Jak ten czas szybko leci! Przecież jeszcze niedawno byłam w ciąży z ogromnym brzuchem, po którym dziś już nie ma większego śladu (no dobra, trochę zostało mi brzuszka i utrzymuje się ciemna linia, która przypomina mi o ciąży), a dziś minął już miesiąc odkąd nasza córeczka jest z nami. Niesamowite jest to, jak takie małe niemowlę szybko się zmienia. Jeszcze 4 tygodnie temu nasza kruszyna mało co otwierała oczka, prawie cały dzień spała i w ogóle się "nie odzywała". A teraz ma swoje godziny aktywności, zaczyna gałużyć, rozglądać się na boki, zauważa już coraz więcej i czekamy już na pierwszy uśmiech, który mam nadzieję pojawi się już niedługo :)

Jutro idziemy na kolejną wizytę do lekarza, jestem ciekawa ile Malutka przybrała, bo czuję, że jest coraz cięższa :)
Nasza kochana córeczka nie chce ostatnio spać w dzień i ma dużo godzin aktywności. W tym czasie uwielbia być oczywiście noszona i kołysana na rękach, stąd też zaczęłam się zastanawiać nad kupnem leżaczka-bujaczka, żeby mogła się w nim pobujać i może nawet zasnąć. Nie chciałam jednak kupować rzeczy nowej, bo nie wiedziałam, czy Karolince się takie coś spodoba i szukałam czegoś używanego na licytacjach. Dobrze, że na nic się nie zdecydowałam, bo sąsiadka podarowała nam właśnie taki leżaczek po swoim synku. Bujaczek jest super, Malutka bardzo lubi w nim leżeć, przy bujaniu jak jest śpiąca bardzo szybko zasypia. Leżaczek nawet nie zajmuje tyle miejsca, bo wydawało mi się wcześniej, że coś takiego może jedynie zagracić mieszkanie.

Leżaczek jest firmy Fisher Price z seri Rainforest. Ma przyjemną melodię, dźwięki dżungli i wibracje. Jest bardzo kolorowy. Karolinka jest jeszcze za mała, żeby interesować się tymi zabawkami i dźwiękami, ale leżąc z główką na boku patrzy zawsze na narysowane na bujaku zwierzęta.


Jeśli ktoś zastanawia się nad kupnem takiej zabawki dla dziecka, to szczerze polecam i zachęcam do zakupu niekoniecznie tego modelu, ale w ogóle jakiegokolwiek leżaczka-bujaczka. 



Czasem zadaję sobie pytanie jak udaje mi się normalnie funkcjonować śpiąc z przerwami niekiedy po jedynie 5 godzin? Jak nie zwariowałam bujając i nosząc cały dzień dziecko, w przerwie przewijając je i karmiąc? Jedyna odpowiedź jaka przychodzi mi na myśl to matczyna miłość :) Bycie mamą to naprawdę niesamowita sprawa i mega zadanie do wykonania, które ciągnie się przez całe życie, ale wcale mi to nie przeszkadza, bo bardzo polubiłam ten stan bycia mamą :) Owszem, przez moje niedospanie jestem mocno zakręcona i najczęściej po 16:00 ciężko jest się ze mną dogadać, ale jakoś daję radę. Czasem jak ta mała kruszyna znowu krzyczy i płacze, a ja mam już dość, to wystarczy, że na nią spojrzę, przytulę i cały brak cierpliwości nagle mija :)

Chciałam jeszcze poruszyć jedną kwestię. Zastanawiałam się w ciąży czy będzie mi jej brakować i czy będzie mi dziwnie bez brzucha. Jeszcze w szpitalu zdarzało mi się, że głaskałam się po brzuchu jakoś tak odruchowo. Na początku czułam też czasem jakby nadal maleństwo ruszało mi się w brzuchu, to było dość dziwne uczucie. Jednak ogólnie brzucha wcale mi nie brakowało i poczułam po porodzie ogromną ulgę, w końcu czułam się taka lekka :)


A co u nas? Karolinka z dnia na dzień się zmienia. Zauważyliśmy, że zaczyna się bardziej interesować otaczającym się światem i potrafi już na czymś skupić na chwilę wzrok. Lubi teraz usypiać w dzień na rączkach i bardzo potrzebuje bliskości. W nocy nadal pięknie śpi. Natomiast ja zrzuciłam kolejne kilogramy i do wagi wyjściowej pozostały jedynie 2 :) Dziś też zrobiłam sobie przyjemność i poszłam na ubraniowe zakupy. Cudownie było się na chwilę oderwać i pomyśleć o ciuchach, zamiast o kupce i karmieniu :)
Pierwszy spacer odbył się już dawno temu, ale warto o nim wspomnieć. Jakoś 3 dni po wyjściu ze szpitala zdecydowaliśmy się pójść na pierwszy spacer z naszą Karolcią, a tym samym wypróbować wózek. Karolinka po włożeniu do gondoli na początku trochę płakała, ale jak zaczęliśmy jechać, to od razu się uspokoiła.

Jak na razie wózek Camarelo Carera sprawuje się wyśmienicie. Mogę go śmiało polecić :) Ma naprawdę obszerną gondolę, dużą budkę, która chroni przed słońcem , bardzo łatwo się prowadzi i jest prosty do złożenia. Gdybym drugi raz miała wybierać, znów wybrałabym ten model. Wózek sprawdza się zarówno na prostej nawierzchni, jak i w terenie. Wypróbowaliśmy go już w lesie i w ogrodzie. Bez problemu przejechał wszelkie nierówności. Dużym plusem jest łatwo wypinana gondola, którą można sobie osobno przenieść.

Cieszę się, że wózek okazał się dobrym zakupem :) i że fajnie służy naszej córeczce.
Mam wrażenie, że dopadł mnie kryzys laktacyjny. W sumie tak by wypadało, bo pierwszy kryzys przypada w okolicach 3 tygodnia życia dziecka. Jest to zjawisko całkiem normalne i wiąże się ze zmianami hormonalnymi i dostosowaniem laktacji do potrzeb dziecka. Już od kilku dni zauważyłam, że piersi nie są takie przepełnione, a bardziej miękkie, tak jakby pokarmu było mniej. Karolinka też chyba to zauważyła, bo bywa tak, że szybko się przy cycusiu denerwuje i muszę jej dać zaraz drugiego, tak jakby w tym pierwszym już nic nie było. Nie przejęłam się tym zbytnio, bo kryzys mija w ciągu kilku dni. Trzeba jednak przez te trudniejsze dni nie poddawać się i przystawiać dziecko do piersi jak najczęściej i nie sięgać czasem po butelkę. Można pić herbatki laktacyjne i ja tak zaczęłam robić, żeby nie zahamować laktacji. Mam nadzieję, że na dniach to minie i wszystko wróci do normy :)
W piątek byliśmy na pierwszej wizycie u lekarza. Karolinka była bardzo grzeczna, zapłakała tylko wtedy, gdy położyliśmy ją na wadze, poza tym była bardzo spokojna. Wyszłyśmy ze szpitala z wagą 3570 g, a na wizycie okazało się, że przybyło aż 300 g :) więc jak widać cycuś służy :) Córcia też urosła, bo urodziła się mając 55 cm, a teraz ma już 58 cm. Wszystko w jak najlepszym porządku i kolejna wizyta już za 2 tygodnie, a za 4 tygodnie czekają nas pierwsze szczepienia (poza tymi wykonanymi w szpitalu). Lekarka powiedziała, że Karolcia jest bardzo silna, przy położeniu na brzuszku podnosi główkę i trzyma dość długo, jak miesięczne dziecko. Co tydzień odwiedza nas też położna środowiskowa i sprawdza czy wszystko u nas w porządku. Ona też zauważyła, że Malutka ma bardzo silną główkę.

Minęło zaledwie 17 dni od porodu, a ja widzę, jak bardzo zmieniła się nasza córeczka. Na początku tylko spała i jadła, a teraz ma już swoje chwile aktywności. Ostatnio nawet jest bardzo aktywna i mam wrażenie, że wczoraj w dzień więcej czuwała niż spała. Bardzo lubi zasypiać przy cycusiu i to jest wtedy idealny sen, ale czasem po odłożeniu do łóżeczka się budzi i wtedy musimy wykorzystywać sprawdzone metody na jej usypianie. Karolince bardzo służy szum: radia, odkurzacza czy też suszarki do włosów. Przy tych dźwiękach zasypia momentalnie :) Całe szczęście noce przesypia dobrze i budzi się jedynie na dwa karmienia, oby tak było dalej :)
W szpitalu naszego dzieciaczka kąpały położne. Po powrocie do domu nas, dumnych rodziców, czekał sprawdzian z kąpieli. Jako że z mężem jesteśmy bardzo zorganizowani kąpiel poszła bardzo gładko :) Malutką kąpiemy w pokoju, w którym mamy dla niej zorganizowany kącik. Przewijak kładę wtedy na łóżeczku, a wanienkę na komodzie.

Staramy się wyłapać taki moment na kąpiel, aby Karolinka nie była zbyt głodna, ani zbyt najedzona, a jednocześnie żeby była wyspana, bo inaczej marudziłaby całą kąpiel. Co do godzin, to niestety nie mamy ustalonej stałej pory, bo bardzo różnie to wychodzi, ale zazwyczaj kąpiemy przed lub po 19:00.

Jakieś rady? Najważniejszy jest spokój i opanowanie, a także przygotowanie sobie wszystkiego przed kąpielą. Unikniemy wtedy nerwów i potrzebne rzeczy będziemy mieli pod ręką :)

Co przygotować do kąpieli?
- ręcznik
- pieluszkę tetrową (kładę ją na ręcznik i najpierw nią osuszam dziecko, aby ręcznik nie był całkiem mokry)
- płatki kosmetyczne
- ciepła woda przegotowana do mycia buziaczka
- czyste ubranko
- pampers
- szczotka do włosków
- wanienka z wodą 37 stopni
- płyn do kąpieli


Kosmetyki, które wypróbowaliśmy i mogę śmiało polecić:
- krem do pupy Bepanthen - bardzo fajna konsystencja, zapobiega odparzeniom i dobrze chroni okolice pupki
- żel do kąpieli Babydream z Rossmanna - ma fajny łagodny zapach, nie uczulił malutkiej, dobrze się pieni
- Alantan Plus krem - Karolince przez pewien czas łuszczyła się skóra (to zupełnie normalne u noworodków) i pomógł nam ten krem
- chusteczki nawilżone z Netto (zielone) - mają łagodny zapach, są idealnie nawilżone, wyciągają się dobrze, bo pojedynczo, nie wysychają i jak na razie nie uczuliły Malutkiej

Zdecydowanie nie polecam chusteczek Dada z Biedronki. Jak dla mnie są zbyt mokre i wyciągają się bardzo często po kilka sztuk, a do tego ich zapach średnio mi odpowiada.

Ostatnie tygodnie ciąży przeżyłam jedząc ulubione przysmaki, rozkoszując się nie do końca zdrowym jedzeniem i czerpiąc przyjemność z ostatnich chwil jedzeniowej wolności :) Wiedziałam bowiem, że przy karmieniu piersią trzeba stosować lekkostrawną dietę. Póki układ pokarmowy Karolinki jest jeszcze niedojrzały mam zamiar uważać na to, co jem, a produkty, które mogą uczulać wprowadzać będę stopniowo. Jak na razie nie zauważyłam żadnych problemów brzuszkowych ani alergii. Jadłam jajka i piłam krowie mleko - produkty alergizujące, ale nie odnotowałam nic niepokojącego u naszej córeczki. Jeśli decyduję się na jakiś produkt, który mógłby uczulić, to wprowadzam go stopniowo i staram się, aby był to jeden produkt dziennie. Ogólnie rzecz biorąc nie możemy dać się zwariować i możemy jeść podobnie jak w czasie ciąży, unikając niektórych potraw i obserwować przede wszystkim jak na dane produkty reaguje nasze dziecko.

Co powinnyśmy całkowicie wykluczyć z naszej diety?
- potrawy ciężkostrawne (oczywiście nic się nie stanie, jak raz zjemy kotleta schabowego lub kawałek tłustego sera, po prostu nie możemy przesadzić z nadmiarem ciężkiego jedzenia)
- produkty wzdymające (groch, kapusta, fasola, cebula)
- ostre przyprawy (również czosnek, który może zmieniać smak mamusiowego mleka)
- produkty z konserwantami (nie pozostaje nic innego jak czytanie etykiet, ale jak wiemy trudno jest teraz dostać zdrową żywność...)
- mocna kawa i herbata
- słodycze (szczególności te przetworzone, na domowe ciasto możemy się skusić od czasu do czasu)
- alkohol (ale o nim to nie powinnam nawet wspominać)

Oczywiście każde dziecko jest inne i każde inaczej będzie reagować na poszczególne produkty. Może być tak, że będziemy jadły wszystko, a dziecku nic nie będzie.

Produkty silnie alergizujące:
- mleko krowie
- jajka
- czekolada, kakao (nie dość, że uczulają, to powodują u niemowlaków zaparcia
- owoce cytrusowe
- truskawki (pokusiłam się dziś o kilka sztuk, mam nadzieję, że Malutkiej nic po nich nie będzie)
- orzechy.


Jak widzicie staram się nadrobić zaległości i być z Wami w miarę na bieżąco. Dom ogarnięty, więc jak Karolcia słodko sobie śpi to mogę sobie w końcu pozwolić na chwilę przy komputerze.
Bardzo chciałam karmić piersią i nie wyobrażałam sobie karmienia dziecka mlekiem modyfikowanym. Po porodzie, leżac na sali obserwacyjnej, dostałam naszą córeczkę i próbowałam ją dostawić do piersi. Początkowo średnio nam się to udawało, ja byłam obolała, a ona zmęczona. Pociągnęła jednak kilka kropli siary, która jest pierwszym mlekiem bogatym w przeciwciała, witaminy i uodparnia dziecko na wiele patogentów. Postanowiłam walczyć o laktację, która nie pojawiła się od razu. Przystawiałam Malutką do piersi jak najczęściej i nawet jak nic nie leciało, to Malutka ssała i pobudzała tym samym laktację. Do tego piłam herbatkę laktacyjną Bocianek (swoją drogą jest pyszna!). Niestety 3 razy musiałam ją dokarmić mlekim modyfikowanym, bo nie miałam tyle pokarmu, aby się najdła. Całą noc i dzień walczyłyśmy, zmęczona byłam ja i ona, ale w końcu się udało i pokarm się pojawił :) Kolejnego dnia dostałam też nawału pokarmu i musiałam pomagać sobie laktatorem. Piersi były twarde, a córeczka nie wypijała wszystkiego. Myślę, że najgorsze już za nami :) Laktacja w miarę się unormowała, chociaż bywają chwile, że mam wrażenie, że piersi mi zaraz wybuchną i muszę wybudzać córeczkę na karmienie, w szczególności w nocy. Powoli też zaczynają się stałe godziny karmienia, chociaż mimo wszystko karmię na żądanie, ale patrzę na to, aby między karmieniami nie było przerwy dłuższej niż 3 godziny.

Nie sądziłam, że karmienie piersią może być takie przyjemne, czuje się wtedy niesamowitą bliskość z dzieckiem. Lubię jak Malutka patrzy na mnie takimi ogromnymi oczami, jakby chciała powiedzieć "dziękuję mamuś za te mleczko" :)

Z własnego doświadczenia mogę udzielić Wam kilku rad dotyczących karmienia piersią.

Co pomaga na obolałe brodawki? Niestety bólu na początku się nie uniknie, sutki muszą swoje przejść, żeby uodporniły się na dziąsła małego ssacza :)
- po karmieniu posmaruj brodawki własnym mlekiem i pozostaw do wyschnięcia
- przemywaj sutki naparem z szałwi, ale pamiętaj, żeby umyć pierś przed karmieniem
- kup maść do pielęgnacji brodawek, mi pomaga Maltan

Jeśli dziecko nauczy się dobrze chwytać pierś to nie porani nam sutków. Dobrze jest też nauczyć się odstawiać dziecko od piersi, tak, aby nie szarpało brodawki. Jeśli chcemy, aby dziecko odłączyło się od piersi wkładamy mały palec w kącik ust i delikatnie oduwamy dziecko od piersi. Mamy wtedy pewność, że nie pogryzie nam brodawek.

Jak sobie radzić z nawałem pokarmu?
- przystawiaj dziecko do piersi jak najczęściej
- przed karmieniem zrób piersiom ciepły okład lub weź ciepły prysznic - to ułatwi wypływanie pokarmu
- po karmieniu możesz zastosować zimny okład
- jeśli chcesz zmniejszyć produkcję pokarmu wypij napar z szałwi


Na koniec muszę się czymś pochwalić i idę karmić, bo Malutka już długo śpi, więc będę zmuszona ją wybudzić. Przed samym porodem na plusie miałam 18 kg, a wczoraj było już 12 kg mniej! Także do wagi wyjściowej pozostało 7 kg. Szok :) Figura prawie jak sprzed ciąży. Został tylko mały brzuszek i poszerzone biodra, które mam nadzieję trochę się zejdą, bo jak na razie nie mieszę się jeszcze w jeansy sprzed ciąży.
Będąc w ciąży martwiłam się czy poradzę sobie z takim maleństwem, czy będę wiedziała jak się nim opiekować i czy ze wszystkim dam sobie radę. Wszystkie moje wątpliwości zniknęły od razu jak zobaczyłam tę naszą kruszynkę. Instynkt macierzyński jest tak silny, że bez problemu wiedziałam, jak się zająć naszą córeczką. Nie miałam problemów z przewijaniem, z dostawianiem do piersi, pielęgnacją. Bardzo dużo dała mi jednak szkoła rodzenia i spotkania z położną, na których dowiedziałam się wiele na temat pielęgnacji noworodka i karmienia piersią. Poza tym ogarnęła mnie ogromna miłość do tej malutkiej istotki :)
Po porodzie przyszedł czas na naturalną rzecz, czyli połóg. Temat intymny i dość trudny, ale myślę, że warto go poruszyć, szczególności, że napiszę Wam z własnego doświadczenia, co się przyda na ten czas. Szczerze mówiąc obawiałam się czegoś znacznie gorszego. Oczywiście każda kobieta inaczej przechodzi ten czas, ale ja nie mam w zasadzie na co narzekać. Dwie godziny po porodzie poszłam od razu pod prysznic i jak najwięcej starałam się chodzić i wstawać, chociaż łatwo nie było. Szwy ciągnęły, tyłek bolał, a o siedzeniu mogłam jedynie pomarzyć. Na domiar złego szpitalne łóżka były bardzo wysokie i niewygodne, co uniemożliwiało normalne wstanie, któremu zawsze towarzyszył ból. Wielki problem miałam początkowo z siusianiem. Po porodzie jest jakaś taka blokada, a dodatkowo pęcherz, który był ściśnięty całą ciążę, wraca do swojego stanu i wydaje się ciągle pusty. W takich wypadkach radzę wejść pod prysznic i tam się wysiusiać. Ogólnie rzecz biorąc gdyby nie te szwy, to w ogóle nie czułabym, że urodziłam :) Czułam się naprawdę dobrze. Po powrocie do domu całkowicie odżyłam, szwy nie ciągną, a ja mogę siadać, schylać się i skakać :)

Co przyda się na czas połogu:
- siateczkowe majtki (bardzo przydatne, w szczególności w szpitalu)
- podkłady Bella Maxi (czyli ogromne podpaski) - jedynie na czas pobytu w szpitalu
- kora dębu do zaparzenia i polewania krocza - ułatwia gojenie i działa ściągająco
- podkłady poporodowe na łóżko - korzystam z nich w domu przy wietrzeniu krocza ;)
- ręcznik papierowy do osuszania krocza po myciu - na normalnym ręczniku gromadziłyby się bakterie

To chyba wszystko :) Idę się teraz zdrzemnąć, bo Malutka śpi i jak na nią patrzę to mi samej też chce się spać.
Z pewnością jesteście ciekawi jak przebiegał mój poród, a więc opowiem Wam jak to wszystko się zaczęło.

27 maja po południu zaczęłam mieć mocniejsze skurcze, które pojawiały się początkowo nieregularnie. Myślałam, że nie będę w stanie odróżnić skurczów porodowych, ale oczywiście kiedy się zaczęły nie miałam wątpliwości, że to one. Objawiały się twardnieniem brzucha od góry do dołu i bolesnym skurczem w dole brzucha. Wieczorem skurcze stały się dość regularne, nawet co 6 minut i trwały średnio 30-40 sekund. Postanowiłam wziąć kąpiel, aby sprawdzić czy to jednak nie skurcze przepowiadające. Po kąpieli skurcze nie przeszły, a wręcz nasiliły się i zaczęły pojawiać się już co 4-5 minut. Po godzinie postanowiliśmy jechać do szpitala. Przyjęcie w szpitalu trwało dość długo. Masa dokumentów do wypełnienia, KTG, badanie lekarskie, na którym okazało się, że rozwarcie jest jedynie na 1 palec, a skurcze całkiem się wyciszyły. Niestety musieli mnie już zostawić w szpitalu i powiedzieli, że bez dzidziusia nie wyjdę. Trochę mnie to przeraziło, bo przecież termin miałam dopiero na 4 czerwca.
Na drugi dzień skurcze na KTG rysowały się nawet do 80%, a ja czułam je jak lekkie bóle. Dopiero w nocy ostro się ruszyło, a to za sprawą rady zaprzyjaźnionej położnej, która powiedziała, że na rozkręcenie akcji dobry jest masaż sutków. Skurcze zaczęły być tak mocne i tak częste, że nie mogłam sobie znaleźć miejsca, więc całą noc przechodziłam i co jakiś czas brałam ciepły prysznic, żeby chociaż trochę złagodzić ten ból. Miałam okropne bóle krzyżowe i gdyby nie one, to podejrzewam, że aż tak by to nie bolało. W nocy zbadali mnie dwa razy, rozwarcie ciągle było na 1 palec i zaczęło mnie to załamywać. Dopiero o 5:00 rano na badaniu wyszło 5 cm, ale się wtedy ucieszyłam, normalnie aż łza mi poszła z tej radości :) Niestety podczas badania okazało się, że Malutka pływa w zielonych wodach płodowych (spowodowane to było chwilowym niedotlenieniem i oddaniem smółki przez Malutką). Trochę się przestraszyłam, ale lekarz zapewnił mnie, że nie stanowi to zagrożenia dla dziecka, ale trzeba działać, bo jest to dla niego niekomfortowe. Zadzwoniłam po męża i poszłam na salę porodową. Idąc tam nie myślałam o bólu i o tym, co się będzie działo, a jedynie o tym, aby Malutka była cała i zdrowa. Podłączyli mnie pod KTG i niestety cały poród musiałam leżeć, bo ze względu na te zielone wody musieli ciągle monitorować Malutką.
Po jakimś czasie przyjechał mąż i wspierał mnie już do samego końca. Podawał mi wodę do picia, co chwilę zwilżał mi twarz. Był bardzo pomocny i jego obecność była dla mnie zbawieniem. Pod koniec porodu mówił w jaki sposób mam oddychać i pilnował, aby nie skupiała się na skurczach, a na oddechu.
Aby przyspieszyć akcje dostałam po jakimś czasie oxytocynę w kroplówce i konieczne było przebicie pęcherza płodowego, które nie jest bolesne, a ciepłe, wypływające wody są bardzo przyjemne. Po oxytocynie skurcze niestety stały się bardziej bolesne. Podczas tego całego bólu nie mogłam doczekać się momentu, kiedy będę mogła przeć, tym bardziej, że bóle parte pojawiły się znacznie wcześniej, gdy nie było jeszcze pełnego rozwarcia. Ten moment w sumie wspominam jako najgorszy, ponieważ powstrzymywanie się od parcia było bardzo ciężkie, ale położne i mąż były bardzo pomocne i jakoś udało się to przetrwać, ale ta chwila ciągnęła się w nieskończoność. Ogromną ulgę poczułam, gdy zobaczyłam na sali poruszenie i przygotowanie stanowiska na przyjście dzidziusia. Wiedziałam, że już za moment wszystko się zakończy i ujrzymy naszą córeczkę. Samo parcie trwało może z 10 minut, było ciężkie, ale myśl o tym, że zaraz urodzę dała mi bardzo dużo siły. Moment w którym wychodzi całe dziecko jest niesamowity. Czuje się wtedy mega ulgę, a pierwszy płacz i położenie dziecka na brzuchu uspokaja i sprawia, że zapomina się o całym bólu :) Naprawdę :) Momentami miałam chwile zwątpienia, krzyczałam, że nie dam rady i myślałam, że już nigdy nie będę mieć dziecka, ale to wszystko mija, bo teraz  pisząc tę całą relację nie pamiętam już "jak bolało".  Było to ciężkie, momentami ból był naprawdę silny i męczący, ale dziecko wynagradza wszystkie cierpienia :)

Nasza Karolinka urodziła się 29 maja o godzinie 9:40. Dostała 10 pkt, ważyła 3620 g i mierzyła 55 cm. Jest ładniutka i bardzo kochana.

Oczywiście zamierzam kontynuować pisanie bloga. Jak tylko znajdę chwilę czasu, to pierwsze co siądę do notki, bo sporo mam Wam do opowiedzenia :)
Moja nieobecność wynikła oczywiście z tego, że urodziłam! :) 29 maja o godzinie 9:40 na świat przyszła nasza Karolinka. 3620 g, 55 cm i 10 pkt :) Niestety dopiero dziś wróciłyśmy do domu. Jak się troszkę ogarnę, to napiszę oczywiście dużo więcej.