Minął kolejny miesiąc, czas więc na podsumowanie.
Zęby: 16 sztuk
Waga: ok. 11 kg
Mowa: co rusz Karolcia zaskakuje nas nowymi słowami. Ostatnio do jej repertuaru doszło: "kap-kap" - pada deszcz, "kapka/kapcia" - żabka, żabcia, "dzyń-dzyń" - dzwonek, "ja". Ma też swoje słówka, które oznaczają konkretne rzeczy i sama je sobie wymyśliła, a mianowicie "leee" - oznacza jeża, "ky-ku" - to świnka, i za cholerę nie wiem czemu, a "kee-kyy" to pępek (!). Tak sobie to wymyśliła. Chyba lubuje się w literce K ;) Naśladuje też nowe zwierzątka: sowę "huhu" i pieska "łał-łał", no i kozę... Ale to jest śmieszna historia, bowiem kilka dni temu spytałam ją jak robi koza, a ta pociągnęła nosem i od tej pory jak widzi na obrazku kozę, to tak właśnie nosem pociąga. Chyba nie muszę Wam tłumaczyć z czym sobie skojarzyła i gdzie był mój błąd. Przy drugim dziecku będę się inaczej wyrażać przy czyszczeniu nosa ;)


Mam wrażenie, że w ciągu tego ostatniego miesiąca nastąpił niesamowity rozwój psychiczny. Owszem, motorycznie też ciągle się doskonali, zaczyna pewniej biegać, bez żadnego problemu wdrapuje się na różne meble, próbuje wchodzić po schodach trzymając się poręczy. Jednak te zmiany nie są widoczne aż tak bardzo. Niesamowicie rozwinęła jej się pamięć i wyobraźnia. Pamięć ma niesamowitą, zapamiętała dwie układanki i bez problemu potrafi je ułożyć. Do tego jak opowiem jej jakąś historię i ona bardzo jej się spodoba to tysiąc razy będzie kazała sobie ją opowiadać. Tydzień temu byłyśmy w parku i spotkałyśmy wiewiórkę. I tu jest cała historia, bo ta wiewiórka uciekła, bo pies ją pogonił, bo ja ją wołałam, a Karolcia wyciągała do niej rączkę. Za każdym razem jak zobaczy w książeczce wiewiórkę to właśnie ta historia musi być opowiedziana, a ona jeszcze mi w tym pomaga. Pokazuje na psa, na mnie, na siebie, gestykuluje. Tyle by chciała powiedzieć, a jeszcze nie potrafi. Jeśli zaś chodzi o wyobraźnię to widać to w zabawie i rzeczach jakie potrafi wymyślić. Ostatnio rozwaliła mnie tym, że jak zostaje jej kawałek chrupka lub chleba w ręce i ma on dziwnie nieokreślony kształt to Karolcia bierze go i zaczyna udawać, że jest on np. pieskiem, krową albo, że spada w dół. Czy to nie jest niesamowite? Nigdy wcześniej bym nie przypuszczała, że niespełna 1,5 roczne dziecko może być tak ogarnięte.

Podpatrzyła jak powinno się trzymać kredkę, a nawet zabierała się już za temperowanie ;)
Jeszcze trochę lukru? A dziś Wam daruję ;) Zostawię sobie resztę na inne posty. Na koniec jednak zostawiłam pewną rewelację. Jeśli Wy mamy, nie macie już nadziei, że Wasze dziecko zacznie przesypiać noce, to powiem Wam ja, która jeszcze do niedawna nie spała normalnie w nocy. To się kiedyś skończy! Jest dla Was nadzieja! Od tygodnia, może dwóch Karolcia przesypia noce w całości!! Rozumiecie?! Kładzie się spać i wstaje rano! Niemożliwe? A jednak :) Przed snem pije jeszcze mleko, w ciągu 10 minut zasypia i budzi się rano. Przed zmianą czasu budziła się nawet koło 8! Rewelacja :) Po zmianie czasu jest trochę gorzej, bo budzi się o 5:00, woła siku, muszę posadzić ją na nocnik, zrobi siku i biorę ją do nas i śpi zazwyczaj jeszcze do 7:00. Nie narzekam na coś takiego, bo jak się od prawie 1,5 roku nie spało, to człowiek cieszy się nawet z pobudki o 5 ;) Owszem, bywają jeszcze nocki gorsze, że coś się przyśni i wtedy Mały Miś ląduje u nas już o 3, ale jest sukces, bo w końcu przestała w nocy jeść, wiercić się i popłakiwać. Jaka jest przyczyna tej nagłej zmiany? Nic innego niż zęby. No chyba, że ta moja malizna już tak wydoroślała ;)

O ile ze spaniem w nocy znacznie się poprawiło, to położenie Karoliny w dzień na drzemkę to istna katorga. Spać musi, bo do wieczora nie dotrwa, drzemki na spacerze mieć nie może, bo ja w czasie jej snu pracuję. Drzemka więc musi być. Przesunęła się co prawda na późniejszą godzinę z 11:00 na 13:00, ale to nie wszystko. Gdy przychodzi jej czas, maślane oczy i ziewanie, biorę ją i wsadzam do łóżeczka. Jest smoczek, jest kotek, a ja śpiewam piosenki. To zawsze działało i dziecię odpływało w ciągu max. 15 minut. A teraz? Teraz już prawie zasypia, a tu nagle dostaje jakiejś mega energii, wstaje, złości się i nie chce ani smoczka ani leżeć. I w tym momencie nie pomaga nic. Ani leżenie obok mnie, ani przytulenie na rękach. No nic. Dodatkowo, aby wyjść z łóżeczka woła siku, mimo że przed chwilą robiła. Wie dobrze, że jak zawoła to ją wyciągnę. Nie mam już siły do tych dziennych drzemek, bo zazwyczaj kończy się to albo płaczem, albo usypianiem w nieskończoność. Nie wiem co na to poradzić, bo jak odpuszczę to zazwyczaj zasypia mi w trakcie jedzenia obiadu... Mam jednak nadzieję, że w końcu jej się to zmieni i nie zrezygnuje całkiem ze spania w dzień, bo ja jeszcze nie jestem na to gotowa! Totalnie się do tego nie przygotowałam ;)

Ale się rozpisałam, przeczytacie całość? Jest śmiesznie, więc wytrwajcie :)
Ostatnio było o zabawach, dziś natomiast będzie o zabawkach. O zabawkach, które w ostatnim czasie skradły serce Karolci.

1. Wózek dla lalek. Każda dziewczynka powinna go mieć i myślę, że okolica 1,5 roku to idealna pora na jego zakup. U nas jest ostatnio hitem, można do niej zapakować zabawki, ale najlepiej oczywiście wozić w nim ulubioną lalkę. Wybór wózków jest oczywiście ogromny. Można dostać nawet wózki 2w1 (!). Przypominają one normalne, prawdziwe wózki dla niemowląt (szok...). Ja jednak lubuję się w klasycznych wózeczkach, np. drewnianych.

Ten wózek jest piękny. Źródło: pixabay.com
My mamy mały, wiklinowy wózeczek, który dostaliśmy po kimś w spadku (dziękujemy :)). Jest lekki, ładny i na razie się sprawdza. Karolinka zadowolona, a to najważniejsze.

Nie da sobie zrobić normalnego zdjęcia
2. Lalka. Jak już jesteśmy przy wózku, to w zestawieniu nie może zabraknąć lalki. Karolcia ma swoje dwie ulubione lale, jedną malutką jeszcze z mojego dzieciństwa (tak, uchowała się :)), a drugą dostała od babci i dziadka na dzień dziecka i jest to chyba ulubiona lala, bo codziennie po wstaniu z łóżka jest głośno wołana "LALA!".

3. Klocki lego duplo. Już kiedyś wspominałam o nich na blogu. Wspomnę kolejny raz, bo uważam, że są zabawką, którą dziecko będzie bawiło się naprawdę długo. Co ważne, można budować razem z dzieckiem, a wiadomo, że jak rodzice bawią się razem z maluchem, to jest to dla niego jeszcze większa frajda. Tatusiowie mogą się w końcu wykazać ;)


4. Bębenek i cymbałki. To jasne, że rozwijają u dzieci muzykalność, ale przede wszystkim są też dobrą zabawą. Mamy najzwyklejsze cymbałki, a bębenek nowoczesny, bo grający i świecący. Myślę, że taki zwykły też byłby fajny, a może nawet fajniejszy?

5. Figurki zwierząt. Koniki pony. Nie sądziłam, że 1,5 roczne dziecko może już wykazywać chęć zabawy właśnie takimi figurkami, ale Karolcia bardzo je lubi. Mamy krówkę i konika, ale stacjonują u dziadków, stąd też nie będzie póki co ich zdjęcia. Konik pony za to jest ostatnio ulubioną zabawką w kąpieli, a ile radości, gdy trzeba później wysuszyć mu włosy suszarką :)

6. Pluszaki. Dopiero od niedawna Karolinka zaczęła się interesować pluszakami, wcześniej nie bardzo lubiła się nimi bawić, a teraz nosi je, zabiera niektóre do samochodu lub na spacer. W szczególności upodobała sobie pluszowego kotka i jak pytam co chcesz wziąć do dziadków to biegnie do pokoju i woła "kici", to takie słodkie :) Misie służą też do karmienia i wożenia w wózku.

7. Układanki i sortery. No hit nad hity. Najwięcej czasu moje dziecko spędza ostatnio właśnie na takich różnych układankach. Co więcej, jestem w szoku, że nauczyła się dopasowywać wszystkie niżej pokazane obrazki! Nie wiedziałam, że 17 miesięczne dziecko może być tak bystre :) Jestem dumna.
Drewniana układanka
Układanki te Karolinka dostała od dziadków i zostały kupione za jakieś grosze na Jarmarku Staroci. W ogóle nie były zniszczone, więc jak macie takie okazje to polujcie, satysfakcja gwarantowana :)

Sorter Arka Noego z Lidla
O tym sorterze już kiedyś Wam wspominałam. Nie żałuję, że go kupiliśmy, bo to naprawdę fajna i porządna zabawka. Zwierzątkami można się bawić na różny sposób. Wcześniej Karolcia wrzucała je gdzie bądź, dopiero od niedawna zaczęła dopasowywać je faktycznie tam gdzie powinna. 

8. Drewniana kolejka z pociągami na magnes. Czy ktoś powiedział, że dziewczynki powinny bawić się tylko lalkami a chłopcy autami? Być może tak się utarło, ale małe dzieci wykazują zainteresowanie różnymi zabawkami, niekoniecznie tymi dopasowanymi do płci. Kolejkę wyciągnęła ostatnio moja mama ze strychu. Ocalała jeszcze po moim bracie i ku mojemu ogromnemu zdziwieniu tak bardzo spodobała się Karolinie, że dziecka nie było dobre pół godziny! Łączyła tory ze sobą, jeździła pociągiem, jednym słowem, zabawa na całego. Jeśli macie chłopca, kupcie od razu bez wahania! Przy dziewczynce możecie się zastanowić ;)
Źródło: ikea.com/pl
Nasz pociąg jest z firmy Brio. Podobne zestawy możecie dostać w Ikei i Tesco.

Już za dwa miesiąca święta, więc może przyda się Wam taka lista przy kompletowaniu gwiazdkowych prezentów dla Waszych maluchów. Oczywiście o kolejnych pomysłach gwiazdkowych jeszcze z pewnością tu przeczytacie.
Razem z Karolajn miałyśmy ostatnio okazję przetestować kosmetyki marki Colway. Nie znałam wcześniej tej firmy i żałuję, bo kosmetyki okazały się fenomenalne. Serio, serio.



Karolcia miała okazję wypróbować żel do mycia dla dzieci. Żel przeznaczony jest dla dzieci powyżej 1 miesiąca. Jest hipoalergiczny, nie zawiera parabenów, mydeł SLS i sztucznych barwników. Jest bardzo łagodny i nie szczypie w oczy.

Żel ma w swoim składzie:
- kolagen, który nawilża, regeneruje i łagodzi podrażnienia
- olej jojoba - odbudowuje naturalną barierę ochronną skóry
- wyciąg z aloesu - wzmacnia skórę i chroni ją przed szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi
- cromolient SCE - wielofunkcyjny, łagodny i hydroaktywny emolient o właściwościach kondycjonujących skórę.

Żel może być używany przez całą rodzinę, a także polecany jest do mycia twarzy i demakijażu.

PLUSY:
- dozownik - lubię kosmetyki z dozownikiem, bo to bardzo ułatwia korzystanie z nich
- wydajność - wystarczy odrobina, aby zaczął się delikatnie pienić i myć skórę
- zapach - pachnie tak delikatnie i miło
- opakowanie - lubię jak kosmetyk jest ładnie opakowany i nieprzeładowany informacjami i kolorami



Jeśli chodzi zaś o mnie, miałam przyjemność wypróbować enzymatyczny peeling do twarzy z linii Hydro. Peeling enzymatyczny, wzbogacony kolagenem, nadaje skórze miękkości, rozjaśnia ją i przywraca równomierny koloryt. Wyciąg z czerwonej makroalgi Kappaphycus alvarezii i bogata w minerały woda morska nawilżają. Specjalna kompozycja probiotyczna pomaga odbudować prawidłową równowagę ekosystemu skóry, dzięki czemu odzyskuje swoje naturalne mechanizmy obronne. Działanie enzymu keratolitycznego i drobinek ścierających łączy dwa efekty złuszczania – mechaniczny i enzymatyczny. Już po pierwszym użyciu skóra staje się gładka, rozjaśniona, nawilżona i lekko napięta.

PLUSY:
- również zapach  
- również wydajny - niewielka ilość wystarczy, żeby rozprowadzić go po twarzy
- jest delikatny - niestety mam cerę skłonną do podrażnień, wiele kosmetyków mnie uczula, w tym wypadku po stosowaniu moja cera stała się o wiele ładniejsza

W końcu matka mogła poczuć się jak człowiek ;)

Jeśli spodobały Wam się kosmetyki Colway, to mam dla Was dobrą wiadomość. Każda z Was, która zarejestruje się w sklepie jako klient otrzyma 10% rabatu na kosmetyki! Naprawdę warto :)

A teraz KONKURS!

Nagrody w konkursie są dwie.
1. Serum do twarzy i ciała z linii Natural.
2. Peeling enzymatyczny z linii Hydro.

Co należy zrobić?
Osoba, która jako pierwsza złoży zamówienie na jakikolwiek kosmetyk w SKLEPIE wygrywa pierwszą nagrodę, czyli Serum do twarzy i ciała z linii Natural. Natomiast z pozostałych osób, które zakupią kosmetyki wylosowana będzie jedna, która wygra wspomniany wcześniej Peeling enzymatyczny z linii Hydro. Jeśli chcecie wziąć udział w konkursie napiszcie maila na adres joannalorenc.colwayinternational@wp.pl z dopiskiem Konkurs z bloga będęmamusią. Zasady są jasne? Jeśli macie jakieś pytania piszcie w komentarzach lub na maila.
Zakupy możecie zrobić tutaj: https://joannalorenc.colwayinternational.com

Czas trwania konkursu to od dzisiaj 23.10.br. przez tydzień czyli do 30.10.br.

Zapraszam do udziału i już niedługo mam nadzieję, na kolejny, tym bardziej, że zbliżają się DRUGIE urodziny bloga! Będzie się działo :)
Czy dziecko wyczuwa to, że chcemy popracować/mamy coś do zrobienia/lub chcemy spędzić romantyczny wieczór z mężem? Chyba tak, bo zawsze jak coś sobie założę, to zamiast 10 minut zasypiania czeka mnie impreza co najmniej godzinna... Nie wiem, chyba moja córka ma zamontowany jakiś czujnik, bo inaczej sobie tego nie mogę wytłumaczyć. Zamiast już dawno grzać dupę przed telewizorem i oglądać mój nowy ulubiony serial "Aż po sufit" piszę do Was, bo znów byłam trochę nieobecna i czas to nadrobić. Jak zwykle tyle się dzieje, że w dzień nie ma czasu, a wieczorem jest do zrobienia setka innych rzeczy i tak oto tematy postów kłębią się w wersjach roboczych, a mnie szlag trafia, że nie mam kiedy do nich przysiąść.

Ale zostawmy to. Dziś będzie zabawowo. O tym jakie zabawy możemy proponować półtorarocznemu maluchowi. Myślę, że taki post będzie jak znalazł na taką deszczową jesienną pogodę. Oczywiście wszystko pisane z naszej perspektywy, co się u nas sprawdziło i jak aktualnie się bawimy. Karolina ma aktualnie prawie 17 miesięcy, więc spokojnie można podpiąć ją pod półtoraroczne dziecko.

1. Zabawa z balonem. Dla dziecka to sama frajda. Wystarczy nadmuchać balon i gotowe. Karolcia balony uwielbia, gania za nimi, podrzuca, odbija. Ma z tego wielką radość. Zawsze to coś innego niż piłka. Przede wszystkim zaletą jest lekkość i to, że balon łatwo ucieka. Zabawa na dobre kilkanaście minut.

2. Kółko graniaste. Znacie? To ostatnio nasza ulubiona zabawa taneczno-ruchowa, że tak to określę. To znaczy może bardziej Karolajn, bo mi to zbyt szybko kręci się w głowie ;) Najwięcej radości sprawia oczywiście na koniec "bam" :)

3. Rysowanie. To nasz hit. Rysowaniem Karolina potrafi zająć się nawet pół godziny, a jak rysuje się razem z nią to czasem nawet dłużej. Mamy dwa pudełka kredek. Jedne zwykłe Bambino, a drugie świecowe dla dzieci powyżej 1 roku życia. Są one świetne, bo są bezpieczne i łatwo się zmywają. Niestety przy moim dziecku dość szybko się połamały, za to Bambino trzymają się nadal. A co tam, pochwalę się ostatnimi rysunkami Karolci. Nauczyła się rysować koła :)


4. Kolorowanki i książeczki z naklejkami. To również nasz hit. Kolorowanki są ciekawsze niż pusta kartka, a jak mają do tego naklejki to już w ogóle super. Naklejamy wspólnie, szukamy miejsc, gdzie trzeba nakleić daną rzecz, a córcia ma z tego sporo zabawy. W szczególności przypadły jej do gustu kolorowanki z naklejkami z Wydawnictwa Aksjomat.

Źródło: strona producenta
A jakie zabawy sprawdzają się u Was? Macie coś co Wasze dzieci lubią najbardziej?
Zobaczcie jakie cudeńko przyszło do nas ostatnio.


Książka Iwony Paulewicz "Ciiichooo... miłość się rodzi" jest opowiadaniem o 9 miesiącach oczekiwania na dziecko. Oczekiwanie te jest momentami przepełnione strachem, wątpliwościami, ale przede wszystkim podróżą w nieznane i wielką radością. Emocje, które towarzyszą kobiecie w ciąży, przybierają różne barwy i kształty, co pokazują abstrakcyjne ilustracje Iwony Paulewicz.

"Przygoda ubrana w słowa i kolory zaprasza. Wystarczy podczas jej trwania zatrzymać się i dotknąć ciszy, aby usłyszeć tajemnicę życia".
Iwona Paulewicz "Ciiichooo... miłość się rodzi

Niestety zdjęcia nie oddadzą całej wspaniałości, którą ma w sobie ta książka, ale mogę pokazać Wam chociaż namiastkę tego, co sobą reprezentuje. 







Jak Wam się podoba? Myślę, że po wzięciu książki do ręki, obejrzeniu obrazów i przeczytaniu tej poetyckiej prozy, bylibyście równie zachwyceni jak ja. Książka emanuje jakimś takim spokojem, który ciężko mi jest tak naprawdę pojąć. Gdy ją czytasz popadasz w ciszę, którą smakujesz i chcesz więcej. Przypominasz sobie 9 miesięcy swojej ciąży i myślisz, że etapy, które działy się w Twoim ciele były tak niesamowite, że idealnie pasują co klimatu "Ciiichooo... miłość się rodzi".

Zapraszam Was na stronę Pani Iwony http://www.paulewicz.com Możecie tam zapoznać się z twórczością, zarówno literacką, jak i malarska. Książki możecie znaleźć w księgarniach interentowych oraz między innymi w księgarni Vademecum w Gdyni. Moim zdaniem taką piękną książkę powinna zobaczyć każda przyszła mama, bo dzięki niej, ciąża będzie jeszcze bardziej wyjątkowa. 
Przygotowani do zimy? Widziałam, że w niektórych rejonach Polski już sypnęło śniegiem, u nas w górach póki co sucho, ale powietrze mroźne. Nadszedł czas na zakup zimowej kurtki i butów dla naszej pociechy. O ile kurtkę wybrałam szybko i bezboleśnie, to z butami był jak zwykle większy problem.


Przy okazji zakupów w Lidlu udało mi się upolować taką o to zimową kurtkę w kotki. Kotki to ulubione zwierzę Karolinki, więc motyw jak znalazł :) ciągle tylko "cici" i "cici" :) Kurtka jakościowo jest bardzo dobra, porządnie wykonana, dobrze leży i co najważniejsze nie ma za długich rękawów. Bo ostatnio spotkałam się z kurtkami, które na długość były dobre, a  rękawy prawie do kolan... Dziwna sprawa. Póki co kurtka wypróbowana i jestem z niej bardzo zadowolona. Karolcia chyba też, bo nie narzekała ;)


Po buty pojechaliśmy do Deichmanna, w sumie było w czym wybierać i nawet załapaliśmy się na jakieś promocje. Wybrać jednak coś idealnego było naprawdę ciężko. Zawsze było jakieś "ale". W końcu zdecydowaliśmy się na Elefanteny, ze względu na ich miękką podeszwę i lekkość. Wszystkie inne wydawały się toporne, a Karolcia chodziła w nich jak na szczudłach. Są w środku ocieplone kożuszkiem i mam nadzieję, że się sprawdzą. Wzięliśmy o rozmiar większe, aby można było ubrać grubszą skarpetę. Poza tym w idealnym rozmiarze wydawało się, że zaraz będą za małe. Z tymi butami to wieczny problem właśnie ze względu na ciągle rosnącą stopę dziecka. Adidasy, które kupiliśmy pod koniec lata wyglądają jak nowe, bo Karolcia w ciągu dwóch miesięcy nawet nie zdążyła ich znosić. Jak zima rozhula się na całego i będzie już można brodzić w śniegu to z pewnością kupimy jeszcze nieprzemakające śniegowce.

A Wy już macie porobione zimowe zakupy dla Waszych pociech?
Postanowiłam dziś pokazać Wam trzy książki, którymi Karolcia jest zachwycona. Męczy je nieustannie, a ja znam już z nich wszystkie wierszyki na pamięć. Każda okraszona jest zabawnymi wierszykami i pięknymi, barwnymi ilustracjami. Wszystkie książki z tej serii mają wycięcia w różnych kształtach, które zauważyłam bardzo podobają się dzieciom. To zawsze jakieś urozmaicenie :)

"Kto robi hu-hu?". W tej książeczce poznamy zwierzęta i wydawane przez nich odgłosy.





Kolejna książka z tej serii, którą zakupiłam to "Jeden, dwa, trzy...". Tu maluch uczy się liczyć do dziesięciu. Zobaczcie sami w jaki sposób.





Ulubiona książka Karolinki to "Świeci gwiazdka". Opowiada o lisku, który nie mógł zasnąć i odwiedzał różne zwierzątka, które już położyły się spać. Idealna przed snem.






Wszystkie książeczki wchodzą w skład serii Akademia Mądrego Dziecka wydanej przez Wydawnictwo Egmont. Oprócz tych, o których wspomniałam, możecie kupić także "Kto się tu ukrył?", "Koła i kółka". "Kolorowy Świat". 
pixabay.com
Znów będę narzekać na brak czasu i niestety znów będzie dziś bardzo krótko. Tym razem na brak czasu nie cierpię przez dziecko. a przez samą siebie można by powiedzieć. W tamten piątek miałam chirurgiczne usuwanie ósemek. Nie życzę najgorszemu wrogowi. To już taka druga atrakcja za mną, kilka lat temu miałam już taką imprezę. Teraz ze względu na rosnące w poziomie ósemki i stan zapalny sytuację trzeba było powtórzyć. Szłam jak na skazanie, ale mus to mus. Lecę od tego czasu na przeciwbólowych, bo inaczej nic nie dałoby się zrobić, a już na pewno nie zajmować się wszędobylskim dzieckiem. Do tego codziennie mam kontrole, naświetlania laserem i inne cuda wianki. Stąd też tracę cenny czas drzemki dziecka, które najczęściej śpi wtedy, gdy ja siedzę u dentysty. Jak to się zakończy to mam zamiar powrócić ze zdwojoną siłą. Mam sporo tematów, które chciałabym poruszyć na blogu. Z pewnością będzie dużo, dużo książek. Mam nadzieję, że mole książkowe się cieszą :)
Ten tydzień był bardzo kiepski pod względem drzemek w dzień, a ja totalnie nie mam pojęcia dlaczego. Zamiast iść spać koło południa Karolina wcale nie wyglądała na zmęczoną i bawiła się na całego. Doprowadziło to do tego, że zasypiała w trakcie obiadu... Próbowałam kłaść ją o tej porze co zwykle - nic. Trochę później - też nic. Dopiero dziś udało się w miarę o czasie, ale akurat dziś mi na tym nie zależało. Ot, taka ironia losu. Mam nadzieję, że przestawi sobie jednak te spanie znów tak jak było, bo nie ma co tu mówić, ale drzemki w południe były dla mnie zbawieniem. Mogłam siąść, nadrobić zaległe projekty, chwilę odpocząć, napisać coś na blogu, a tak dupa. Zasypiała jedząc, więc szybko do łózka, ja kończyłam obiad, ogarnęłam dom i zaraz musiałam ją budzić, bo gdybym tego nie zrobiła to czekałoby nas szaleństwo co najmniej do 22:00. A wiadomo, że matka najbardziej czeka przez cały dzień na wolny wieczór ;) a co z tego później ma? Przychodzi wieczór a matka pada po 21:00. O tyle się wieczorem nacieszyła ;)