Czy Wy też tak macie, że dziecko choruje w najmniej oczekiwanym momencie? Mam wrażenie, że gorączka tylko czyha na to, aby pojawić się u dziecka, w święta, w weekend lub przed planowanym wyjazdem. Tak właśnie zakończyła się nasza wigilia, z gorączką u Karolci. Trzymała ją cały następny dzień, więc przesiedzieliśmy w domu. Początkowo byliśmy trochę zawiedzeni, że nici z naszych planów, ale w sumie wyszło na dobre, odpoczęliśmy we własnym gronie i poza gorączką było bardzo miło i rodzinnie. W końcu mieliśmy czas tylko dla siebie, bez myślenia o obowiązkach i pracy. Kolejny dzień rozpoczął się również gorączką, ale w ciągu dnia spadła i już się nie pojawiła. Oczywiście obstawiam zęby. To już któryś raz w całym okresie ząbkowania, że pojawia się gorączka taka do 38,5 st, która po 1- 2 dniach znika. Karolci aktualnie wychodzą dwie dolne piątki. Jedna się przebiła już prawie, a drugą dopiero zaczyna być widać.

Powiem Wam szczerze, że myślałam, że piątki już tak nie dadzą nam popalić, ale myliłam się. Ząbkowanie daje nam popalić cały czas. To czas, który jest naprawdę ciężki. Ciężkie są noce, ciężkie są dni bez humoru przez to, że boli. Życzyłabym sobie, aby przy drugim dziecku ząbkowanie przeszło spokojniej, tak bardzo chciałam zobaczyć, że takie scenariusze są możliwe ;)

A jak Wam minęły święta?
Wybaczcie moją dłuższą nieobecność tutaj. Świąteczne przygotowania pochłonęły mnie całkowicie. Podjęłam się organizowania wigilii, więc mam ręce pełne roboty ;) Ale nie narzekam, uwielbiam pieczenie i gotowanie - jestem w swoim żywiole :) Tylko czasu na inne rzeczy mało. Mam nadzieję, że po świętach uda mi się trochę przystopować, tego bym sobie życzyła w Nowym Roku. A Wy jakie macie życzenia?



Z okazji, że święta już tuż tuż, chciałam złożyć Wam najszczersze życzenia. Dużo zdrowia, szczęścia w życiu, pociechy z dzieci i zrealizowania wszystkich założonych planów (chociaż pamiętajcie, jak coś pójdzie nie tak, to świat się nie wali :)). Niech Wasze maluchy zdrowo się rozwijają, nie psotą za dużo i chętnie jedzą przygotowane przez Was obiady ;) a bunt dwulatka i ząbkowanie omija Was szerokim łukiem! :)
Wesołych Świąt!
Miałam dziś dodać post o naszych książkowych nowościach, ale w trakcie pisania skapnęłam się, że nie mam czym zrobić zdjęcia. Aparat zepsuty, telefon w sobotę padł i korzystam teraz ze starego samsunga, którego zdjęcia nie powalają, więc będzie o prezentach gwiazdkowych dla 2-3 latka.

Żródło: pixabay.com
Może nie wszyscy z Was kupili już gwiazdkowe prezenty dla swoich pociech i może przyda Wam się moja lista.

Domek dla lalek to prezent raczej typowo dziewczęcy, ale dla chłopców zamiast domku można kupić np. garaż dla samochodów. Karolcia znajdzie właśnie domek dla lalek pod choinką, bo widzę, że domek dla lalek to w tej chwili prezent idealny. Początkowo myśleliśmy o zakupie domku drewnianego. Są takie ładne, ale niestety z całym wyposażeniem dość drogie. Zdecydowaliśmy się na wersję przyszłościową, a mianowicie przenośny domek dla lalek z firmy Playmobile. Wiem, że docelowo jest to domek dla dzieci od 4 lat, ale na początek mogę pochować mniejsze elementy, aby się nie zagubiły.

Puzzle jeśli dziecko lubi je układać, to będzie to zawsze dobry prezent. Jeśli jeszcze puzzli nie ma, to tym bardziej. U nas już szał na nie minął, ale widzę, że zabawy, w które bawi się Karolcia przychodzą falami. Jest faza na jakąś zabawkę, później przychodzi kolejna i tak to się zmienia. Ale nadal lubi je układać, więc czasem robimy sobie popołudnie z puzzlami. Dla maluchów szczególnie polecam duże puzzle. Z firmy Trefl jest wydanie puzzli Gigant lub Maxi i są one naprawdę bardzo fajne.

Piankolina, ciastolina, piasek kinetyczny - ciastolina gości w naszym domu już od dawna, ale od mikołajek jest z nami piankolina i jest to strzał w dziesiątkę. Można z niej formować różne ciekawe kształty, zwierzątka, ostatnio udało nam się nawet ulepić sporego kota. Piankolina to takie małe kuleczki, podobne do styropianu, które się ze sobą łączą podobnie jak plastelina. Ich zaletą jest to, że nie wysychają, nie brudzą i nie zostawiają śladów na ubraniach. Niestety piasek kinetyczny to murowane sprzątanie w domu, za to ciastolina lubi zostawiać na ubraniach ślady. Piankolina dostępna jest w różnych kolorach, my oczywiście połączyliśmy nasze, więc mamy mix kolorów ;) A nasz kot prezentuje się tak:

Kot z piankoliny
Książki - nasza biblioteczka stale się powiększa, książki są czytane codziennie, więc w naszym wypadku każda książka to jeden z wymarzonych prezentów. Karolcia ma ich już całkiem sporo, a ja tylko zacieram ręce, że córka podziela moją pasję ;)

Gry planszowe - 2-3 latek spokojnie poradzi sobie z grami przeznaczonymi dla dzieci 3+. Na rynku jest całkiem spory wybór różnego rodzaju planszówek. Ja mogę polecić Wam dwie gry, które mamy i które się u nas sprawdzają i z pewnością jeszcze nam posłużą. Jedna to gra Kubuś uczy i bawi a druga to gra Peppa Party. Poświęcę im z pewnością osobny post wraz z relacją zdjęciową, bo gry są naprawdę godne polecenia.

A Wy macie już wybrane prezenty pod choinkę dla Waszych dzieci? :)
Chcesz cukierka? Idź do Gierka. Gierek ci da. Kopa w dupę i papa. Rymowanka z mojego dzieciństwa. Lubiłam ją, mimo że nie wiedziałam wtedy o co w niej chodzi. Nie o czasach PRL-u jednak dziś będzie, a o cukierkach i o tym co się za nimi kryje.

Źródło: pixabay.com

Odkąd mam dziecko poszerzyły mi się horyzonty, bo jak wiadomo, dopiero teraz niektóre sfery życia zaczęły mnie dotyczyć. I właśnie to, o czym zaraz napiszę to przykłady z życia, na które nigdy wcześniej nie zwróciłabym uwagi.

Idziemy sobie z Karolinką ulicą, rozmawiamy, mija nas jakaś starsza pani, zagaduje i pierwsze co robi wyciąga z kieszeni cukierka i chce go wcisnąć memu dziecku. Ja wiem, to miłe i wynika tylko z czystej dobroci serca, ale... No właśnie "ale" jest kilka. O tym zaraz.

Sytuacja druga. Jesteśmy w sklepie odzieżowym, oglądamy ubrania, podchodzi ochroniarz i nic nie mówiąc chce dać córce cukierka, gdzieś tam skitranego wcześniej po kieszeniach.

Ostatnia sytuacja, niemalże taka sama. Mija nas na schodach sąsiadka, chwilę rozmawiamy a ona nagle "oj taka słodka jesteś, nic więcej nie mam, ale masz tu cukierka".

Nasuwa mi się od razu pytanie, czy ci ludzie zawsze mają w kieszeni jakiegoś cukierka na czarną godzinę?! Może to przypadłość starszych, że ich kieszenie wypchane są właśnie cukierkami? Sama już nie wiem, ale ten fakt mnie trochę przeraża ;)

Jak zachowuje się Karolcia w takich sytuacjach? Ona z natury jest bardzo wstydliwa, nawet rodziny potrafi się wstydzić dopóki się nie przekona, więc po prostu się zawstydza. A później pyta mnie "czemu ten pan/pani do nas mówił/a?", "a co ten pan od nas chciał". I wtedy muszę walnąć moralizatorską gadkę o tym, jakie niebezpieczne może być wzięcie cukierka od obcej osoby. Tu pojawia się właśnie jedno "ale". Nie wiem, może jestem przewrażliwiona, ale sami pomyślcie, jeśli takie dziecko od małego zobaczy, że od obcych można wszystko brać, z każdym można rozmawiać to kiedyś może natknąć się na bardzo niebezpieczną sytuację. Świat nie jest usłany różami, nie jest kolorowo i uważam, że trzeba uczyć tego dziecko od małego. Tłumaczę więc jej to w sposób, który zrozumie 2,5 latka i chyba tylko to mi pozostaje...

Jest jeszcze jedno "ale", którego wiele osób nie może pojąć. To fakt, że moje dziecko cukierków nie je. Wiem, że jej to nie ominie, kiedyś zetknie się z tym złem jakim jest cukier w czystej postaci, ale póki mogę, będę ją od tego chronić. Wie co to cukierki, żeby nie było, że na nie kiedyś naszczeka ;) jednak uważam, że takie słodycze nie wnoszą w organizm nic dobrego, więc po prostu ich nie jemy. Gdy odmówiłam kiedyś wzięcia cukierka, mówiąc, że moje dziecko ich nie je, spotkałam się wtedy z opinią iż zabieram jej dzieciństwo. Ścięło mnie wtedy. Większych bzdur nie słyszałam, ale przecież "cukier krzepi"...


***

A na koniec coś z innej beczki. Ponownie biorę udział w Blogosferze Canpol i być może uda mi się zorganizować dla Was znowu jakiś ciekawy konkurs z bardzo zacną nagrodą właśnie marki Canpol. Jeśli blogujecie to Was również zapraszam :)

Jako, że ostatnio staram się zapewnić nam wiele rozrywek w ten jesienno-zimowy czas, postanowiłam, że na blogu powstanie seria postów "kreatywnie z dzieckiem", w których będę pokazywała różne pomysły na zabawy, prace plastyczne i "coś z niczego".

Niedługo Mikołajki, Boże Narodzenie, więc pokażę Wam jakie prace plastyczne w świątecznym klimacie możecie zrobić ze swoim dzieckiem. Wiadomo, że dwulatek nie robi wszystkiego sam, trzeba mu dużo pomagać, ale jestem pewna, że klejenie, pierwsze próby wycinania (oczywiście pod okiem rodzica!) sprawią mu wielką frajdę. 3-4 latek z pewnością zrobi większość rzecz sam. Przede wszystkim pozwólmy dziecku na to, aby robiło większość rzeczy samemu. Niech to będzie jego praca. Co z tego, że nie będzie idealna, przecież tu nie chodzi o to. Chodzi o dobrą zabawę i o to, aby dziecko się rozwijało. 

Zobaczcie co zrobiłyśmy w ostatnich dniach. 

1. Mikołaj z rolki po papierze toaletowym. 
Potrzebujemy: 
- rolkę po papierze toaletowym
- watę
- papier kolorowy
- bibułę (najlepiej czerwoną i białą)
- klej i nożyczki

Wybaczcie mi jakoś zdjęć. Chciałam dziś dodać tego posta i robiłam zdjęcia na szybko, bo dziś mamy dzień bez drzemki, więc trzeba szybko działać.
Z czerwonej bibuły tworzymy czapkę, jak to zrobimy jest to tylko nasza inwencja. Wytnijmy kawałek i pozwólmy dziecku przykleić ją na rolkę. Następnie praca dla nas, trzeba czapkę przewiązać (można białą bibułą) i wyciąć oczy i nos. Dziecko niech oczy i nos przyklei samo. Na koniec broda z waty. Również pozwólmy dziecku na jej przyklejenie. Od razu uczy się przy tym różnych tekstur. Chwila moment i Mikołaj gotowy :)

2. List do św. Mikołaja. 
Postanowiłam zrobić z Karolcią uproszczoną wersję listu. Najpierw wykropkowałam napis "list do świętego mikołaja" a Karolcia miała za zadanie połączyć kropki. Miała przy tym wiele zabawy, bo aktualnie bardzo lubi rysować po śladach, łączyć kropki czy próbować sił ze szlaczkami. Następnie dałam jej jedną z gazetek reklamowych pewnego dyskontu i powiedziałam, żeby zobaczyła, co chciałaby dostać od św. Mikołaja. Wybierała dokładnie, zastanawiała się, aż w końcu wybrała i nakleiła swoje "marzenia". Tak powstał jej list.


3. Bałwanek.
Tu sposobów jest wiele. Możemy bałwanka wykleić watą, białą bibułą zwiniętą w kulki lub też zrobić wydzierankę z papieru kolorowego. Karolcia sama narysowała bałwanka i jak widzicie nie ma on 3 brzuszków, ale jest jej :) wycięłam jej kapelusz, oczy, nos i guziki a ona je przykleiła. Ozdobiła go watą i bałwan gotowy. 

Jak widzicie nie potrzeba wcale wiele, aby zrobić takie świąteczne prace plastyczne. I jak również widzicie poradzi sobie z nimi nawet 2,5 latek. Możecie też takie dzieła zrobić na prezent dla dziadków. Zobaczycie jaka wielka będzie ich radość, gdy dostaną coś wykonanego przez dziecko :)
Czy Wam też tak czas ostatnio ucieka? Nie wiem czy to charakterystyczne dla dzisiejszych czasów, czy może dla rodziców, czy też to po prostu starość ;) w każdym razie zaraz zleci rok od naszej przeprowadzki, a ja czuję jakby to było wczoraj. Święta Bożego Narodzenia również wydawały mi się takie odległe, a tu już zaraz, za chwileczkę będziemy ubierać choinki. Pierwszy raz spędzimy Święta w nowym mieszkaniu :) Będzie magicznie. 

A jutro Karolcia kończy 2,5 roku i znów pytam: kiedy to zleciało? To jednak chyba przy dziecku czas tak goni. 

2,5 letnia Karolcia jest taka rozbrajająca i fajna. Nie mogę się nią nacieszyć i nachwalić. Gdy zostaje u babci i dziadka w dzień, a my jedziemy coś załatwić to jakoś tak cicho jest i dziwnie. Dom z nią jest weselszy, cały wypełniony miłością. Bo Karolcia jest ciągle wesoła, prawie wcale nie płacze (chyba, że mocno się w coś uderzy), całymi dniami śpiewa piosenki, które chłonie jak gąbka. Bunt dwulatka to już przeszłość i teraz naprawdę można się dogadać, bez żadnych fochów i problemów. A zabawa to jest dopiero coś! Karolinka potrafi się sama bawić i sobą zająć i to przez dłuższy czas. Zabawy, które wymyśla czasem nie mieszczą mi się w głowie. Musi mieć naprawdę rozbudowaną wyobraźnię. Oczywiście razem też się bawimy, ostatnim hitem jest zabawa w bibliotekę :) mąż się śmieje, że zawodowo skrzywiam dziecko (sama jestem po bibliotekoznawstwie) ;) ale ta zabawa to absolutny hit. Karolcia jest bibliotekarką, a ja czytelnikiem, później razem przeglądamy wypożyczone książki. Pewnie za jakiś czas jej przejdzie, bo zauważyłam, że ma fazy na różne rzeczy. Kiedyś dzień w dzień układała puzzle, jakiś tydzień temu, cały dzień rozwiązywałaby zadania dla dwulatków, naklejała naklejki, a teraz przegląda i czyta książki. I tak pół dnia :)

A tu wymyślony przez Karolcię namiot, który opierał się na krzesełku, kuchence i wózku do sprzątania. Pomysł własny :)
Wybaczcie mi, że ostatnio mniej mnie na blogu, ale miałam do zrobienia kilka ważnych projektów i drzemkę Karolci wykorzystywałam właśnie na to, ale już do Was wracam i mam nadzieję, że posty pojawiać się będą częściej :) 


Nie wiem jakim cudem ten temat nie zalazł się jeszcze na blogu. Jakoś całkiem wypadł mi z głowy, a uważam, że jest ważny.

Karolcia w tym miesiącu kończy 2,5 roku, śmiało mogłaby, więc iść do przedszkola (niektóre przyjmują już takie małe dzieci, jeśli są samodzielne i zgłaszają potrzeby fizjologiczne) lub oczywiście do żłobka. Jednak nie posłaliśmy jej, ze względu na to, że oboje z mężem pracujemy z domu, więc mamy ten komfort, że spokojnie możemy dzielić się opieką nad córką. Dodatkowo uważam, że mimo że Karolcia lubi dzieci, potrafi się z nimi bawić i dobrze radzi sobie w grupie, to nie jest gotowa na to, aby zostawać beze mnie. Wiem, że oczywiście by się przyzwyczaiła, ale nie chcę jej fundować takiego stresu, skoro sytuacja mnie do tego nie zmusza. Kiedy poślemy Karolcię do przedszkola? Póki co temat jest otwarty i do końca nie wiemy. Ciężko mi jest powiedzieć, jaka Karolcia będzie we wrześniu przyszłego roku, może będzie gotowa na przedszkole. Ale wstępny plan jest taki, aby poszła do przedszkola jako 4 latek.

Jako, że mamy jesień, a już niedługo zimę, pogoda nie sprzyja długim spacerom postanowiłam zapełnić Karolci jakoś czas i zorganizować jej jakieś zajęcia. Na szczęście w naszym mieście jest dość spora oferta zajęć dla takich maluchów. Z pewnością nie taka jak powiedzmy we Wrocławiu, ale póki co wystarczająca. Byliśmy na różnych zajęciach, ale najbardziej spodobały nam się te organizowane w bibliotece. Pasuje nam też dzień, godzina, więc wszystko dobrze się złożyło. A i Karolcia jest zadowolona i chętnie na nie chodzi. Są to zajęcia z rodzicami, więc nie ma stresu, że musi zostać sama.

Żródło: http://biblioteka.jelenia-gora.pl
Źródło: http://biblioteka.jelenia-gora.pl
Dodatkowo wraz z grupką znajomych ustaliliśmy sobie jeden dzień na takie "domowe przedszkole" i spotykamy się co tydzień u każdego z nas. Organizujemy wtedy dzieciom jakieś zabawy i kreatywne zajęcia, a one mogą pobyć ze sobą, porobić coś ciekawego i wspólnie się pobawić. My również mamy czas na pogadanie :)

Póki co więcej czasu jej nie zapełniałam, nie chcę jej przeładowywać. Chcę żeby z chęcią chodziła na takie spotkania i czekała na nie z radością. Czasem jeszcze zabieram ją do mojej mamy do przedszkola na rytmikę czy po prostu na zabawę, aby pobyła z różnymi dziećmi.

A w pozostałe dni robimy sobie różne prace plastyczne, wyklejamy, rozwiązujemy zadania z książeczek dla dwulatków, ale też mamy czas na wygłupy, nudę i oczywiście zabawę :)
Jak tam spędziliście długi weekend? Wypoczęliście? My spędziliśmy go w gronie rodziny, bowiem w odwiedziny przyjechała moja kuzynka z mężem i trzema córeczkami. Powiem Wam, że dawno tak nie wypoczęłam ;) Dziwne? Jak można wypocząć przy czwórce dzieci? Wyobraźcie sobie, że się da :) Owszem, pokój może i wyglądał jak po armagedonie, ale dziewczynki tak wspaniale się bawiły, że Karolcia przychodziła jedynie po to, aby się przytulić, napić czy zjeść. Co więcej wymyślały różne zabawy, a Karolcia, mimo że najmłodsza, to ciągle dotrzymywała im kroku.

Poza tym jestem z niej dumna, bo od wakacji zrobiła spory postęp w relacjach z dziećmi. Wcześniej była trochę wycofana, nieśmiała, a teraz pięknie się bawi, nie wstydzi się, rozmawia, a nawet w pewnych momentach szefowała ;) Cieszę się, bo zależy mi na tym, żeby miała dobry kontakt z dziećmi i nie bała się takich sytuacji.

Przez ten weekend naszła mnie też refleksja dotycząca rodzeństwa. Patrząc jak dziewczynki świetnie się bawią, jak dobrze się dogadują doszłam do wniosku, że nie możemy pozwolić na to, aby Karolcia była sama. Musi mieć rodzeństwo, bo dom z jedynakiem jest taki pusty. Ja wiem, że będą kłótnie, nieporozumienia, zazdrość, ale to normalne. Będzie też wspólna radość, zabawa i miłość, bo miłość siostrzana lub braterska jest jedyna w swoim rodzaju.

To chyba ten czas. To chyba czas, w którym jestem gotowa. Gotowa na drugie dziecko.

Źródło: pixabay.com

Wiecie co, myślałam, że ząbkowanie mnie już nie dotyczy. Całkiem o nim zapomniałam, o ja głupia! A przecież jeszcze zostały piątki... Te nieszczęsne piątki. Myślałam, że może chociaż one jedne wyjdą całkiem niezauważone i nagle powiem "mężu! nasza córka ma już wszystkie piątki!". O nie nie, nie ma tak łatwo.

Zaczęło się od słabego snu. Nie wiem kiedy się wyśpię, nie wiem kiedy odzyskamy z mężem w końcu swoje i tylko swoje łóżko. Chociaż nie powiem, te małe ciepłe ciałko jest tak słodkie, że w sumie aż tak bardzo mi to nie przeszkadza. Byleby tylko spało i nie wierciło się, nie kotłowało, nie gadało przez sen, nie szukało misia, kotka, owieczki i liska. Po prostu spało. I powiem Wam szczerze, że totalnie nie rozumiałam co się stało, że ta moja córa znów przestała sypiać w nocy. Bo naprawdę, na wakacjach i jakiś czas po nich nie mogłam narzekać na jej sen. Przesypiała do rana z małą wędrówką do nas wczesnym rankiem. Nie wiedziałam co jest powodem tego zepsucia, dopóki nie ujrzałam przebijającej się dolnej prawej piątki.
Całe szczęście drzemki w dzień są raczej spokojne i dość długie (nawet 2 godziny). Kiedyś te dziecko musi odespać.

W tamtym tygodniu do słabego snu doszedł brak apetytu i problemy brzuszkowe. Czyli taki ząbkowy standard. O czym również zapomniałam i przypomniałam sobie dopiero wczoraj, zachodząc przez kilka dni w głowę, czemu te moje dziecko nie chce jeść.

Pewnie się dziwicie, czemu skojarzyłam te fakty tak późno, ale ząbkowanie kojarzy mi się typowo z okresem niemowlęcym, który właśnie przez te ząbkowanie był ciężki jak cholera. A że przerwa w ząbkowaniu trwała u nas rok to już zdążyłam ten nieprzyjemny czas zakopać gdzieś w czeluściach mej świadomości.

Wiecie jaki jest plus tej całej ząbkowej historii? Że to już ostatnia prosta! Że tylko 4 piątki i ząbkowanie uznam za zakończone ;)

Z ciekawości wpisałam sobie w "szukaj na blogu" właśnie "ząbkowanie" i się przeraziłam. Tyle postów, w którym poruszam ten temat. Naprawdę dały nam te zęby popalić... ;)
Wyobraźcie sobie, że dziś mijają dokładnie 3 lata odkąd zaczęłam prowadzić bloga. Początkowo może nie wychodziło mi to aż tak dobrze, jak teraz, ale wierzcie mi, początki są trudne. W ciągu tego czasu na blogu pojawiły się nowe kategorie w tym chętnie odwiedzany przez Was dział "Zdrowie" i "Biblioteczka". Założyłam również profil na FB i Instagramie, gdzie również możecie śledzić nasze przygody :) Zmieniła się też szata graficzna, stali czytelnicy może pamiętają w  jakich kolorach była jeszcze jakiś czas temu ;) Liczba odsłon i stałych czytelników ciągle rośnie, co niezmiernie mnie cieszy. A każdy ślad zostawiony przez Was w postaci komentarza jest bardzo miły.



Postanowiłam w ten dzień zrobić zestawienie postów, które cieszą się największym powodzeniem. A więc do dzieła :)

1. Wycofane kaszki Holle. Nie dziwię się, że to właśnie ten post znalazł się na miejscu pierwszym. Kaszki Holle są bowiem chętnie kupowane ze względu na prosty i niezawierający cukru skład. Jednak w grudniu 2014 roku pojawiła się informacja o tym, że do partii kaszek dostały się dwie niebezpieczne substancje. Wiele z Was zapewne zaczęło szukać wtedy informacji na temat rodzaju wycofanych kaszek. Pomocną stroną może być w takich sytuacjach strona Państwowej Inspekcji Sanitarnej, gdzie znajdziemy Ostrzeżenia publiczne dot. żywności. Powiem Wam, że od czasu afery z Holle, odwiedzam tę stronę regularnie, aby być pewnym, że to co spożywamy jest w 100% zdrowe.

2. Jakie mleko modyfikowane wybrać? Drugie miejsce. I też nie jestem zdziwiona, bo jest to ważny temat. Wiadomo, że mleko modyfikowane nie zastąpi nigdy mleka matki, ale są różne przypadki, w których musimy po nie sięgnąć. Nie oceniam matek, które od razu decydują się na podanie noworodkowi mm, to ich sprawa, ale jeśli już chcą to robić, niech to robią z głową i wybiorą mleko pozbawione tony cukru, konserwantów czy chemicznych dodatków.

3. Jaki przewijak wybrać? Taki mały przegląd przewijaków. Opcja przewijak na komodzie nam się sprawdziła, ale kto wie, może przy drugim dziecku wybiorę coś innego :)

4. Nasz fotelik Maxi Cosi Citi - opinia. Wybór fotelika dla dziecka to niezwykle istotna rzecz (tak jak większość rzeczy, jak widać ;)). Moja opinia jest nadal niezmienna i uważam, że ten fotelik jest naprawdę bardzo fajny. Przy drugim dziecku również mamy zamiar go używać.

5. Nasza nowa spacerówka Baby Design Enjoy - opinia. To zrozumiałe, że szukacie opinii o wózkach przed ich zakupem. Zależy Wam, aby wózek był funkcjonalny, wygodny. Po prawie dwóch latach użytkowania właśnie tej spacerówki mogę śmiało stwierdzić, że jest sprawdzona i ani razu nas nie zawiodła. Jeśli chcecie przeczytać więcej zapraszam TU -> opinia po roku użytkowania Baby Design Enjoy.

Kolejne 5 miejsc pozostawiam bez opisu, bo Karolinka stwierdziła dziś, że ma "gdzieś" drzemkę i urzęduje koło mnie, przez co nie do końca mogę się skupić :)

6. Test pieluch jednorazowych.
7. Pomysły na obiad dla 9-miesięcznego dziecka.
8. Zdrowe żywienie - czystek. 
9. Bunt dwulatka.
10. Pierwsze ataki gniewu

Na koniec jeszcze raz chciałam Wam podziękować za to, że jesteście, że komentujecie, że sprawiacie, że mam dla kogo pisać :) A czego sama sobie bym życzyła? Żeby wena nigdy mnie nie opuszczała, żebym miała więcej czasu (choć to pewnie nierealne) i dużo nowych pomysłów :)
Dzieci jak to dzieci chorują. Niektóre często, niektóre rzadziej. Jednak chyba każda mama 2,5 latka ma za sobą chociażby drobną infekcję. Jeśli nie to super, gratuluję odporności. U nas całe szczęście (odpukać) póki co zdarzały się katary, jakieś gorączki max. 3 dniowe, więc mogę powiedzieć, że Karolcia odporność ma dobrą i mam nadzieję, że tak już zostanie. Chociaż pewnie jak pójdzie do przedszkola to dopiero się zacznie...

Nie jestem lekarzem, nie jestem ekspertem żywienia, ale interesuję się tematem zdrowia, zdrowego żywienia, więc opowiem Wam jak wygląda wzmacnianie odporności w naszym domu. Póki co mieliśmy za sobą tej jesieni jeden dzień kataru, więc chyba idzie nam całkiem nieźle.


Pyłek pszczeli to bogactwo witamin, składników mineralnych, a także białek i wolnych aminokwasów. Dzięki temu wzmacnia organizm i podnosi odporność. Pyłek pszczeli najlepiej rozpuścić w miodzie i zrobić sobie kurację trwającą od 1 do 3 miesięcy. Przyjmować 2 razy dziennie, najlepiej przed jedzeniem. Na początek dobrze jest spróbować czy pyłek nas nie uczula i jeśli wszystko jest dobrze rozpocząć kurację. Dzieciom od 3 roku życia można podawać dziennie 10g pyłku. Ja dopasowałam to pod siebie i Karolcia dostaje go mniej. 

Olej kokosowy. Koniecznie musi być nierafinowany, zawiera bowiem więcej cennych składników i jest zdrowszy. Możemy stosować go do wszystkiego. Do smarowania chleba, smażenia, dodawania do ciast. Dlaczego jest on taki zdrowy? Przede wszystkim dlatego, że zawiera unikalne połączenie kwasów tłuszczowych. Mimo, że jest olejem to reguluje metabolizm i pomaga obniżyć poziom cholesterolu we krwi. Poza tym działa antywirusowo i antygrzybicznie. Ja jestem w nim zakochana i używam go praktycznie do wszystkiego.

Kasza jaglana. Kiedyś niedoceniana, dziś bardzo modna i dobrze, bo jest bardzo zdrowa. Ma dużo cennych witamin i jest zasadotwórcza, a wielu z nas ma problemy z zakwaszeniem organizmu. Ponadto ma właściwości antywirusowe i rozgrzewa, dlatego dobrze ją jeść w czasie kataru, bowiem zmniejsza stan zapalny błon śluzowych.

Syrop z czarnego bzu. Oczywiście ten domowy. Możemy zrobić go z kwiatów lub z owoców. My aktualnie pijemy ten z owoców. Zawiera on szczególnie dużo witaminy C i prowitaminy A, ale także sole mineralne i pektyny. Ma właściwości przeciwbólowe, odtruwające organizm. Bardzo polecany jest przy gorączce bo działa napotnie. Łagodzi również kaszel.

Podałam Wam same dary natury. Nie bierzemy bowiem sztucznych suplementów diety (poza witaminą D, która jest zalecana ze względu na małe nasłonecznienie jesienią i zimą), staramy się dobrze odżywiać, ograniczyliśmy cukier i produkty przetworzone do minimum. Poza tym dużo ruchu na świeżym powietrzu, spacery nawet w deszcz i kontakt z dziećmi na salach zabaw i na zajęciach zorganizowanych, aby Karolinka nie była odizolowana od różnych zarazków. Póki co nasza recepta na zdrowie nam służy i mam nadzieję, że tak pozostanie. 

A jak wygląda odporność u Waszych dzieci? Często chorują? Macie jakieś swoje sposoby na wzmocnienie odporności? Dzielcie się swoimi doświadczeniami w komentarzach :)
"Jesteś teraz w ciąży, musisz jeść za dwoje" - która z Was nie słyszała tego tekstu? Chyba mało która. Moja babcia lubiła tak powtarzać, a ja odpowiadałam, że mam nie jeść za dwoje, a dla dwojga. Nie chodzi przecież o ilość zjadanych posiłków, a o ich jakość. Nie do końca to do niej docierało - wiadomo jak to jest z babciami ;)

Dla kobiet, które planują zajść w ciążę lub już noszą maluszka w brzuszku, chcących zmienić swoje nawyki żywieniowe powstał krótki poradnik "Jedz dla dwojga, nie za dwoje" Anny Rogulskiej. Z własnego doświadczenia wiem, że bardzo łatwo jest zmienić swój sposób żywienia właśnie w ciąży. Sama tak miałam. Co prawda już jakiś czas przed zajściem w ciążę sprawdzałam skład kupowanych produktów, kontrolowałam to, co jem, ale w ciąży zdrowe żywienie stało się dla mnie jeszcze ważniejsze, a tak na całego rozhulałam się, gdy rozszerzałam dietę Karolci.



Czasem jednak nie wiemy od czego zacząć, na co zwracać szczególną uwagę. Warto wtedy sięgnąć po jakiś poradnik, który nam w tym pomoże. Ze swojego doświadczenia mogę polecić Wam właśnie "Jedz dla dwojga, nie za dwoje" z Wydawnictwa PZWL, bo zawarte w nich informacje to samo sedno. Książka jest krótka, zaledwie 130 stron, więc przeczytamy ją bez problemu, a wiem, że niektórych ilość stron przeraża ;)

W poradniku zawarte są najbardziej istotne informacje:
- kiedy zacząć się zdrowo odżywiać i co jeść?
- jak się odżywiać, gdy kilogramów jest za dużo lub za mało?
- co jeść, by jeść dla dwojga, a nie za dwoje?
- czego powinna unikać w diecie przyszła mama?
- jakie składniki wybierać, by przygotować zbilansowany posiłek?
- jak radzić sobie z mdłościami, zgagą lub apetytem na słodycze?
- jakie produkty włączyć do diety, by uniknąć zapalenia pęcherza  moczowego,
anemii czy zapobiec pękaniu naczynek?


Autorka dodała również propozycję tygodniowego menu, które jest świetnym pomysłem. Gdy zaczynamy odżywiać się zdrowo, nie jest już tak łatwo zaplanować obiad czy kolację, coś o tym wiem. Z przykładowego jadłospisu nie musimy korzystać w 100%, możemy potraktować to jako inspirację do stworzenia własnych potraw. Aczkolwiek powiem Wam, że jest naprawdę bardzo fajnie skonstruowany.

A co Wy sądzicie o takim poradniku?
Czy u Was też jest taka beznadziejna pogoda? Ja rozumiem, że jesień, że zimno. Niech tak będzie. Ale do cholery, może chociaż na chwilę wyszłoby słońce? Już chyba z 2 tygodnie jesteśmy w krainie deszczowców, wiecznej szarówki. Mimo to staram się, abyśmy codziennie wyszły z domu, nawet w deszcz, bo idzie zwariować. Postanowiłam sobie umilić tę niefajną pogodę zdjęciami z wakacji i napisać Wam moją obiecaną relację z Torunia (Trójmiasto już odpuszczę, pewnie większość z Was już dawno zapomniało o wakacjach ;)).

Wracając z nad morza postanowiliśmy odwiedzić Toruń, miasto, w którym nigdy nie byliśmy, a zawsze nas tam ciągnęło. Toruń bardzo miło nas zaskoczył, wręcz wróciliśmy stamtąd oczarowani. Piękna starówka, dużo różnych zabytków, a co najważniejsze sporo atrakcji dla dzieci i to nie byle jakich. Mieliśmy zaledwie dwa niecałe dni, więc obeszliśmy wszystko szybko i odwiedziliśmy tylko dwa miejsca dedykowane dzieciom, ale z pewnością jeszcze tam wrócimy i nadrobimy całą resztę.

Wieczorem, wracając ze starego miasta zaszliśmy na plac Rapackiego zobaczyć pokaz multimedialnej fontanny Cosmopolis. Fontanna jest niewielka i nie ma co porównywać jej do tej wrocławskiej, ale również robi wrażenie. W szczególności na dzieciach, które mogą biegać bardzo blisko niej. Swoją konstrukcją fontanna nawiązuje do Układu Słonecznego. Pokazy można oglądać od kwietnia do października w godzinach wieczornych. Wstęp wolny.


Na drugi dzień wybraliśmy się do Centrum Nowoczesności Młyn Wiedzy. Jest to miejsce, w którym znajdują się różne wystawy stałe i czasowe dotyczące różnych zagadnień naukowych. Niektóre dostosowane są do młodszych dzieci np. "Rzeka" czy "przeŻycie", a inne dla starszych. Jednak każdy znajdzie tam coś dla siebie. My, dorośli, bawiliśmy się tam jak dzieci :) a Karolinka, mimo że 2-latka też była zachwycona. Spędziliśmy tam dobre kilka godzin, a tak naprawdę można by było siedzieć tam cały dzień. 

Ogromne wrażenie zrobiła na mnie i na moim mężu wystawa o Kosmosie. Można było poczuć się jak na stacji kosmicznej, zobaczyć widok z Kosmosu na Ziemię, a także wysłuchać różnych kosmicznych dźwięków. Normalnie czad, szczególnie dla fanów Kosmosu. 


Najfajniejszą wystawą wg mnie i Karolci jest "Rzeka". Świetna zabawa dla takich maluchów. Karolcia wyszła stamtąd cała mokra :) Poniżej macie zdjęcia właśnie z tej wystawy. 









 Jedna z wystaw nosi nazwę "Przebudowa" i jest to pokój wypełniony ogromnymi klockami, z których można zbudować co się tylko chce. Karolci też bardzo się tam podobało.



 Atrakcje, które zostawiliśmy sobie na drugi raz, również ze względu na wiek Karolinki, to Planetarium i Żywe Muzeum Piernika. W Planetarium wstęp dla dzieci jest bodajże od 4 roku życia, sądzę, że Karolcia, mimo że jest bardzo wytrzymała i mnie zadziwia, to jednak na takie Planetarium była jeszcze za mała. Z kolei do Muzeum Piernika bardzo chcieliśmy iść, ale czasu nie starczyło. Z Muzeum można zobaczyć jak kiedyś pieczono pierniki i samemu je upiec. Świetna zabawa dla małych i dużych.

Starówka, Bulwar nad Wisłą, małe uliczki Starego Miasta - tam można spacerować w nieskończoność. Toruń to zdecydowanie jedno z najbardziej urokliwych miast.






Jeśli nigdy nie byliście w Toruniu, a macie w miarę blisko to jedźcie koniecznie. Spodoba Wam się to miasto, ma naprawdę niepowtarzalny klimat. A jeśli tam mieszkacie, to zazdroszczę ;)
Jeśli ktoś śledzi mojego bloga od dawien dawna, wie jakie mam zdanie na temat suplementów diety, również tych dla kobiet w ciąży. Jeśli jesteście ciekawi mojego zdania to odsyłam tutaj (post powstał prawie 3 lata temu, a moje zdanie jest na ten temat nadal takie samo). Z tego co napisałam wtedy przytoczę tylko jedno, ważne zdanie. Do tej pory udowodniono, że jedynie kwasy omega 3 i 6, witamina D i kwas foliowy (przyjmowane w formie tabletek) nie są szkodliwe dla organizmu i są przez niego odpowiednio przyswajane. I dziś będzie właśnie o tego rodzaju suplementacji. A konkretnie o suplemencie mumomega.


mumomega to suplement diety dla kobiet w ciąży i karmiących piersią, ale również tych, które dopiero planują mieć dziecko. Jest bogaty w DHA olej z ryb morskich i olej z wiesiołka, które są produkowane wg standardów farmaceutycznych. Środek spełnia kryteria UE i WHO oraz jest polecany przez Polskie Towarzystwo Ginekologiczne. Dlaczego jest taki dobry?

Przede wszystkim jego zaletą jest to, że jest naturalny i nie zawiera chemii, a jak w wiadomo jest to bardzo ważne nie tylko w ciąży. Sami zobaczcie jaki ma skład.


Skład jest krótki i bardzo prosty. Olej z ryb (omega 3), żelatyna, olej z wiesiołka (omega 6), substancja wiążąca (glicerol) i przeciwutleniacz alfa-tokoferol (naturalna witamina E). Wszystko fajnie, ale pewnie spytacie z jakich ryb ten olej i czy mamy pewność, że nie jest zanieczyszczony. Źródłem oleju są mięśnie ryb z niezanieczyszczonych mórz południowych (okolice Chile), które zawierają szczególnie duże ilości DHA. Producent zaznacza na opakowaniu, że olej ten jest certyfikowany przez międzynarodowe organizacje IFOS i FOS. 


Tabletki te mają tylko jedną wadę. Są ogromne! I osoby, które mają problemy z połykaniem dużych tabletek mogą mieć spory problem. Całe szczęście producent na opakowaniu pokazuje jaki jest rzeczywisty rozmiar tabletki, co jest moim zdaniem dużym plusem, bo nie kupujemy w ciemno. 


Produkty ten pozytywnie mnie zaskoczył, dlatego dzielę się tym z Wami. Nie wiem czy będę suplementować się nim będąc w ciąży (będę musiała skonsultować to z moim ginekologiem). Ale teraz przed planowanymi staraniami wraz z kwasem foliowym mam zamiar go zażywać. Pamiętajcie bowiem o tym, jeśli planujecie ciążę kwas foliowy bierzcie kwas foliowy 3 miesiące przed rozpoczęciem starań :)
Doszłam do wniosku, że powinnam mieć cały dzień włączony dyktafon, bo rozmowy jakie toczą się między nami a naszą już prawie 2,5-latką są nie do podrobienia. Buzia jej się nie zamyka, a te gadanie jest takie słodkie, że za każdym razem się rozczulam. No chyba, że jest czas planowanej drzemki, która z niewiadomych powodów została zaniechana i ja, przyzwyczajona do średnio 1,5 godzinnej ciszy, mam zamiar uciec do lasu ;) Ale to tylko wyjątki, bo w większości czasu jest naprawdę śmiesznie :)

Oto sytuacja z dzisiaj. Jedziemy autem, Karolcia widzi za oknem małego pieska.
K. Chciałabym mieć takiego pieska. 
Ja. A wolałabyś kotka czy pieska?
K. Chciałabym mieć totka, a jak totek się skończy to małego pieska. 
Ja. A co to znaczy, że kotek się skończy?
(myli jej się ciągle "po co" z "dlaczego" i z "czemu")
K. Po co się skończy? Skończy się to juć go nie będzie i będzie nam smutno.

Czasem przeraża mnie ta jej świadomość ;) ale lubię zadawać jej pytania o znaczenia różnych wyrazów, bo mogę naprawdę ciekawych rzeczy się dowiedzieć. Chociaż w zadawaniu pytań póki co mistrzynią jest jednak Karolcia :) Nie sądziłam, że dziecko w tym wieku ma tak rozbudowane pytania. Umiejętnością przywiezioną z wakacji są pytania "co tak śmierdzi? ", "co tak pachnie?". Z tego też wychodzą różne śmieszne historie, których teraz akurat nie przytoczę, bo chyba naprawdę musiałabym chodzić z kajetem i ciągle zapisywać. W tych całych rozmowach najfajniejsza jest ta szczerość dziecka, które nie zastanawia się w danej chwili czy może coś powiedzieć, czy może jednak lepiej się wstrzymać. Przykładem jest sytuacja z auta, kiedy pies siada obok niej, a ona mówi "śmierdzi moim pieskiem" ;) Nie martwcie się, pies jest kąpany ;)
Pamiętam, że jak byłam mała, moja kuzynka miała książkę, którą uwielbiałam oglądać. Była to książka, która polegała na złudzeniu optycznym. Książka ta nazywała się Magiczne Oko Disney i zawierała trójwymiarowe iluzje. Jak ja się cieszyłam jak udało mi się w niej coś dostrzec ;)

Teraz trafiłam na książkę, która wzbudziła we mnie bardzo pozytywne emocje i przypomniała dzieciństwo. Mam na myśli wydaną niedawno książkę Patrici Geis "Królik Iluzjonista i Festiwal Sztuk Magicznych" wydaną przez Wydawnictwo IUVI. Książka miała swoją premierę 28 września, więc jest jak świeża bułeczka ;)


W książce znajdziecie ponad 25 magicznych sztuczek i iluzji. Nie będę Wam zdradzać całej zawartości książki, macie jedynie namiastkę tego, co czeka Was w środku :)




Moim zdaniem książka ta przeznaczona jest dla starszych dzieci. Z pewnością spodoba się dzieciom z pierwszych klas podstawówki. Większość iluzji wymaga skupienia, ale kto wie, może przedszkolaki też dałyby sobie z nią radę? W każdym bądź razie książka jest super i pasuje mi do opcji "książki w prezencie". Nie będzie służyła jedynie do czytania, a do zabawy, a wiadomo, że dzieciaki najbardziej cieszą się rzeczy, którą mogą się pobawić ;)
Nie będę pisać elaboratów na temat tego co dzieje się aktualnie w naszym kraju. Napiszę tylko jedno. Jeśli chcecie decydować same za siebie, jeśli chcecie mieć prawo wyboru, jeśli chcecie czuć się bezpiecznie w kraju, w którym mieszkacie, wyjdźcie dziś na ulice. Chociaż na chwilę. Podpiszcie się, wyraźcie swój sprzeciw. Nie bądźcie bierne i wyłączcie myślenie, że to pewnie i tak nic nie da. Właśnie dziś bądźmy dobrej myśli, złączmy się, aby w końcu doszło do tych u władzy, że nie jesteśmy obojętne na to, co się wyprawia. Nie jestem za aborcją, chociaż jakby była ogólnie dostępna, to czy byłoby to coś złego? Każda kobieta powinna decydować o sobie. Ma własne sumienie. Jest wolnym człowiekiem. Chociaż jak tak dalej pójdzie, to czy coś nam z tej wolności zostanie...?

#czarnyprotest
#czarnyponiedziałek
#strajkkobiet


Ostatnio na blogu padło zdanie, że planujemy drugą ciążę. Tak właśnie. Podjęliśmy decyzję, że Karolcia będzie miała rodzeństwo i wkrótce zabieramy się do roboty ;) Czemu nie szliśmy na żywioł tylko wszystko planujemy? A to dlatego, że do tej pory chcieliśmy jeszcze trochę pożyć. Niektórzy się oburzą, że jak to, ale jak się miało mocną siódemkę (mąż się śmieje, że w 10 stopniowej skali trudności dzieci, Karolcia to właśnie mocna 7 ;)) to trzeba odsapnąć. Z drugiej strony nie chcieliśmy za dużej różnicy wieku, więc też nie ma co zwlekać. Mam nadzieję, że nasze plany zakończą się sukcesem.

Przeglądając Internety wpadają mi do głowy różne akcesoria ciążowe i wyprawkowe, których przy Karolci nie miałam, a zawsze chciałam mieć. Wiele wydatków związanych z kompletowaniem wyprawki odejdzie (chyba, że hormony ciążowe uderzą mi do głowy ;)), więc będę mogła sobie pozwolić na inne rzeczy. 

Wiecie czego nie miałam, a co uważam za must have? Cebuszki! Nie wiem, jak mogłam pominąć ją w swojej liście wyprawkowej, ale całe szczęście już wkrótce sobie to odbiję :)

Kojarzycie Cebuszkę? Wiecie czym jest? Jeśli nie to już wyjaśniam. 

Cebuszka ma różne zastosowania i produkowana jest przez firmą Ceba Baby. Może służyć kobiecie w ciąży w znalezieniu idealnej pozycji do snu czy siedzenia, może być używana przy karmieniu maluszka lub służyć jako podparcie dla siedzącego malucha. Poduszka wypełniona jest atestowaną mikroperłą styropianową, która jest bardzo trwała i idealnie dopasowuje się do kształtu ciała.

Do wyboru macie 3 rodzaje Cebuszek, w wersji welurowej lub dżersejowej.

1. Cebuszka Duo (do spania). Przyda się w szczególności w zaawansowanej ciąży, kiedy to znalezienie w nocy idealnej pozycji do spania graniczy z cudem. Będąc w ciąży z Karolcią zwijałam więc jedną kołdrę i kładłam na niej nogę, aby wygodnie leżeć na boku. Mając taką Cebuszkę nie miałabym takiego problemu. Powiem Wam więcej, spanie w ten sposób zostało mi do dziś, dlatego już teraz korzystam z niej i śpi mi się bardzo wygodnie. To zasługa dwukomorowej budowy Cebuszki Duo. Część przeznaczona do położenia głowy wypełniona jest miękką kulką silikonową, a reszta poduszki mikroperłą.
http://sklep.cebababy.eu/B2B/productRange?pindex=0_4
2. Cebuszka Mini (do karmienia). Najpierw w ciąży mamy problem ze znalezieniem sobie dobrej pozycji do spania, a później bardzo często świeżo upieczone mamy nie mogą początkowo znaleźć idealnej pozycji do karmienia. Z pomocą przychodzi Cebuszka mini, która właśnie ma pomóc nam w karmieniu noworodka. Z doświadczenia wiem, że taka poduszka bardzo się przydaje. Ja sama początkowo kładłam sobie na nogi poduszkę, aby było mi wygodniej karmić malutką Karolinkę. Jednak nie było to takie komfortowe. Z taką Cebuszką karmienie byłoby prostsze. Ale nie tylko do karmienia może posłużyć nam ta mała wersja Cebuszki. Karolcia upodobała ją sobie do siedzenia, tak w ogóle ją sobie upodobała. Bo jak tylko zobaczyła co przyszło w paczce od razu rzuciła się na Cebuszkę Mini. Któregoś dnia weszłam do jej pokoju, a Karolcia udawała, że karmi swoją lalę używając przy tym Cebuszki. Widok był przesłodki :)
Sesja odbyła się oczywiście przy pomocy mojej małej asystentki
http://sklep.cebababy.eu/B2B/productRange?pindex=0_3
3. Cebuszka Multi. To tak naprawdę połączenie funkcji Cebuszki Mini i Cebuszki Duo. Jest to opcja ekonomiczna, gdy nie możemy pozwolić sobie na dwie poduszki, najlepiej wtedy wybrać właśnie tą, ponieważ będziemy mogły wykorzystać ją zarówno w ciąży jak i po porodzie. Moja koleżanka przez całą ciążę spała właśnie z Cebuszką Multi i była bardzo zadowolona. Po porodzie używała jej przy karmieniu synka, a gdy był już troszkę większym niemowlakiem układała mu z niej milutkie gniazdko.
http://sklep.cebababy.eu/B2B/productRange?pindex=0_1
Najlepsza zabawa to oczywiście kotłowanie się na łóżku ;)
 Na koniec chciałam Wam przedstawić, moim zdaniem, najważniejsze zalety Cebuszek:
- zdejmowany pokrowiec, który można prać w pralce
- możliwość dokupienia wypełnienia
- różnorodność wzorów, każda z Was z pewnością znajdzie wzór stworzony dla siebie
- a co najważniejsze jest to polski, atestowany produkt.

Jakie jest Wasze zdanie na temat takich poduszek? Korzystałyście z nich podczas ciąży? Ja osobiście jestem nimi zachwycona i z pewnością posłużą nam na długo. 
Ja wiem, że już po wakacjach, że już tak jesiennie się robi. Nie wiem jak u Was, ale u nas od kilku dni brak słońca i takie zimno, że aż z domu nie chce się wychodzić. Nagły spadek temperatury to nie jest to co lubię. Czekam na wrzesień pełen słońca, taki jak był i może jeszcze końcówka tego miesiąca nas rozpieści. A póki co myślami wracam do naszych wakacji i wspominam jak bardzo były udane.

Na końcu Helu
Relacja z naszych wakacji miała powstać już dawno, ale zanim się ogarnęłam jest już jak widać końcówka września. Mimo to dodam to co miałam w planach, bo jestem pewna, że planując przyszłe wakacje sięgnę sama do tych wspominek, a mam nadzieję, że Wam również pomogę w snuciu kolejnych wakacyjnych planów.

Wiadomo, że nad morzem spędzamy głównie czas na plaży, ale jak pogoda nie dopisuje staramy się jakoś zorganizować ten czas. Chociaż może nie wszyscy z Was lubią wylegiwać się na plaży i zwiedzają pobliskie miejscowości. My tak pół na pół ;)

Jeśli kiedyś będziecie z dziećmi w okolicach Półwyspu Helskiego, Jastrzębiej Góry czy małego Trójmiasta to koniecznie odwiedźcie te miejsca.

1. Fokarium na Helu. Może szału nie robi, ale dla dziecka naprawdę warto tam pójść. W szczególności w porze karmienia, bo poza nią chyba za wiele nie zobaczymy. Karmienie fok połączone jest z ich treningiem, więc zobaczymy różne focze sztuczki. Poza tym, że była masa ludzi (!), mimo że był to koniec sezonu, to było warto, bo Karolince się podobało. Bilet wstępu kosztuje grosze - jedyne 5 zł. A całość ze sprzedaży biletów przeznaczone jest oczywiście na foki i fokarium.

Takie tłumy właśnie
2. Hel. Moim zdaniem jest to miejscowość, którą należy odwiedzić bezwzględnie będąc w tamtych rejonach. Klimat tam panujący, te małe domki, piękny kościół w cegle i to, że dalej już nie pojedziesz ;) robi naprawdę wrażenie. Poza tym jeśli ktoś interesuje się militariami znajdzie tu raj. Bunkry, muzea wojskowe, fortyfikacje - sporo tam tego.

Hel
3. Rewa. To mała wioska rybacka, której atrakcją jest "miniaturowy Półwysep Helski". Tak sobie go nazwałam, bo tak naprawdę to niewielki cypelek, pas piasku oddzielający na Zatoce. Tym się różni od Helskiego, że oddziela wody zatoki, a nie zatokę od morza. Mam nadzieję, że wiecie o co mi chodzi ;) A wygląda to tak:

Rewa. Pogoda w ten dzień niestety nie sprzyjała
4. Aquapark w Redzie. Jeśli traficie na brzydką pogodę warto odwiedzić ten Park Wodny. Sądzę jednak, że w środku sezonu, w deszczowy dzień są tam tłumy. Jest to bowiem jedyny fajny aquapark w pobliżu. Nie mam zdjęć, więc krótko go opiszę, a jak będziecie chcieli zobaczyć jak wygląda wyszukacie go w Internecie. Jest to basen inny niż wszystkie, bowiem wiele atrakcji odbywa się na pontonach. Dzika rzeka, zjeżdżalnie, basen z falą - wszędzie siedzicie na pontonach. Śmiałam się, że jeszcze nigdy nie wyszłam taka sucha z basenu. Ma to swoje plusy i minusy. Przy dużej ilości ludzi pontonów pewnie braknie. Sam basen wzbudził we mnie mieszane uczucia. Może dlatego, że był nowo otwarty i wiele jest niedociągnięć. Na duży plus brodzik dla dzieci, z różnymi zjeżdżalniami i statkiem. Karolcia nie chciała stamtąd wychodzić tak bardzo jej się podobało. No i na duży minus cena. Za 3 godziny za 2 osoby dorosłe zapłaciliśmy 120 zł! Uważam, że to o wiele za dużo. (Opis tego aquaparku znajdziecie również w poście Aquaparki godne polecenia)

Wypisałam Wam tylko te "atrakcje", które widzieliśmy i spodobały się nam. Nie mieliśmy zbytnio czasu na korzystanie z reszty dostępnych tam rozrywkowych miejsc ze względu na pogodę, która się udała, więc większość czasu spędziliśmy na plaży.

Na koniec dwie miejscówki, w których śmiało możecie zjeść będąc w tamtym rejonie. Bo jeśli chodzi o jedzenie to jesteśmy ciężkimi ludźmi ;) Jesteśmy wybredni, ale nie pod względem tego, że wielu rzeczy nie jemy, ale chodzi o to, że skoro płacimy niemałą raczej kasę to chcemy zjeść dobrze i zdrowo.

1. Lody u Kojota. Niebo w gębie! Lody naturalne i to czuć, nie jakaś ściema jak w większości lodziarni. Lody robione na miejscu, smaki takie, że głowa mała. W pamięci mam ciągle smak palonego masła, gdzie czuć było na języku prawdziwe masło. Pychota! Sami zobaczcie :)

Lody w czarnym wafelku czekoladowym
2. Restauracja Papay w Jastrzębiej Górze. Naprawdę porządna restauracja, w której jadłam chyba najpyszniejszą pomidorówkę (oprócz własnej rzecz jasna ;)) i pierogi ze szpinakiem i wędzonym łososiem. Spodziewałam się oczywiście mrożonego szpinaku w tych pierogach, bo przecież większość idzie na łatwiznę, ale dostaliśmy pyszne pierogi ze świeżym szpinakiem w takiej ilości, że jedną porcję najedliśmy się w dwójkę.


I to by było na tyle. Przygotowuję Wam jeszcze wpis dotyczący fajnych miejsc w Trójmieście i Toruniu, w którym się zakochałam :)