącym i wydającym odgłos gotowania palnikiem.


Kuchenka jest mała, nie zajmuje wiele miejsca, więc można sobie na nią pozwolić nawet w niedużym mieszkaniu.

A Wy macie już kupione prezenty dla Waszych pociech? Co znajdą pod choinką?
Wczoraj na Facebook'u obiecałam Wam konkurs. Coś ostatnio Was rozpieszczam, ale co tam, dobrze mi z tym :) Wcześniejsze konkursy były proste i polegały jedynie na szczęściu. Tym razem poproszę Was, abyście troszkę się wysilili :) Ale nagroda jest zacna, więc warto.
To może zacznijmy od nagrody. Jest nią mata edukacyjna "Wesoła farma" firmy Canpol Babies. Mata jest świetną zabawką dla maluszków. Na pałąkach zawieszone są pluszowe zabawki, grzechotka i lusterko, a na samej macie brzdąc znajdzie grzechotkę, piszczałkę i szeleszczące elementy. Mata to must have każdej mamy, pozwala na spokojne wypicie kawy ;)

A oto co należy zrobić:
1. Napisz w kilku zdaniach jaka jest ulubiona zabawka Twojego dziecka i dlaczego mata edukacyjna ma trafić właśnie do Ciebie. Odpowiedź możesz dodać w formie komentarza lub jak wolisz przesłać mi na maila bedemamusia@gmail.com
2. Konkurs będzie trwał tydzień od 10.12.2015 r. do 17.10.2015 r.
3. Wyniki ogłoszę 20.12.2015 r. na blogu oraz na Facebook'u.
4. W konkursie mogą brać udział także mamy, które dopiero spodziewają się maluszka :) Jeśli to Wasze pierwsze dziecko, napiszcie jaka była Wasza ulubiona zabawka w dzieciństwie.

Wszystko jasne? Mam nadzieję, że tak :) Czekam na Wasze zgłoszenia i już czuję, że to będzie baaardzo trudny wybór.
Jakiś czas temu chwaliłam się sukcesem nocnikowym. Od tamtej chwili nic się w sumie nie zmieniło i nie udało nam się całkiem odpieluchować. Wszystko w swoim czasie, ale i tak uważam, że super jest to, że Karolcia woła na kupkę i niekiedy na siku, zależy od dnia. Dlatego nadal używamy pieluszek wielorazowych. Czasem w systemie mieszanym, kiedy muszę odpocząć od prania lub dużo czasu spędzamy poza domem.

Ostatnio miałyśmy okazję przetestować pieluszki marki PUPUS. Żałuję, że nie natknęłam się na nie wcześniej. Pieluszki naprawdę dają radę, a ich wkłady są bardzo chłonne.

pupus.pl
pupus.pl
Do tej pory używałyśmy kieszonek, tym razem miałyśmy przyjemność zobaczyć jak działają otulacze. I napiszę to znowu, nie wiem czemu wcześniej nie zdecydowałam się na zakup otulaczy. Jak dla mnie są o wiele lepsze niż kieszonki. Przede wszystkim służą na dłużej, w jednym otulaczu Karolcia potrafi przechodzić cały dzień (dochodzi wysadzanie na nocnik, więc nie ma aż tyle sikania w gacie ;)). 

PUPUS oferuje dwa rodzaje pieluszek: z pojedynczą gumką przy nóżkach i z podwójną. Pierwszy raz używałyśmy takich z podwójną i cóż mogę powiedzieć - rewelacja! Teraz tylko takie będę kupować. O wiele lepiej trzymały w ryzach wkład i ryzyko ewentualnego przecieknięcia przy przemoczeniu wkładu jest o wiele mniejsze. Jeśli, zaś nie wiecie którą pieluszkę wybrać, polecam bardziej te z podwójną gumką. 

Nie wiem czy na tych zdjęciach widać różnice gumek przy nóżkach, bo moje ruchliwe dziecko ciężko jest uchwycić na zdjęciach, więc tu też miałam problem, aby chociaż na chwilę stała w bezruchu. Te po lewej są z podwójną gumką, a te po prawej z pojedynczą. 


Oprócz otulaczy testowałyśmy również wkłady. Ten szary, to wkład bambusowo-węglowy w kształcie klepsydry. Mój faworyt. Uwielbiam takie wkłady. Wytrzymują długo, są antybakteryjne i wbrew pozorom (wydają się grube) bardzo szybko schną. Natomiast po prawej widzicie wkładkę bambusową frotte oraz dwie wkładki "czysta pielucha". Wkłady bambusowe to moje ulubione. Są bardzo chłonne, ale jednocześnie bardzo cienkie. Jedyny ich minus to trochę wydłużony czas suszenia, ale coś za coś ;) Wkładki z mikropolaru "czysta pielucha" można używać zamiast jednorazowych bibułek. Są lekkie, delikatne i bardzo szybko schną.

Jeśli w jakiś sposób kręci Was temat pieluszek wielorazowych to nie bójcie się i próbujcie. Ja nadal uczę się na błędach i myślę, że dopiero przy drugim dziecku będę obcykana w temacie na maxa ;) Na tę chwilę nie wyobrażam sobie nie korzystać z wielorazówek i mimo, że stosujemy system mieszany, to po dłuższym używaniu jednorazowych pieluszek bierze mnie nerw. Tyle tych śmieci! Nie mówiąc już o przemakaniu. Ja nie wiem czy to tylko moje dziecko tyle sika i jakoś krzywo, ale jakiś czas zdarza się pieluchowa powódź. Jakoś w wielorazówkach zdarza nam się to o wiele rzadziej.

W każdym razie jeśli zastanawiacie się nad zakupem pieluszek wielo to odwiedźcie sklep PUPUS, znajdziecie tam piękne wzory pieluszek i duży wybór wkładów i akcesoriów do pieluchowania.

Jakiś czas temu przeczytałam genialną książkę "Macierzyństwo non fiction. Relacja z przewrotu domowego" autorstwa Joanny Woźniczko-Czeczott.  Śmiałam się przy niej do łez i kiwałam głową, bo prawie wszystko zgadzało się z macierzyństwem. Jestem przekonana, że tę książkę powinna przeczytać każda mama. Czy polecę ją również przyszłym mamom? Hmmm, może lepiej nie, bo jeszcze się wystraszą ;)
Źródło: empik.com
Pozwólcie, że przytoczę wybrane przeze mnie fragmenty. Będą w formie zdjęć, bo przecież, która mama miałaby czas na przepisywanie tekstu... Przeczytajcie wszystkie fragmenty, jest ich sporo, ale naprawdę się uśmiejecie.
Żródło: empik.com
No aż muszę skomentować. Wiem, że są różne dzieci. Niektóre śpią od początku całą noc, niektóre zostają z kimkolwiek. Są też różne mamy. Niektóre od razu oddają dziecko w ręce babci czy niani, a inne nie potrafią się z dzieckiem rozstać. Są też różne sytuacje, niektórzy mają z kim zostawić dziecko, inni skazani są tylko na siebie.
Jak było/jest u nas? Bardzo podobnie jak w tekście. Nie pamiętam, żebym od 1,5 roku była na jakieś imprezie, która zakończyłaby się później niż o 20:00. Nie mam też czasu na spotkania towarzyskie tak jak kiedyś. Czasem spędzam z Małą czas od rana do wieczora i nie mam jej komu "podrzucić". Czy bywa trudno? Owszem. Macierzyństwo zewsząd ocieka lukrem, ale trzeba wiedzieć, że niestety bywa różnie.


No właśnie, co z tym czasem. Mam wrażenie, że przy noworodku i wczesnym niemowlęciu czasu miałam więcej niż teraz. A bo dużo spała, a bo spokojnie leżała, a to się kimnęło w dzień razem z nią. A teraz, czas tak zapieprza, że aż się czasem boję. A może coś w tym jest i faktycznie za wolno się ruszam? ;)


Pozostawię to bez komentarza, bo nikt tego nie mógł napisać bardziej trafnie.


Miałyście tak? Mnie niestety to dopadło. Przy malutkiej Karolci potrafiłam się nieźle wyłączyć. Może to mój zdezelowany po ciąży mógł jeszcze dobrze nie funkcjonował, ale tak było. Teraz zdarza mi się to o wiele rzadziej, ufff ;)


Nie mogło przecież zabraknąć tematu kupy ;) To takie ściśle powiązane z macierzyństwem ;) I po raz kolejny przyznaję bez bicia, chyba do końca życia chusteczki nawilżane będą mi się kojarzyć z jednym. No trudno, jakoś muszę z tym żyć. Jeśli Wy też tak macie to przyznajcie się, proszę! Może dzięki temu poczuję się lepiej ;)


Moje ulubione. Te całe dobre rady. Ktoś powinien spisać to, wydać w formie ulotki i rozdawać ciężarnym na ulicy, serio. Niech wiedzą na co się przygotować i uzbroją swoje nerwy w cierpliwość. 

Nie myślcie, że taka ze mnie straszna matka, że uważam, że macierzyństwo to samo zło. Nie, nie. Śmiać mi się chce tylko z wszędobylskich reklam/tekstów itd, które pokazują szczęśliwe mamy. A co gdyby nagle pojawiła się kampania z prawdziwą mamą? Taką, która nie przespała pół roku z rzędu, której bluzka znów jest poplamiona mlekiem, która miała problemy z karmieniem i jej cycki są zmasakrowane. Czy wtedy byłaby to kampania odradzająca macierzyństwo? Czy może pokazująca jego malutką, prawdziwą część? Mniej lukru, a więcej prawdy proszę :)



Na koniec coś pozytywnego. Macierzyństwo to orka. No dobra, to pozytywne nie było :) Orka się zdarza, ale przede wszystkim bycie mamą to najpiękniejsza rzecz na świecie. To coś niesamowitego, co daje siłę i energię, której wcześniej się nie miało. To ciągły zachwyt i niedowierzanie, że to Twoje dziecko zrobiło niby błahą rzecz, ale ona jest w tym momencie dla niego i dla Ciebie tą najważniejszą. To czas, w którym kochane mamy, niejednokrotnie będziecie mieć dość, poryczycie się z bezsilności czy też padniecie ze zmęczenia razem z dzieckiem o 20:00. Ale za każdym razem, gdy właśnie takie załamanie Was dopadnie spojrzycie na spokojnie bawiące się maleństwo lub ujrzycie jego słodki uśmiech przez sen i nagle wszystko stanie się kolorowe. Tak właśnie wygląda macierzyństwo.

Na koniec wylałam tonę lukru, ale wiecie, równowaga musi być :)





1,5 roku wydawało mi się takie odległe, przecież to szmat czasu. A za pół roku nasza mała córeczka skończy 2 lata! Przecież 2-letnie dziecko jest już takie duże! Nim się obejrzę, pójdzie do przedszkola, dlatego póki mogę cieszę się nią jak najwięcej. Na szczęście moja praca w domu mi na to pozwala.

Zęby: nadal 16, ale wychodzące powoli piątki już dają o sobie znać, co nie znaczy, że lada dzień wyjdą. U nas najpierw zaczynają się różne "atrakcje" w postaci, marudzenia, gorszych nocy, problemów brzuszkowych, a nawet gorączki, a po 3-4 miesiącach widzimy zęby. Więc jeszcze trochę męczarni przed nami, ale jak wyjdą jej już te ostatnie, to chyba upiję się z radości :)
Sen: tu ciągle bywa różnie, pewnie przez te piątki. W dzień nawet bez większych złości udaje mi się położyć Karolcię na drzemkę, za to na noc zasypia raczej bez najmniejszych problemów. A noce bywają w kratkę. Raz prześpi do rana u siebie bez zajęknięcia, a drugi raz będzie się wiercić, kręcić, aż w końcu ląduje u nas.
Mowa: ciągle dochodzą nowe słówka, jej ulubione słówka ostatnio to "tutaj", "nino" - dino i "jajo". Widzę, że mocno odreagowuje tą umiejętność i przed snem zawsze musi sobie pogadać. W szczególności uwielbiam jej wyliczanki jak leży i mówi "mama, tata, ja". To takie słodkie :)

Ostatnio ulubionymi zabawami jest po prostu pomoc w domowych obowiązkach. I tak o to razem odkurzamy, razem gotujemy i robimy pranie. Zabawki wcale nie są tak interesujące jak kiedyś.


Razem lepimy pierog ruskie, a już lada dzień ruszymy z przygotowaniami do Świąt i będziemy piec pierniczki :) Ale będzie frajda. 


Razem karmimy głodne wiewiórki w parku. Podchodzą tak blisko, że można dokładnie się im przyjrzeć :) niektóre nawet jedzą z ręki.


A tu o proszę, wystarczy chwila nieuwagi i dziecko w szafie ;) Zabawa świeczkami też jest fajna.

Jak już wiecie razem z Karolcią uwielbiamy książki, razem je czytamy, ale czasem Mała bierze sprawy w swoje ręce i czyta swoim pluszowym przyjaciołom :) To takie rozczulające :)


A jak się ma aktualnie sprawa z psem? Powoli stają się przyjaciółmi, jeszcze nie najlepszymi, ale jest postęp. Jak Karolcia ma jedzenie, to już w ogóle, nasza Milka ją kocha ;) Myślę, że jeszcze trochę czasu minie zanim na dobre się do niej przekona, bo wiadomo, że musi się nauczyć, żeby nie gonić psa, nie szarpać za ogon i nie straszyć. Karolcia za wszelką cenę chciałaby Milcię przytulić, próbuje ją nawet wziąć na ręce, co niekoniecznie nasza sunia lubi. Przed nami długa droga nauczenia jej w jaki sposób obchodzić się z psem, ale jestem pewna, że w końcu się uda.

Jak wiecie i widzicie blog poszedł ostatnio mocno w kierunku dzieciowym ;) w sumie nie ma się co dziwić ;) Mam jednak nadzieję, że przyszłe mamy również nadal mnie odwiedzają i korzystają z moich porad, które dodawałam w czasie ciąży. Aby jednak nie zapomnieć o Was, kochane przyszłe mamusie, mam dla Was coś ekstra. Darmową szkołę rodzenia online. Sprawa jest prosta, wystarczy zarejestrować się TU.

Rejestracja jest DARMOWA i korzystanie z kursu również. Dla zachęty każda osoba, która się zarejestruje dostanie miły upominek :)

Wiadomo, że nie w każdej miejscowości istnieją Szkoły Rodzenia, a niektórych są tylko takie, za które trzeba zapłacić. W Szkole Rodzenia Online dowiecie się wszystkiego o ciąży, porodzie i opiece nad noworodkiem bez wychodzenia z domu. Wygodne, prawda? Więc korzystajcie :)


Dziś znów słów kilka na temat zdrowego odżywiania. Muszę się z Wami podzielić moim ostatnim odkryciem jakim jest amarantus ekspandowany. Nie wiedziałam, że coś takiego w ogóle istnieje dopóki nie trafiłam na przepis właśnie z tym składnikiem. Wybrałam się więc do sklepu i zakupiłam co trzeba. Amarantus ekspandowany dostaniecie np. w Rossmannie, w sklepach ze zdrową żywnością i oczywiście przez Internet.

Wybaczcie jakość zdjęcia, ale robiłam na szybko
Co to jest amarantus?
Amarantus to zboże, które uprawiali już Aztekowie i Majowie. Można powiedzieć, że niedawno został odkryty na nowo i ma swoje chwile świetności podobnie jak jarmuż ;) (o nim też niedługo będzie).
Amarantus ekspandowany to po prostu nic innego jak preparowane ziarna. Coś takiego jak ryż preparowany. Póki co tylko takiego używam, ale wiem, że jest również mąka z amarantusa, płatki czy też olej. Do tych produktów jeszcze nie dotarłam.

Czemu warto jeść amarantus?
Jest on skarbnicą wartości odżywczych i zdrowotnych. Zawiera 5 razy więcej żelaza niż szpinak. Jest cennym źródłem białka i nie zawiera glutenu. Zawiera również nienasycone kwasy tłuszczowe i ma sporo błonnika. Warto więc włączyć go w codzienną dietę.

A z czym jeść taki amarantus ekspandowany?
Możecie dodawać go do jogurtów, mleka, wypieków, deserów. Ja dodaję najczęściej właśnie do jogurtu i Karolcia pałaszuje taki jogurt naturalny właśnie z amarantusem, ale zachwycam się w szczególności ciasteczkami z jego dodatkiem, które wcina cała nasza rodzinka. Chcecie przepis? No pewnie, że chcecie :)

Ciasteczka z amarantusem
1 szkl. amarantusa ekspandowanego
3/4 szkl. płatków owsianych
5 łyżek mąki pszennej pełnoziarnistej
1/4 kostki masła
1/2 szkl. suszonej żurawiny
2 łyżki płatków z siemienia lnianego lub 2 łyżki wiórków kokosowych
2 łyżki łuskanych pestek słonecznika
2-3 łyżki syropu daktylowego
szczypta proszku do pieczenia
1 jajko

Masło rozpuścić i połączyć z pozostałymi składnikami. Całość zagnieść. Formować okrągłe ciasteczk lub rozłożyć płasko na blaszce. Piec ok. 15-20 minut w 160 stopniach. Ja zawsze patrzę czy po prostu są już zarumienione.

Ciasteczka są pyszne i można je modyfikować w dowolny sposób, np. zamiast syropu z daktyli dodać miodu. Kombinujcie i próbujcie, bo są naprawdę zdrowe. Stanowią idealną przekąskę na drugie śniadanie lub podwieczorek dla dzieciaków.

Dawno nie było o książkach, a cały stosik czeka na opisanie na blogu. Dziś będzie o serii książek o pewnej kotce zwanej Kicią Kocią. Nie wiem co takiego jest w tej Kici Koci, ale Karolinka ją uwielbia. Jest to jedna z niewielu książeczek, mających sporo tekstu, którą czytamy od deski do deski. Karolcia słucha zawsze z ogromnym z zainteresowaniem.




Myślę, że w dużej mierze chodzi o ilustracje, które są schematyczne i od razu przywołują skojarzenia. Być może też Kicia Kocia jest po prostu sympatyczna, a jej historie ciekawe i takie "życiowe".




W każdym razie mogę Wam z pewnością polecić książeczki o Kici Koci. Niby cała seria polecana jest dla dzieci od 2 do 6 lat, ale spokojnie możecie czytać ją już 1,5 rocznemu maluchowi.




Na naszej półce znalazły się do tej pory trzy książeczki z serii: "Kicia Kocia mówi NIE", "Kicia Kocia na placu zabaw" i "Kicia Kocia gotuje". Z pewnością zakupimy kolejne, znając mnie zgromadzimy je wszystkie ;) Plusem jest ich cena, możecie je kupić naprawdę za grosze.


Na koniec, chciałam też wspomnieć o Blogosferze Canpol. Dawno nie brałam w niej udziału, ale pomyślałam, że spróbuję moich sił, a być może uda się zdobyć dla Was fajną nagrodę w kolejnym konkursie. Byłoby super móc zrobić dla Was kolejny konkurs z taką dobrą nagrodą, jaką jest mata edukacyjna, którą możecie zdobyć właśnie w tej edycji Blogosfery. Śpieszcie się, bo do końca listopada czasu zostało niewiele. Link do rejestracji macie TU. Trzymajcie kciuki, może mi się uda ;)
Wiecie, że na blogu wybiło już 200 tys. oglądnięć?! Nie spodziewałam się, że aż tyle uda się osiągnąć, bardzo się z tego cieszę i dziękuję Wam za to :) Obiecałam Wam jeszcze jeden konkurs, jak szaleć to szaleć :)
Do wygrania jest taki oto piękny kot uszyty własnoręcznie przez Kasię z bloga http://ichpiecioro.blogspot.com


Śliczny jest, prawda? Ten kot może być Wasz i sprawa jest tak samo prosta jak ostatnio.

1. Polub fanpage mojego bloga https://www.facebook.com/bedemamusia (ale pewnie już lubisz, więc ten krok masz za sobą :))
2. Polub fanpage ArtFactory https://www.facebook.com/ArtFactoryRadomsko
3. Udostępnij zdjęcie na Facebook'u
4. I już :)

Bawimy się od dziś, tj. 18.11.2015 r. do niedzieli, czyli 22.11.2015 r. A w poniedziałek 24.11.2015 r. przeprowadzę losowanie i wyłonię jedną szczęśliwą osobę, do której trafi ten piękny kociak :)


Zapraszam do zabawy!



EDIT:
Konkurs wygrała DOROTA FALCO! Gratuluję! Film z losowania do obejrzenia na Facebook'u
Odkąd zaszłam w ciążę zaczęłam jeszcze bardziej uważać na to co jemy. Już wcześniej starałam się, abyśmy zdrowo się odżywiali, ale ciąża dodatkowo mnie do tego zmobilizowała. Później przy rozszerzaniu diety Karolci zaczęłam jeszcze bardziej zwracać uwagę na produkty, w szczególności, gdy zaczęła jeść to co my. To by pewnie wystarczyło, ale w rodzinie pojawiła się groźna choroba, która jeszcze bardziej nakazała zainteresować się tematem. Tym samym prawie całkiem wyeliminowaliśmy biały cukier, kupne wędliny, rzeczy z konserwantami czy syropem glukozowo-fruktozowym. Sporo by wymieniać, więc postanowiłam zrobić dla Was cykl postów o zdrowej żywności i próbach przemycenia pewnych ważnych produktów do diety dziecka. Ciągle się uczę, więc z chęcią usłyszę Wasze opinie na ten temat.



Na pierwszy ogień idzie herbatka z czystka (Cistus Incanus). Czystek to zioło, które zawiera bardzo dużo polifenoli - silnych przeciwutleniaczy, które mają właściwości antyoksydacyjne (w skrócie: hamują powstawanie chorób, wzmacniają organizm i dodają energii). Wspierają również funkcjonowanie układu odpornościowego i hamują uwalnianie histaminy - stąd też czystek polecany jest dla alergików. Jest zdrowszy od zielonej herbaty, bo w przeciwieństwie do niej nie zawiera teiny. Mogą go pić dzieci. Oczywiście nie należy traktować tego jak leku, czystek ma jedynie wspomagać organizm.

Czystek ma specyficzny smak, do którego bez problemu można się przyzwyczaić. Gdy ostatnio zaparzyłam sobie zieloną herbatę, stwierdziłam, że jest ona o wiele gorsza w smaku niż czystek. Czystek możecie pić z cytryną, miodem czy sokiem z malin (tym prawdziwym!). Ja pijam raczej sam, bo już od dawna nie słodzę herbaty. Karolci natomiast najbardziej smakuje dosmaczony sokiem malinowym.

Czy jesteście zainteresowani taką tematyką? Do niektórych postów będę dorzucać przepis na różne zdrowe potrawy, oczywiście takie, które zasmakują dzieciom.
Ten post miał trafić na bloga już dawno, bo w wakacje, ale same wiecie jak to jest. W końcu odgrzebałam go z wersji roboczych i mogę spokojnie dokończyć.
Uwielbiamy z Mężem baseny, w szczególności te z jacuzzi, saunami i zjeżdżalniami. Mam nadzieję, że taką samą pasję zaszczepimy u Karolci, więc "od małego" zabieramy ją z nami na wodną rozrywkę. Dziś przedstawię Wam 4 parki wodne, które odwiedziliśmy wraz z małym dzieckiem. Wiadomo, nam może się podobać lub nie, ale dziecko ma mieć tyle atrakcji, aby porządnie się wybawiło i było to dla niego bezpieczne.



1. Termy Cieplickie w Jeleniej Górze.
Zacznę od swojego rejonu. Termy odwiedziliśmy 3 razy, więc to już coś znaczy ;) Jeśli chodzi o brodzik to jest on dość spory, podzielony na dwa osobne baseny, jeden głębszy, a drugi płytszy. Jest mała zjeżdżalnia wodna dla dzieciaków i foki, z których jak z fontanny cieknie woda. Temperatura wody to 36 st. więc idealna dla niemowlaków. Jednak jak byliśmy z Karolcią latem w upał, to niestety ale prawie ugotowałam się w tym basenie. Termy mają opcje wyjścia na zewnątrz - są baseny i inne atrakcje, szkoda tylko, że nie ma brodzika, bo w takie upały byłby jak znalazł. Ogólnie polecam, bo cenowo i zabawowo naprawdę ok.

2. Termy Maltańskie w Poznaniu.
Jestem nimi zachwycona. Byliśmy raz i na pewno tam wrócimy. Było ekstra i żałowałam później, że taki krótki czas wzięliśmy. Jednak siedzenie w brodziku z dzieckiem przez 2 godziny to nuda. Na Malcie możecie o tym zapomnieć, bo są atrakcje, na które zabierzecie nawet roczniaka. Przede wszystkim fala. Karolcia była nią zachwycona, bo pewnie przypominała jej morze. Dodatkowo wewnątrz jest zjeżdżalnia, na którą możecie zabrać dziecko, które skończyło rok. Jest to tak zwana zjeżdżalnia rodzinna, ma długość 16 metrów i niewielki spad, który sprawia, że prędkość nie jest zawrotna. Spędziliśmy na niej prawie cały czas na basenie. Ponadto brodzik jest spory, ma mini zjeżdżalnię i krokodyla-fontannę. Termy Maltańskie to mój ulubiony aquapark, bo ani duży, ani mały nie będzie się tam nudzić. A te wszystkie zjeżdżalnie...no normalnie czad! :)

3. Wrocławski Park Wodny. Myślałam, że mnie zachwyci, bo za pierwszym razem tak było, ale po Malcie chyba nic mi tego nie przebije (no, ewentualnie Kraków, ale tam jeszcze z Karolą nie byliśmy). W tym aquaparku macie tak naprawdę dwie strefy dla dzieci, jedną z brodzikiem i zjeżdżalnią, a drugą tzw. Dziecięcą Zatokę z basenem do nauki pływania, brodzikiem, mini zjeżdżalnią i jakimiś tryskaczami. Woda ma temperaturę 35 st. ale wydawała mi się o wiele zimniejsza. Może miałam gorszy dzień ;) Fala również jest, ale uważam, że mniej spektakularna niż w Poznaniu. Mam mieszane uczucia.

4. Park Wodny w Darłowie. W przypadku kiepskiej pogody fajnie odwiedzić ten basen, w szczególności z tego względu, że jest w nim morska woda. Ogólnie atrakcje nie są jakieś mega super, ale na wymoczenie tyłka starczy ;) Brodzik nawet duży, z dwoma mini zjeżdżalniami, cieplutki. Cenowo naprawdę fajnie.

5. Aquapark w Redzie. Jeśli traficie na brzydką pogodę warto odwiedzić ten Park Wodny. Sądzę jednak, że w środku sezonu, w deszczowy dzień są tam tłumy. Jest to bowiem jedyny fajny aquapark w pobliżu. Nie mam zdjęć, więc krótko go opiszę, a jak będziecie chcieli zobaczyć jak wygląda wyszukacie go w Internecie. Jest to basen inny niż wszystkie, bowiem wiele atrakcji odbywa się na pontonach. Dzika rzeka, zjeżdżalnie, basen z falą - wszędzie siedzicie na pontonach. Śmiałam się, że jeszcze nigdy nie wyszłam taka sucha z basenu. Ma to swoje plusy i minusy. Przy dużej ilości ludzi pontonów pewnie braknie. Sam basen wzbudził we mnie mieszane uczucia. Może dlatego, że był nowo otwarty i wiele jest niedociągnięć. Na duży plus brodzik dla dzieci, z różnymi zjeżdżalniami i statkiem. Karolcia nie chciała stamtąd wychodzić tak bardzo jej się podobało. No i na duży minus cena. Za 3 godziny za 2 osoby dorosłe zapłaciliśmy 120 zł! Uważam, że to o wiele za dużo.


Jest niedziela, więc temat posta adekwatny ;) Będzie krótko, bo moje zmęczenie osiągnęło taki poziom, że nawet nie zauważyłam, jak dość mocno osikało mnie moje dziecko. Skapnęłam się dopiero po pół godzinie...

Tak czekałam na weekend, żeby porządnie odpocząć. A tu Mąż się rozchorował i przysłowiowa dupa. Tak więc cały weekend ogarniałam rodzinkę, łącznie z psem i nie miałam ani chwili dla siebie. W czasie drzemki szybkie wysprzątanie chaty i obiad, a później zabawa, zabawa i jeszcze raz zabawa. Znacie to przecież. Dobrze, że w środę wolne, to może uda się wtedy trochę odsapnąć.

Mam ostatnio problem z buntowniczą stroną mojej córki. Nie da sobie założyć śliniaka, denerwuje się jak nie może ściągnąć rajtuz, położenie na drzemkę to tragedia. Przez to dwukrotnie bardziej czuję zmęczenie, bo takie sytuacje wymagają ode mnie dużo myślenia, cierpliwości i utrzymania nerwów na wodzy, a z tym niestety czasem bywa trudno. Zaczęło się wychowywanie na poważnie.

Ale żeby nie było tak smętnie obejrzyjcie sobie ten filmik. Uśmiałam się, bo to sama prawda :)


Na koniec chciałam Wam podziękować za tyle zgłoszeń w konkursie! To dla mnie ogromna radość :) Pamiętajcie, że bawimy się do czwartku.

Mam jeszcze do Was takie pytanie, czy chcielibyście przeczytać na blogu o czymś konkretnym? Może macie jakieś propozycje? Z chęcią ich wysłucham. Piszcie w komentarzach.
Wczoraj mój blog obchodził swoje 2 urodziny. Nie sądziłam, że tyle wytrwam w pisaniu i że przerodzi się to w moją wielką pasję. Myślałam, że to chwilowe. Jak bardzo się myliłam! Cieszę się, że mnie czytacie, odwiedzacie i dzielicie się swoimi przemyśleniami w komentarzach. Dziękuję Wam bardzo! To mobilizuje i sprawia, że nawet w gorszych chwilach chce mi się dla Was pisać.

Z tej oto okazji mam dla Was bardzo fajny konkurs. Bierzcie udział, bo sprawa jest prosta i naprawdę warto. A oto co jest do wygrania.

Piękny śpiworek marki O'betti!








Śpiworek przyda się w szczególności dla maluszków, które rozkopują się przez sen. Jest to alternatywna forma pościeli, bo oprócz klasycznego śpiworka mamy doszytą miękką podusię. Dziecko nie potrzebuje wtedy nawet prześcieradełka.

Śpiworek przeznaczony jest dla dzieci od ok. 6 miesiąca życia i ma wymiary 120/60 cm, więc pasuje do większości łóżeczek.

Ma bardzo subtelny wzór i stylowy desing! Uwielbiam taką klasykę i prostotę. Wzór naprawdę mnie urzekł. Materiały, z których wykonany jest śpiworek są bezpieczne dla dziecka. Tkaniny z których został uszyty to 100% bawełna o splocie płóciennym oraz biała satyna bawełniana. Wypełnienie poduszki to włóknina silikonowa wraz z kulką silikonową, dzięki czemu poduszka nie zbije się, nawet po praniu.

Śpiworek, który widzicie pochodzi z kolekcji Magic Moments i może być Wasz! Jego cena rynkowa to 185 zł. A oto co należy zrobić.

Zasady konkursu:
1. Polub fanpage na Facebook'u mojego bloga TU oraz fanpage marki O'betti TU. (Jesteś już naszym fanem? To świetnie! Ten krok masz już za sobą.)
2. Udostępnij post konkursowy (z grafiką konkursową) na swoim profilu na Facebook'u.
3. Zwycięzca zostanie wyłoniony w drodze losowania, które odbędzie się 13.11.2015 r. (to będzie piątek, ale na pewno dla kogoś okaże się szczęśliwy!).
4. Ogłoszenie wyników będzie tego samego dnia na blogu w tym poście oraz na Facebook'u.
5. Czas trwania konkursu to od 5.11.2015 r. do 12.11.2015 r.



Proste, prawda? :) Zapraszam, więc wszystkich do udziału i do odwiedzenia strony O'betti (www.obetti.com). Znajdziecie tam przepiękne i wspaniałe jakościowo produkty dla Waszych pociech.

EDIT:
WYNIKI LOSOWANIA:
Wygrali Agata Tomek Holender. Gratulacje! :)
Zapraszam na Facebook'a do obejrzenia losowania :)
Dziś zapraszam Was na zdjęciową przygodę z moim ulubionym wydawnictwem Dwie Siostry.

"Robimisie" i "Różnimisie" Agaty Królak. Początkowo nie miały większego wzięcia, dopiero niedawno zaczęła się nimi interesować i bardzo je polubiła, szczególnie "Różnimisie". Już kiedyś pokazywałam Wam te książki na blogu, ale nie było tak obszernej relacji zdjęciowej. Sama uwielbiam tę książkę, a jej ilustracje są rozczulające.











Kolejną ulubioną książką Karolci jest "Mamoko". Szczerze mówiąc nie byłam przekonana do tej książki. A bo taka duża, a bo tyle szczegółów, a bo nie ma tekstu. Jak bardzo się myliłam! Dziecko potrafi zawiesić się na niej i każdą stronę oglądać z wielką dokładnością. A jaka frajda z poszukiwań np. kotka na każdej stronie. Super sprawa, z pewnością zakupimy jeszcze "Mamoko 3000" i "Dawno temu w Mamoko".




"Co wypanda a co nie wypanda" Oli Cieślak - jak tylko ją zobaczyłam to uznałam, że muszę ją mieć. Póki co Karolcia jest odmiennego zdania, ale myślę, że z czasem przekona się tak jak przekonała się do "Robimisiów".





Klasyką gatunku są książeczki Aleksandra Fredro "Małpa kąpieli" i "Paweł i Gaweł". Są wydane w specyficzny sposób i nie wszystkim mogą się podobać. Mnie urzekły. Karolcia również je polubiła, ale po czasie.





A na koniec gratka dla starszej młodzieży ;) Książka kucharska "Ciasta, ciastka i takie tam" Agaty Królak. Przepisy sprawdzone, takie domowe, większość już wypróbowałam i są super. Jeśli lubicie piec i gotować, to jest to must have. Zresztą sami zobaczcie.





Jak podobają Wam się książki z Wydawnictwa Dwie Siostry? Czy Wasze pociechy mają któreś z nich na półce?