Zazwyczaj kilka tygodni przed porodem w kobiecie odzywa się instynkt, który powoduje, że chce się sprzątać, meblować i przygotować dom na przyjście dziecka. Powoli zaczynam mieć tego pierwsze objawy. Nie wiem czy to już ten czas czy może początek wiosny tak na mnie działa :) Ostatnio byłam wiecznie zmęczona, nic mi się nie chciało, a teraz wysprzątałabym na błysk cały dom, ale ze względu na to, że mi nie wolno, muszę objeść się smakiem :) Dopiero za jakiś miesiąc zacznę spokojnie i bez obaw działać. Na razie skończyłam prać ostatnie ubranka, zostało prasowanie, ale chyba podzielę się tym z mężem albo spróbuję poprasować na siedząco, bo niestety nie daję rady stać już w jednym miejscu przez dłuższy czas. Za jakiś miesiąc mamy zamiar ustawić łóżeczko, żeby się wywietrzyło. Oj, nie mogę się już tego wszystkiego doczekać :)
W końcu się dowiedzieliśmy! W końcu nasze dziecko postanowiło się ujawnić, że jest dziewczynką! Także będziemy mieli córeczkę :) Karolinkę :) Moje przeczucie się sprawdziło, ale przeczucia innych, że "wyglądam na chłopca" nie, więc zabobony typu "dziewczynka odbiera mamie urodę" lub "brzuch jak piłka to na chłopca" całkiem się nie sprawdziły. Radość dziś we mnie ogromna, jak miło dowiedzieć się kogo nosi się pod sercem. To naprawdę niesamowite.
Poza tym z Malutką wszystko dobrze, siedziała sobie ułożona główkowo i czuję to bardzo, a już najbardziej to chyba czują to moje biedne żebra, ale co zrobić, dziewczyna ma siłę :) Z pomiarów wyszło, że jest 1-2 tygodnie starsza i lekarz powiedział, żebym szykowała się raczej na koniec maja niż na początek czerwca, więc zostały mi jeszcze jakieś 2 miesiące, oby tylko Karolcia nie chciała wyjść za szybko. Z zaleceń lekarza nadal odpoczynek, bo co prawda z szyjką się od ostatniej wizyty znacznie poprawiło, ale i tak muszę na siebie uważać. Do tego zestaw tabletek: żelazo nadal, do tego doszedł magnez i standardowo nospa.

To teraz nie pozostaje mi nic innego jak zabrać się za pranie tych dziewczęcych ubranek i sukieneczek, które dostałam od kuzynki :)
Jutro wielki dzień :) W końcu doczekane trzecie i prawdopodobnie ostatnie USG. Nie mogę się oczywiście doczekać, ale też troszeczkę się stresuję, myśląc o tym, czy z maleństwem wszystko jest ok. Być może jutro poznamy w końcu płeć naszego dziecka, ciekawe czy nasza mała wiercipiętka będzie chciała pokazać kim jest :) Ostatnio dość sporo się rusza i niektóre kopniaki są niestety bolesne, a to ze względu na to, że w brzuszku coraz mniej miejsca. Po wizycie zdam oczywiście relację. Mam też nadzieję, że szyjka się nie skróciła i że nadal dobrze trzyma.

Wczoraj zwiedzaliśmy porodówkę w szpitalu, w którym będę rodzić i jestem mile zaskoczona. Oddział bardzo ładny, świeżo po remoncie, sale dwuosobowe, dość kameralnie, cicho i spokojnie. Akurat nie odbywały się w tym czasie żadne porody, więc zobaczyliśmy też samą salę do porodów. Niestety są w niej 3 stanowiska, ale oddzielone od siebie ściankami i drzwiami, więc nie ma problemu z intymnością, jednakże jak w jedynym czasie odbywają się 3 porody to na pewno jest dość głośno. Trochę ta wizyta mnie uspokoiła, bo wyobrażałam sobie to wszystko o wiele gorzej. Najbardziej cieszy mnie to, że mąż może być ze mną praktycznie cały czas, w przypadku partnera nie są aż tak przestrzegane godziny odwiedzin. Także cieszę się, że nie będę tam sama, a mąż będzie mógł razem ze mną nacieszyć się maluszkiem :)

Dostaliśmy od mojej mamy dla naszego dzidziusia kolejną zabaweczkę :) Pluszową żyrafę z gryzakiem na końcu i elementami piszczącymi i szeleszczącymi.
Oczywiście nasza sunia od razu się nią zainteresowała i zastanawiam się jak to z nią będzie po porodzie. Jestem pewna, że w późniejszym czasie będzie podbierała zabawki dziecku, bo ją oczywiście wszystko interesuje :) Poza tym myślę, że będzie delikatna i opiekuńcza, ale muszę uważać, żeby też o nią dbać i nie zapominać o niej, aby nie była zazdrosna. Na pewno mąż przyniesie ze szpitala pieluszkę lub ubranko dziecka, aby nasza piesia mogła się powoli zapoznać z nowym zapachem. Bardzo cieszę się, że nasze dziecko wychowa się z psem. 

Trzymajcie kciuki za jutrzejszą wizytę :) Chyba nie będę mogła spać w nocy z tych emocji :)

W końcu podjęliśmy ostateczną dezycję i wybraliśmy wózek i fotelik samochodowy :) Jaka to jest ulga, że już nie muszę się nad tym zastanawiać i szukać tego jedynego. Zależało nam bardzo na tym, aby zobaczyć wózek na żywo, dotknąć go, poprowadzić itd. ponieważ zakup przez Internet bez wcześniejszego obejrzenia był dla nas zbyt ryzykowny. Dopiero teraz, po oglądnięciu poszczególnych modeli, zamówimy ten konkretny przez Internet, bo wychodzi taniej, a dodatkowo sprzedawcy dorzucają różne akcesoria gratis.

Początkowo mieliśmy wybrać wózek 3w1 z fotelikiem dedykowanym, jednak bezpieczeństwo dziecka jest dla nas bardzo ważne, dlatego wybraliśmy wersję 2w1 i do tego fotelik Maxi Cosi Citi, który ma 4 punkty w testach ADAC. Ten fotelik za pomocą adapterów również można wpiąć w stelaż wózka, który wybraliśmy.

U nas w miejscowości wózków do wyboru zbyt wiele nie ma, rozglądnęliśmy się po różnych sklepach i naszą uwagę przykuł najpierw wózek firmy Maked produkowany w naszej okolicy, a dokładnie w Piechowicach.
Wózek wizualnie jest bardzo ładny i dobrze wykonany. Ma sporą gondolę 83 cm i mimo, że dobrze się prowadzi, to jest jednak dość ciężki. Gdybyśmy nie pojechali na wycieczkę w poszukiwaniu wózków, to pewnie w ostateczności zdecydowalibyśmy się właśnie na wózek Maked. Jednakże spodobało nam się coś zupełnie innego :)

Drugim wózkiem, który braliśmy pod uwagę był wózek Amelis.
Konstrukcją i wyglądem jest podobny do Maked. Jest to wózek 2w1, nie ma fotelika dedykowanego, ale można na nim zamontować różne foteliki. Bardzo zwrotny, bardzo dobrze się prowadzi, super amortyzaotry, ale jeden wielki minus - mała gondola - jedynie 77 cm. A doszliśmy do wniosku, że potrzeba nam będzie jak największa gondola, aby starczyła nam do zimy. Dlatego musieliśmy go odrzucić. 

W końcu w sklepie w Świebodzicach znaleźliśmy wózek, który spełnił nasze wszystkie oczekiwania. Jest to wózek polskiej firmy Camarelo. Bardzo podoba mi się wizualnie i ma bogatą kolorystykę. Budka ma okienko wentylacyjne z tyłu, a z przodu można ją jeszcze maksymalnie naciągnąć z przodu i osłonić dziecko przed słońcem. Ma regulowaną rączkę obszytą ekologiczną skórą, skrętne pompowane koła z możliwością blokady, regulowane amortyzatory i fajny, zamykany kosz na zakupy. A co najważniejsze jego gondola jest bardzo obszerna i ma aż 86 cm. Do tego oparcie gondoli można obniżać z zewnątrz. Wybraliśmy wersję głęboko-spacerową, tak jak już wyżej pisałam, z fotelikiem Maxi Cosi Citi. Jedyne co, to zastanawiamy się jeszcze nad konkretnym modelem.

To jest model Camarelo Sevilla w takiej wersji kolorystycznej najbardziej nam się podoba. 

Natomiast drugi model to Camarelo Carera i chyba bardziej skłaniałabym się właśnie ku temu. W niej bardziej podoba mi się budka i torba pielęgnacyjna :) Tylko ciągle nie mogę zdecydować się na wersję kolorystyczną, bo jest ich sporo i większość bardzo ładna. Na razie myślimy pomiędzy tymi dwoma:


Także czeka mnie jeszcze wybranie modelu oraz koloru, zamówienie wózka i w końcu będę mogła odetchnąć :) Przy zamówieniu przez Internet do wózka dostaniemy dodatkowo parasolkę, folię na fotelik samochodowy, pompkę do kół i adaptery do fotelika Maxi Cosi. W podstawowym wyposażeniu wózka jest torba, folia przeciwdeszczowa i moskitiera. Wózek mamy zamiar zamówić za jakiś tydzień góra dwa, żeby mieć już miesiąc przed terminem w domu, bo to nigdy nie wiadomo :)
Temat wózków jest tak rozległy i ciężki dla mnie do przebrnięcia, że będę musiała go podzielić chyba na kilka postów. Może gdybym miała do dyspozycji nieograniczoną kwotę, to aż tyle czasu na zastanawianie się bym nie poświęciła. Chociaż czy ja wiem... nie lubię wydawać kasy w błoto, jednocześnie zależy mi na jak najlepszym wyborze, a nie chcę np. płacić więcej za samą firmę wózka czy za jakiś super kolor. Kolejną kwestią jest to, że wózek ma służyć w przyszłości następnemu dziecku, więc musi być w miarę wytrzymały i dobry jakościowo. Część spraw wózkowych i fotelikowych zrzuciłam na męża, ale też musze się mniej więcej w temacie orientować :)

Dziś będzie o tym, na co należy zwrócić uwagę kupując nowy wózek, a w następnym poście napiszę, jakie wózki bierzemy pod uwagę i jak to wygląda cenowo.

Jakie rodzaje wózków znajdziemy na rynku?
Bardzo popularne są wózki 2w1 lub 3w1. Oznacza to, że w skład takiego wózka wchodzi gondola (czyli wersja głęboka) oraz spacerówka. Często nazywane są wózkami głęboko-spacerowymi. Jest to super rozwiązanie, ponieważ nie musimy osobno kupować gondoli a osobno spacerówki. Tańsze wózki mają spacerówkę robioną bezpośrednio z gondoli, natomiast te troszkę droższe i najdroższe mają całkiem osobną wersję spacerową. W wersji 3w1 dodatkiem jest fotelik, który możemy wpiąć w stelaż wózka. Jeśli chodzi o wersję 3w1 to należy sprawdzić czy fotelik ma atesty i przeprowadzone testy zderzeniowe. Najczęściej jednak foteliki dedykowane do danej firmy wózka nie mają testów ADAC i są mniej bezpieczne, stąd też oczywiście tańsze.

Na co powinniśmy zwrócić uwagę kupując wózek?

1. Pierwsza rzecz, od której powinniśmy zacząć, to określenie budżetu. Rozpiętość cenowa wózków jest ogromna. Na Allegro możemy zamówić wózek 2w1 już za ok. 500 zł. Przy czym ceny najdroższych sięgają często kilku tysięcy złotych. Czym się różni wózek za 4 tys. zł od tego za 2 tys. zł? Ciężko mi powiedzieć, bo my skupiliśmy się na wózkach do ok. 1300 zł.

2. Bardzo ważna jest waga wózka. Jeśli mieszkamy w domu lub mamy windę i wiemy, że nie będziemy musieli taszczyć wózka, na któreś piętro nie gra ona aż tak dużej roli. Jednak jeśli wiemy, że bez noszenia się nie obędzie powinniśmy szukać wózków jak najlżejszych, z aluminiową ramą. Lżejsze wózki są również lepsze w prowadzeniu, np. po nierównościach.

3. Wybór kół też nie może być przypadkowy. Jeśli wiemy, że będziemy raczej spacerować po drogach prostych, nie mamy w pobliżu polnych ścieżek, to śmiało możemy wybrać koła piankowe. Jednak na nierówności najlepsze będą koła pompowane. Ważne jest też, aby wózek miał amortyzatory, najlepiej regulowane.

4. Rączka wózka powinna być regulowana na wysokość, aby odpowiednio dopasować ją do wzrostu prowadzącego wózek. Ja zwracałam uwagę też na to, aby rączka była obita ekologiczną skórą lub miękkim plastikiem, ponieważ pianka bardzo szybko się ściera i dziurawi.

5. Kosz na zakupy zawsze jest w podstawowym wyposażeniu wózka. Powinien być dość głęboki, najlepiej czarny, aby nie było widać na nim zabrudzeń. Dobrze jakby był zamykany, na zamek lub na rzepy, wtedy zabezpieczymy nasze rzeczy przed ewentualnym ubrudzeniem.

6. Akcesoria do wózków (folia przeciwdeszczowa, parasolka, torba, moskitiera) nie są żadnymi gadżetami, a rzeczami niezbędnymi. Lepiej, aby były już w wyposażeniu, bo same w sobie są dość drogie, a aby dobrze pasowały muszą być dopasowane do marki wózka.

7. Przy wyborze powinniśmy też zwrócić uwagę na materiał, z którego wykonany jest wózek. Dobrze by było jakby tapicerkę można było zdjąć do prania.

8. Kolejną kwestią jest gondola. Powinna być spora, aby dziecku było w niej wygodnie. Zimą dochodzi śpiworek, kocyk więc miejsca robi się mało, dlatego lepiej kupić gondolę większą niż później martwić się, że dziecku jest ciasno. Malec jeździ w gondoli zwykle do czasu, aż sam nie zacznie siadać, ale dobrze by było, aby miała ona podnoszone oparcie, wtedy możemy położyć, próbujące siadać dziecko, w pozycji półleżącej. Budka w gondoli powinna mieć okienko wentylacyjne, które przyda się szczególnie latem.

9. Siedzisko spacerowe też nie powinno być małe, musi mieć regulowane oparcie, pasy bezpieczeństwa. Szczerze mówiąc, nie zwracałam większej uwagi na siedziska spacerowe, więc nie wiem co mogłabym więcej o tym napisać.

10. Ostatnia kwestia to składanie wózka. Musi być łatwe i najlepiej, aby wózek składał się do jak najmniejszej powierzchni, w szczególności, jeśli nie mamy w aucie zbyt dużego bagażnika.

To by było chyba na tyle jeśli chodzi o zasady, którymi kierowałam się przy wyborze naszego wózka.
Jutro postaram się napisać dłuższą i bardziej wyczerpującą notkę, dziś słowem wstępu.
Byliśmy na małej wycieczce w 3 różnych sklepach w poszukiwaniu wózka. Niestety w naszym mieście nie ma aż tak dobrze wyposażonych sklepów, dlatego musieliśmy wypuścić się nieco dalej, dlatego jestem tak zmęczona, że nic mądrego nie uda mi się już dziś napisać :)
Kompletując wyprawkę dla dzidziusia w ogóle nie myślałam o tym, aby kupować jakieś zabawki. Dopiero w trakcie oglądania i zakupów natrafiłam na pewne rzeczy, które mi się spoobały i które zakupiłam. Uważam jednak, że nie ma co z takimi zakupami przesadzać, bo po pierwsze goście najczęściej na prezent dla dziecka wybierają zabawkę, a po drugie takiemu maluszkowi początkowo zabawki wcale nie są potrzebne.
Skusiliśmy się jedynie na matę edukacyjną, karuzelę nad łóżeczko, pluszowego misia i pluszową książeczkę. Szczegółowo pisałam o tym w poście Kolejne Maluszkowe Zakupy.
Na rynku oczywiście znajdziemy masę różnych zabawek dla niemowląt. Takimi najpopularniejszymi wydają się być karuzele nad łóżeczko, grzechotki i gryzaczki. Ale zauważyłam coraz większą modę na leżaczki-bujaczki i maty edukacyjne. Maty edukacyjne uważam za fajny wynalazek, w szczególności te z pałąkami, na których zawieszone są zabawki, np. coś takiego:
Z pewnością skupia ona uwagę dziecka i pozwala mu na rozwój zmysłów dotyku, słuchu i wzroku. Bardzo często takie maty mają elementy szeleszczące lub grające. Jednakże radziłabym zakupić matę, która nie ma zbyt wielu wiszących elementów (oczywiście niektóre z nich można zdjąć), aby nie rozpraszały one dziecka, a jedynie skupiały jego uwagę. Na razie maty z wiszącymi zabawkami nie kupiliśmy, czekam na jakąś okazję na Allegro, może uda mi się wylicytować coś takiego za jakieś grosze.

Początkowo myślałam, że może kupię leżaczek-bujaczek, aby móc położyć w nim dziecko w pokoju, w którym będę akurat coś robiła, aby mieć dziecko ciągle na oku. Dopiero po ogólnym rozeznaniu się stwierdziłam, że nie będzie mi on aż tak potrzebny. Po pierwsze leżaczki te mają ograniczenia wagowe i dziecko bardzo szybko z nich wyrasta, a niestety cena nie jest niska. Po drugie uważam, że dziecko nie powinno zbyt długo leżeć w takiej pozycji. A po trzecie funkcję bujania mają często foteliki samochodowe, więc jak coś, to mogę na moment pobujać dziecko właśnie w nim.

Nie przepadam też zbytnio za zabawkami grającymi, śpiewającymi i interaktywnymi. Uważam, że są one lepsze dla starszego dziecka, aczkolwiek ja w dzieciństwie nic takiego nie miałam i żyję ;) Wyczytałam też ostatnio, że zabawki takie mogą powodować uszkodzenia słuchu u takich maluszków, stąd też podchodzę do nich dość sceptycznie. Tyle w kwestii zabawek dla niemowląt. 

Od wczoraj nasze maleństwo jest tak ruchliwe i tak silnie kopie i się wierci, że powoli mam tego dość :) Tym bardziej jak dostanę kopa w pęcherz lub żebra, wtedy nie jest to już tak miłe. Cieszę się, że się wierci i rusza, jestem pewna, że później będę za tym tęsknić, ale czasem jestem tym zmęczona. W szczególności wtedy gdy chcę odpocząć, a maleństwu nie pasuje ani leżenie na lewym boku, ani na prawym i okłada mnie z różnych stron. Cudowne jest jednak to, że powoli potrafię wyczuć np. małą piętkę albo wypięty tyłeczek :)
Wiem, wiem miałam już w ogóle nie kupować dziecięcych ubranek, ale co mam zrobić, że nie potrafię się powstrzymać. Muszę chyba poprosić męża, żeby włączył mi blokadę rodzicielską na Allegro to wtedy przestanę szukać okazji. Ale jak nie skorzystać z takich okazji jak śliczne ciuszki po średnio 2 zł za sztukę (już z przesyłką)? Po prostu jak widzę takie piękności, to nie mogę się opanować. Przestawiam wam poniżej moje udane zakupy :)


Szczególnie zakochałam się w tym sweterku! Jest taki słodziutki!
Wczoraj byłam na kolejnej wizycie u lekarza. Niestety nie udało się uniknąć anemii mimo stosowania pewnych produktów, które miały podnieść mi poziom żelaza. Na szczęście jest to zjawisko normalne i zdaża się bardzo często, stąd też nie zmartwiłam się tym zbytnio. Dostałam od lekarza tabletki z żelazem i prawdopodobnie będę je brała do końca ciąży. Wyniki z pewnością wrócą do normy. Wczoraj dzidziuś był ułożony główką w dół, ale lekarz powiedział, że to może się jeszcze w każdej chwili zmienić.
Jedyne co mnie troszkę zaniepokoiło to fakt, że szyjka macicy zaczęła być miękka. Na szczęście się nie skraca i jest zamknięta, ale lekarz kazał mi dużo odpoczywać i nie przemęczać się. Przy jakimkolwiek twardnieniu brzuszka mam brać nospę, nawet kilka dziennie. Muszę się do tych zaleceń koniecznie dostostować, chociaż jest mi ciężko, bo w domu oczywiście wszystko robiłabym sama i ciężko mi prosić o wszystko męża. On i tak mi dużo pomaga i pomagał, ale nie chcę, żeby wszystko było na jego głowie. Będę musiała się jednak przemóc i odpuścić sobie całkiem pewne czynności. Całe szczęście, że nie mam nakazu leżenia, to mogę zrobić chociaż śniadanie i obiad, wyjść na jakiś spacer czy pojechać do rodziców. Do szkoły rodzenia możemy chodzić dalej, ale jeśli będą jakieś ćwiczenia to mam nie ćwiczyć.

Mam nadzieję, że maleństwo nie będzie się zbyt szybko pchało na ten świat. Niech siedzi sobie jeszcze w ciepłym domku i czeka na odpowiedni moment :) Kolejna wizyta z USG już za 2 tygodnie i może w końcu uda się poznać płeć :)
Zawsze marzyłam o tym, że jeśli kiedyś będę mieć dziecko, to na pewno kupię sobie chustę i będę je w niej nosić. Po zajściu w ciążę zaczęłam się zastanawiać czy noszenie dzidziusia w chuście faktycznie jest takie fajne, a po drugie czy jest dla niego dobre i nie powoduje żadnych wad. Ostatnio naszło mnie też takie bardziej praktyczne myślenie. Co zrobię jeśli mojego męża nie będzie dłużej w domu, a ja będę musiała wyprowadzić naszą sunię? Pakowanie maleństwa w wózek lub fotelik po to, aby dosłownie na 5 minut wyjść z domu jest bezsensowne, co innego (tym bardziej, że będziemy mieć lato) wyjść z dzieckiem w chuście. Wygodnie, bezstresowo i bezpiecznie. Jednak kolejną sprawą stała się cena takiej chusty, bo zawsze wydawało mi się, że jest to mega wydatek. Poszperałam jednak w Internecie i okazało się, że są polskie firmy, które produkują chusty z certyfikatami. Chusty są 100% bawełnanie i dostosowane do potrzeb mamy i dziecka. Nie kosztują wiele, więc mam zamiar kupić i wypróbować właśnie taką chustę. Oczywiście relację z jej użytkowania będę mogła zdać za ok. pół roku :)

Jakie są zalety noszenia dziecka w chuście?
1. Noworodek potrzebuje bliskości mamy i przyzwyczajony jest do odgłosu bicia jej serca, stąd też noszony w chuście czuje się jak w brzuszku, staje się spokojniejszy i bezpieczny.
2. Dobrze zawiązana chusta stabilnie podtrzymuje kręgosłup i główkę dziecka, dlatego można ją stosować już od pierwszych dni życia i nie powoduje ona żadnych wad kręgosłupa.
3. Chusta odciąża kręgosłup mamy i sprawia, że mama ma wolne ręce, a co za tym idzie może wykonywać drobne prace w domu, w moim przypadku będzie to pewnie właśnie wyjście z psem :)

Oczywiście wszystko należy robić z umiarem i nie należy nosić dziecka w chuście całą dobę. Myślę, że chusta będzie mi służyć od czasu do czasu, aby po prostu ułatwić sobie życie i pogodzić opiekę nad dzieckiem z pewnymi obowiązkami domowymi. Jak będzie w rzeczywistości? Czas pokaże :)
Wyprawka dla maleństwa już prawie w pełni skompletowana. Brakuje jeszcze najważniejszej rzeczy, czyli wózka i fotelika, a z drobnostek kosmetyków i akcesorii do łóżeczka. Powoli zaczęliśmy się orientować jakie wózki nam się podobają i na jaki nas stać. Sprawa jest o tyle ciężka, że na ten temat poświęcę osobnego posta.

Jeśli chodzi zaś o kosmetyki dla maluszka to nie zamierzam na początek kupować ich zbyt wiele. Na razie mam kupione mydełko Bambino, nie wiem jednak czy będę go używać, bo wygodniejszy byłby żel do mycia np. z pompką. Poczytałam składy niektórych kosmetyków i wołają one o pomstę do nieba. Najlepszy wydał mi się Rossmannowski żel Babydream (do tego ma pompkę) i chyba właśnie go zakupię. Do tego wezmę krem pielęgnacyjny do twarzy i ciała też Babydream i na tym zakończę kosmetyczne zakupy. Zastanawiam się tylko jeszcze nad kremem na ewentualne odparzenia i kupię albo Bepanten albo zielony Linomag. Zobaczę też w Rossmannie, bo wydaje mi się, że tam w serii Babydream też jest taki krem na odparzenia. W apteczce mam też zasypkę Alantan, która też może się przydać. Więcej kosmetyków na razie nie zamierzam kupować, bo będę musiała zobaczyć czy nasze dziecko nie odziedziczyło po mnie atopowego zapalenia skóry, wtedy konieczne będą emolienty. Mam nadzieję, że w tej kwestii geny poszły po tatusiu :)

Pisząc wyżej o akcesoriach do łóżeczka miałam na myśli (ochraniacz, pościel, rożek i kocyk). To minimum jakie muszę mieć. Na razie nie będę kupować kołderki ani poduszki, bo początkowo dziecko nie powinno spać na poduszce, a że będziemy mieć lato to sądzę, że maluch będzie spał albo w rożku, albo pod kocykiem obleczonym poszewką. Jeden kocyk co prawda już mam, ale muszę mieć drugi do wózka. Wszystko zamówię prawdopodobnie na Allegro, bo oczywiście wychodzi najtaniej i upatrzyłam też sobie wzory, które bardzo mi się podobają.

Zastanawiam się nad takim wzorem. Pościel, rożek i ochraniacz na łóżeczko.


Jeden kocyk mam już bawełniany, a drugi chciałabym dokupić cieplejszy, np. z mikrofibry. Upatrzyłam dwa wzory.

Takie ładne te różne rzeczy, że oczywiście chciałoby się mieć większość z nich :) 
Niesamowite jest to, że zmiany pomiędzy trymestrami są widoczne dosłownie z dnia na dzień. Tak jak przy końcu I trymestru dosłownie jednego dnia odeszło całe zmęczenie i męczące mnie mdłości i nadszedł II trymestr, w którym tryskałam energią i mogłam góry przenosić, tak teraz nagle poczułam zmęczenie i dosłownie nie chce mi się nic. Mam wrażenie, że ciąża już tak długo trwa, że już zawsze będę miała przed sobą ten ogromny brzuszek, zza którego nie widać już stóp i funkcjonowanie staje się utrudnione. Wszędzie piszą, że to normalne, więc się tym nie przejmuję i już nie mogę się doczekać, aż zobaczę nasze maleństwo. W tym wszystkim nawet wizja porodu mnie nie przeraża, bo chciałabym mieć już w rękach moje dzieciątko. Oczywiście niech maluszek nie spieszy się i wyjdzie na świat w odpowiednim czasie :) Ostatnio śniło mi się, że karmiłam piersią i jak się obudziłam, to aż za tym zatęskniłam. Sny w ciąży są takie bujne i wyraziste :)

O porodzie z pewnością wspomnę już niedługo, bo chcąc nie chcąc zaczynam o tym myśleć, tym bardziej, że ostatnie zajęcia w szkole rodzenia i spotkanie z położną były właśnie poświęcone temu tematowi.

Jakie są dolegliwości w III trymestrze?
Poza tymi, które nawiedzały nas w II trymestrze, czyli zaparciami i bólami pleców, dochodzą również zgaga, ogólne przemęczenie, kłopoty ze snem i oddychaniem, obrzęki, a także częstsze wizyty w toalecie.

Zgaga - jak narazie nie mam z tym problemu, może dlatego, że jadam regularne posiłki, nie za wielkie porcje i staram się jeść potrawy, które jej nie wywołują. Jeśli jednak dopadnie nas zgaga możemy sobie pomóc mlekiem lub migdałami, które powinny ją zniwelować. Jeśli to nie pomaga możemy sięgnąć po specyfiki z apteki, ale wtedy najlepiej skonsultować się z lekarzem.
Zmęczenie i senność - rosnący brzuch utrudnia i spowalnia nasze ruchy, a macica zaczyna uciskać na przeponę, dlatego gorzej nam się oddycha. Zauważyłam też, że jeszcze szybciej zaczęłam się męczyć, stąd też często musze odpoczywać. Oprócz odpoczynku możemy sobie pomóc spacerami, które dotleniają organizm.
Kłopoty ze snem - brzuszek utrudnia znalezienie odpowiedniej pozycji, a nocne wstawanie na siku co chwila mnie rozbudza. Bywa też tak, że maluszek budzi mnie w nocy kopniakami i wtedy leżę, nie śpię i czekam, aż dziecko się wyszaleje :) Mi na zaśnięcie pomaga kubek ciepłego mleka, ale na wizyty w toalecie już nic nie poradzę :)
Obrzęki - są w ciąży całkowicie normalne, chyba że odbiegają od normy. Jeśli pojawiają się po odpoczynku nocnym należy sie zgłosić do lekarza, bo może to być niebezpieczne dla nas i dla dziecka. Na szczęście nie zauważyłam u siebie jeszcze żadnych obrzęków, podejrzewam, że pojawią się pod koniec ciąży. Ważne jest, aby w ciągu dnia pić dużo wody. Na obrzęki pomaga też herbatka z pokrzywy, która działa moczopędnie i oczyszcza organizm.

Ogólnie rzecz biorąc tragedii nie ma i wszystko da się znieść :) Gdy dzidziuś pojawi się w końcu na świecie wynagrodzi nam nasze gorsze dni w czasie ciąży. Cieszę się jednak, że już mamy prawie skompletowaną wyprawkę, bo ciężej mi się teraz skupić, a mój leń nie pozwala mi na wiele :)
Coś ostatnio mam spadek formy. Albo to 3 trymestr tak zaatakował, albo przesilenie wiosenne tak na mnie działa. Dopadła mnie senność i ogólne zmęczenie, a do tego doszły bóle głowy, które muszę chyba skonsultować z lekarzem ogólnym, chociaż co to może dać, skoro w ciąży i tak nie mogę brać żadnych leków. Ginekolog na bóle głowy kazał brać apap i mimo że bardzo się wzbraniałam przed jakimikolwiek lekami, to złamałam się i w końcu mi ulżyło. Mam nadzieję, że te bóle głowy przejdą i że to nic poważnego.

Wczoraj odbyły się kolejne zajęcia w szkole rodzenia. Tym razem były poświęcone technikom łagodzenia bólu porodowego. Położna pokazywała pozycje i masaże, które pomagają złagodzić ból. Bardzo ciekawe i potrzebne zajęcia. Chociaż zastanawiam się czy w stresie i bólu będę pamiętała o tych zasadach. Powiedziałam mężowi, żeby wszystko ładnie zapamiętał, bo ja pewnie nie będę pamiętać nic ;) Ogólnie zajęcia były budujące, ponieważ świadomość, że pewne czynności pomagają złagodzić ból, trochę mnie uspokoiły. Bardzo ważne jest, aby w I fazie porodu dużo chodzić i przyjmować takie pozycje, aby ułatwić dziecku wejście w kanał rodny. Jeśli nie ma żadnych przeciwskazań to ulgę przyniesie prysznic i masaże pleców, głównie odcinka lędźwiowego. W szpitalu, w którym zamierzam rodzić, na sali porodowej można korzystać z piłek, worków sako i gazu, który uśmierza ból. Nie ma możliwości skorzystania ze znieczulenia zewnątrzoponowego, ale ja nawet nie brałam tego pod uwagę.

Coś czuję, że moja częstotliwość pisania może być teraz trochę osłabiona, bo zwyczajnie nic mi się nie chce, ale postaram się oczywiście, aby posty pojawiały się w miarę regularnie :) Musicie zrozumieć, że zaczyna mnie ogarniać zmęczenie ciążą, stąd mój leń.


Wczoraj byliśmy na pierwszych zajęciach w szkole rodzenia. Tak jak pisałam w ostatnim poście szkoła jest refundowana przez NFZ i jest w szpitalu, w którym zamierzam rodzić. Na zajęcia można się zgłosić od 26 tygodnia ciąży i nie ma zasady, że za każdym razem tworzona jest nowa grupa, tylko przychodzi się na trwające już zajęcia i zalicza się po kolei wszystkie tematy, stąd też różny stopień zaawansowania ciąż na zajęciach. W sumie ma być chyba 40 godzin zajęć, ale nie mam pojęcia, jak w takim razie mam się wyrobić do rozwiązania. No nic, zobaczymy jak to będzie. Spotkania mamy dwa razy w tygodniu i każde z nich trwa ok. 1 godziny.
Położna, która prowadzi szkołę rodzenia pracuje w szpitalu na porodówce i okazała się bardzo fajną i wesołą babką :) cieszy mnie to niezmiernie, bo to już druga położna, którą poznałam i która być może przyjmie mój poród. Dobrze mieć w szpitalu znajome twarze i wsparcie. Teraz trzymać kciuki, abym trafiła na którąś z nich ;)

Wczoraj zajęcia odbyły się w formie pogadanki. Położna skupiła się głównie na temacie pielęgnacji krocza po nacięciu i blizny po cięciu cesarskim. Jeśli chodzi o pielęgnację to najważniejsze jest wietrzenie blizny, a do mycia wystarczy zwykły płyn do higieny intymnej, może być z korą dębu, ale nie należy go długo stosować, ponieważ kora dębu ma właściwości wysuszające. Poza tym położne starają się ochraniać krocze i nie nacinają go bez przyczyny. Szczerze, to spędzało mi to trochę sen z powiek i obawiałam się tego całego nacinania, ale po tej pogadance jestem trochę uspokojona i wiem, że nie mam się czego bać. Położna w fajny sposób wszystko wytłumaczyła, więc cieszę się, że na spotkaniach poruszane są też takie trudne tematy.

W czwartek kolejne i ciekawa jestem o czym tym razem będzie mowa. Najbardziej z tego wszystkiego zadowolony jest mój mąż, który czerpie wiedzę, bo niestety nie ma aż tyle czasu co ja, aby ciągle czytać o ciąży :) Z czasem będą też zajęcia z opieki nad noworodkiem, dlatego tak bardzo zależy mi, abyśmy zaliczyli jak najwięcej spotkań. Za każdym razem postaram się zdawać relacje z naszych zajęć.
Niedziela ma to do siebie, że zazwyczaj jest leniwa i senna. Maleństwo też podobnie odczuwa ten dzień, bo jest bardziej spokojne. Za to w nocy tak harcowało, że aż mnie zbudziło. Zaczynają się dla mnie średnio przespane noce. Ciężko mi przespać całą noc w jednej pozycji, więc 1/4 nocy się kręcę, kolejną 1/4 zajmują mi wycieczki do łazienki, 1/4 poświęcam na spokojny sen, a ostatnią część na dzidziusiowe wygibasy :) Na szczęście nie jest tak codziennie i zdarzają się noce trochę lepsze.

W piątek rozpoczęłam prasowanie pierwszej partii ciuszków. Łatwo nie było. Bardzo nie lubię prasować i to się niestety nawet przy tych maleńkich ubrankach nie zmieniło. Jednak poradziłam sobie z tym włączając "Lekarzy" i szybko mi to zleciało. Kolejna partia czeka i do prania kolejki też już ustawione. Myślę, że do połowy marca powinnam się wyrobić :)

Jutro zaczynamy szkołę rodzenia, więc na pewno zdam Wam relację jak było. Oczywiście szkoła jest przy szpitalu, w którym planuję rodzić i jest refundowana przez NFZ. Myślę, że inaczej nie zdecydowałabym się na płatne zajęcia, bo zazwyczaj nie są to małe pieniądze. Dlatego cieszę się, że są one u nas organizowane za darmo.