Wszem i wobec przyjęło się, że na urodziny dziecka to ono właśnie obdarowywane jest prezentami. To świetnie, ale co z mamą, która je urodziła i nosiła 9 miesięcy? Nie uważacie, że jej też należałby się w ten dzień prezent? :) Czas zmienić tradycje i w ten dzień sprawić przyjemność również sobie. Panowie, jeśli mnie czytacie, zróbcie w dzień urodzin swojego dziecka niespodziankę mamie i przynieście jej bukiet kwiatów czy czekoladki. Oklepane? Trochę tak, więc mam dla Was coś lepszego. Biżuterię handmade ze zdjęciami marki LadyBee.

W swojej ofercie mają przepiękne bransoletki z rzemyków (w wersji skórzanej i eko), w różnych kolorach z zawieszkami, na których mogą być umieszczone zdjęcia, które sobie wybierzecie, breloczki ze zdjęciami, naszyjniki, a od niedawna również bransoletki z rzemyków dla mężczyzn. Z pewnością, każdy znajdzie coś, co go w pełni zadowoli :)

Ale ja tu o mamach, a przecież taki prezent możecie równie dobrze sprawić swojej ukochanej/ukochanemu na zbliżające się walentynki (jeśli oczywiście je obchodzicie). Pomysł takiej biżuterii możecie wykorzystać również na Dzień Matki. Z pewnością znajdziecie okazję, która idealnie będzie pasowała, do wybranej przez Was biżuterii.

A teraz zobaczcie jakie mam cudo :)

Przyszło do mnie pięknie zapakowane
Zawieszki ze zdjęciami ukochanych osób
A tak oto prezentuje się na ręce :)
Piękna, prawda? Jeśli chcecie zobaczyć pełną kolorystykę i pozostałe produkty zapraszam na stronę LadyBee.pl

Nie będę samolubna i mam coś dla Was :) Mały konkursik! Decydować będzie szczęście - losowanie.
Do wygrania są dwa kupony zniżkowe -50% na zakupy w sklepie LadyBee.pl.

A oto zasady zabawy:
1. Polub lub już bądź fanem profilu na Facebook'u mojego bloga (https://www.facebook.com/bedemamusia/)
2. Polub lub już bądź fanem LadyBee na Facebook'u (https://www.facebook.com/ladybeepl)
3. Udostępnij u siebie na Facebook'u grafikę konkursową.
4. Konkurs trwa od dziś 30.01.2016 r. do 6.02.2016 r.
5. W wyniku losowania wyłonię dwie osoby, do których trafią kupony rabatowe.
6. Wyniki zostaną ogłoszone w tym poście oraz na Facebook'u 7.02.2016 r.

Zapraszam do zabawy i życzę Wam powodzenia!


EDIT: Wylosowałam dziś dwie osoby, do których trafią kupony rabatowe. Zwyciężczyniami są: Marta Magdalena Giedrojć i Gosia Dembińska. Gratuluję! Proszę o kontakt, w celu wysłania kuponu.
Ostatnio sen z powiek spędza mi nasza przeprowadzka. Tak długo na nią czekałam. Przecież szukaliśmy wymarzonego mieszkania aż pół roku! W tym czasie oglądnęliśmy tyle różnych mieszkań i domów, że ze spokojem mogłabym zatrudnić się w biurze nieruchomości ;) Jeszcze z 2 tygodnie i będziemy na swoim, na nowym :) Nie mogę się doczekać, tym bardziej, że czeka nas urządzanie.

Dlatego musicie mi wybaczyć, ale ostatnio mam trochę mniej czasu na bloga. Ubolewam nad tym, ale jak już będzie po wszystkim to mam zamiar nadrobić wszelkie zaległości. Może jak będziemy bliżej dziadków Karolci to przestanę cierpieć na notoryczny brak czasu? :)

A co nowego poza tym?
Karolcia za 3 dni kończy 20 miesięcy. Czas mnie zaskakuje. Ledwo witaliśmy Nowy Rok, a tu już koniec stycznia. Strach się bać. Malizna nasza z dnia na dzień robi się coraz bardziej pocieszna i ma dni, że bardzo ładnie potrafi się zająć sobą i sama ładnie się bawi. Wymyśla czasem takie zabawy, że aż jestem w szoku. Wozi w wózku lalki, gotuje przy kuchence, kładzie lale spać i śpiewa im ulubioną piosenkę o żabce. Nieźle przy tym fałszuje ;) Bardzo lubi układać puzzle. Ma takie jedne duże ze zwierzątkami, które mają aż 45 elementów i nauczyła się układać z nich sama 15-20 elementów. Musi mieć skubana świetną pamięć :) Można się z nią super dogadać. Powoli składa swoje pierwsze zdania np. "Tata mniam mniam". Jestem z niej bardzo dumna.

W międzyczasie mieliśmy mega zimę (Wy też?), bo teraz po śniegu już nic nie zostało :( Zaliczyliśmy więc pierwsze sanki, które zostały nazwane przez Karolinkę "juju". Polubiło te moje dziecko jazdę na sankach, ale zjeżdżanie z górki jeszcze jej nie kręci. Podczas zjeżdżania ciekawsze były inne dzieci, niż wiatr we włosach :)

Polecam Wam te sanki, są świetne.
Udało nam się zbudować bałwanka
Takie nudy wieczorową porą
A na koniec muszę Was zganić ;) Spodziewałam się większego odzewu na notkę o seksie. Owszem wejść było sporo, ale widzę, że nie odważyłyście się skomentować tego tematu. Fakt, jest on dość osobisty. W każdym razie chciałam podziękować Kasi z bloga Właśnie teraz za jej odwagę :)
Wiecie, że ten post utknął napoczęty w wersji roboczej przez prawie rok?! Już dawno miałam go poruszyć, bo mam wrażenie, że nie mówi się o tym za wiele, a jak już mówi to w samych superlatywach, a u mnie będzie prawdziwie i jak zawsze z lekkim przymrużeniem oka ;) Coby przyszłe matki wiedziały, że to nieprawda, że nic się nie zmienia.

pixabay.com
W ciąży z seksem bywa różnie. Pierwszy trymestr może być zagrożony, mdłości nie dają spokoju, a hormony wcale nie sprzyjają prokreacji. Przecież już do niej doszło, więc organizm mówi stop. Drugi trymestr jest zazwyczaj owocny w miłosne doznania. Kobieta czuje się atrakcyjna i ma jeszcze sporo energii, a brzuszek jest niewielki. Oczywiście pomijam aspekty zdrowotne (jak np. skracająca się szyjka), przez które całe 9 miesięcy czeka nas celibat. Trzeci trymestr bywa różny. Dużo zależy od wielkości brzuszka, ja z moim ogromnym brzucholem miałam naprawdę ciężko, a do tego szyjka zaczęła puszczać, więc trzeba było poczekać do bezpiecznego czasu, jakim jest 38 tydzień. Tutaj hula dusza piekła nie ma :) Słyszałyście, że seks może przyspieszyć poród? Na własnej skórze przekonałam się, że częściowo może, dostałam bowiem dość mocnych skurczy przepowiadających. Ale pewną rewelację sprzedała mi znajoma położna, która powiedziała, że to głównie przez masaż sutków (wydziela się wtedy naturalna oksytocyna) może dojść do wywołania akcji porodowej. Czy się sprawdziło? Być może to właśnie zadziałało, a może taki czas wybrała sobie nasza córka, a to był tylko zbieg okoliczności. W każdym razie, jak widzicie z seksem w ciąży nie jest źle, chociaż jest na pewno inaczej niż dotychczas.

Jednak wiele kobiet zastanawia się jak to będzie po porodzie. Niektóre nawet nie chcą rodzić naturalnie z tego względu. Ale to akurat wg mnie bzdura, bo podwozie w końcu wróci do normy ;) Skoro z podwoziem nie jest tak źle (jak w pamiętnym filmiku), to czy wszystko jest w porządku? Nie do końca. Problemy pojawiają się najczęściej na gruncie libida i wiem, że nie jestem wyjątkiem, bo wiele kobiet po porodzie ma właśnie problem z libidem, tylko zwyczajnie o tym nie mówią. Powiedzcie mi, jak kobieta ma tryskać seksem na prawo i lewo, jak jest niewyspana, jeszcze za pewne trochę obolała, wykończona porodem, nocnym wstawaniem, a jej piersi zostały karmnikiem? ;) Cały dzień zapewne spędza w domu z dzieckiem, a jak przychodzi upragniony wieczór, to jedyne o czym marzy to położyć się w łóżku i wykorzystać je do snu. Tak jak w książce, o której kiedyś Wam pisałam "Macierzyństwo non fiction".


Brzmi znajomo? (Przyszłe mamy, taka jest właśnie prawda, ale dacie radę!)

Teraz druga kwestia. Mamy są wymęczone, nie ma co się oszukiwać i sytuacja nie sprzyja intymności. Pojawiło się dziecko, ono skupia na sobie uwagę rodziców w 100%, ale jak już wyjdziecie z tego szału, jak już trochę ochłoniecie, to przypomnijcie sobie siebie na nowo. Zadbajcie o związek, zadbajcie właśnie o te libido. Tu trochę piję do panów, zrozumcie swoje kobiety i przyszykujcie czasem jakąś niespodziankę, wprowadźcie trochę romantyzmu w życie, baby to lubią! ;) Nie bądźcie dla siebie całe 24h tatą i mamą. 


Też to znacie? No właśnie... 


A na koniec Wy drogie mamy, skoro tatusiów już pouczyłam, muszę przypomnieć też Wam, że macie kochających partnerów, dla których to również jest ciężka i nowa sytuacja (myślę, że im jest o wiele trudniej się z nią oswoić, mamy mają przynajmniej od razu instynkt macierzyński, a tatusiowie muszą się jego dopiero nauczyć). Pamiętajcie, że nagle Wasze piersi stały się również piersiami dziecka, a to naprawdę trudne do przeżycia ;)))) A tak na serio, nie zapominajmy o naszych dużych dzieciach :)

No to skoro słowo "seks" pojawiło się w tytule posta, to spokojnie liczę na przynajmniej 10 tys. wejść ;)
Rodzisz dziecko i jeśli wszystko jest w porządku/jeśli pozwalają Ci na to/jeśli tego chcesz (niepotrzebne skreślić) dostajesz dziecko na pierś i pierwsze co robisz, to przystawiasz je do piersi, aby dać mu na początek to, co najlepsze, czyli pierwsze kropelki siary (bo mleko, wyprodukujesz dopiero w następnych dniach). Pewnie średnio sobie radzisz, przecież to Twoje pierwsze dziecko, nie wiesz jak się ułożyć, jak sprawić, żeby poprawnie chwyciło brodawkę i zaczęło ssać. Ciężka sprawa myślisz, pewnie ronisz łzę i pierwsza myśl to "jestem złą matką, nie potrafię nakarmić własnego dziecka, a do tego nie mam mleka" (och, te hormony). Prędzej czy później udaje Wam się zgrać, a Ty zapewne masz poranione brodawki, ale w końcu jesteś szczęśliwa, bo Twoje dziecko nie jest głodne. Ono też jest szczęśliwe, ma mamę, cycusie i wszystko jest git.

Chyba mało jest kobiet, którym droga z karmieniem od razu zaczęła się pięknie, nic nie było pod górkę, a mleka było tyle, że można było wykarmić wszystkie noworodki ze szpitala. Zdarzają się różne sytuacje. Jako, że leżałam w szpitalu prawie tydzień, to zmieniałam koleżanki z sali jak rękawiczki ;) Stąd też napotkałam się z różnymi historiami. (Moją możecie przeczytać TU.) Jedna znajoma z sali, w ogóle nie chciała karmić piersią w szpitalu. Nie wiem czemu, nie mówiła. Dziwiło mnie to, ale wiadomo, jej wybór. Powiedziała, że teraz nie ma mleka i będzie próbować w domu. Tyle, że w domu może być już za późno... Szkoda, że nawet próbowała... Druga koleżanka, z którą leżałam najdłużej urodziła drugą córeczkę, było jej prościej, wiedziała już o co chodzi z karmieniem, a mleka było pod dostatkiem. Wszystko niby pięknie, ale... ale jej córeczka nie nadążała pić mleka, które wyprodukowała, więc koleżanka zaczęła zmagać się z nawałami, zastojami. Tak więc jej początek, mimo sprzyjających warunków wcale nie był kolorowy. Ja za to w tym czasie nie miałam mleka i tak jej zazdrościłam... Przestałam zazdrościć przy ogromnym nawale, w którym pomógł mi szpitalny laktator. Gdybym miała własny, byłoby prościej. Całe szczęście, dzięki Canpol Babies, drugą przygodę z karmieniem piersią rozpocznę kiedyś z laktatorem, o którym pisałam TU. I tak oto powoli przeszłam do tego, co z pewnością najbardziej Was zainteresuje, a mianowicie do konkursu. Wygraną w konkursie jest bowiem Zestaw okołoporodowy, w skład którego wchodzi Laktator ręczny, podkłady do przewijania i podkłady poporodowe.

Konkurs przeznaczony jest dla przyszłych mam. Same rozumiecie dlaczego :) Szykowanie wyprawki to ważna sprawa, a każda przyszła mama pewnie marzy po posiadaniu laktatora.
Zasady konkursu:
1. Napisz jak wyobrażasz sobie karmienie piersią w komentarzu bądź prześlij odpowiedź na maila bedemamusia@gmail.com
2. Możesz dołączyć zdjęcie ciążowego brzuszka :) (ale nie jest to warunek konieczny).
3. Konkurs trwa od 17.01.2016 r. do 24.01.2016 r.
4. Wyniki zostaną ogłoszone 25.01.2016 r. W tej notce oraz na Facebook'u. Wybiorę odpowiedź, która mnie poruszy i spodoba mi się najbardziej.

Powodzenia!

A tymczasem wszystkie blogerki zapraszam do Blogosfery Canpol, bo jak widzicie warto :)


EDIT:
Miło mi poinformować, że konkurs wygrała Katarzyna Trawińska! Gratuluję i mam nadzieję, że zestaw się przyda :) Dziękuję Wam za wszystkie zgłoszenia!

Zaczynam tęsknić za ciążą. Za brzuszkiem, który z miesiąca na miesiąc przybierał coraz to wyraźniejszych kształtów. Za delikatnymi ruchami i za kopniakami. Za ciekawością kto tam siedzi w środku. Za odliczaniem dni do porodu. Za USG. Za wyczekiwaniem...

Czy skoro tęsknię to jestem już gotowa?

Ciąża była wspaniała, oprócz normalnych dolegliwości i małych problemów z szyjką wspominam ją cudownie i z chęcią jeszcze raz przeżyłabym właśnie taką ciążę. Ale ona nie będzie taka sama, może być całkiem inna. A przy Karolci nigdy nie będzie taka jak tamta. Bo leżałam ile chciałam. Bo nie musiałam niczego robić. Bo czas płynął beztrosko. A co jeśli znów będę miała problem z szyjką i będę musiała leżeć, kto wtedy zajmie się Małą. Czy to wszystko da się pogodzić? Chyba zaczęłam być za wygodna...

Jak myślę o takim małym noworodku, o przytuleniu go i karmieniu piersią to aż się rozczulam. Chcę mieć takie maleństwo. Chcę żeby Karolcia miała siostrę lub brata. Chcę żeby razem się bawili. Razem poznawali świat.

Zawsze marzyliśmy o dwójce dzieci i pewnie ten plan kiedyś zrealizujemy, ale kiedy? Jak się nad tym poważnie zastanowić, to zaczynamy być wygodni. Karolcia już "odchowana", nie wymaga tyle uwagi co noworodek. A ja się boję. Boję się, że z dwójką maluchów będzie mi ciężko. Że Karolinka będzie zazdrosna. Że nie pokocham drugiego tak jak Karolinki. Że znów 1,5 roku nie prześpię ani jednej nocy.

Ale skoro już 1,5 roku nie śpię normalnie, to może kolejne też dam radę. Może warto iść za ciosem? A może jak minie jeszcze więcej czasu, to decyzję o drugim dziecku będzie jeszcze ciężej podjąć? A może jednak lepiej poczekać? Może gdy Karolcia będzie starsza to będzie łatwiej... Tyle, że ta różnica wieku... Nie chcę więcej niż 3, więc wygląda, że coraz mniej czasu nam zostało ;) Chyba nie pozostaje nic innego jak zdać się na los.



Każda z mam z pewnością wie, jak ważny są rytuały w życiu dziecka. W szczególności rytuał snu. Dzięki temu niemowlę nie pomyli sobie dnia z nocą. Kojarzy bowiem kąpiel, wyciszanie i mleczko z nadejściem nocnego snu.

Od początku bardzo dbałam właśnie o ten rytuał i myślę, że dzięki temu odniosłam sukces, bo mając ciężkie w spaniu dziecko, mam chociaż o połowę prościej, niż gdyby tego rytuału w ogóle nie było. Im starsze dziecko tym ten rytuał może się zmieniać. My ostatnio czytamy przed kąpielą książeczki, żeby się wyciszyć.

Oprócz tego ważne jest oczywiście łóżeczko albo łóżko rodziców :) Nie wiem jak to jest nie spać z dzieckiem. Chociaż bywały miesiące, że Karolcia przesypiała całą noc w swoim łóżeczku. Dawno i nieprawda ;) Znów zaczęła się w nocy budzić i biorę ją nad ranem do nas.

Jeśli ma się to szczęście, że dziecko przesypia całe noce u siebie, ważne jest, aby dobrać mu odpowiedni materac i pościel, aby było mu wygodnie i ciepło. O wyborze materaca możecie poczytać TU. Jestem zadowolona z naszego wyboru i bardzo chwalę sobie materac gryka-pianka-kokos.
Początkowo niemowlęciu wcale nie potrzebna jest poduszka i kołdra. Wystarczy kocyk albo śpiworek. Zależy czy mamy dziecko, które da się unieruchomić ;) czy też nie. Niektóre dzieci w śpiworkach śpią bardzo długo i jest to z pewnością wygodne, bo wtedy mamy pewność, że dziecko się nie rozkopie.
Karolinka do takich nie należy, przykryć ją mogę dopiero wtedy, gdy mocno zaśnie, inaczej jest złość. Podejrzewam, że pół nocy śpi na kołdrze lub obok niej. Ale kołdrę i poduszkę oczywiście mamy. Podusia się przydaje, z kołdrą bywa różnie, ale przynajmniej łóżeczko wygląda ładnie.

Jeśli stoicie właśnie przed wyborem pościeli do łóżeczka dla swojego dziecka to z czystym sercem mogę polecić Wam markę O'betti, o której wspominałam już przy okazji konkursu.

(Z góry przepraszam Was za jakość zdjęć, ale to są zdjęcia prawdziwe, niewyretuszowane i nie na pokaz. Pościel jest zmiętolona, bo używana. A ja i żelazko mamy ciche dni.)


 O wiele ładniejsze zdjęcia znajdziecie na stronie O'betti :)

Pościel jest piękna, bo w moich kolorach (uwielbiam szarości!). Jest świetna jakościowo i bezpieczna dla dziecka. Zamki są ukryte, więc nie przeszkadzają w spaniu. Ten subtelny wzór z serii Magic Moments robi wrażenie i pasuje akurat do pory roku. Kojarzy mi się z zimą i świętami :)

Już niedługo czeka nas urządzanie pokoju dla Karolci, więc pościel idealnie będzie wpisywać się w jego klimat.
Wśród mam jest kilka tematów, które nie raz powodują ostrą wymianę zdań. Wiadomo, każda mama wie najlepiej. Jednym z takich tematów są szczepienia. Ciągle słyszy się o ich szkodliwości, coraz więcej rodziców rezygnuje ze szczepienia swoich dzieci. Poruszę dziś ten trudny temat i liczę na hejty ;)
W poniedziałek Karolcia dostała ostatnią dawkę szczepień (tym razem nieszczęsne 3 wkłucia) przed dość długą przerwą. Kolejne szczepienie czeka nas dopiero w wieku 6 lat! Uff.

Będąc jeszcze w ciąży wiedziałam, że na pewno będziemy szczepić Karolcię. Moje rozważania jednak skupiły się na tym co wybrać. Refundowane czy może płatne. Powiem szczerze, że nieco olałam temat, bo im więcej czytałam, tym mniej wiedziałam. W końcu zdecydowaliśmy razem z mężem, że wybierzemy refundowane. Zdecydowaliśmy również, że nie będziemy szczepić na te dodatkowe, czyli rotawirusy, pneumokoki itd. Również odpuszczamy szczepionkę na ospę wietrzną, którą zasugerowała nam ostatnio nasza lekarka. Nie widzę totalnie sensu w tej szczepionce, skoro trzeba co bodajże 10 lat ponawiać dawkę. Wolę żeby dziecko przechorowało i nabrało odporności niż później miałoby zachorować np. będąc w ciąży lub w podeszłym wieku. Jeśli chcecie dowiedzieć się nieco więcej o ospie wiecznej i szczepionce na niej odwiedźcie stronę http://drogadosiebie.pl/ospa-wietrzna/

Jako, że czeka nas teraz taka długa przerwa i najgorsze już za nami, mogę wyrazić już jakąś opinię na ten temat. Czy drugi raz zdecydowałabym się na to samo? W sumie i tak i nie. Okazało się bowiem, że refundowane szczepienia nie są wcale takie złe. Karolcia nie miała po nich żadnych problemów. W ciągu całego kalendarza szczepień jedynie raz gorączkowała (pomijam MMR, bo po niej gorączkuje bardzo dużo dzieci) i tylko raz miała odczyn poszczepienny (właśnie po ostatnim szczepieniu DTPw). Z drugiej strony ta liczba wkłuć jest straszna. O ile przy maluszku nie jest jeszcze tak źle, niemowlę nieświadome, więc idzie jakoś łatwiej. O tyle teraz, przy świadomym już dziecku 3 wkłucia to jakaś totalna masakra. Jedno by było straszne, a co dopiero 3! Dlatego na tę chwilę, gdy kiedyś pojawi drugi maluch, zdecydujemy się na szczepienia płatne.

A jakie jest Wasze zdanie na ten temat? Może macie porównanie jeśli chodzi o szczepionki płatne i te bezpłatne?


Jednym z prezentów na mikołajki i gwiazdkę były książki. Troszkę się ich nazbierało, więc postanowiłam podzielić się z Wami naszymi nowościami książkowymi, które są czytane i oglądane na okrągło. Wyjątkowo przypadły Karolince do gustu.

1. Seria o Kreciku. Krecik to jeden z ulubionych bohaterów, zaraz po Peppie i Reksiu. Nie wiedziałam, że są o Kreciku również tak fajne, oryginalne książeczki. Udało się je wyszperać któregoś razu w Biedronce, ale że w Internecie było o połowę taniej to kupiliśmy je oczywiście tam. W środku znajdziemy piękne ilustracje z postaciami z bajki i rymowane opowieści. Czyta się przyjemnie, a dziecko słucha z ciekawością.




2. Książki Herve Tulleta Super Tata i Już Jadę. Większości z Was, jeśli interesujecie się oczywiście literaturą dziecięcą, nazwisko Tulleta obiło się o uszy. Chyba najbardziej kojarzy się on z książką "Naciśnij mnie". Jest to jednak propozycja dla niego starszych maluchów, a jak mam dla Was coś, co możecie zaproponować już 6 miesięcznemu dziecku. Książki są, że tak powiem, stopniowe. Każda kartka ma inną długość, mam nadzieję, że na zdjęciu choć trochę to widać. Karolcia bardzo je polubiła.








3. Na koniec moje ulubione wydawnictwo czyli Dwie Siostry. Tym razem skusiłam się na Ulicę Czereśniową i ze względu na porę roku wybrałam Zimę na Ulicy Czereśniowej. Książkę możecie spokojnie zaproponować już roczniakowi i z pewnością będzie w użyciu bardzo długo. Można się w nią wpatrywać godzinami. Z serii są jeszcze pozostałe pory roku i noc. Na pewno zakupimy je wszystkie, bo naprawdę warto.




*wszystkie pokazane książki mają twarde okładki i strony.
Czy co roku tworzycie listę postanowień? Ja nie. Zawsze wiedziałam, że te postanowienia zostaną tylko na papierze, a ja ich nie zrealizuję. Ale w tym roku będzie inaczej. Nie zapiszę ich na kartce, będą w mojej głowie, no i na blogu.

1. Jak się już przeprowadzimy to w końcu się za siebie wezmę i wygospodaruję kilka raz w tygodniu godzinkę tylko dla siebie, może nawet zapiszę się na wymarzoną jogę? kto wie.
2. Będę z Wami tu na blogu, na Facebook'u i Instagramie, bo to cudownie mieć czytelników, dla których można pisać, nie wiem tylko czy będę tak często jak dotychczas, bo mam w głowie kilka "projektów" (jak to się teraz modnie mówi), ale postaram się jak najczęściej.
3. Projekt (o, kolejny projekt ;)) zdrowe odżywianie będę wdrażać nadal i to ze zdwojoną siłą, bo dostałam od kochanego męża książki, które mi w tym pomogą.

Więcej grzechów nie pamiętam.

A jakie są Wasze postanowienia noworoczne?