Znów jednodniowy poślizg, ale wszystkie mamy zrozumieją, że czasem nie wiadomo w co ręce włożyć.

Nie wiem jaka jest teraz waga Karolci, bo w końcu nie wybraliśmy się na ważenie. Podejrzewam, że za dużo do góry nie podskoczyła i myślę, że jest ok. 6500 g. Wzrost ok. 74 cm, bo takie też ubranka ostatnio przeważają, chociaż wiadomo, że rozmiarówka jest różna i Karolcia wchodzi czasem w 68 a czasem w 80. Jedzenie takie samo jak ostatnio, z tą różnicą, że wprowadziłyśmy rybkę i próbowałyśmy łososia, który smakował i wszedł w Karolciowe menu. Karolcia podejmuje też próby jedzenia zupek z kawałkami i idzie jej całkiem nieźle, ale produkty do gryzienia podam dopiero jak będzie stabilnie siedzieć. Liczba zębów: 2 bialutkie dolne jedynki i 2 wychodzące dolne dwójki (już je czuć i lada moment całkiem się przebiją).

Osiągnięcia 7 miesięcznej Karolci:
- bardzo sprawnie czworakuje; zaczęło się od czołgania, ale z dnia na dzień przeszło w płynne chodzenie na czworaka, zwiedza tym samym cały dom, chodzi za mną do łazienki, do drugiego pokoju
- próbuje siadać sama, ale ciągle robi to podparta jedną ręką, ewentualnie siada przy czymś, np. przy bujaczku, ale też musi się wtedy czegoś trzymać
- kładzie się i podpiera na boku niczym modelka na plaży :)
- ciągle gada po swojemu, w szczególności lubi gadać do piesków
- burzy wieżę z klocków
- wkłada kubeczki jeden w drugi - to jej ulubiona zabawa
- wrzuca zabawki do pudełka i wyciąga je z niego
- początkowo podnosiła się na kolankach opierając się na różnych przedmiotach, a teraz próbuje już wstawać, podciąga się w łóżeczku za szczebelki i wstaje; wspinanie to ostatnio jej ulubione zajęcie
- bardzo lubi zabawę w "a-kuku", jak ma w rękach np. pieluszkę tetrową to sama się nią zasłania i "chowa" się :)
- uczy się robić "pa-pa" i coraz lepiej jej to wychodzi
- ciągle się śmieje i jest bardzo wesołym dzieckiem

Mama z tatą są bardzo dumni i każdą nową umiejętność dokumentują na zdjęciach i filmach.



Korzystając z okazji, bo pewnie jutro nie będę miała czasu chciałam wszystkim czytelnikom złożyć życzenia noworoczne. Przede wszystkim dużo zdrowia dla was i waszych dzieciaczków, spełnienia wszystkich najskrytszych marzeń i planów, dużo cierpliwości oraz znalezienia chwili czasu dla siebie!


Tak jak pisałam w poprzednim poście wieczorem w drugi dzień świąt trafiliśmy z Karolcią do szpitala, ale może od początku.

Wszystko było w porządku do czasu popołudniowej drzemki, po której Karolcia zaczęła nam wymiotować. Dla niedoświadczonych i przyszłych mam napiszę, że niemowlakom poza ulewaniem zdarzają się wymioty, np. z przejedzenia. Wymioty różnią się od ulewania tym, że lecą z impetem, a ulewanie to delikatny wyciek pokarmu połączony może być z odbiciem. Karolci coś takiego się zdarzyło z dwa razy, że zwymiotowała i na tym koniec. Myślałam, że to też taka sytuacja i początkowo się nie przejęłam. Jednak wymioty powtórzyły się znów z 3 razy. Jak przestała wymiotować posadziłam ją na bujaczku, aby dać jej troszkę wody, bo wiadomo, że łatwo wtedy o odwodnienie. Jednak Mała nie chciała w ogóle tej wody pić. Poczekałam trochę i przystawiłam ją do piersi, napiła się i znów zaczęła wymiotować. Trwało to wszystko z godzinę, aż podjęliśmy decyzję, żeby jechać do szpitala, bo baliśmy się, że Karolinka się odwodni. Trochę nas to przeraziło, tym bardziej, że po tych wymiotach zrobiła się taka zimna i osłabiona, staraliśmy się jednak zachować zimną krew, aby nie pokazywać dziecku naszego zdenerwowania. Jakoś się udało. Dojechaliśmy do szpitala (w ogromnej śnieżycy!) i tam czekaliśmy na przyjęcie prawie 2 godziny! Karolcia w tym czasie grzecznie czekała, śmiała się i tak jakby wszystko jej przeszło. Nawet wypiła trochę mojego mleczka i nie wymiotowała już. Postanowiliśmy jednak, że skoro już tu jesteśmy to poczekamy, żeby jednak ją przebadali. Strasznie bałam się, żebyśmy nie zostały w szpitalu, bo wiem, że w takich wypadkach bardzo często dzieciom podawana jest kroplówka, żeby się nie odwodniły. Oczywiście przy zagrożeniu życia dziecka z pewnością bym została, bo zdrowie jest najważniejsze, ale wiadomo, że szpital to żadna przyjemność. Na szczęście lekarka zbadała Karolcię i odesłała nas do domu z lekiem i zaleceniem cycusiowej diety. Według niej był to wirus, ja myślę jednak, że Karolci coś zaległo. Przy wirusie prawdopodobnie miałaby dodatkowo gorączkę i biegunkę, a nic takiego nie miało miejsca.

W takich sytuacjach jak ta przekonuję się, że najważniejsze jest zdrowie. Bo jak ono jest, to reszta jakoś sama się ułoży.
Miałam w planie dwa posty przed świętami. Miałam w planie złożyć Wam przez bloga świąteczne życzenia. Ale nie wyrobiłam się z niczym, bo okazało się, że pracy jest mnóstwo, a czasu mało. Niby wszystko dokładnie sobie zaplanowałam, sprzątanie, wypieki, ale i tak ledwo się ze wszystkim wyrobiłam. Dopiero na wigilii wyluzowałam się i mimo raczkującej pod stołem Karolci odpoczęłam. Muszę pochwalić moją córcię, bo była bardzo grzeczna. Tak się bałam, że będzie marudna, bo tyle ludzi. Że będzie chciała spać, bo to już późno. Jednak żadne w moich obaw się nie sprawdziły i było cudownie. Oczywiście barszcz z uszkami zjadłam w pośpiechu, bo Karolcia była głodna i musiałam szybko zrobić jej kaszkę, ale co tam, przecież to tak naprawdę nie jest ważne. Najważniejsze, że byliśmy tam wszyscy razem i spędziliśmy te Święta w gronie najbliższych.

Prezentów było co nie miara, ale na szczęście obyło się bez plastikowego szajsu i Karolcia nie została obrzucona masą zabawek, których nie miałabym gdzie pochować. Wiecie już co dostała od nas, a co jeszcze znalazła pod choinką?


Urocze pluszaki

Zestaw z Ikei: miseczki, sztućce, kubeczki, talerzyki. 


Klocki interaktywne Fisher Price
Książeczki
Lunchbox i podkładka z Ikei

Tegoroczne Święta Bożego Narodzenia były specjalne, magiczne i wyjątkowe, bo spędzone razem, we trójkę :) (no we czwórkę, bo nie mogę zapominać o naszej suni). Pamiętam, że rok temu na wigilii miałam mały, dopiero co rysujący się brzuszek, a tu nasza córcia lada dzień skończy 7 miesięcy. To takie niesamowite.


Ten post pisałam wczoraj rano, Niestety wieczorem wylądowaliśmy na Izbie Przyjęć z Karolcią, ale o tym będzie w następnym poście. Na szczęście już chyba wszystko wróciło do normy.
Ostatnio fora internetowe dla mam obiegła informacja o wycofaniu kaszek Holle ze względu na wykrycie w nich atropiny i skopolaminy. Zmroziła mnie ta informacja, bo kupiłam dwie kaszki dla Karolci i nawet podałam jej dwa razy. Początkowo dokopałam się do informacji o konkretnych partiach, na liście nie było zakupionych przeze mnie kaszek. Jednak nie dawało mi to spokoju. Nie mogłabym spokojnie podać ich dziecku, wiedząc, że mogą zawierać szkodliwe substancje. W końcu na stronie Głównego Inspektoratu Sanitarnego znalazłam informację, że skażone są następujące kaszki:
1. Holle Bio-Babybrei Hirse (z ryżem)
2. Holle Bio-Babybrei Hirse Apfel-Birne
3. Holle Bio-Babybrei 3-Korn
4. Holle Bio-Milchbrei Hirse
5. Lebenswert bio Hirse & Reis Vollkornbrei
Kaszka mleczno-jaglana Holle
A co za tym idzie również moje. Dobrze, że nie podawałam ich Karolci dłużej. Od razu wyrzuciłam je i wiem już, że nie kupię ich ponownie. Bo niestety zraziłam się już do nich. Dodatkowo są drogie, więc bez sensu jest kupować je i wyrzucać do kosza. Straszna szkoda, bo składy mają super, bez żadnego cukru. Taka byłam zadowolona, że mogę dać Karolci coś zdrowego. Trudno, najważniejsze, że w porę wykryli te substancje. Ale że takie sytuacje się zdarzają, to wręcz nie do pomyślenia...

Karolcia ruszyła. Czołga się już na całego, z czworakowaniem też idzie jej już coraz lepiej. Co za tym idzie? Że mama nie ma już prawie w ogóle czasu dla siebie. Bo wystarczy chwila nie uwagi, a Karolinka jest już w kuchni i przewala psie miski. Druga chwila, a ten łobuz buszuje w butach w przedpokoju. Cieszę się z jej osiągnięć i zarazem wiem, że będzie jeszcze trudniej ją opanować jak zacznie wstawać i uczyć się chodzić. Oj, będzie ciekawie.

Jak zabezpieczyć dom przed takim nicponiem? 
My mamy otwartą kuchnię, więc musimy koniecznie kupić bramkę. Wolę jednak, żeby trzymała się z dala od kuchenki i misek psa. Niech nasza sunia wie, że może zjeść sobie w spokoju i bez stresu. Kolejnym zabezpieczeniem które kupiliśmy to zaślepki do gniazdek. Sporo z nich znajduje się w zasięgu ręku dziecka, więc lepiej, żeby były zabezpieczone. Na szczęście nie mamy szafek i szuflad, które musielibyśmy zabezpieczyć, więc omija nas kupowanie blokad na szuflady i szafki. Tak więc jak widzicie, w naszym wypadku, nie ma tego aż tak dużo.

Poza tym nie pozostaje nic innego jak częste odkurzanie i mycie podłóg :)


Edit:
Koszt bramki używanej to ok. 60 zł. Chodzi mi o taką, co można otworzyć, bo są też takie nieotwierające się barierki. Natomiast koszt zabezpieczeń do gniazdka to 7,99 zł, zakupione w Ikei.

Postanowiłam, że jak Karolcia skończy pół roku wprowadzę jej do diety jajko i mięsko. Zaczęliśmy od jajka. Najnowsze zalecenia WHO mówią, żeby wprowadzać od razu białko z żółtkiem, a nie tak jak kiedyś samo żółtko. Tak też zrobiłam i do zupki dodałam jej pół żółtka i ćwierć białka ugotowanego na twardo. Zjadła ze smakiem i nie miała na szczęście żadnych reakcji alergicznych. Jajko podaję jej średnio co 4 dni. Następnie przyszedł czas na mięsko. Miałam jakieś dwa słoiczki, jeden z królikiem a jeden z cielęciną i chociaż gotuję Karolci sama, to podałam jej na próbę. Oczywiście smakowało jej bardzo. Poszłam więc do ulubionego mięsnego, kupiłam pierś z kurczaka, poporcjowałam po ok. 30 g i zamroziłam, aby później móc dodawać ją do zupki. Takie 30 g starcza na dwie porcje zupy. Na razie mięso gotuję osobno, bo podobno wywar bardzo uczula i nie powinien być podawany niemowlakom, więc trzymam się tego.

Przepis na zupkę z mięskiem i makaronem
marchewka
dynia
pierś z kurczaka
makaron np. świderki

Mięso gotujemy osobno a warzywa osobno. Pod koniec gotowania warzyw dodajemy ugotowane mięsko, dorzucamy kilka świderków i gotujemy do miękkości makaronu. Na koniec miksujemy. Zamiast makaronu możemy do zupy dodać ryż.

Przepis na zupkę z jajkiem
burak
ziemniak
jajko ugotowane na twardo

Najpierw gotujemy buraki, jak już trochę zmiękną dodajemy pokrojonego ziemniaka. Miksujemy z połową żółtka i białka ugotowanego na twardo. Pamiętajcie, że przy wprowadzaniu jajka, które jest silnym alergenem obserwujemy dziecko czy nie ma jakiejś wysypki. Dopiero jak nic się nie dzieje możemy znów podać jajko.


Powoli zaczęłam wprowadzać Karolci mniej zmiksowane posiłki, ale widzę, że jeśli chodzi o zupy, to jednak bardziej pasuje jej jeszcze konsystencja papki. Natomiast banana czy jabłko zje ładnie nawet z drobnymi kawałkami, gryzie i już się nie krztusi. Super idzie jej gryzienie chrupek kukurydzianych, na których może się wyżyć i wymasować sobie porządnie dziąsła. Takie chrupki to super sprawa, dziecko naprawdę fajnie może się nimi zająć :)
Od dłuższego czasu nie mogę się łudzić, że tam gdzie zostawię Karolcię tam też ją znajdę. Jednak nadszedł ten dzień, w którym nie dość, że dziecko było w innym miejscu to na dodatek łobuzowało. Oczywiście najfajniejsze są rzeczy zakazane, więc zaatakowany został kwiatek, głośnik i kapcie, które są najlepszą zabawką pod słońcem. Możecie też sobie wyobrazić jaką frajdę sprawia jej czołganie się do psa. Robi to wtedy tak szybko, że aż cała się trzęsie, żeby tylko złapać sunię za ogon. Gorzej ma się pies, bo nie jest tym faktem zadowolony. Cieszę się bardzo z tych jej postępów, ale na dłuższą chwilę nie można jej spuścić z oczu, bo zaraz coś zmajstruje. Pozostaje nam teraz zabezpieczenie domu i kupienie bramki, aby nie mogła wchodzić do kuchni.
W środę byliśmy na szczepieniu i cała wizyta okraszona była ogromnymi łzami. Karolcia jak tylko zobaczyła lekarkę zaczęła odstawiać niezły cyrk i dopiero po wszystkim jak ją ubrałam i wzięłam na ręce to się uspokoiła. Taki ma teraz okres, że boi się obcych i tylko na rękach u mamusi jest jej najlepiej. Szczepienie zniosła dobrze, nic później na szczęście się nie działo. Jedynym naszym zmartwieniem jest nadal niska waga. 6300 g. W 1,5 miesiąca przybrała 550 g. Ja sama już nie wiem czy to mało czy dużo. Na siatce centylowej się mieści, jest wesoła, ruchliwa, ładnie je, kupka i siusiu w normie, więc ja nie wiem co jest grane, że te moje dziecko tak słabo przybiera. Może ma tak szybką przemianę materii? Może taka jej natura? Je bardzo ładnie, więc nie wiem w czym rzecz. Lekarka oczywiście twierdzi, że nie najada się z mojej piersi. Niezbyt chcę się z nią zgodzić. Próbowałam dać Karolci mm ostatnio na noc po nakarmieniu piersią to wypiła 30 ml. Gdyby się nie najadała wypiłaby znacznie więcej. Ech, już zaczęłam głupieć od tego wszystkiego. Przed świętami pójdę ją jeszcze zważyć i zobaczę czy coś przybrała. Trzymajcie kciuki, żeby ta waga trochę urosła to ja będę spokojniejsza, a lekarka da nam spokój.
Chyba jesteśmy jacyś inni, nie na czasie czy coś w ten deseń. Dlaczego? Bo nie mamy Oballa, nie gryziemy żyrafki Sophie, nie gonimy Huli Kuli i nie bawimy się szczeniaczkiem uczniaczkiem. Dlaczego ich nie mamy? Jeśli chodzi o Oballa i żyrafkę Sophie to uważam, że nie są warte swojej ceny, jeszcze Oball jak cię mogę, ale ta żyrafka? Bez przesady... Kolejne zabawki, które wymieniłam grają, rzępolą, świecą, migoczą i robią wszystko co doprowadzałoby nas do szału, poza tym, mimo że uznawane są za zabawki edukacyjne jak dla mnie takiej roli nie spełniają. Czy moje dziecko przez to, że nie posiada takich właśnie zabawek będzie/jest gorsze? Nie :) Drugą kwestią nieposiadania tych i podobnych zabawek jest to, że nie chcę dziecka zabawkami obrzucać. Owszem chcę żeby miało się czym bawić, ale nie chcę żeby utonęło w gąszczu różnych zabawek. Czy to znaczy, że skąpiradło ze mnie i żałuję dziecku? Nie :) Kocham swoje dziecko nad życie, ale chcę je wychować dobrze, nie chcę żeby było rozpieszczone i było przesycone toną zabawek. Ale do rzeczy :)

Tradycją w mojej rodzinie było to, że Mikołajki były zawsze skromniejsze niż Gwiazdka. Dla mnie to logiczne i lubię tę tradycję. Zawsze dostawaliśmy z bratem na Mikołaja słodycze i jakąś drobnostkę. Nie mogło obyć się oczywiście bez czekoladowego Kalendarza Adwentowego. Natomiast pod choinką znajdowaliśmy prezenty większe, droższe i takie wymarzone. Mam zamiar podtrzymać tę naszą małą tradycję i dlatego na Mikołaja Karolcia dostała od nas drobnostki, jakimi były 3 książeczki o tematyce zimowej i pluszowy reniferek. Karolinka uwielbia książeczki. Czytamy jej codziennie, ale nie na sen, bo przy czytaniu jest sporo śmiechu i próby łapania obrazków.

Książeczki oczywiście w twardej okładce z twardymi stronami. 
Pluszowa zabawka dla dziecka w tym wieku to średni pomysł, ale to miało raczej spełnić rolę pamiątki, bowiem chciałabym co roku do mikołajowej paczki dawać Karolci jakąś małą, świąteczną, pluszową zabawkę. Pamiętam jak co roku znajdowaliśmy z bratem a to z misia w mikołajowej czapce, a to z jakiegoś bałwanka. Później w każde święta mama wyciągała zabawki i dekorowaliśmy nimi nasz pokój na świątecznie. Stąd też ten pluszak dla Karolci.

Na Gwiazdkę Karolcia dostanie od nas dwa prezenty. Obie zabawki są edukacyjne i mam nadzieję, że przypadną Karolci do gustu. Będą też służyły nam jakiś czas, nie będą zabawką, która po miesiącu będzie już do niczego. Są to zabawki z Fisher Price.

Kubeczki
Piramidka
Kubeczki można wkładać jeden w drugi. Można układać na sobie tworząc wieżę. Dodatkowo w przyszłości mogą służyć jako foremki do piaskownicy, można też brać je do kąpieli, bo mają otworki, przez które będzie lecieć woda. Natomiast piramidka to lekkie krążki, które można nakładać na siebie lub po prostu bawić się nimi w dowolny sposób :) Ostatni krążek ma w środku koraliczki, więc grzechocze. Zabawki najlepsze są dla siedzącego już dziecka, dlatego zastanawiam się czy Karolcia do świąt już usiądzie. Jeśli nie to będzie się nimi bawić na brzuszku :)
Ostatnio w F&F na wszystkie ubrania, nawet te przecenione, była zniżka 30%. Nie byłabym sobą jakbym z takiej promocji nie skorzystała :) Nie rozkupowałam się za bardzo, bo komoda od Karolciowych ciuszków pęka w szwach.

Sukienka po przecenie za 14,70 zł
Sukienka będzie na Święta. Ja mam bardzo podobną, więc obie wystąpimy w prawie takich samych sukienkach, będzie śmiesznie :)

Koszulka 5,60 zł i spodenki krótkie na lato w większym rozmiarze z działu chłopięcego, ale przypadły nam do gustu, za 6,40 zł
W takich cenach to ja mogę kupować ciuszki ;) Ciekawa jestem co pojawi się w wyprzedażach po świętach.


Mój blog został nominowany do Libster Blog Award przez http://9miesiecymamy.blogspot.com. Dziękuję za nominację, oto moje odpowiedzi:

1. Co podziwiasz w innych ludziach? Wytrwałość w dążeniu do celu
2. Co lubisz w sobie? To że poczucie humoru nigdy mnie nie opuszcza :)
3. Czy masz tematy tabu, których nie poruszysz na blogu? Jakie? Raczej nie ma takich
4. Którą porę roku lubisz najbardziej? I dlaczego? Lato. Będę banalna. Kocham słońce i ciepło
5. Twój smak dzieciństwa to? Kogel mogel ucierany przez babcię
6. Mała przyjemność, która Cię relaksuje to? Dobra muzyka
7. Twój ulubiony film: Lubię filmy w świątecznym klimacie, a że zbliża się Boże Narodzenie to „To właśnie miłość”, „Listy do M.”
8.Ulubione danie na obiad: Ojej, sporo ich. Nie mam chyba jednego ulubionego. Ale jakbym musiała wskazać jedno to wskazałabym dwa :) pierogi ruskie i con chilli carne
9.Morze czy góry? Morze, bo mieszkam w górach
10.Czy jest jakaś rzecz, z którą nie potrafisz się rozstać? Nawet bez komórki chyba bym sobie poradziła
11. Blogi, które czytasz i podziwiasz to? Czytam parentingowe blogi, które mam w linkach, a podziwiam w szczególności Moje Wypieki

Do zabawy nominuję:
1. http://nataliamumtobe.blogspot.com
2. http://lepszawersjamnie.blogspot.com
3. http://natandleo.blogspot.com
4. http://po-prostej.blogspot.com
5. http://mammamisia.blogspot.com
6. http://filipaswiat.blogspot.com
7. http://evelabel.blogspot.com
8. http://swiat-mimi.blogspot.com
9. http://uwaga-pobudka.blogspot.com
10. http://mamo-blog.blogspot.com
11. http://maminypamietnik.blogspot.com

Teraz kolej na Was! Odpowiedzcie na moje pytania i nominujcie kolejne 11 blogów.

Moje pytania:
1. Co lubisz robić w wolnym czasie?
2. Twój ulubiony napój
3. Twoja ulubiona książka
4. Pies czy kot?
5. Masz jakieś zwierzę, jakie?
6. Co najbardziej kochasz w byciu mamą?
7. Co sprawia, że jesteś szczęśliwa?
8. Twoje ulubione miejsce na wakacyjny wyjazd
9. Słodkie czy wytrawne?
10. Co lubisz w swojej pracy?
11. Dlaczego zaczęłaś blogować?

Dobrej zabawy! :)
Od jakiegoś miesiąca na tapecie mamy znów ząbkowanie. Tym razem nie jest wcale tak łagodnie jak ostatnio. Z tego co widzę Karolci wychodzą na raz 4 zęby, dolne dwójki i górne jedynki. Dziąsła grube, całe rozpulchnione. Od przebijających się górnych jedynek dostała kataru, który jak już pisałam tu przeszedł po jednym dniu. Ja nie wiem jak to jest, że jedne dzieci przechodzą ząbkowanie bezboleśnie, a niektóre tak się męczą. Na szczęście męczarnie przychodzą tylko nocą, bo jakby jeszcze w dzień tak było, to ja chyba wyskoczyłabym przez okno. Noce mamy więc średnio przespane, z pobudkami z płaczem co godzina. Skończyło się na tym, że Karolcia śpi już z nami prawie całą noc. Niewiele na te ząbkowanie pomaga. Postanowiliśmy spróbować Viburcolu, który ma dość dobre opinie, podobno się sprawdza i dzieci przesypiają po nim prawie całą noc. A u nas? Nie sprawdza się wcale, może jedynie trochę łatwiej się po nim Karolci zasypia. Z maści na ząbki stosujemy Dentinox N, ale przynosi on najczęściej chwilową ulgę, poza tym nie można go zbyt często stosować. Nie jestem zwolenniczką podawania dzieciom leków, dlatego po paracetamol sięgnęliśmy może z dwa razy i na tym się skończyło, bo nie widziałam po nim wcale poprawy. Chyba po prostu musimy to jakoś przeżyć. Są noce lepsze i gorsze w tym całym ząbkowaniu. Dziś była ta lepsza, z pobudkami co 2 godziny i pobudką o 7:40, więc jestem super wyspaną mamą :)



Zgłosiłam się do kolejnej edycji Blogosfery Canpol http://canpolbabies.com/pl/blogosfera. Tym razem do testowania będzie niania elektroniczna.
Wczoraj o 9:40 stuknęło Karolci pół roczku :) Dzień jednak miałam taki zalatany, że nie udało mi się planowo dodać posta na bloga. Dziś będzie tylko optymistycznie, o naszych problemach ze snem i ząbkowaniem może innym razem.

Półroczna Karolcia waży ok. 6300 g i ma ok. 72 cm. Nadal jest naszą kruszyną, chociaż rosnącą wagę czuć. Ząbkowanie w trakcie, liczba zębów bez zmian - dwie dolne jedynki. Jedzenie unormowało się w taki sposób, że na drugie śniadanko dostaje owocka, później koło 13 zupkę a po 17 kaszkę lub kleik. W tym miesiącu pomału będziemy wprowadzać mięso i jajko. Podstawą diety jest oczywiście nadal moje mleczko.

Osiągnięcia półrocznej Karolinki:
- podejmuje próby raczkowania, zaczęła już opierać się na kolankach i całych dłoniach, podnosi tułów i buja się w przód i w tył, jeszcze nie ogarnęła co zrobić, żeby ruszyć do przodu
- w kąpieli zainteresowała się swoim ciałkiem i tak słodko zaczęła łapać się za brzuszek
- gada po swojemu, "a gla gla", "a gle gle", "gege", "gigi", "nie", "geje" - jedno z jej ulubionych słówek :) i inne połączenia sylab i dźwięków, których nie jestem w stanie powtórzyć
- czasem udaje jej się mniejsze przedmioty chwycić już w dwa palce
- uderza zabawki o siebie
- zrzuca zabawki i patrzy, gdzie upadną
- uwielbia naszego psa i jak tylko go widzi to śmieje się w głos
- przez pewien czas zaczęła się śmiać tak jakby kaszlała i wydaje mi się, że robiła to po to, aby zwrócić na nią uwagę
- zaczęła szeptać
- cmoka
- sama podnosi się do siadu w bujaczku
- reaguje na swoje imię
- jest już na tyle mobilna, że ucieka z puzzlowej maty i najczęściej znajduję ją pod stołem, bo bardzo interesują ją nogi krzesła i stołu.

www.magdalenapetecka.com

Kochana z niej istotka :)
A jak się czuje mama po pół roku? Spełniona, szczęśliwa, nieraz zła i zmęczona, ale w 99% są to pozytywne emocje. A coś o tatusiu? Bezgranicznie zakochany w swojej córeczce, pomaga nam bardzo dużo, w szczególności, gdy mama jest już u progu wytrzymałości. No ale miały być tylko dobre wieści, więc na tym zakończę :)


Ledwo w poniedziałek skończyłam pisać posta, a Karolcia obudziła się z takim katarem, że wolałam jednak przejść się do lekarza, aby ją osłuchała. Byłam przekonana, że katarem zaraziła się ode mnie (chociaż przy karmieniu piersią niby nie powinna), ale lekarka stwierdziła, że to raczej przez wychodzące górne ząbki (o tym będzie w następnym poście). Chyba jednak się nie myliła, bo na drugi dzień katar minął. Cały poniedziałek jednak się wymęczyła, ciągle kichała, a z nosa leciał jej wodnisty katar, mimo to była wesoła i pogodna, za to ja byłam taka zakatarzona, że ledwo widziałam na oczy. Dobrze, że tatuś nam pomógł, bo musiałam trochę pochorować.

Jak radzić sobie z katarem u niemowlaka? 
Karolcia uwielbia spędzać czas na brzuszku i to jest najlepsza pozycja przy takim katarze. Nic nie spływało jej do gardła i nosek samoistnie się czyścił. Próbowałam też odciągać gruszką ten katar, ale przy moim ruchliwym dziecku jest to strasznie ciężkie do wykonania i na szczęście przy takim wodnistym katarze nie było aż tak konieczne. Dodatkowo przydała nam się maść majerankowa, którą smarowaliśmy miejsce pod noskiem i trochę ułatwiała ona Karolci oddychanie. W domu nie mamy suchego powietrza, więc nie musieliśmy specjalnie go nawilżać. Na noc łóżeczko ustawiliśmy delikatnie pod kątem, wkładając pod jedną stronę grube książki. Lekarka zaleciła także podawać przy katarze witaminę C w kropelkach, więc do wczoraj jeszcze ją podawałam.

Plusem naszej wizyty było zważenie Karolci, która waży już 6260 g, więc w ciągu miesiąca przybrała 500 g, a to bardzo ładna waga. Mimo, że nadal jest kruszyną, to w końcu obie z lekarką jesteśmy zadowolone. Dostaliśmy też skierowanie na poziom żelaza, w następnym tygodniu wybierzemy się na pobranie krwi i mam nadzieję, że wyniki wyjdą na tyle dobre, że nie będzie konieczna ponowna suplementacja.
Okres przeziębień w pełni. Na początku tatuś - katar i ból gardła. Wyniósł się na noc do salonu, żeby nas nie zarazić, bo pamiętajcie, TATUSIOWIE MOGĄ CHOROWAĆ ;) W piątek niestety mamę też coś dopadło i trzyma do dziś. Oczywiście mama najchętniej zrobiłaby tak jak tatuś i położyła się pod kocem i porządnie wygrzała, ale nie jest to takie proste, przecież MAMY NIE CHORUJĄ. Na domiar złego mamie coś się stało w kolano (?!) i ciężko jest się schylać, klękać, a przecież przy dziecku cały czas kolana pracują. Ale co tam, mama przecież nie odczuwa bólu, więc zgryza zęby i zajmuje się wszystkim, a co najważniejsze, mimo złego samopoczucia mama ogrania dom, dziecko i psa. Mama musi być zdrowa. Czy w tej całej sytuacji mama pamięta o sobie? Stara się, korzysta z chwili i pije gorącą herbatę z cytryną i sokiem malinowym, kładzie się w dzień razem z dzieckiem. Ale zaraz, nie jest tak pięknie, bo przecież dziecko nie chce spać, więc to odpada. Katar trzyma nadal, ale mama da radę. Najważniejsze, żeby DZIECKO BYŁO ZDROWE.


Post napisany oczywiście z przymrużeniem oka ;) ale która mama się ze mną nie zgodzi, że odkąd ma się dziecko nie ma czasu na chorowanie.
Pierwszy posiłek Karolcia dostała ze słoiczka. Tak było po prostu wygodniej. Nie wiedziałam poza tym czy w ogóle jej to zasmakuje i czy warto gotować więcej. Okazało się jednak, że moja córka to smakosz, więc postanowiłam, że sama zacznę dla niej gotować. Czasem, gdy nie mam czasu lub gdzieś jedziemy to daję słoiczek, ale jednak większą część jej posiłków stanowią moje zupki.

Pierwsze zupki robiłam z jednego składnika. Dynia, brokuł, marchew, co miałam akurat pod ręką. Następnie do jednego warzywa dodawałam ziemniaka. Teraz zaczęłam kombinować i gotować zupki z większą ilością składników.

Przykładowa zupka warzywna, którą ostatnio zrobiłam Karolci
Składniki:
- marchew
- dynia
- ziemniak
- natka pietruszki
- woda
- olej rzepakowy lub oliwa z oliwek/

Warzywa kroję na kawałeczki, wrzucam do wody i gotuję aż zmiękną. Odcedzam, blenduję, dodaję troszkę wody z gotowania i olej lub oliwę z oliwek. Gotowe :) Ważne, żeby zupka nie była za rzadka, ma mieć konsystencję papki. Ja blenduję warzywa jak są jeszcze ciepłe, wtedy od razu mogę podać zupkę Karolince. Zupkę gotuję na dwa dni, pozostałą część chowam do zamykanej miseczki, wstawiam do lodówki i Karolcia ma na drugi dzień. To czego Karolcia nie je, zjada nasza sunia. Tak jej zasmakowały gotowane warzywa, że siedzi przy nas jak jemy i czeka aż skończymy :)

Wczoraj natomiast wypróbowałam połączenia dynia, brokuł, zielona pietruszka. Też wyszło fajnie, a Karolcia zadowolona zjadła sporą porcję. Jak gotuję to daję wszystkich warzyw na oko, zwykle wychodzi mi ok. 300 ml, dzielę na pół i Karolcia zjada ok. 120 ml. Raz zjadła 150 ml. Ze względu na to, że je taki ładnie odpadło nam jedne karmienie. Po zjedzeniu daję jej do wypicia wodę. Tak jak z początku nie chciała w ogóle jej pić, krzywiła się i wypluwała, tak teraz pije ze smakiem. Podaję jej wodę na łyżeczce, bo jeszcze nie do końca wie o co chodzi z piciem z niekapka, ale coraz lepiej jej to idzie.

Jeszcze na koniec dodam, że zestaw miseczek z łyżeczkami z Tommee Tippee, o którym pisałam sprawdza się bardzo dobrze. Z miseczek bardzo fajnie nabiera się jedzenie, plusem jest to, że są zamykane i mogę w nich przechowywać zupkę na drugi dzień. Łyżeczki też fajne, niestety po marchewce trochę się zabarwiły na pomarańczowo, ale marchewka ma to do siebie, że bardzo brudzi i farbuje. Jednak najlepiej spisuje się darmowa łyżeczka z Hippa, którą dostałyśmy po zarejestrowaniu się na ich stronie, więc zarejestrujcie się jak jeszcze tego nie zrobiłyście, bo ta łyżeczka naprawdę u nas robi furorę :)
U nas nadal ciężkie noce, bo dni są naprawdę wyśmienite. Karolcia wesoła, hasa sobie na macie, przesiaduje w bujaczku, ślicznie pochłania kolejne warzywa i owoce. Za nami już marchew, dynia, ziemniak, kalafior, groszek zielony, szpinak, jabłko, śliwka suszona. Jutro próbujemy z bananem, bo nadal owoce nie są ulubionym jedzeniem naszej córki. Nic tylko się cieszyć. Za to w nocy dzieją się rzeczy dziwne. Jęczenie, marudzenie, przebudzanie się, wiercenie, cycusiowanie co godzinę, a nad ranem co chwilę przekręcanie się na brzuszek z zamkniętymi oczami i płacz po chwili, bo przecież "mamo, wcale nie chciałam, nie wiem jak to się stało, przecież nie chcę na brzuszku". I tak w kółko. Suszarka, kołysanki, cycuś i tak się bujamy do 6:00. Nasze noce nie były takie straszne nawet za czasów noworodkowych. Nie wiem jak ja mogę normalnie funkcjonować, czasem już nie mam siły, ale cieszę się, że w dzień jest normalnie i można chociaż na chwilę odpocząć. Tak, niekiedy jest to możliwe :)

Ostatnio staram się sobie umilać czas. Jestem przecież z Karolcią dzień w dzień, robimy ciągle to samo, więc muszę szukać sobie jakiś umilaczy, żeby nie zwariować i nie zacząć gaworzyć razem z nią. Na nasz codzienny spacer zaczęłam brać swoją ulubioną muzykę, zapuszczam wtedy na słuchawkach ulubione dźwięki i wtedy tak naprawdę odpoczywam. Na moje ukochane książki nie mam siły i czasu, więc nawet nie myślę o ich czytaniu, ale lubię sięgnąć czasem po jakąś gazetę i odciąć się od wszystkiego przynajmniej na 5 minut. Poza tym zaczęłam puszczać sobie ulubione seriale i bawiąc się z Karolcią lub nosząc ją po domu zerkam i oglądam na raty. Nie przepadam za takim oglądaniem, ale lepsze takie niż żadne. Dodatkowo tak jak założyłam spędzam weekendy w kuchni piekąc i gotując, czyli oddając się swojej pasji. Macierzyństwo wcale nie sprawiło, że zapomniałam o tym, co kiedyś lubiłam.


Ponieważ to co mogę sama gotuję dla Karolci to pomyślałam o dodawaniu na bloga przepisów na dania dla maluszków. Wraz z rozszerzaniem diety na blogu znajdowałyby się coraz to nowe pomysły na zupki, obiadki i deserki. Myślicie, że to dobry pomysł?
Canpol zrobił mi ogromną niespodziankę wysyłając matę edukacyjną "Dżungla" do testowania. Było to dla mnie miłe zaskoczenie, bo mail o wysyłce gdzieś się zawieruszył i całkowicie o niczym nie wiedziałam. Od razu po otwarciu rozpoczęłyśmy z Karolcią testowanie maty.

Dane techniczne: 
- elementy szeleszczące
- elementy welurowe
- grzechotki
- 2 lusterka (jedno naszyte na matę, drugie przenośne z możliwością zamontowania na pałąku)
- dzwoneczek
- piszczałki
- pozytywka

Zabawki dołączone do maty: szeleszczący kwiatek, piszczący hipcio, grający melodyjkę kotek, lew z dzwoneczkiem i grzechotka.


Na pałąkach są 4 materiałowe zawieszki i jedna otwierana plastikowa, do której możemy doczepić własną zabawkę.

Pierwsze wrażenia mamy: mata bardzo kolorowa, łatwa w rozłożeniu z dużą ilością elementów szeleszczących i wystających. Bardzo fajne zabawki wiszące w liczbie 5. Dość gruba, więc może być położona bezpośrednio na podłodze, nie potrzebuje nic pod spód.

Pierwsze wrażenia Karolci: pierwszą rzeczą, na jaką zwróciła uwagę była wisząca grzechotka, od razu zaczęła za nią łapać. Inne zabawki nie zainteresowały jej. Po chwili od razu przełożyła się na brzuszek i zajęła się elementami wystającymi, ale że nie można ich wziąć do buzi, to zaczęła się denerwować, więc testowanie odłożyłyśmy na kolejny dzień.

Fajne te lusterko tylko jak je wziąć do buzi?
Wspólne wrażenia ogólne: mata ma bardzo żywe kolory, wiele elementów i naprawdę jest bardzo fajna. Niestety nie nadaje się już dla mojej mobilnej Karolci, która pełza wokół i woli pozycję na brzuszku niż na pleckach. Dodatkowo denerwują ją elementy, których nie da się złapać i oślinić. Przedział wiekowy moim zdaniem to od noworodka do 5 miesięcy. Z pewnością wiszące zabawki zainteresują mniejsze niemowlę. Mimo tego, zaczęliśmy używać maty w inny sposób - bez pałąków. Odczepione zabawki sprawiają Karolci frajdę, a pozytywka wywołuje na jej twarzy uśmiech. Lusterko jest oglądane i ślinione ze wszystkich stron. Sama mata, przewieszona na łóżeczku, służy nam najczęściej jako "obrazek" - Karolcia skupia czasem na niej swój wzrok. 

To ja mamo idę stąd na panele
Podsumowując: całe mnóstwo zalet, które wyżej wymieniłam. A wady? Znalazłam jedną. Welurowe elementy szybko się "brudzą", bo bardzo łatwo czepia się do nich kurz. Ale to tylko taki mały minus. Jeśli ktoś zastanawia się nad zakupem tej maty, to nie ma się co wahać, bo warto. Dziękujemy firmie Canpol za ten prezent i z pewnością wykorzystamy go przy drugim dziecku (tak, tak, Karolcia ma mieć w przyszłości rodzeństwo:)).

Dziś będzie krótko. Zrobiliśmy sobie z mężem długi weekend i staramy się trochę odpocząć, a co za tym idzie również nie przesiadywać za długo przed komputerem. Wykorzystuję więc moment porannej drzemki Karolci i mogę napisać słów kilka.

Postanowiłam, że zacznę wprowadzać córci owoce. Warzywa ładnie załapała, jadła już dynię, ziemniaka, marchewkę, brokuła, szpinak i groszek. Wszystko jej smakowało i jak na razie nie ma swojego ulubionego smaku. Podaję jej dwuskładnikowe zupki i zazwyczaj łączę jakieś warzywo z ziemniakiem. Czasem gotuję sama, a czasem korzystam ze słoiczków. Mam zamiar jeszcze na dniach wprowadzić kalafiora. Do tej pory nie było żadnych problemów brzuszkowych i reakcji alergicznych, więc jestem spokojna. Chyba z tydzień temu próbowałam podać Karolci jabłko z ogrodu, ale tak się krzywiła, że odpuściłam, chciałam zresztą poczekać jeszcze trochę z podawaniem owoców. Od wczoraj jednak zaczęłam powoli zapoznawać ją z nieco bardziej słodkimi smakami. Podałam jej jabłko - surowe i zblenderowane na papkę. Ale były miny, tak się krzywiła, zamykała oczy i wzdrygała jakbym karmiła ją cytryną :) śmiechu miałam co nie miara. Myślałam, że może zacznie wypluwać, nie będzie chciała otwierać buzi, ale mimo wykrzywiania zjadła całą porcję. Dziś powtórka z rozrywki, a w następnej kolejności gruszki, banan i śliwka. Ciekawe czy te owoce bardziej przypadną jej do gustu.
Zachowanie Karolinki wygląda mi na nic innego, a na kolejny skok rozwojowy, zachodzący pomiędzy 22 a 26 tygodniem życia dziecka. Zaczęła gorzej sypiać w nocy, budzić się z płaczem i ma problemy z zasypianiem. Nasze noce wyglądają ostatnio tak, że córcia zasypia ok. 19:30-20:00 i "budzi się" później co 2 godziny. "Budzi się", bo oczy nadal ma zamknięte, ale zaczyna marudzić i uspokaja się jedynie przy piersi. Koło 3 w nocy zaczyna się wiercić i ląduje u nas w łóżku. Czasem zasypia od razu, a czasem znów przy piersi. A o godzinie 5:00 byłaby skora do wstania, ale próbujemy ją przetrzymać. Zaczyna marudzić, więc przystawiam ją do piersi i na uspokojenie pomaga włączenie suszarki, zasypia ponownie, ale budzi się często szukając piersi lub smoczka. W końcu zasypiamy razem przy dźwięku suszarki... Mam nadzieję, że w końcu zacznie sypiać lepiej, bo ja z tego niewyspania nie mam już czasami siły. Oczywiście budzi się koło 7:00 radosna i wesoła, więc zaczynamy nowy dzień. Uwielbiam ten jej poranny uśmiech i humor od razu mi się poprawia, ale i tak marzę o tym, aby w końcu się wyspać i wstać niepowykręcana (oczywiście Karolcia się rozpycha i śpi na połowie łóżka, a zmieścić się musimy jeszcze ja, mąż i nasza sunia).

Ponownie zgłosiłam się na Blogosferze Canpola, tym razem w celu organizowania konkursu. Mam nadzieję, że uda mi się wygrać, wtedy zorganizuję Wam konkurs i do wygrania będzie coś bardzo fajnego :) Już niedługo zamieszczę test maty edukacyjnej Canpola. Czekam tylko na lepsze światło, bo ponuro strasznie i zdjęcia wychodzą bardzo nieciekawe.
Na dworze ciągle panują ciepłe jesienne klimaty, ale my już zaczęłyśmy myśleć o zimie, bo u nas w górach zima lubi zaskoczyć. Stąd też kupiliśmy dla Karolci śpiworek, a dla mnie mufkę do wózka, aby nie było mi zimno w ręce.
Mufka z wełną w środku
Chwilę się zastanawiałam w ogóle nad zakupem śpiworka, ale stwierdziłam w końcu, że może być przydatny, w szczególności, jeśli zdarzy się, że Karolcia będzie musiała w środku zimy przesiąść się do spacerówki. Śpiworek też ma wełniane wypełnienie a z zewnątrz ma warstwę, której nie straszne żadne śniegi. Kolorem będzie pasował do gondoli. Ma w środku wycięcie na pasy dlatego pasuje również do fotelika i spacerówki. Całość zapinana jest na zamek.


Mam nadzieję, że użyjemy go chociaż raz, bo jeśli nadal będzie taka piękna pogoda to możemy tylko pomarzyć :)
Wiadomo, że rytuały w życiu dziecka są bardzo ważne, czuje się ono wtedy bezpieczne i wie, co je czeka. Od początku dążyłam do tego, aby jakoś poukładać nasz dzień, ale nie bardzo się to udawało. Przy maleńkim niemowlaku wydaje się to wręcz niemożliwe. Stałym punktem dnia była jedynie kąpiel o jednej porze. Od jakiegoś czasu udało nam się jednak wypracować pewną rutynę i nasze dni wyglądają bardzo podobnie. Mi to jak na razie nie przeszkadza (chyba już się przyzwyczaiłam), a Karolci to jak najbardziej pasuje.

Jedynie nie udało się jeszcze wypracować stałej pory pobudki, bo tu naprawdę bywa różnie. Podobnie jest z karmieniem piersią. Tu też bywają niekiedy różne pory, w zależności od apetytu Karolci.

5:30, 6:00, 7:00, 7:30 - w takich godzinach budzi się nasza córeczka. Jeśli obudzi się później to leżymy trochę i wstajemy, a jeśli obudzi się wcześniej to próbujemy robić wszystko, żeby jeszcze dospała, ale nie zawsze się to udaje.
Przed 9:00 - kaszka z glutenem + żelazo. Karmienie piersią.
9:00 - pierwsza drzemka, która trwa od pół godziny do max godziny.
Po przebudzeniu zabawa na macie i w bujaczku.
11:00 - karmienie piersią i wychodzimy na spacer.
11:00-13:00 w tych godzinach zwykle spacerujemy i tu drzemka trwa średnio godzinę, ale zdarzają się i takie trwające aż 2 godziny!
13:00 - pierś.
13:30 - jemy warzywko
13:30-15:30 aktywność.
15:30 - pierś i spanko, czasem na drugim spacerze a czasem w domu. Drzemka trwa maksymalnie godzinę, ale bardzo rzadko się to zdarza.
Po obudzeniu zabawa i aktywność do wieczora. Bywa też krótka kima po 17:00. W okolicach 17:00 pierś, a przed 18:00 kaszka mleczno-ryżowo-kukurydziana.
Ok. 19:00 - kąpiel.
W zależności od stopnia zmęczenia materiału :) spanko od razu po 19:00 albo dopiero przed 20:00. Bliższa jest nam jednak ta pierwsza opcja.

Oczywiście zdarzają się dni rozwalone, a to przez gorszy nastrój Karolci, a to przez jakieś wyjście do lekarza. Jednak jak coś planujemy to staram się to tak wpleść w nasz dzień, aby nic za bardzo się nie pozmieniało.

Wczorajsze szczepienie odbyło się bez większych przeszkód. Było o wiele mniej płaczu niż zwykle. Marudzenia i płakania w dzień nie było i gorączki na szczęście też nie, więc już jestem spokojna. Jestem też bardzo zadowolona, bo nasza Kruszyna w końcu ładnie przybrała - w 1,5 miesiąca 750 g i waży teraz 5750 g. Jest też długa, bo aż 70 cm, stąd też przy takiej wadze wygląda na drobną. Lekarka w końcu się ucieszyła, że waga poszła ładnie w górę, ale powiedziała, żebyśmy zaczęli podawać Karolci kaszki, więc kupię chyba jakiś bezsmakowy kleik ryżowy i spróbuję jutro pomału zacząć jej go dawać w ramach śniadania.


Dziś nasza Karolinka kończy 5 miesięcy :)

Osiągnięcia zdobyte w 5 miesiącu:
- pełzanie i przemieszczanie się w okół własnej osi
- przygotowania do raczkowania - podnoszenie pupy do góry, uginanie kolanek, ale jeszcze wszystko wygląda nieporadnie, bo przy tym głowa ląduje na podłodze :)
- łapanie się za kolanka i stópki, wkładanie stópek do buzi
- chlapanie z wielką frajdą w kąpieli
- wyciąganie rączek po zabawki i wyciąganie rączek, gdy chce być wzięta na ręce
- rzucanie zabawkami
- piszczenie, skrzeczenie i próby łączenia sylab, np. ga-ga
- oglądanie zabawek z zaciekawieniem, przekładanie z rączki do rączki
- i oczywiście żegnamy 5 miesiąc dwoma ząbkami :)


Jak ja tego nie lubię. Zadzwonią "jutro szczepienie", a ty siedzisz i myślisz. Czy będzie dobrze? Czy nie będzie bardzo płakała (a wręcz się darła)? Jak będzie się później czuła? Czy będzie stan podgorączkowy? Ech, jakoś to muszę przeżyć. Pocieszam się faktem, że wszystko rozgrywa się bardzo szybko, a kolejne szczepienie dopiero za 2-3 miesiące i co najlepsze jedynie jedno wkłucie. Z pewnością będę wtedy spokojniejsza. Tylko z jednego powodu cieszę się z jutrzejszej wizyty. Mam nadzieję, że usłyszę od lekarki "Karolinka ładnie przybrała od ostatniej wizyty". Kruszyna z niej, ale co się dziwić, jak taki wariat, którego wszędzie pełno? Spokojnie nie usiedzi, ciągle leży na brzuszku, bawi się, macha rączkami i nóżkami nawet jak się ją nosi czy siedzi w bujaczku. Sporo musi spalać kalorii w ciągu takiego aktywnego dnia. Widzę jednak, że chyba jej się ostatnio "przytyło". Dostała pełniejsze policzki, grubsze nóżki. Oby moja matczyna intuicja mnie nie zawiodła :)
Długo nie mogłam się zdecydować jaki zestaw jedzeniowy zamówić dla naszej Karolci. Początkowo chciałam kupić zestaw z firmy Skip Hop, ale jednak cena trochę mnie powaliła i zaczęłam szukać czegoś równie fajnego, ale tańszego. W końcu mój wybór padł na firmę Tommee Tippee, przypadły mi do gustu ich butelki, były jedynymi, które Karola załapała, więc pomyślałam, że to będzie dobry wybór. Zamawiałam oczywiście przez Internet, aby było taniej i za jedną przesyłką wzięłam rzeczy, które przydadzą nam się trochę później. Skompletowałam sobie taki oto zestaw. Na zdjęciu nie ma jednej zielonej miseczki i łyżeczki, bo były już w użyciu :)


1. Talerzyki trójdzielne - z nich będziemy korzystać dopiero pewnie koło roczku.
2. Magiczna mata - ma za zadanie przytwierdzić talerzyk do stołu tak, aby dziecko nie miało możliwości zrzucić zawartości na podłogę. Trzyma bardzo mocno i jest super gadżetem.
3. Butelka gripper - kupiłam, żeby mieć, bo mi się spodobała, ale nie zamierzam z niej długo korzystać. Dawałam ostatnio Karolci do spróbowania soczek jabłkowy z Hippa rozcieńczony z wodą i chociaż początkowo się krzywiła to później ładnie załapała i sobie z niej piła. Czasem będę też w niej podawać wodę.
4. Kubek niekapek - jak na razie u nas się nie sprawdza, mimo że na opakowaniu było 4m+. Karolcia trzyma kubek i zamiast z niego pić rozlewa wszystko dookoła, ale będziemy to ćwiczyć.
5. Miseczki z przykrywką. Są bardzo fajne, bo mają trójkątną podstawę i łatwo z nich wybrać jedzonko do końca.
6. Łyżeczki - dwie długie z miękką silikonową końcówką i dwie krótsze (7m+) do samodzielnego jedzenia. 

Jestem bardzo zadowolona z zakupów i jak na razie taki zestaw nam starczy.


Post nie jest sponsorowany :)

Wprowadzanie glutenu do diety dziecka pod osłoną karmienia piersią ma zapobiec celiakii, czyli nietolerancji glutenowej. Gluten w małych ilościach 2-3 g warto wprowadzić do diety dziecka po ukończeniu przez nie 4 lub 5 miesiąca życia. 

My zaczęliśmy od czwartku. Kaszka bardzo smakuje :) Początkowo myślałam, żeby robić zwykłą kaszę manną i dodawać do mleka lub posiłku, ale w końcu poszłam na łatwiznę i kupiłam kaszkę manną Bobovity z dodatkiem mleka. Wystarczy, że doleję wody i mam już gotowy posiłek, który mogę podać Karolci. Ekspozycję na gluten należy kontynuować przez 2 miesiące. Po tym czasie (o ile nie wystąpiły żadne problemy brzuszkowe i alergie) można podawać już dziecku kaszki glutenowe.
Na stronie Bobovity https://www.bobovita.pl/home/5-6-miesiecy/zywienie/narzedzia/gluten/ jest bardzo fajny przelicznik glutenowy kaszek, który ułatwi nam zadanie ile takiej kaszki należy podać dziecku, aby dostarczyć 2-3 g glutenu. Super sprawa, bardzo mi się to przydało.


A co nowego u nas?
- Tak jak pisałam na Facebook'u Karolci wyszła już druga jedynka. Obawiam się, że idą teraz dolne dwójki, bo znów zaczęło się mega ślinienie i pchanie paluszków do buzi. Pewnie potrwa to znowu miesiąc-dwa zanim zobaczymy kolejne ząbki.
- Karolcia miała ostatnio problemy ze snem, ale na razie (odpukać) wróciło wszystko do normy i znowu potrafi sama bez problemu zasnąć w łóżeczku. Jednak nad ranem ląduje z nami w łóżku i w sumie to dobrze, bo możemy się do woli poprzytulać i dłużej pospać, dziś prawie do 9! :)
- Kontynuujemy rozszerzanie diety. Wczoraj daliśmy do picia trochę soczku jabłkowego z Hippa rozcieńczonego z wodą. Początkowo było krzywienie się, ale jak już zasmakowało to płacz, bo soczek się skończył :)

Mam wrażenie, że wokół rozszerzania diety dużo sporów i kontrowersji. Co lekarz to inna opinia, każda mama ma też inne zdanie w tej kwestii, za to WHO co jakiś zmienia i aktualizuje wytyczne. Jeszcze do niedawna istniał podział na dzieci karmione piersią i mlekiem modyfikowanym, teraz podział ma być zniesiony i niektórzy radzą, aby wprowadzać pierwsze pokarmy wtedy, gdy dziecko jest na to gotowe. Nasz pediatra poradził, żeby wprowadzić Karolince pierwsze pokarmy już w połowie 3 miesiąca (ze względu na niską wagę), jednak jak dla mnie było to zdecydowanie za wcześnie. Zdecydowaliśmy, że poczekamy z tym jeszcze jakiś czas. Ostatnio jednak, zauważyłam, że Karolcia bardzo patrzy na to co jemy i pijemy, a przy podawaniu łyżeczką probiotyku (ze względu na to, że ciągle dajemy jej żelazo) ładnie otwiera buźkę i próbuje przełykać. Wczoraj spróbowaliśmy dać jej pierwszy posiłek. Poszło jej super, bardzo jej smakowało i ładnie zjadła dwie czubate łyżeczki. Zaczęliśmy od dyni Gerbera. Dziś kontynuowaliśmy zaczęty słoiczek i aż wyrywała się do jedzenia :) Zjadła prawie 3 łyżeczki. Powoli będziemy podawać kolejne warzywa, na razie po jedynym składniku, aby obserwować jej reakcję. Myślę, że była już gotowa na pierwsze jedzonko, ale nie zdziwi mnie też to, jak pewnego dnia coś jej nie zasmakuje i odmówi jedzenia.
Jeśli kiedykolwiek narzekałam na spanie mojego dziecka to przepraszam. Owszem, bywało super, pobudki tylko o północy, a później nad ranem. Później zrobiło się trochę mniej kolorowo - cycuś co 2 godziny, wiercenie się, ale jednak spanie. A dziś to ja nie wiem co to było. Pierwszy raz zdarzyło się tak, że Karolcia przebudziła się na karmienie o 3:20, została nakarmiona, ale że je tak często, to pielucha nie wytrzymuje i trzeba ją zmieniać. (Aktualnie na noc stosujemy pampers Sleep&Play, fajne, ładnie pachną, ale lepiej wytrzymują Pampers Active Dry. To tak przy okazji.) Zawsze udawało mi się to zrobić bezszelestnie, Karolcia trochę się powierciła i szła spać dalej, ale dzisiaj coś poszło nie tak. Nagle przy zmianie pampersa otworzyła szeroko oczy i zaczęła się zabawa. Ponowne przystawienie do piersi nie pomogło, zaczęła się bawić, szarpać za moją bluzkę, próbować łapać mnie za włosy i uśmiechać się wesoło. Jedynym słowem sprawdzała cierpliwość zaspanej matki. Prawie udało jej się wyprowadzić mnie z równowagi, ale nic, wzięłam ją do nas do łóżka, a ta zabawiała się w najlepsze. Gdy po godzinie już się zmęczyła, zaczęła oczywiście płakać i marudzić, cycuś nie pomagał, głaskanie też nie, więc niestety pozostało bujanie i noszenie. Dobrze, że chociaż to pomogło i po 5 minutach Mała spała w najlepsze. Bałam się jednak odłożyć ją do łóżeczka (już się zaczyna terror, boję się własnego dziecka ;)) więc została z nami i spałyśmy z jeszcze jedną pobudką na karmienie do 7:40. Skok rozwojowy? Zęby? No idą, ale bez przesady... Sama już nie wiem. Oby takie coś już się nie pojawiło i obiecuję, że już więcej narzekać nie będę.
Wraz z rozwojem naszej córeczki zmieniają się jej ulubione zabawki. Początkowo uwielbiała swoją karuzelkę nad łóżeczkiem z Ikei. Potrafiła patrzeć się w nią kilka dobrych chwil, uśmiechając się do niej. W tym samym czasie hitem były czarno-białe książeczki kontrastowe. Rozkładałam jej taką książeczkę w łóżeczku, a ona leżąc na boczku oglądała, oglądała i oglądała. Później stała się bardziej ciekawa świata i zacisze łóżeczka przestało być już na tyle atrakcyjne, aby spędzać w nim cały dzień. Ratunkiem okazał się bujaczek, o którym pisałam tu. Najpierw Karolcia jedynie obserwowała zabawki, a na początku 3 miesiąca zaczęła próbować je chwytać i uderzać w nie rączkami. Teraz denerwuje się, że nie może ich chwycić. Polubiła też książeczkę pluszową, która ma w sobie lusterko, piszczałkę i szeleszczące elementy. Tak naprawdę era zabawek na dobre rozpoczęła się pod koniec 3 miesiąca.

Aktualnie jej ulubionymi zabawkami są różne gryzaki i grzechotki, ale najbardziej cieszy się jak pokażę jej piłkę z dzwoneczkiem w środku lub słonika. Cała się wtedy rusza z radości i śmieje. Piłka jest fajna, bo nie jest wykonana z twardego plastiku, tylko jest to trochę miękka, a przez otwory w różnych kształtach Karolinka może ją łatwo chwycić.


Większość zabawek Karolcia dostała w prezencie, my jakoś nie chcemy obrzucać jej zabawkami i kupiliśmy jej jedynie piłkę, gryzaka, pluszowego misia i książeczkę. W sumie to dobrze, bo jak widać i tak sporo zabawek dostała. Najgorsze jest jednak przed nami, ponieważ najfajniejszymi "zabawkami" stają się telefon, pilot, jakieś pudełeczko, szeleszcząca torebka, czyli wszystko to, czego mieć nie można. Czekać tylko, aż zacznie raczkować i zabierać zabawki naszej suni :)
Długo się nosiłam z tym zamiarem, ale w końcu założyłam fanpage bloga na Facebook'u. Pomysł wydaje mi się fajny, bo nie zawsze mam czas, żeby napisać coś dłuższego na blogu, a tak będę mogła wrzucać Wam krótkie informacje na Facebook'u :) Zapraszam do polubienia https://www.facebook.com/bedemamusia Chciałabym, żeby mój pomysł wypalił i żeby fanpage też żył swoim życiem jak blog :) Mam nadzieję, że niedługo uda mi się dłużej siąść do komputera i nadrobić blogowe zaległości, bo sporo tematów, aby się nimi z Wami podzielić.

A co nowego u nas?
- Ząbek powoli wychodzi, już jest coraz bardziej widoczny. Drugi też lada dzień powinien się wybić.
- Karolcia coraz częściej podnosi pupę do góry, gdy leży na brzuszku.
- Zdobyła ostatnio nową umiejętność, łapie za swoje stópki i próbuje brać je do buzi.
Jest, jest, jest! Pierwszy ząbek! :) Okupiony łzami i marudzeniem. Dolna lewa jedynka wybiła się po dzisiejszej nocy na światło dzienne w 19 tygodniu. Sprawdziłam rano łyżeczką - stukało, więc ząbek jak się patrzy :) Czuć też nawet pod palcem i widać małą białą koronkę. Wczoraj Karolcia znów płakała z bólu, więc wybrałam się dziś do apteki po maść łagodzącą na ząbkowanie. Kupiłam Dentinox N, mam nadzieję, że przyniesie ulgę, bo to przecież jeszcze nie koniec tej męczarni.
Zaczęłam przeglądać zgromadzone do tej pory zdjęcia Karolci. Miałam zrobić z nimi porządek i wyrzucić te rozmazane, zdublowane i nieciekawe, ale oczywiście nic z tego nie wyszło, bo tylko się rozczuliłam i zaczęłam wspominać jaka to ona była malutka.
Niewyobrażalne jest to, jak bardzo zmieniła się ta nasza Kruszyna w przeciągu tych 4 miesięcy. Przez pierwszy tydzień byłam tak zaaferowana i działałam na takich emocjach, że mało pamiętam z tego okresu i dopiero oglądając zdjęcia przypominam sobie jaka była bezbronna, drobna i opuchnięta po porodzie. Taka była spokojna, słodko sobie spała i uśmiechała się czasem przez sen. Patrzę na te zdjęcia i aż nie wierzę, że właśnie taka była w moim brzuchu.

W szpitalu. Karolcia ma dopiero 2 dni.
Karolcia 7 tygodni.

A co u nas? Pogoda nadal rozpieszcza, codziennie piękne słoneczko, więc spacery obowiązkowe. W sobotę nawet zaliczyłyśmy pierwsze ognisko :) Niestety ząbkowanie trwa w najlepsze i wieczorami Karolcia płacze, drze się i ciężko ją uspokoić, bo nawet schłodzone gryzaki nie pomagają. Ale na szczęście widać już mały biały ząbek, więc mam nadzieję, że lada dzień się przebije. 
Każda świeżo upieczona mama wie, że na początku kiepsko z czasem. Dom stoi odłogiem, szafki się kurzą, gary nie umyte piętrzą się w zlewie, obiad robiony na szybko i zapomniany piekarnik, w którym jeszcze niedawno co tydzień piekło się pachnące ciasto. A może tylko ja tak mam? Może tylko ja, gdy moje dziecko śpi siadam przy komputerze i tracę cenne minuty? Przecież to się zdarza tak rzadko, bo drzemkę w bujaczku Karolcia ma zazwyczaj rano, a rano ja wcale nie mam ochoty na sprzątanie. Na spanie też nie mam ochoty, chociaż przyznaję, że zaczęłam pracować nad sobą i swoim odpoczynkiem i już dwa razy udało mi się kimnąć w dzień razem z Karolcią. Poza tym, hej, chyba jakaś rozrywka też mi się należy :)

Macierzyństwo jest dla mnie czymś wyjątkowym. Serce mi się raduje, gdy patrzę jak nasza córcia się rozwija, jak zdobywa nowe umiejętności, jak z dnia na dzień coraz lepiej potrafi się bawić. Uwielbiam z nią spędzać czas, chodzić na spacery, śpiewać piosenki, rozmawiać, tulić i zabawiać. Ale na tych spacerach najczęściej rozmyślam i mam wtedy tyle planów, tyle chęci. Gorzej z ich realizacją, bo jak już przychodzi czas wolny, to albo nie mam siły, albo zajmę się kompletnie czymś innym. Postanowiłam jednak zrobić coś dla siebie. Uwielbiam gotować, piec, ale jak wiadomo nie mam na te moje hobby zbyt wiele czasu. Tak więc ustaliłam z moim mężem, że weekendy w kuchni są moje. Mąż przejmuje dowodzenie nad Karolinką, a ja oddaję się mojej pasji i tworzę różne pyszności. Poczyniłam też pierwszy krok i do mojej już sporej kolekcji kulinarnej literatury zakupiłam kolejną, moim zdaniem pozycję obowiązkową książkę Doroty Świątkowskiej "Moje wypieki i desery". W ten weekend na pewno coś nowego upiekę i być może pochwalę się Wam moimi wypiekami.


Wszystko wskazuje na to, że Karolinka zaczęła ząbkować. Ślini się jeszcze bardziej niż się śliniła, pcha ręce do buzi, ale już nie tak jak wcześniej z ciekawością, a ze straszną złością. Do tego słabo je, a wieczorami bywa marudna, bo najbardziej wtedy dokuczają jej powoli wychodzące ząbki. Ulgę przynosi jej masowanie dziąseł wodnymi gryzakami schłodzonymi w lodówce lub specjalną nakładką silikonową nakładaną na palec.

Na razie radzimy sobie bez żadnych żeli i leków, mam nadzieję, że bez tego się obejdzie i że w końcu zobaczymy pierwszego ząbka. 


A tak z innej beczki to mam nadzieję, że uda mi się testować różne produkty firmy Canpol Babies i oceniać je na blogu. Zapraszam też blogujących rodziców do zgłaszania się na stronie  http://canpolbabies.com/pl/blogosfera do wzięcia udziału w testowaniu. 
Wybaczcie mi moją dłuższą nieobecność na blogu, ale ostatnio jestem strasznie zabiegana, a co za tym idzie zmęczona. Korzystamy z ostatnich promieni słońca i dwa razy dziennie wychodzimy na dłuższe spacery, a myśl o śnieżnej zimie przyprawia nas o dreszcze. Przez te spacery znacznie skraca nam się dzień, ale ruch to zdrowie, więc nie narzekam :) Ja mam chyba ADHD, bo nie potrafię spokojnie wysiedzieć i ciągle szukam sobie jakiejś roboty. Jedyny czas odpoczynku to, gdy Karolcia zaśnie na rękach, wtedy rozsiadam się wygodnie przed telewizorem i nadrabiam programowe zaległości. Karolcia jest raczej dzieckiem nieodkładalnym, więc wolę mieć chwilę spokoju z nią na rękach, niż po sto razy próbować ją odkładać, a później wkurzać się na samą siebie, że po co to robiłam, bo tylko rozbudziłam dziecko. Ale udało mi się ostatnio odnieść jeden mały sukces i odłożyć Karolę do łóżeczka, po czym sama też się położyłam (!). Także jestem z siebie dumna :) Poza tym nastał czas niespokojnych nocek i częstego wstawania, dlatego w dzień chodzę pół-przytomna. Lekarka twierdzi, że to ząbkowanie i dlatego Karolcia w nocy potrzebuje więcej bliskości i częstszego cycusiowania. Wczoraj przeszła samą siebie i budziła się co godzinę! Oczywiście w połowie nocy wylądowała ze nami w łóżku. Wstałam nieżywa, ale że funkcjonować trzeba to jakoś dałam radę za to padłam zaraz po 21:00. Tak to wyglądają nasze ostatnie dni.

Dziś o 9:40 Karolcia skończyła 4 miesiące. Nie będę się powtarzać i nie będę po raz kolejny mówić, jak ten czas szybko leci :) no ale leci, co zrobić. W tym minionym miesiącu Karolcia nabyła różne nowe umiejętności, o niektórych już wspominałam, ale trudno, najwyżej się powtórzę. A więc tak:
- Do perfekcji opanowała przewracanie się z plecków na brzuszek i na odwrót. Uwielbia to robić i gdy tylko ją położę to zaraz po sekundzie znajduję ją na brzuszku. Łatwiej udaje jej się to na lewą stronę, ale prawą też zaczęłyśmy ćwiczyć.
- Ulubiona zabawa to zabawa na brzuszku. Karuzelka w łóżeczku już nie jest interesująca i co muszę ze smutkiem stwierdzić bujaczek też nie jest już ulubionym miejscem. Teraz najlepszym miejscem jest mata z piankowych puzzli ułożona na podłodze.
- Kilka razy udało jej się podpełzać wokół własnej osi, co uważam za duży sukces.
- Powoli zaczynają ją interesować nóżki i stopy.
- Śmieje się w głos i uśmiecha przez większość dnia - radosna z niej dziewucha :)
- Bardzo lubi dotykać mojej i tatusia twarzy, badać ją i próbować złapać za nos.
- Przy zasypianiu nuci sobie "eeee''.
- Gaworzy, gada, guga.
- Śmieje się do swojego odbicia w lustrze i stara się je dotknąć.
- Chciałaby ciągle siedzieć i sama się do tego siadania podciąga jak tylko złapie się ją za rękę.

Pocieszna z niej dziewczynka :) Wydaje mi się jakby była z nami od zawsze :)
Karolcia urodziła się z niskim poziomem żelaza. Noworodki mają niekiedy poziom żelaza na poziomie 18-19%, nasza Kruszyna miała zaledwie 13%. To nie aż tak mało, ale lekarze podejrzewali anemię stąd też trzymali nas w szpitalu nieco dłużej. Na ostatniej wizycie podczas szczepienia lekarka zaleciła, abyśmy zrobili Karolince badanie krwi, ponieważ stwierdziła, że Mała może mieć niskie żelazo. Zaniepokoiła ją blada barwa ust. Pomyślałam w pierwszej chwili "co ona w ogóle wymyśla" ale dobrze, zrobimy badania, muszę wiedzieć czy z dzieckiem jest wszystko ok. Byłam w szoku, jak okazało się, że lekarka miała rację i faktycznie żelazo wyszło trochę za niskie. Zaleciła więc suplementację żelazem i tu zaczęły się schody. Nie wiem czemu, ale dopiero w domu doszło do mnie, że problematyczny lek nam przepisała, bo w saszetkach do rozrabiania. Z wodą lek był niesmaczny i Karolka w ogóle nie chciała go pić. Nie szło mi odciągnięcie mojego mleka ręcznie (nie mam laktatora i nie zamierzam już kupować), więc kupiliśmy saszetkę mleka modyfikowanego, aby podać jej właśnie w tym mleku. Swoją drogą polecam saszetki mleka Bebilon, do kupienia w Rossmannie, jeśli potrzebujemy niewielką ilość mleka to jest to idealne rozwiązanie, nie trzeba kupować od razu całego opakowania, które trzeba zużyć w przeciągu 3-4 tygodni. Na szczęście z mlekiem modyfikowanym żelazo jej zasmakowało, chociaż nie od razu chciała załapać butelkę. Początkowo próbowaliśmy podawać w butelce lovi "Aktywne ssanie", ale coś nie chciała jej załapać.


Udało się dopiero w butelce Tommee Tippee Anti Colic. 

Żelazo rozrabiam w niewielkiej ilości mleka i podaję na głoda, żeby nie gardził butelką. Jak na razie się udaje. Jednakże wczoraj zaczęłam się zastanawiać czy wszystko jest ok, bo kupki zmieniły swój wygląd. Tak jak zawsze były żółte i pomarańczowe, tak zaczęły się czasem zdarzać ciemnozielone. Pomyślałam, że to za pewne od żelaza i początkowo nie spanikowałam, ale w jednej z kupek wczoraj wieczorem zobaczyłam takie jakby niteczki śluzu i krwi (z góry przepraszam za obrazowe opisanie, ale wiem, że przyszłym mamusiom może przydać się taki szczegółowy opis). Wyczytaliśmy z mężem, że taka kupka może świadczyć o alergii na białka mleka krowiego. Trochę mnie ogólnie to przeraziło, bo ja, matka wariatka, chcę oczywiście, żeby dziecko było zdrowie i nie miało żadnych problemów. Niestety sama jestem alergikiem i już przeraziłam się co to może oznaczać. Postanowiłam więc odstawić mleko modyfikowane, chociaż zastanowiło mnie to, że po pierwsze podajemy jej naprawdę niewielkie ilości, a po drugie od początku jem cały nabiał i nic nigdy Karolci nie było, więc stwierdziłam, że trzeba znów iść do lekarza i wypytać o wszystko. 

Dziś rano poszłyśmy na wizytę i okazało się, że wszystko jest w normie i taki kupki zdarzają się właśnie po żelazie. Na koniec dodam, że Karolcia przyjmuje Actiferol, który podobno jest najlepszym lekiem, bo nie powoduje zaparć, bólów brzuszka i biegunek. No zobaczymy, mam nadzieję, że to wszystko okaże się prawdą, bo jak na razie zapewnienie producenta o tym, że lek nie ma metalicznego posmaku mija się z prawdą...


Muszę szczerze stwierdzić, że od początku mieliśmy mały problem ze spacerami w gondoli. Karolcia po włożeniu do gondoli zaczynała płakać, aż w końcu kończyło się to na darciu tego małego pyszczka na całe osiedle. Trzeba było więc ją ululać, pobujać wózkiem w miejscu tak długo, aż zasnęła. Dopiero na śpiocha można było spacerować. Były w gondoli momenty lepsze i gorsze. Zdarzały się nawet czasem lepsze dni, że Malutka potrafiła leżeć sobie w gondoli i rozglądać się na boki z ciekawością, jednak zawsze bałam się, że spacer skończy się płaczem i Karolcia będzie na rękach, a wózek będzie spacerował pusty. Z tego też względu obawiałam się wyjazdu nad morze. Jak to będzie, jak damy radę, czy ciągle Karola będzie noszona w chuście? Na całe szczęście nagle wszystko jej się odmieniło, a to za sprawą podnoszonego oparcia w gondoli. Jeśli tylko zastanawiacie się jaki wózek kupić, to wybierzcie koniecznie ten, który ma podnoszone oparcie. Dla nas jest to zbawienie, bo od kiedy Karolcia zaczęła intensywnie interesować się światem i próbować siadać pozycja leżąca stała się po prostu mało atrakcyjna, a po podniesieniu oparcia świat zaczął wyglądać znacznie lepiej, do tego widać mamusię i tatusia :) Od tego czasu spacerować możemy prawie w nieskończoność (do następnego karmienia :)) i Karolcia nawet nauczyła się w wózku sama zasypiać. Czasem trzeba jej delikatnie pomóc lulaniem, ale najczęściej udaje jej się samej zasnąć. To dla mnie duży sukces i wygoda, ponieważ nie boję się teraz wychodzić na spacer, chociaż oczywiście zawsze mam ze sobą chustę w razie nagłej zmiany nastroju :)
Macierzyństwo wcale nie jest takie kolorowe jak mogłoby się wydawać. Wiem, pewnie nie powinnam na nic narzekać, ale czasem nawet mama ma wszystkiego dość. Zdarzają się niekiedy takie dni kiedy nie dość, że dziecko nie daje wyspać się w nocy, to dodatkowo jest tak absorbujące w dzień, że nie masz ani chwili dla siebie. A wiadomo, że nie ma nic gorszego niż zmęczenie i niewyspanie. Byle pierdoła doprowadza wtedy do szału.

Mój wczorajszy dzień był właśnie taki. W domu oczywiście bałagan, pełno prania, obiad do zrobienia i nieprzespana noc. Karolcia nie chciała współpracować w nocy, bardzo się wierciła i w końcu nad ranem wylądowała u nas w łóżku. Spokoju długo nie zaznałam, bo o 5 rano nawaliła ogromną kupę i było po spaniu. Ironia losu, kiedy dziecku uda się w końcu zasnąć, a zaraz na horyzoncie pojawia się kupa, która przecież nie może być w pieluszce. Już nawet nie chodzi o wygodę dziecka, ale o to, że śmierdzi! ;) Dzień z kolei był o tyle trudny, że po zaśnięciu na rękach nie dała się odłożyć za żadne skarby świata, uprzednio rycząc jakby ją obdzierali ze skóry. Wszystko oczywiście zwaliłam na skok rozwojowy.

W takich ciężkich chwilach, kiedy jesteś tak zmęczona, że ledwo stoisz na nogach i marzysz o tym, aby dziecko nie płakało, zasnęło, dało się odłożyć, a ty poszłabyś spać albo przynajmniej o tym, aby dziecko po prostu nie płakało i zasnęło, nawet niech nie daje się odłożyć, ale zostaniesz tylko ty i twoje myśli. Chwila odpoczynku, czas na regeneracje sił i budzi się twój skarb, patrzy na ciebie dużymi oczkami, taki cieplutki, malutki i bezbronny, może liczyć jedynie na Ciebie. Ogarnia cię wtedy miłość, której nie da się opisać i zmierzyć. Jest ogromna. Uwielbiam te chwile, uwielbiam macierzyństwo. Nawet jak nie jest kolorowo.


Chyba jak każda matka nie lubię szczepień, wręcz ich nienawidzę, ale staram się podejść do tematu w ten sposób, że jak mus to mus. Tym razem po szczepieniu przydarzył się Karolci stan podgorączkowy. Nie była marudna, za to bardzo spokojna, a taka mini gorączka utrzymywała się całą noc i pół dnia. Nie podawałam żadnych leków, bo temperatura wynosiła 37,8, a lekarka poradziła, że dopiero gdy przekroczy 38 podać paracetamol. Dziś już wszystko minęło i wróciła do nas wesoła Karolcia.
Niestety ostatnio słabo sypiam, nocki tak jak były super stały się takie sobie. Pobudki co 2 godziny, a czasem co 1,5 h. Lekarka mówi, że to przez powoli idące zęby. Przy ponownym uśnięciu pomaga jedynie cycuś, dlatego już czasem nawet nie liczę ile razy idzie on w nocy w ruch :) Aby trochę dospać, bierzemy Karolcię ok. 5-6 do nas do łóżka, bo wtedy jest spokojniejsza i jeszcze przysypia. Więcej nie napiszę, bo niestety chodzę dziś jak zombie :)
Tak jak już pisałam byliśmy nad morzem. Wyprawa była spora, bo nad morze mamy ok. 450 km. Wybraliśmy tym razem Świnoujście, bo dawno tam nie byliśmy, a lubimy co roku jeździć w inne miejsce. Zabraliśmy ze sobą oczywiście naszą sunię, która morze uwielbia i wybawiła się za wszystkie czasy. Także dla niej taki wyjazd to też duża frajda :)

Co spakowałam dla dziecka? W skrócie - prawie cały dom :) oczywiście wózek, chustę, wanienkę, akcesoria do kąpieli, ubranka, kosmetyki, kocyki, pieluszki, pampersy, naprawdę praktycznie wszystko to, czego na co dzień używamy w domu. Ubranek i kocyków wzięłam z górką, bo Karolcia bardzo lubi ulewać i zasikać ciuszki właśnie poza domem :) Wzięłam też leki, czyli kropelki na brzuszek, czopki na gorączkę i octenisept. Na szczęście nic z tego się nie przydało. Myślałam, że większość czasu Mała spędzi w chuście, bo jazda w wózku była ostatnio utrapieniem i kończyła się zazwyczaj płaczem, ale było całkiem inaczej i chusta przydała się jedynie kilka razy (przy wyjściu do restauracji czy czasem na plaży). O dziwo Karolcia polubiła wózek i spędzała w nim cały dzień. Podwyższyliśmy jej oparcie w gondoli i była z tego powodu bardzo szczęśliwa, bo jeszcze więcej mogła widzieć. Muszę też przy okazji zachwalić nasz wózek (i nie mam z tego tytułu niestety żadnych profitów), bo sprawdził się super. Na plaży idealnie, nawet dawał radę na sypkim piachu, a spacery wzdłuż morza należały do przyjemności. Sprawdził się nawet w morzu, gdy spacerowałam po płyciźnie mocząc nogi :)

Camarelo daje radę nawet w morzu :)

Tak chronimy się przed słońcem, gdyż przy dużym wietrze parasolka spadała

Jak minęła nam podróż, której najbardziej się obawiałam? Mamy w zwyczaju zawsze wyjeżdżać na noc, więc i tym razem postanowiliśmy tak zrobić. Założyliśmy, że jak Karola obudzi się na karmienie ok. 2-3 w nocy, to zbieramy się i jedziemy. Obudziła się koło 3, nakarmiłam ją, ubrałam i wyjechaliśmy. Całą drogę zniosła bardzo dobrze i głównie spała. Mieliśmy w sumie 3 przystanki, które poświęciliśmy na karmienie i odpoczynek. Podróż powrotna minęła bardzo podobnie.


Dziś byliśmy na kolejnym szczepieniu i Karolcia oczywiście płakała strasznie, ale i tak była dzielna. Waży już 5 kg i może to wg niektórych to mało, ale lekarka powiedziała, że jest drobna i taka jej natura. Dostaliśmy też skierowanie na morfologię, żeby zobaczyć czy anemia ze szpitala się czasem nie powtórzyła. Poza tym wszystko super. Po szczepieniu Karolcia dużo śpi i jest trochę płacząca, ale mam nadzieję, że jutro wszystko wróci do normy.
Już we wtorek wróciliśmy z urlopu, ale ciągle nie mam na nic czasu i nadrabiam po kolei różne zaległości, zarówno w domu (mega dużo prania), jak i w pracy i w Internecie (musiałam przecież zobaczyć, co u Was słychać:)). Temu, kto zastanawia się czy warto jechać nad morze z niemowlakiem (lub na jakikolwiek inny urlop) mówię - JECHAĆ :) bałam się podróży, bałam się czy Karolince spodoba się miejsce, ale niepotrzebnie, bo było super. Więcej szczegółów w kolejnym poście.

Z nowości:
- Karolcia bardzo się rozgadała, guga i grucha cały dzień
- za nami kolejny etap - lęk przed obcymi, tak jak do tej pory uśmiechała się do wszystkich, tak teraz na sąsiadkę zareagowała płaczem
- rwie się do siadania cały czas i ciągle podnosi głowę i plecki, aby znaleźć się jak najbardziej w pozycji siedzącej
- opanowała już przewracanie się z plecków na brzuszek i robi to cały czas, sprawia jej to niezwykłą frajdę :) aż strach zostawiać ją samą w łóżeczku, bo ostatnio znalazłam ją na brzuszku z nogami między szczebelkami.

Jutro szczepienie, więc zobaczymy ile nasza Kruszyna waży, a myślę, że sporo, bo robi się coraz cięższa.
Jeśli ktoś myśli, że mając dziecko nie można być spontanicznym, to się grubo myli! :) Dziś rano padła decyzja o wymarzonym wyjeździe nad morze, także pakujemy pół domu i jedziemy wypoczywać. Jak wrócimy to zdam relację z naszego pobytu :)
Miałam okazję przetestować wkładki laktacyjne z różnych firm, więc pora podzielić się z wami moimi spostrzeżeniami. Na początku dwie ważne kwestie, bo od tego też zależy w dużej mierze moja ocena. Po pierwsze nie mam dużego biustu, a tu jednak ma się dużo do wkładek. A po drugie mleczarnia się ustabilizowała już na tyle, że rzadko zdarza się, żeby mleko ciekło strumieniami tak jak na początku.
1. Wkładki laktacyjne Babydream z Rossmanna - używałam ich od samego początku, ale nie jestem nimi jakoś szczególnie zachwycona. Są dość grube i niewyprofilowane, że przy dobrze dopasowanej bluzce mogą być widoczne. Na noc nie dawały rady i często przeciekały, szczególnie na początku, bo teraz spokojnie sobie radzą. Ogólnie miękkie i jak za tę cenę (ok. 5 zł za 30 szt.) od biedy mogą być.
2. Wkładki laktacyjne Lovi - każda para wkładek pakowana jest oddzielnie w woreczek. Są cienkie, ale chłonne, jednak na mój biust trochę za duże. Ich cena powala, bo za 40 szt. zapłacimy nawet ponad 20 zł.
3. Wkładki laktacyjne Tommee Tippee - bardzo podobne do Lovi. Również cienkie, chłonne, ale tak ich wielkość. No nie dla mnie niestety, bo przez to, że są takie duże niezbyt dobrze układają się w staniku, ale przy dużym biuście będą idealne. Każda para też pakowana w osobny woreczek. Za 50 szt. zapłacimy ok. 13-15 zł.
4. Wkładki laktacyjne Johnson's Baby - mój faworyt :) Idealna wielkość i specjalne odkształcenie na sutek. Są miękkie, dobrze się trzymają i spełniają swoje zadanie jeśli chodzi o chłonność. Pakowane w całości w pudełku tak jak Babydream. Cena ok. 15 zł za 50 szt.
Karolcia skończyła dziś 3 miesiące. Niby 3 pierwsze miesiące są najgorsze, ciekawa jestem jak będzie teraz, czy będzie łatwiej? Czy będzie tak samo? Z pewnością będzie ciekawie :) Teraz z perspektywy czasu mogę śmiało powiedzieć, że najcięższy był pierwszy miesiąc. Mała dużo płakała, musiałyśmy się siebie nauczyć, ale jak już się całkiem poznałyśmy, pokochałyśmy to nastał niesamowicie ciepły i emocjonujący czas. Macierzyństwo jest takie fascynujące :)

A co u nas?
Karolcia przeżywa ostatnio ciężkie chwile, nie wiem czy to skok, czy może jakieś zaczątki zębów, ale budzi się w nocy na karmienie prawie co 2 godziny jak noworodek, sypia też gorzej i ma problemy, żeby spokojnie zasnąć, potrzebuje więcej czasu niż zazwyczaj. Ale budzi się z tak szerokim uśmiechem, że nawet średnio-przespana noc nie stanowi dla mnie problemu :)
Zacznę od tego, że mąż wspierał mnie przez całą ciążę. Pomagał, gdy trzeba było zrobić coś w domu, a ja z zaleceń lekarza musiałam jak najwięcej leżeć. Trochę mi to przeszkadzało, że cały dom był wtedy na jego głowie, bo jestem z zasady osobą bardzo samodzielną. Jednak do porodu samodzielnie bałam się podejść i bardzo chciałam, aby mąż był wtedy przy mnie. Nie było z tym żadnego problemu, zmuszania, bo mąż po prostu tego chciał, a ja nie musiałam go specjalnie namawiać. Decyzja ta nie była na zasadzie "byłeś przy poczęciu, to teraz bądź przy porodzie". Wspieramy się w ciężkich momentach, w chorobach, więc wiedziałam, że również podczas porodu potrzebuję jego obecności. Podczas porodu mąż dzielnie się spisał i bardzo mi pomógł. Podawał wodę, zwilżał usta i mówił jak mam oddychać, kiedy całkiem o tym zapominałam. Dlatego jeśli tylko wahacie się czy wasz partner ma być z wami to nie zastanawiajcie się dłużej i powiedzcie tak. I to wcale nie prawda, że kobieta jest później nieatrakcyjna dla mężczyzny. Nasza miłość i relacja nic na tym nie ucierpiały :) a wręcz się wzmocniły.

Gdy na świecie pojawiła się Karolcia to oczywiście podczas wizyt w szpitalu mąż zajmował się nią jak tylko mógł, przewijał, nosił na rączkach, siedział przy niej i po prostu się wpatrywał. Jednak w szpitalu większość czas byłyśmy same i zastanawiałam się jak to będzie jak już wrócimy do domu, ale wiedziałam, że będzie dobrze :) Mąż ma taką pracę, że dużą część dnia spędzamy razem. Pomaga mi wtedy przy Karoli i w domu jak tylko może i za to bardzo mu dziękuję :) bo jego pomoc jest nieoceniona.
W niedzielę odbył się w końcu chrzest Karolinki. Trochę bałam się jak ona to zniesie, ale było naprawdę bardzo dobrze. Jeśli zastanawiacie się jak w czym wziąć dziecko do kościoła to proponuję ręce :) Początkowo zastanawiałam się nad wózkiem, żeby ją ululać i żeby spała sobie na mszy w wózku, jednak zrezygnowałam z tego pomysłu i dobrze, bo oczywiście na rękach było jej najlepiej, mogła obserwować wszystko dookoła. Na mszy może z dwa razy zamarudziła, ale od razu udało mi się już uspokoić. Przy polewaniu główki nawet nie zająknęła :) Później zasnęła i spała do końca mszy. Pewnie usypiająco podziałały na nią pieśni kościelne :) Po chrzcinach mieliśmy imprezkę rodzinną i też była grzeczna i wesoła, a ludzi było sporo. Dzień był jednak na tyle emocjonujący, że całość wyszła z niej dopiero w nocy. Nocka była średnio udana, a wręcz słaba. Może nawet zaliczyłabym ją jako najgorszą do tej pory. Odzwyczaiłam się już od takiego częstego karmienia w nocy, a jedynie cycuś był zbawieniem na te smutki i przebudzenia. Mam nadzieję, że dziś już będzie lepiej i emocje opadły :)
Z dnia na dzień nie poznaję własnego dziecka, oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu :) Wczoraj Karolcia po raz pierwszy połączyła sylaby i wyszło jej coś w stylu "la-la". Poza tym również od wczoraj zaczęła się bardziej interesować zabawkami i bawić się nimi oburącz. Do tej pory raczej dotykała wszystkiego jedną rączką, a teraz bada rzecz dwoma. Jak uda jej się coś chwycić na dłużej to od razu pcha to do buzi. A co dla mnie najfajniejsze i sprawia mi największą radość, to gdy tylko mnie zobaczy to od razu się śmieje. Wcześniej odpowiadała uśmiechem na uśmiech, a teraz sama pierwsza zagaja :) Jak bardzo ją rozśmieszę to próbuje zaśmiewać się w głos, w szczególności sprawia jej radość zmienianie pieluszki. Z dnia na dzień jest coraz weselszą i bardziej kontaktową dziewczynką. Ale nie ma co się dziwić, w końcu ma już skończone 12 tygodni :)
Całkowicie zapomniałam wspomnieć o reakcji naszej suni na Karolinkę. Jak byłam w ciąży nasza pisina bardzo się zmieniła, stała się jakby bardziej czujna. Gdy ktoś obcy chciał się do mnie zbliżyć, była gotowa mnie bronić, a gdy podchodziła do mnie i dawałam jej powąchać mój brzuszek radośnie merdała ogonkiem. Myślę, że wyczuwała co jest grane. Gdy leżałyśmy jeszcze z Karolcią w szpitalu, mąż przyniósł do domu ubranko i pieluszkę z zapachem dziecka, aby piesek mógł się z z nim zapoznać. Muszę dodać, że jak byłam w szpitalu to strasznie tęskniłam za moją sunią, tęsknota była tak wielka, że jak ją zobaczyłam (cieszyła się na mój widok jak głupia) to oczywiście strasznie się poryczałam :) Pierwszy raz nie widziałyśmy się tak długo. 
Po wyjściu ze szpitala pojechaliśmy najpierw do moich rodziców, żeby zobaczyli Malutką. Postawiliśmy Karolcię w foteliku samochodowym na podłodze i daliśmy czas pieskom (rodzice też mają suczkę), aby zapoznały się z nowym domownikiem. Pieski z zainteresowaniem obwąchały fotelik i Malutką. Początkowo nasza pieska nie wykazywała jakiegoś dużego zainteresowania, ale po przyjeździe do domu była bardzo zaaferowana i wręcz podniecona nową sytuacją, na tyle, że jak braliśmy Karolcię na ręce to skakała do góry. Asystowała przy przewijaniu, przy kąpieli. Pchała swój pyszczek wszędzie, nawet przez przypadek w brudną pieluchę :) Wstawała ze mną w nocy do karmienia i leżała w nogach. Za wszelką cenę chciała polizać Malutką (kilka razy oczywiście jej się to udało). Niestety nasz pies śpi z nami w łóżku, więc był wszędzie. Fascynacja przeszła jej po jakiś 2 tygodniach. 
Teraz sytuacja jest już opanowana i nie wstaje w nocy na karmienie, nie asystuje przy przewijaniu, a jak Karolcia jest na jej wysokości i leży sobie na bujaczku, to przechodząc oczywiście ją powącha, ale nie chce już lizać, bo wie, że nie wolno. Najfajniejsze jest to, że Karolcia zaczęła ją zauważać i za każdym razem wodzi za nią wzrokiem :) A nad ranem, gdy bierzemy Karolcię do łóżka, aby dospać jeszcze do 8-9, to śpimy wszyscy razem w czwórkę :) Jak siedzimy na dworze to psina często siedzi przy wózku i pilnuje. Ostatnio nawet oszczekała sąsiada, bo chciał zaglądnąć do wózka. Także jest opiekuńcza i myślę, że kiedyś będą z Karolcią najlepszymi przyjaciółmi :) Myślę, że początkowo sunia była trochę zestresowana nową sytuacją i nowym domownikiem, a może nawet odrobinę zazdrosna.