Źródło: pixabay.com
Chyba dopadło i nas. Naprawdę. Stwierdzam to głośno i puszczam w eter Internetu. A myślałam, że może ataki gniewu, które pojawiły się już dawno temu są za nami. Och, ja naiwna. Moja cierpliwość od kilku znowu nastawiona jest na niezłe próby. Póki co radzę sobie bardzo dobrze i jeszcze udało mi się nie wyjść z siebie. Dobrze, że nie mam akurat PMS-u, bo gdyby te dwie rzeczy się zbiegły to byłoby naprawdę ciężko. A najbiedniejszy byłby w tym wszystkim mój mąż, bo pewnie zbierałby wszystkie moje żale. No ale do rzeczy. PMS-u nie ma, ale u latorośli pojawił się ostry bunt.

Czym się on objawia?
Kłótnią i obrażaniem o większość rzeczy. Chodź, ściągnę Ci tę bluzkę, bo jest za ciepło. Co otrzymuję w odpowiedzi? Płacz, krzyk i "nie chciem". Przy kąpieli? To samo. Przy położeniu się na drzemkę? Również. Przy wysiadaniu z auta? A jakże. Na każdym kroku coś. Złość, gniew, niechęć. Jakby mi dziecko podmienili.

Pamiętam jeszcze, że niemowlęta miały skoki rozwojowe i pamiętam, że Karolcia te skoki przechodziła dość nerwowo. Mam wrażenie, że teraz też odreagowuje jakieś nowo zdobyte umiejętności i może właśnie stąd ta zmiana nastroju. Bo ja na moje dziecko naprawdę nie mogę narzekać. Nie należy do płaczków. Płacze tylko jak się mocno uderzy albo upadnie. Gdy coś chce, a nie może, tłumaczę jej to i nie ma najmniejszego problemu, rozumie. Nigdy nie robiła afer. A teraz? Teraz wszystko wywróciło się do góry nogami... Pozostaje tylko jakoś to przetrwać...

A później będzie bunt trzylatka, czterolatka, nastolatka itd.... ;)


No nareszcie. Ja wiem, że prawie w całej Polsce już dawno było ciepło i upały i w ogóle krótkie spodenki na ulicach, ale u nas ostatni tydzień był zimny, deszczowy i ogólnie nieciekawy. Bardziej wiosenny niż letni. Natomiast od wczoraj mamy prawdziwe lato i bardzo się z tego cieszę, bo w końcu Karolcia może wyszaleć się w ogródkowym basenie. Kąpieli nie ma końca! :) Niestety nie mamy własnego ogrodu, ale korzystamy z tego dziadkowego, więc nie jest źle ;) Najważniejsze, że mamy gdzie rozłożyć basen, piaskownicę i cały dzień można wtedy spędzać na dworze.

Z tego też względu mniej mnie na blogu, bo prawie cały dzień poza domem robi swoje. Na szybko ogarniam chatę, jakiś obiad, aby mieć jak najwięcej czasu. Aczkolwiek szykuję dla Was kolejny post z działu zdrowego odżywiania i jeden z Biblioteczki, bo już dawno nie było nic o książkach, a wiadomo, że ich ciągle przybywa.

A co nowego u nas? Karolcia się bardzo ładnie rozgadała, gada jak najęta i buduje coraz to bardziej skomplikowane zdania :) Cieszy mnie to niezmiernie i jestem z niej bardzo dumna.
Trochę pozmieniało się ostatnio ze spaniem i Karolcia chodzi spać coraz później, bo koło 22:00. Z jednej strony to dobrze, bo dłużej możemy sobie planować jakieś wyjścia czy wycieczki, ale z drugiej o tej porze chciałoby się już odpocząć i mieć czas dla siebie. No ale może z czasem uda nam się wrócić przynajmniej do tej 21:00. Wasze dzieci też się przestawiły na lato ze spaniem?


To trudna cecha. Niektórzy ją mają (szczęściarze!), inni nigdy jej nie poznają, a jeszcze inni muszą się jej dopiero nauczyć. Cierpliwym można być czekając na opóźniony 5 godzin pociąg, ale też stojąc w długiej, przedświątecznej kolejce do kasy. Nikt jednak nie wie tyle o cierpliwości co matka. Matka, która na drugie imię powinna mieć właśnie "cierpliwość".

Zaczyna się już w ciąży. Przez 9 miesięcy nabierasz duuuuużo cierpliwości. A później już leci dalej. Nawet nie wiesz kiedy zdobywasz kolejne levele. Niektóre są bardzo trudne, siwy włos pojawia się wtedy na Twojej głowie. Inne zaś są jak kanapka z masłem. Każdy z nich jednak uczy Cię czegoś nowego. Bo macierzyństwo uczy. Jest tak dobra szkoła, w której zamiast ocen dostajesz od swojego dziecka to co najpiękniejsze: szczery uśmiech, bezgraniczną miłość, prawdziwe przytulenie.

Gdy podnosisz z podłogi po raz enty widelec, wraz z zawartością. Wiesz, że to przecież niechcący. Jesteś cierpliwa.
Gdy po raz tysięczny tłumaczysz, że siku robimy do nocnika, nie na podłogę. Następnie również po raz tysięczny lecisz ze szmatą i wycierasz podłogę. Jesteś cierpliwa
Gdy dziecko wyciąga puzzle, a Ty myślisz, że przyszedł czas na chwile relaksu, to grubo się mylisz. Bo to puzzle z Peppą, które układasz już trzeci tydzień z rzędu. Ale co tam. Jesteś cierpliwa.
Gdy przychodzi wieczór i czytacie książeczki, a Twoje dziecko znowu wybiera Kicię Kocię na pikniku jesteś cierpliwa. W sumie możesz recytować z pamięci.
Gdy po raz dziesiąty zaprowadzasz dziecko do łóżeczka, mówiąc, że już późno i wszystkie zwierzątka poszły spać jesteś cierpliwa.

Nigdy nie byłam tak cierpliwa jak teraz. Mogę słuchać kilka razy tej samej historyjki opowiadanej przez córkę. Mogę codziennie po kilkanaście razy wysłuchiwać wyśpiewane "Panie Janie". Mogę słuchać "kocham Cię mamo" cały dzień...
Na blogu pojawił się niedawno post o tym, jak być czujnym rodzicem w cyfrowym świecie. Nie ma co się oszukiwać, musielibyśmy być chyba Amiszami (oczywiście nic do nich nie mam), żeby nasze dziecko nie miało styczności z telewizją, telefonem komórkowym, komputerem czy tabletem. 


Istnieją wśród rodziców różne przekonania na temat tego rodzaju mediów. Niektórzy kategorycznie zabraniają swoim pociechom na oglądanie bajek, u niektórych zaś telewizor włączony jest cały dzień. Nie oceniam, nie neguję. Każdy ma swoje życie. Jednak z tego rodzaju sprzętów należy korzystać z głową i dobrze jest nauczyć też tego dziecko. 

Jak wiadomo, dziecko do 2 roku życia nie powinno być atakowane ruchomym obrazem. Jednym słowem zakaz na wszelkie puszczane bajki czy to te w tv czy też te na tablecie. Ale jak jest w rzeczywistości? Pokażcie mi dwulatka, który nigdy nie miał włączonej bajki, nigdy nie widział (nawet przelotem) jakiegoś filmiku, reklamy, czegokolwiek. Nigdy nie trzymał w ręce telefonu swojego rodzica (no chyba, że jest wspomnianym wyżej Amiszem). Nawet jeśli rodzice nie mają w domu telewizora, to gdzieś u kogoś dziecko z pewnością się na niego natknęło. W dzisiejszych czasach po prostu się inaczej nie da. Możecie się ze mną nie zgodzić, bo przecież macie do tego prawo. 

Ja jednak uważam, że wszystko jest dla ludzi i staram się właśnie takiego podejścia uczyć Karolcię. Nie chcę, żeby później dziecko szczekało na telewizor ;) W domu mamy telewizor, ale włączany jest on dopiero wieczorem, gdy Karolinka śpi. W dzień nie mam takiej potrzeby (no chyba, że jest Euro 2016 - wybaczcie mi ostatnio ciszę na blogu, ale kocham takie wydarzenia sportowe i nie ominę żadnego meczu :D). Czy w takim razie Karolcia ogląda bajki? I tak i nie. Są dni, w których w ogóle nic nie ogląda, ale są dni w których pozwalam jej na max. pół godziny siedzenia przed TV (bo tyle trwa mniej więcej Klub Przyjaciół Myszki Miki, który Karolcia uwielbia). Poza tym lubi oglądać Peppę, Krecika, Reksia i Nawet Nie Wiesz Jak Bardzo Cię Kocham. Mam te bajki nagrane na dekoderze, żeby nie puszczać jej byle czego, a właśnie to co lubi. Karolcia jak większość dzieci lubi oglądać bajki, ale nie pozwalam jej za dużo, bo uważam, że inne rzeczy są bardziej rozwijające. Nigdy telewizor nie gra w tle, żeby nie rozpraszał nas w zabawie. Wolimy radio. 

Bajki mają jeden bardzo ważny dla rodzica plus. Nie zrozumie tego ten, którego dziecko nie podróżuje z płaczem i ze zniecierpliwieniem. Które dziecko wytrzyma tyle w foteliku? Mało które. Dlatego podczas dłuższej podróży bajki są wybawieniem. Oczywiście puszczane nie za długo :) 

A jak jest u Was? Pozwalacie dzieciom na oglądanie telewizji? 
Jak jeszcze nie byłam mamą, zdarzało mi się kupować raz "S", raz "M", w zależności od sklepu. Kilka razy nawet "L" okazało się dobra, w innym sklepie z kolei "XS". Wiadomo, rozmiar rozmiarowi nierówny i każdy sklep ma swoją własną rozmiarówkę. Nie dziwiło mnie to zbytnio, bo różnice nie były, aż tak wielkie. No ale to co się dzieje w rozmiarówce dziecięcej to już kosmos. Tu bywa naprawdę różnie i trzeba to rozgryźć, żeby trafić dobrze. 



Oczywiście piszę to z własnego doświadczenia i zaznaczam, że Karolcia należy raczej do drobnych dzieci, bo plasuje się od początku między 3 a 10 centylem. Z pewnością mamy większych dzieci mają inne odczucia co do tego tematu. Poniżej kilka firm, których ubranka kupuję i których rozmiarówkę mogę porównać. 

1. H&M - moim zdaniem ubrania z H&M rosną razem z dzieckiem. Trochę zawyżona rozmiarówka, skoro moja 2 letnia córka nadal mieści się w ubranka z przedziału 12-18 miesięcy. Z kolei rozmiar 2-4 lata jest na nią zdecydowanie za duży. Jak była malutka to długo służyły nam właśnie body z H&M-m czy też leginsy. 

2. F&F - prawie dobre rozmiary. Raczej wszystko zawsze pasowało. Mając 1,5 roku spała w pajacach 12-18 miesięcy, a teraz spokojnie zmieściłaby się jeszcze w 18-24 miesiące. Także tu przy zakupie możemy się sugerować rozmiarami. Jedne spodenki mamy teraz 2-3 lata. I widzę, że spokojnie pochodzi w nich jeszcze trochę, bo są właśnie takie "rosnące" ;)

3. LIDL - ojej, ta rozmiarówka taka pokręcona i zawyżona, że nigdy nie byłam pewna co kupić. Body 12-24 miesiące dopiero , teraz zaczęły dobrze leżeć, a teraz to my już ich nie potrzebujemy. Kobinezon, który kupiłam Karolci na zimę, gdy miała 7 miesięcy ubrała dopiero mając 1,5 roku. Więc coś z tymi rozmiarami jest nie tak. Dlatego nie ma co kupować w ciemno, trzeba wyciągnąć z opakowania, a najlepiej, w miarę możliwości, przymierzyć dziecku. 

4. Reserved - tę rozmiarówkę lubię najbardziej, bo nigdy mnie nie zawiodła i zawsze pasuje. 

5. Pepco - wszędzie wyżej rozmiarówki raczej zawyżone, a tutaj zaniżona jak nic. Tzn. może inaczej. Nigdy nie wiadomo, co się trafi w Pepco. Mam czasem wrażenie, że metki przyszywane są po ciemku. Porównuję ciuszek 18/24 a on taki sam jak ten 12/18. Więc jak już kupujecie w Pepco, nie sugerujcie się metkami, a dokładnie zobaczcie, czy na pewno ciuszek będzie pasował. Pamiętam, że body na 62 bardzo szybko robiły się małe, gdzie te z H&M długo mogłam używać. 

A jakie są Wasze spostrzeżenia dotyczące tego tematu?
W tym roku postanowiliśmy urządzić urodziny tematyczne. Długo myślałam nad tematem, miał być bajkowy klimat. Może Peppa, Myszka Minnie... W końcu padło na Kubusia Puchatka. Zakupiłam różne dekoracje (baner, obrus, talerzyki, kubeczki, czapeczki, trąbki i baloniki). Chciałam, żeby dom w ten dzień wyglądał wyjątkowo i żeby Karolcia cieszyła się z różnych dekoracji. Dlaczego akurat Kubuś? A to dlatego, że dostałam od kuzynki strój Tygryska dla Karolci i pomyślałam, że byłby on fajnym wypełnieniem urodzinowej imprezy. Karolcia mogłaby w Tygrysku witać gości. Niestety, Tygrysek się nie spodobał i przymierzenie skończyło się naburmuszeniem. A to wszystko dlatego, że w dzień urodzin Karolcia postanowiła nie kłaść się na drzemkę. Ale była dzielna i wytrzymała, mimo tylu emocji, do wieczora i to bez marudzenia.

Przystrojony stół
Jedyne zdjęcie w stroju Tygryska, które udało mi się zrobić. Ironia losu - wyszło nieostre
Do jedzenia przygotowałam dwa ciasta. Tort piętrowy przełożony kremem i owocami oraz truskawkową piankę. Było ciepło, dlatego postawiłam na lekkie i owocowe ciasta.
Tort piętrowy mojej roboty
Czy dekorowanie tematyczne miało sens? Hm... I tak i nie. W sumie tak, bo Karolcia się cieszyła, ale trwało to tylko chwilę, bo ważniejsze były prezenty i goście. Ale gdybym dała tylko zwykłe balony też tak samo by się cieszyła. Oczywiście dekoracje podobały się gościom i cieszyły oko. Pewnie użyjemy ich za rok ;) Wtedy taka tematyczna impreza będzie miała trochę większy sens. A Wy jak urządzacie urodziny swoim dzieciom? 
Dawno dawno temu jak łapało mnie jakieś małe przeziębienie mama robiła mi inhalacje. Były to inhalacje robione domowym sposobem, czyli standardowo garnek z gorącą wodą i ręcznik do wdychania oparów. Teraz prostym i bezpiecznym rozwiązaniem są inhalatory. Długo nosiłam się z decyzją czy taki inhalator jest nam potrzebny i czy w ogóle z niego skorzystamy. Przecież Karolcia nie choruje. Łapie jednak czasem jakiś mały katar, więc w sumie taki sprzęt by się przydał. Dodatkowo przekonała mnie moja alergia.

Zdecydowałam się na zakupy w specjalistycznym sklepie medycznym (TU), ponieważ nie byłam pewna co wybrać i potrzebowałam porady.

Polecono mi inhalator Med2000 CX Aerokid wraz z zestawem do inhalacji Andy Flow i na taki się ostatecznie zdecydowałam.

Inhalator Med2000 CX Aeorokid jest sprzętem produkowanym we Włoszech, nie jest więc żadną tanią chińszczyzną, na czym bardzo mi zależało. Wyposażony jest w silny silnik tłokowy, co znacznie skraca czas inhalacji (prędkość inhalacji to 16l/min), a przy małych dzieciach to bardzo ważne. Nie każde dziecko jest w stanie grzecznie wysiedzieć przy inhalatorze, więc im krócej tym lepiej. Jak już o zaletach typowo dziecięcych mowa, to sprzęt wyposażony jest w zestaw naklejek, którymi dziecko może ozdobić inhalator, a jak wiadomo dzieci kochają naklejki :) Posiada jedną z najmocniejszych sprężarek na rynku, przez co jest wytrzymały i bezawaryjny. Producent daje mu 3 lata gwarancji. Wyposażony jest w zestaw Andy Flow (który opiszę poniżej), ale jest również kompatybilny ze wszystkimi standardowymi maskami, rurkami i ustnikami.
http://medyczny-rzeszow.pl/p/145/618/med2000-cx-aerokid-szybki-inhalator-dla-dziecka-inhalatory-urzadzenia-inhalatory-oraz-akcesoria.html
Zestaw do inhalacji Andy Flow znajdziecie już w zestawie z inhalatorem powyżej, ale możecie również kupić go osobno. Producent określa działanie sprzętu jako rewolucję w procesie inhalowania dzieci i dorosłych. A to dlatego, że posiada możliwość regulacji tempa inhalacji oraz możliwość regulacji poziomu inhalacji za pomocą trzech specjalnych nakładek:
- nakładka A umożliwia inhalację górnych dróg oddechowych
- nakładka B umożliwia inhalację środkowego odcinka dróg oddechowych (tchawicy, oskrzeli)
- nakładka C umożliwia terapię dolnych dróg oddechowych.
Andy Flow działa w ten sposób, że jako jedyny zmienia rozmiar cząsteczek, które wdychamy. Jest to świetne rozwiązanie, ponieważ drogi oddechowe na różnym poziomie wchłaniają różne wielkości cząsteczek i dzięki temu mogą dotrzeć na konkretne miejsce. Zestaw Andy Flow pasuje do każdego inhalatora, ale dedykowany jest dla CX Aerokid.

http://medyczny-rzeszow.pl/p/146/620/zestaw-do-inhalacji-andy-flow-inhalator-rozpylacz--akcesoria-nebulizatory-maski-filtry-ustniki-inhalatory-oraz-akcesoria.html

Co myślicie o takich urządzeniach? Są według Was niezbędne? A może macie inhalatory dla swoich dzieci, pochwalcie się swoją opinią na ten temat.